Z Biblią na Bonda

Na samym początku śpieszę z informacją, że tekst nie będzie zawierał spoilerów. Sam ich nie lubię i szanuję to, że inne osoby mogą mieć podobne odczucia. Brak odniesień do fabuły nie przeszkadza mi jednak na zachwycanie się nią w kontekście najnowszego filmu z Danielem Craigiem w roli agenta 007, noszącego tytuł „Nie Czas Umierać”. Będzie natomiast sporo nawiązań do pozostałych filmów z serii, połączonych z ich interpretacją w świetle Słowa Bożego. Innymi słowy – odniosę się do serii filmów o Jamesie Bondzie odkodowując je przy pomocy Pisma Świętego.

Po co chodzimy do kina?

Standardowy zespół objawów przy pójściu na film do kina młodych dorosłych to cola, popcorn i miła osoba towarzysząca. Przed pójściem na film „Nie Czas Umierać” nie spełniłem tych wszystkich wymagań, nie mniej seans uznaję za niezwykle udany. Tym bardziej, że dodatkowym gościem zabranym ze sobą do kina była w moim przypadku Biblia, przy której regularnie modlę się podczas Godziny Drogi. Zabrałem ją celowo, aby pomogła mi w mojej Przestrzennej misji specjalnej, czyli napisaniu tego artykułu. Nie zawiodłem się, o czym napiszę na końcu.

Jest wiele powodów, dla których chodzimy do kina. Pytanie o jeden główny, ociera się o pytanie po co w ogóle potrzebna jest nam kultura i sztuka. Biorąc pod uwagę fakt, że za przewodnika po dziełach kultury wziąłem sobie Pismo Święte, postanowiłem podejść do tego pytania metodycznie, analogicznie do wchodzenia w relację z Bogiem poprzez modlitwę myślną Lectio Divina. Pewien żyjący w średniowieczu kartuz opisał stopnie, po których czytający Pismo Święte wznosi się do Boga. Są to znane wielu z nas lectio, meditatio, oratio i contemplatio.

Lectio odpowiada uważnemu czytaniu fragmentu Pisma. W odniesieniu do filmu, tudzież innego dzieła kultury, jest to skupienie się na historii, jaką one przekazują. Meditatio, to w odniesieniu do Pisma Świętego rozważanie, dosłownie „przeżuwanie słowa”. Przy filmach są to dla mnie szczególnie momenty, w których coś przykuje moją uwagę i znajdę w jakimś fragmencie odniesienie do innych dzieł kultury lub sytuacji życiowych.

Oratio to modlitwa fragmentem Pisma, który szczególnie przykuł naszą uwagę. Czy można się modlić nie tyle podczas oglądania filmu, co samym oglądaniem filmu? Osobiście uważam, że tak. Czym jest bowiem modlitwa, jeśli nie mówieniem i słuchaniem Pana Boga. W czasie modlitwy filmem mówią moje myśli, a słucham przekazu, który przychodzi wraz z rozwojem fabuły i interpretacji, którą w kontekście własnego życia podsyła mi moje sumienie.

Wreszcie contemplatio, czyli miłosna obecność przy Bogu. W kontekście dzieł kultury myślę, że wiele cech wspólnych można znaleźć w procesie oczyszczenia, tj. katharsis. Towarzyszy ono oglądaniu, uniesieniom, emocjom i oczyszczaniu z nich, w ramach bycia poprowadzonym przez dzieło sztuki.

Po co nam zatem dzieła sztuki? Są paliwem. Nie dla tej wspomnianej machiny interpretacyjnej – ona pozwala jedynie uzyskać więcej energii, jak silnik o dużej mocy. Są przede wszystkim paliwem dla naszej duszy. Święty Paweł mówił o tym, że nasz byt składa się z ciała, duszy i ducha. Dusza jest mieszkaniem dla ducha naszego i Ducha Świętego. Nasz duch karmi się między innymi dziełami kultury. Duch Święty uzewnętrznia w nas swoją obecność, podczas karmienia osobowej relacji z Bogiem. Idąc na nowego Bonda z Biblią, wzmocniłem więc obydwu mieszkańców własnej duszy.

Powyższa interpretacja roli dzieł sztuki w życiu człowieka, jest jedynie autorską tezą. Nie na wszystko jestem w stanie zdobyć przypis ani nie wiem, czy uzyskałbym na nią imprimatur. Pozwoliła mi jednak przeżyć niezwykle owocnie czas spędzony w kinie. Pozwala również czerpać więcej ducha i mocy z różnych innych dzieł kultury.

Zasady są po to, aby ich przestrzegać

Trzymając się zasad można oszczędzić sporo czasu spędzanego na wymyślaniu własnych. Podążając za wskazaniami średniowiecznego mnicha, wiele osób odnajduje więcej głębi w czytaniu Pisma Świętego, niż gdyby robiło to „po omacku”.

Trzymając się biblijnej interpretacji świata, a także metody interpretacji samych świętych pism, można dojść do ciekawych wniosków przy interpretacji dzieł kultury.

Do tak przygotowanego umysłowego warsztatu wprowadziłem mega paliwo w postaci filmu „Nie czas umierać”. Wywołał on mnóstwo skojarzeń jednak, aby uniknąć bezpośrednich odniesień do fabuły, skupię się na samej koncepcji filmów o Bondzie.

Misja Królestwa

W ramach bezpośrednich przygotowań do Wymarszu Wędrownika interpretuje się wraz ze swoim Opiekunem Drogi tekst tego obrzędu. Ważne, by odnieść go nie tylko do natury rzeczy stworzonych, ale również do studium przypadku własnego życia. Co ciekawe, spośród wielu pytań, na które odpowiada przyszły Harcerz Rzeczypospolitej, tylko jedno odnosi się do tego, co jest celem powierzonej mu misji. Jest to oczywiście Królestwo Chrystusa.

Odnosząc życie harcerza lub harcerki, nie tylko HRów i HRek, będących częścią ruchu zawierzonego Maryi, podejrzewam, że często nasze tajne misje wprowadzania Królestwa Jej Syna w całym swoim życiu i świecie, który nas otacza, wymagają sporo ekwilibrystyki myślnej, słownej i behawioralnej. Oglądając serię filmów z Jamesem Bondem będącym w tajnej służbie Jej Królewskiej Mości, można tu znaleźć wiele analogii do własnego życia harcerskiego.

Obrzęd Wymarszu Wędrownika, Święty Krzyż 2021, fot.: Marek Sydor

Kolejną piękną w mojej ocenie analogią, jest porównanie do sytuacji, która również jest elementem każdej Bondowej historii, to znaczy splatania się życia osobistego Bonda z wielką misją światową, którą aktualnie pełni. Odnosząc to do swojego życia: jest to poszukiwanie miejsca na tej ziemi, w drodze do nieba, znane pod nazwą rozeznawania powołania. Przez tajemnice wiary jest ono związane z Wielką Misją – Zbawieniem i Odkupieniem rodzaju ludzkiego, które wypełnił Jezus Chrystus na krzyżu. Nasze małe sprawy, nasi mali szefowie „M”, może nie są zbyt podobni w pełnionych misjach do szefów i misji MI6, ani tym bardziej do ogromnych spraw wiary. Ale czy nie są właśnie nimi w naszych sercach?

Pewnym kontrowersyjnym wątkiem każdego filmu z Bondem jest jego, w zależności od serii, większa lub mniejsza rozwiązłość seksualna. Cóż, rozbijając wątki romantyczne Bonda na czynniki pierwsze, można w nich moim zdaniem odnieść się do i wzmocnić kulturowo, nie tylko powołanie do małżeństwa, ale ogólnie powołanie do miłości z krwi i kości.

Te czynniki to: otwartość na łaskę Bożą, umiejętność wejścia z nią w relację i udzielenia szczerej odpowiedzi na jej wezwanie. Dalej, nieprzywiązywanie się w sposób transcendentno-kultyczny do rzeczy i osób tego świata oraz nieustawanie w poszukiwaniu pereł i cieszenia się z odkrytych skarbów Królestwa Bożego w najbliższym otoczeniu.

Jak to dostrzegłem w filmach o agencie 007? Znalazłem jeden prosty sposób – krytycy filmowi mnie znienawidzą.

Słowa, które stają się ciałem

Skarby te znalazłem w ogromnej potrzebie cnót wszelkich, z miłością agape na czele, poprzez umiłowanie prawdy, słowność, szczerość, szlachetność, wierność, stałość, odwagę, męstwo i wiele wiele innych, którą to potrzebę wypełnia za nas Bond. James Bond.

Jego misje – mają wypełnienie w jego czynach, jego słowa – mają moc honorowego zobowiązania, które staje się obowiązującym statusem w relacji czy świecie fabuły filmu.

Cnót nie trzyma się w worku. Są pojęciami abstrakcyjnymi, które opisują stan człowieka, będącego w ciągłej gotowości do pełnienia dobra. Myślą, mową uczynkiem i zadbaniem. Pragnienie cnót, poszczególnych cech czy zachowań, nie jest więc potrzebą naprawienia świata – to się robi przy okazji. „Pragnienie pragnieniem zostaje” cytując Grzegorza Przemyka w słowach z wiersza o Jonatanie. Pragnienie cnót, staje się pragnieniem konkretnego człowieka, który je wypełnia. Relacji z nim. Osobowej miłości. Nie jest jakąś tam potrzebą porządku. Odwiecznym upragnieniem świata jest Serce Jezusa, jeśli ufać litaniom. Serce Boga. Człowiek nie rodzi się z takim Sercem. Może je ukształtować świadomie otwierając się na Bożą łaskę i ćwicząc w dobrej woli.

Jak to się ma do rozwiązłości Bonda? Cóż. Znam tylko stronę męską tego pragnienia, które ona wyraża i to raczej w ramach studium przypadku niż przeglądu. Nie mniej, mam nadzieję, że opisując ten auto-przypadek zilustruję pewną prawdę.

Przez chemię do gwiazd

W obecnym szefowo-HRowym stadium rozwoju, wciąż działa na mnie chemia mózgu. Neuroprzekaźniki skaczą sobie po synapsach, tworząc różne myśli i odczuci. To dobrze. To oznaka życia, najważniejsza ze wszystkich. Patrząc od strony śmierci, tylko śmierć mózgu jest nieodwracalna dla człowieka tej ziemi. Patrząc od strony życia, ile życia w mózgu tyle nadziei.

Ogarniając uniwersum własnej głowy, realizujemy jedną z dwóch najważniejszych misji rozwoju biologicznego. Są to wzrost i różnicowanie. Psychika wzrasta wraz z człowiekiem. Dobrze by było, gdyby również adekwatnie się rozwijała. Potrzeba do tego sporej determinacji, skupienia i pracy umysłowej. Efektem tych wysiłków może być nawet Królestwo Chrystusa w całym swoim życiu. Dlatego warto się tego rozwoju podjąć.

Kiedy różnicując drogi powołania, w ramach życiowych misji, dorosły mężczyzna postanowi aktywnie zmierzać w kierunku małżeństwa, nie wystarczy wola walki. Trzeba czasem dokonać rozeznania bojem. Mam tu na myśli próby wchodzenia w relacje z kobietami, którym ma się zamiar ofiarować swoją miłość.

Oglądając Bonda można zatrzymać się na następującym schemacie: dostrzeżenie kobiety, próba (zazwyczaj udana) zdobycia jej serca, konsumpcja związku.

Jednak filtrując to, co przekazuje nam historia agenta 007, przez pełnię człowieczeństwa, objawioną w Słowie Bożym, można dostrzec o wiele więcej.

Decydując się na związek z kobietą, nie decyduje się na związek z jedną jej wersją, tylko wszystkimi obliczami. Tak jak wszyscy ludzie odnajdują prawdę o sobie w Chrystusie, tak wszystkie pragnienia wyrażane pod adresem przedstawicielek płci przeciwnej realizowane są w ramach związku. Tzn. mogą być, choć niestety nie zawsze są. Wystarczy odrobina wyobraźni, wiele miłości, konsekwencja w wierności. Patrząc na różne partnerki Bonda, można wtedy nie tylko zachwycać się pięknymi aktorkami lub zazdrościć powodzenia aktorowi, ale też ucieleśniać jego misje osobiste we własnej misji osobistej dla wybranki serca.

Oddać Królowej co Królowej, a Bogu co Boże

Patrząc z perspektywy wielu godzin spędzanych na filmach o Bondzie i jeszcze większej liczbie godzin spędzanych w życiu na Godzinie Drogi, podsumowanie najnowszej misji agenta 007 oddałem Słowu Bożemu, które zabrałem ze sobą na seans. Otrzymałem Słowo z księgi proroka Izajasza: „Czyś nie Ty osuszyło morze, wody Wielkiej Otchłani, uczyniło drogę z dna morskiego, aby mogli przejść wykupieni?” (Iz 51,10).

Zachęcam wszystkich fanów przygód agenta 007 do podobnego prześwietlenia filmu „Nie Czas Umierać”. Czasem Drogi, Czasem Światła, Czasem Życia. Polecam. Warto.

Krzysztof Żochowski


Krzysztof Olaf Żochowski HR – Sekretarz Redakcji Przestrzeni. Pochodzi z 1. Hufca Garwolińsko-Pilawskiego, gdzie pełni funkcję szefa kręgu wędrowników. Jest asystentem namiestnika wędrowników. Obecnie pracuje jako lekarz stażysta w Szpitalu Powiatowym w Garwolinie.

Czy warto być HR?

Jak to jest z tym Fiat i Wymarszem? Po co to komu? Czy częściej to ważne osobiste wydarzenie, czy jedna z harcerskich formalności? Czy ma realny wpływ na codzienne życie? Czym kierują się osoby składające Fiat lub mające Wymarsz?

Te pytania zadaliśmy HR-kom i HR-rom. I poprosiliśmy ich o szczerość. Mamy nadzieję, że przemyślenia, którymi się z nami podzielili, będą dla Ciebie inspiracją do poszukiwania własnych odpowiedzi.

Motywacja

Dlaczego Fiat/Wymarsz? Żeby mieć lampkę albo kijek? Te akcesoria nie wydają się zbyt praktyczne 😉 HR-ki i HR-rzy, zapytani o swoje motywacje oraz o to, czy teraz byłyby takie same jak wtedy, odpowiadają następująco:

Moją motywacją było wewnętrzne poczucie spójności jako takiej, gdy po wielu latach odkrywania siebie w skautingu, w Kościele i w życiu osobistym uznałam, że czuję się w miarę jednością i chcę to kontynuować służąc jako HRka. Chciałam też czegoś „więcej”, choć kocham Ognisko, wtedy czułam, że wzięłam z niego wszystko, co mogłam, że bardziej chcę dawać niż brać. W sumie to naprawdę „po prostu czułam”, że to już 🙂 Moje motywacje byłyby podobne, bo wciąż odkrywam siebie i ten rozwój, miejmy nadzieję, nie ustanie.

HR-ka od roku, Fiat w wieku 23 lat

Oficjalnie zakończyć formację. Dać świadectwo. Teraz byłyby takie same.

HR od 12 lat, Wymarsz w wieku 27 lat

Bycie związanym ze Stowarzyszeniem w życiu dorosłym, chęć służby, pogłębienie więzi z Bogiem. Tak, teraz mam nadal tę samą motywację.

HR-ka od 14 lat, Fiat w wieku 24 lat

Podjęcie decyzji o tym, że chcę zawsze być blisko stowarzyszenia/służyć mu, a także, że podjąłem już najważniejsze decyzje o swoim powołaniu, rozwoju osobistym i nie wyciągnę dużo więcej ze stowarzyszenia. Teraz motywacja byłaby taka sama, ale myślę, że miałbym wymarsz rok wcześniej.

HR od 5 lat, Wymarsz w wieku 25 lat

Wejście w kolejny etap rozwoju, który będzie dawał kolejne wyzwania/zadania, gdyż zauważyłem, że powoli przestałem się już rozwijać w kręgu. Zauważyłem również, że osiągnąłem już pewną dojrzałość, która daje mi pole do „wymarszu” w dorosłość. Również chęć służenia jako Opiekun Drogi.

HR od 4 miesięcy, Wymarsz w wieku 24 lat

Uznałam, że to dobry czas. Z Ogniska zaczerpnęłam dla siebie tyle ile mogłam, również dałam od siebie sporo i przyszedł czas, by dać przestrzeń do rozwoju młodszym przewodniczkom w Ognisku, ponieważ mimo wszystko naturalnym jest, że starsi wiodą prym, mimo woli wpływają na kształt Ogniska bardziej niż inni. Szczególnie najmłodsze przewodniczki, które nie czują się jeszcze pewnie by decydować, chętnie podążą za głosem starszych, co nie jest zbyt dobre. Generalnie wyciągnęłam z formacji przewodniczki tyle, ile byłam w stanie i poczułam, że nadszedł czas, by zaangażować się w inny sposób i otworzyć się na to, by głównie dawać innym. Istotnym było uświadomienie sobie, iż Fiat nie jest końcem i rodzajem uroczystego wycofania się, zakończenia przygody skautowej, a jedynie otwarciem innych możliwości. Nie musi się on wiązać ze skautową emeryturą, a nawet nie powinien. Ważnym dla mnie było uświadomić sobie, że nie muszę ustawać w służbie po Fiat 😉

HR-ka od 2 miesięcy, Fiat w wieku 23 lat

Formacja harcerska stała się sposobem na moje życie i z perspektywy lat uważam to za trafione.

HR od 29 lat, Wymarsz w wieku 23 lat

Publiczne świadectwo dla młodszych, mające być dla mnie umocnieniem na przyszłość. Tak żeby nie zmienić wyznawanych wartości nigdy o 180st, wiedząc, że się do czegoś publicznie zobowiązuję i inni ludzie polegają na moim słowie i świadectwie. Uznałem, że taka zewnętrzna motywacja będzie mi pomocną w chwilach słabości. Dziś motywacja do Wymarszu byłaby taka sama.

HR od 7 lat, Wymarsz w wieku 28 lat

Chciałem wyraźnie zacząć wymagać od siebie więcej, poza tym czułem, że po prostu chcę – to przecież normalny etap osobistej formacji skautowej. 😉 Teraz to chyba nie miałbym już motywacji do Wymarszu, bo nie działam w skautingu tak aktywnie jak kiedyś.

HR od 2,5 roku, Wymarsz w wieku 25 lat

Przyszedł taki moment, że chociaż było mi dobrze w Ognisku, wiedziałam, że już swoje z niego zaczerpnęłam i czas na dalszy rozwój, już nie samemu, ale u boku przyszłego Męża. Poza tym, sama świadomość tego, że coś wybrałam, że zdecydowałam się żyć konkretnymi wartościami jest czymś ważnym, a jak się tę świadomość przypieczętuje adoracją, obrzędem, wyborem dewizy i symbolu – staje się też dodatkową motywacją, żeby o to dbać.

HR-ka od pół roku, Fiat w wieku 21 lat

Było kilka ważnych motywów. Jednym z nich było danie świadectwa. Potwierdzenie, że wybór drogi z Bogiem to decyzja na całe życie, a nie tylko ulotny akt w przypływie młodzieńczych górnolotnych uczuć. Teksty obrzędu Fiat są aktualne w chrześcijańskiej codzienności i dają szczególną moc w chwilach trudnych. Chciałam także wyrazić poprzez złożenie Fiat, że osoba, która ma liczne obowiązki stanu może jeszcze dać coś z siebie na służbę dla innych.

HR-ka od 5 lat, Fiat w wieku 37 lat

Skauting to moja pasja i w dorosłym życiu chcę kierować się tymi samymi ideałami, w których wzrastałem. Wymarsz to była też ważna chwila … wyjście w dorosłe życie, ale też chęć służenia w Stowarzyszeniu jako HR i jako osoba dorosła. 

HR od 14 lat, Wymarsz w wieku 24 lat

Jedna z formalności, czy ważne, osobiste wydarzenie?

Wszystkie odpowiedzi, które dostaliśmy, wyraźnie wskazują na to drugie. Dla zewnętrznych obserwatorów obrzęd może wydawać się mniej lub bardziej sztuczny. Jednak wygląda na to, że dla osoby składającej Fiat/ mającej Wymarsz obrzęd  oraz czas przygotowania do niego jest głębokim przeżyciem, ważnym momentem w życiu – nie tylko harcerskim, ale ogólnie w życiu. Poniżej wybrane wypowiedzi HR-ów i HR-ek, które to pokazują. 

Nigdy nie myślałam o Fiat jak o czymś do „zaliczenia”. Myślę, że to bardzo smutna opcja i wcale niepotrzebna. Jeśli nie chcesz go składać, nie musisz. I tak będzie w porzo 😉

Tak, był ważnym wydarzeniem. Choć równie ważny był ponad roczny okres przygotowania do Wymarszu. 

Za czasów mojej młodości nie brzmiało to patetycznie, że coś robi się dla Boga, Polski i bliźnich.

I to, i to. Uważam, że Wymarsz jest naturalną konsekwencją bycia wędrownikiem, ale też jest to wydarzenie, które wyraźnie zobowiązuje do konkretnych postaw życiowych – dlatego jest ważne.

Najważniejszy w tym wszystkim był moment, w którym zdecydowałam, że chcę złożyć Fiat i że czuję się na to gotowa. To tak naprawdę w tamtym momencie wydarzyło się we mnie najwięcej. To, co najbardziej mnie poruszyło w samym obrzędzie, to, że zjechało się na niego wiele ważnych dla mnie osób, które chciały tego dnia ze mną być.

Niezmiennie, od wielu lat, uważam ten moment za ważny obrzęd o wybitnym charakterze inicjacyjnym. Jest to bardzo ważne wydarzenie w moim życiu. Wymarsz wędrownika nadal stanowi poważne wyzwanie, aby w życiu osobistym starać się realizować te ideały, które obiecałem realizować. Jest to bardzo trudne, ale konieczne.

Fiat był dla mnie niezwykle osobistym wydarzeniem, poprzedzonym długim przygotowaniem. Uczestniczyły w nim ważne dla mnie osoby. W tym dniu właśnie za nie bardzo dziękowałam Bogu.

Wcześniej myśl o Fiat nie wywoływała we mnie ogromnych emocji, miałam jednak w sobie poczucie, że to dobry czas, właściwy. Z drugiej strony do głosu także dochodziła niepewność i wewnętrzne pytania co później. Na parę tygodni przed przeważał stres spowodowany organizacją i ogarnięciem wszystkiego, żeby wyszło to dobrze, a inne odczucia najwyraźniej oczekiwały na sam moment obrzędu, który był dla mnie ogromnie ważny, emocjonalny i zapamiętam go na zawsze.

Wymarsz podczas wędrówki na Święty Krzyż 2019, fot. Paweł Przypolski

Realny wpływ na życie?

Wszyscy wiemy, jak łatwo zapomnieć o dobrych postanowieniach… Zwłaszcza, jeśli są bardzo ambitne i niezbyt konkretne. Czy z Fiat/Wymarszem jest podobnie? Z wypowiedzi HR-ek i HR-ów wynika, że niekoniecznie. Przynajmniej część z nich twierdzi, że bycie HR wpływa na ich codzienność.

Przypomina mi on o moim powołaniu, serio! Wiem, że jestem powołana do macierzyństwa, ale do posiadania własnych dzieci jeszcze mi daleko. Dzięki powiedzeniu właśnie „Fiat” Panu Bogu przed całym skautingiem, wiem, że mogę to powołanie realizować w inny sposób – odwiedzając przewodniczki na wędrówkach, służąc na obozach szkoleniowych, czy po prostu rozmawiając z tymi, którzy tej rozmowy o skautingu i nie tylko, chcą.

W podświadomości został tekst WW, który przypomina mi się często. Także podczas wgłębiania się w tekst WW w ramach przygotowania młodszych braci, tekst mi się przypomina i staram się nim głębiej żyć.

Moja więź z Bogiem jest pielęgnowana szczególnie przez słowa mojej dewizy, o której pamiętam każdego dnia, Fiat przypomina mi że jestem powołana do służby.

Często w trudnych chwilach, chwilach zwątpienia przypominam sobie słowa wymarszu lub nawet się nimi modlę. To mi pomaga. Oprócz tego oczywiście na co dzień czuję się częścią ruchu, służę młodszym braciom itp.

To, ile dało mi harcerstwo, wciąż mnie mobilizuje, by promować ten sposób na życie.

Treść Wymarszu jest pełna mądrości, pozwala trzymać się właściwego toru, jest to dla mnie taka dobra baza do rachunku sumienia raz na jakiś czas. Przypomina, że praca nad sobą nigdy się nie kończy.

Myślę, że ma, chociaż nie zawsze może zdaję sobie z tego sprawę. Podczas Wymarszu wędrownik otrzymuje Boże błogosławieństwo, które umacnia w nim trwanie w podejmowanych w Wymarszu zobowiązaniach. Wierzę, że ja również zostałem w ten sposób umocniony i dlatego moje życie wygląda tak jak wygląda.

Tak jak wcześniej Przyrzeczenie, Fiat motywuje do ciągłej, codziennej walki o to, żeby żyć jak najlepiej i mierzyć jak najwyżej. 

W zdecydowanej większości przypadków nie. Odwołuje się do niego jedynie w momencie podjęcia decyzji o nowym zaangażowaniu w Ruchu, rozważając również aktualną sytuację rodzinną. W życiu zawodowym, społecznym, rodzinnym -nie.

Zobowiązanie do wspierania ruchu powoduje, że muszę utrzymać pewien poziom moralny w moim życiu. Nasza wspólnota dobrze mnie pionizuje. Dlatego, że mam swoich podopiecznych, rozwijam się, żeby im lepiej pomagać. Bez tego mógłbym się zatrzymać, czyli cofać.

Staram się o konkrety. Stałą formację we wspólnocie: Ekipy Naszej Pani, stały spowiednik, kierownik duchowy. Sakramenty Święte.

Jest to wyraźny punkt odniesienia w postępowaniu moralnym. Zwłaszcza w chwilach, kiedy moje obecne postępowanie nie licuje z ideałami HR-a.

Najcenniejsze są rozmowy z młodszymi braćmi na temat obrzędów, a szczególnie Wymarszu. To pozwala na nowo odkrywać treść, pogłębiać i konfrontować ją z rzeczywistością.

Motywuje do podejmowania służy każdego dnia.

Czy warto zostać HR?

Czy warto być HR? Poleciłbyś Fiat/Wymarsz każdej wahającej się osobie? Dlaczego? Odpowiedzi na te pytania można podzielić na dwie grupy. Część odpowiadających twierdzi, że tak, warto i podaje uzasadnienie. Druga część mówi, że to zależy, kwestia jest indywidualna. Niektórzy podają wskazówki dla wahających się, które mogą pomóc w podjęciu dobrej decyzji.

Tak. Tak. „Mężczyznę poznajemy po tym jak kończy, a nie jak zaczyna.”

Tak. Bez tego nasza pedagogika byłaby niepełna. Jest to jej zwieńczenie.

Warto być harcerzem! Przejście przez etap wymarszu (fiat) to konsekwencja wcześniejszych wyborów. Jeżeli ktoś się waha, to warto najpierw cofnąć się w czasie – najpierw do tych momentów, gdy wszystko było jasne i proste, a potem do tego, co się pokomplikowało i teraz jest przyczyną zawahania. Na każdym etapie naszej formacji powinniśmy mówić, co jest OK, a co nam się nie podoba. Metoda jest sprawdzona, więc trudno uwierzyć, że kogoś mogła rozczarować, a jeżeli rodzą się jakieś dylematy, to czym prędzej trzeba o tym napisać w Przestrzeni.

Tak, warto. Fiat rozpoczyna nowy etap, a w życiu nie można stać w miejscu. Jeśli nie idziemy dalej to efekt jest taki jak byśmy się cofali. Tylko podjęcie nowej dalszej drogi może nas rozwijać. Fiat to podsumowanie dotychczasowej drogi, spakowanie plecaka i ruszenie w świat…

Tak, ponieważ to naturalny etap w rozwoju, który związuje nas z Ruchem, ale dobrze rozumiany nie ogranicza nas. Łączy się z odpowiedzialnością przed innymi, ale z mojej obserwacji wynika, że jest ona podobna jak innych wykształconych, wierzących, patriotycznie nastawionych osób.

Na pewno warto żyć treścią Wymarszu, to publiczne świadectwo jest dla mnie dodatkową motywacją do trzymania się obranej drogi i kierowania się wybranymi wartościami. A bycie opiekunem drogi jest dla mnie mocno rozwijające. 

Poleciłbym, ponieważ jeżeli realnie traktuje się rozwój w czerwonej gałęzi, to Wymarsz jest niezbędnym, naturalnym przystankiem i weryfikatorem tego, co się przepracowało. Skoro rzeczywiście szło się wędrowniczą drogą rozwoju osobistego i osiągnęło dojrzałość, to czemu nie zaznaczyć tego Wymarszem.

Oczywiście, że bym poleciła! Jednak bez presji, wydaje mi się że istotnym jest, aby samemu poczuć, że to najwyższa pora, nie należy się spieszyć, chociaż zwlekanie również nie jest najlepszym pomysłem. To zdecydowanie jest kwestia indywidualna, jednak warto porozmawiać i znaleźć powód wahania. Dopiero na takim konkrecie można pracować 😉 

Stanowczo tak, ale nie jako coś, co ma ułatwić niepodejmowanie żadnych działań skautowych, a coś co ma pomóc rozwijać się podopiecznym i sobie. Jeżeli zostaje się HR i zawalczy się o posiadanie podopiecznych, a potem o nich samych, to polecam. Sam wymarsz dla wymarszu, bo czas i pora to raczej nie.

Polecam, jak najbardziej. Jeszcze jak! Fiat jest dla Ciebie, możesz z niego wyciągnąć jak najwięcej, ale gdy jednak myślisz, że nie chcesz jeszcze podejmować tego zobowiązania, to też okej. Postaraj się jednak do niego przygotowywać: pracuj na śladach, rozmawiaj z Matką Drogi, szefową Ogniska, innymi HR-kami. Bo same przygotowania dają wiele, to są wartościowe treści i rozmowy. Dają one niesamowite pole do poznania i pokochania siebie. A serce dzieli się tym, czym jest napełnione 🙂

Warto, ale to bardzo indywidualna kwestia. Nie naciskałbym na to, jeśli ktoś się waha i ma sensowne wątpliwości to myślę, że nie polecałbym na siłę. W końcu jest to zobowiązanie, a my staramy się żyć w wolności.

To jest bardzo indywidualna decyzja, jeśli skauting to styl Twojego życia, chcesz nadal trwać przy zadaniach i prawach skautowych i dawać siebie innym to Fiat jest najlepsza bramą.

Czy warto być HR? -TAK. Poleciłbyś Fiat każdej wahającej się osobie? -NIE! Tak samo nie polecałabym małżeństwa komuś, kto nie jest pewny co do swojej decyzji. Fiat to nie „zdawanie” do kolejnej klasy albo awans. Bez osobistej pewności i przekonania, że to jest MOJE zobowiązanie i MOJA decyzja ten obrzęd nie ma sensu. Dałabym czas na decyzję.

Bardzo warto, ale wahających się osób nie naciskałbym jakoś mocno. Wymarsz jest dla chętnych i czujących się do tego gotowymi. Myślę, że w decyzji na Wymarsz najcenniejsze są refleksje nad słowami ceremonii, uświadomienie sobie tego, o co w tym wszystkim chodzi. Takie refleksje po prostu warto w życiu i tak w którymś momencie podjąć, Wymarsz zatem jest do tego świetną okazją.

Oczywiście, że warto 🙂 Ale czy poleciłabym każdej wahającej się osobie? Nie. Każdej poleciłabym rozważenie tekstu obrzędu Fiat i wyzbycie się myślenia, że Fiat to jakaś odległa perspektywa czegoś niezrozumiałego. Ale Fiat to decyzja, więc musi być podjęta w wolności i zrozumieniu. Dlatego nikogo bym na siłę nie przekonywała. Natomiast ze swojej strony mogę powiedzieć, że: 1. warto było 2. cieszę się, że tak wybrałam 3. nie, po złożeniu Fiat naprawdę od razu nie pojawiają się zmarszczki, sprawdzone info 😉

Teraz Twoja kolej! Życzymy głębokich przemyśleń i dobrych rozmów!

Hanna Dunajska


Hania Dunajska jest Akelą 2. Gromady Wrocławskiej. Studiuje filologię polską i pracuje w księgarni "Pociąg do Bajeczki".

Mniej znaczy więcej – o przygotowaniach do OPP opowiada ekipa Namiestnictwa Przewodniczek

Już niedługo, w trzecim tygodniu września, od 17 do 19 dnia miesiąca, wszystkie przewodniczki z Polski zjadą się do Sanktuarium Matki Bożej Gidelskiej.  To wyjątkowe wydarzenia ma bardzo siostrzany i skautowy charakter. Więcej o przygotowaniach, znaczeniu i tegorocznej edycji opowiadają nam organizatorki – Justyna i Ania.

Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek, fot.: Monika Wójcik

Szymon: Drogie Panie, na początek opowiedzcie coś o sobie, kim jesteście, co robicie i jak angażujecie się w organizację tegorocznej pielgrzymki?

Ania: Jestem Namiestniczką Przewodniczek i w tym roku z razem Justyną, która jest szefową OPP, organizuję pielgrzmkę. Wcześniej przez trzy lata ja byłam szefową tego wydarzenia. Tak się tu znalazłam.

Justyna: Jestem asystentką namiestniczki, w ostatnim roku byłam asystentką hufcowej od czerwonej gałęzi. W tym roku jestem szefową OPP, a w poprzednich latach pomagałam w przygotowaniach. Postanowiłam jednak zaangażować się bardziej, bo uważam, że to wspaniałe wydarzenie.

Szymon: Czy dobrze kojarzę, że miałaś coś wspólnego z Euromootem?

Justyna: Dokładnie tak, razem z Karolem Kucharem odpowiadałam za naszą polską ekipę przygotowującą Euromoot.

Szymon: OPP – co właściwie oznacza ten tajemniczy skrót?

Justyna: Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek.

Szymon: OPP, to pielgrzymka inna niż pozostałe ponieważ…

Justyna: Dla mnie inna ponieważ uczestniczą w niej tylko dziewczyny, kobiety, przewodniczki i jest skautowa. Skautowa i kobieca. 

Ania: Jest to pielgrzymka, na której wszystkie się znamy. Nie jesteśmy dla siebie obce. Idzie się w swoim ognisku, które jest wspólnotą. Nie są to ludzie anonimowi i przypadkowi. Nawet, jeśli się nie znamy z imienia, to jesteśmy przewodniczkami, tworzymy wspólnotę przewodniczek. To jest dla mnie najbardziej wyjątkowe. Choć, gdy patrzy się z boku, to pielgrzymka jak pielgrzymka – idziemy w kolumnie, czasami śpiewamy, celem wędrówki jest sanktuarium maryjne, Gidle są niedaleko Jasnej Góry.

OPP, fot.: Monika Wójcik

Szymon: Dlaczego ta pielgrzymka jest skautowa? Kiedy można to zauważyć?

Justyna: Myślę, że w charakterystycznych dla czerwonej gałęzi. Bycie w ognisku, gotowanie na ogniu, Godzina Światła, Jutrznia, spanie w namiotach, proste życie. Wyruszamy w drogę i żyjemy w prostocie drogi, co jest charakterystyczne dla czerwonej gałęzi i skautów. Ale też dla pielgrzymów.

Ania: Mamy też wieczorną ekspresję. To wszystko, to są  standardowe elementy wędrówki, które są obecne w czerwonej gałęzi, w ogniskach.

Szymon: Gidle to piękne, ukryte wśród pól sanktuarium Matki Bożej przyzywanej jako Uzdrowicielki Chorych. Nie należy do najbardziej znanych. Jak to się stało, że przewodniczki z całego kraju pielgrzymują właśnie tam?

Ania: Miejsce zostało wybrane w 2017 roku. Wtedy po raz pierwszy odbyła się tam pielgrzymka. Szukałyśmy miejsca, które mogłoby co roku nas przyjmować. Wcześniej sanktuaria się zmieniały. Gidle zostały wybrane też z praktycznego punktu widzenia. Są mniej więcej w centrum Polski.Dominikanie, kustosze sanktuarium, gościnnie nas przyjęli. Już piąty raz, uwzględniając przerwę na pandemię, czwarty, będziemy w tym miejscu.

Szymon: Potwierdzam, że Ojciec Przeor bardzo pozytywnie wyraża się na Wasz temat. Gdy spotkałem go z Zastępowymi i usłyszał hasło ,,Skauci Europy”, to wiedział, o co chodzi i zachwalał współpracę z Wami.

Ania: Oj tak! My również uwielbiamy Ojca przeora.

Szymon: Ile osób brało udział w pielgrzymce na przestrzeni lat?

Ania: Zawsze było około 250-300 osób. Możemy powiedzieć, że około 300. Ile dokładnie osób pojawi się w tym roku wie Justyna, jesteśmy świeżo po zamknięciu zapisów.

Justyna: Na chwilę obecną mamy zgłoszonych 280 osób, czyli bardzo możliwe, że pojawi się ostatecznie około 300.

Szymon: Wspomniałyście o różnych elementach skautowych na pielgrzymce, a jaki jest jej plan, przebieg? Czy z każdym dniem wiąże się jakaś charakterystyczna aktywność?

Ania: W tym roku troszkę zmieniłyśmy, ale zacznijmy od stałych elementów. Dzień pierwszy jest dniem dla ogniska. Nie wymyślamy, skąd dziewczyny idą. Mają podane dokąd mają dotrzeć, ale  same planują sobie trasę. Zawsze jest adoracja, droga, ekspresja sobotnia, nabożeństwo powitalne, po dotarciu do sanktuarium w Gidlach. Pobyt w bazylice rozpoczynamy od nawiedzenia figurki Maryi. W niedzielę jest uroczysta niedzielna Msza Święta, apel i spotkanie z gościem. Małym dodatkiem są spotkania w gałęziach, kiedy.  namiestniczki przedstawiają plany na rok. To taki bonus.

Szymon: Czy w tym roku są jakieś zmiany?

Ania:  Zawsze było tak, że adoracja była w sobotę. W tym roku przesunęłyśmy ją  na piątek. Dzięki temu sobota nie jest tak bardzo intensywna, jak było to do tej pory.

Szymon: Czyli adoracja odbywa się w tym roku bardziej lokalnie na trasach?

Ania: Nie do końca, ponieważ odbędzie się, gdy już wszyscy dojdą na miejsce noclegu. Trwa mniej więcej godzinę. Połączona jest z obrzędem nałożenia krzyży. Wy też chłopaki macie krzyż pielgrzymkowy. My mamy krzyż metalowy. Gdy ktoś dostaje go na pielgrzymce, to nosi już do końca życia. Z tym samym krzyżem przyjeżdża się na kolejne pielgrzymki. Jeśli ktoś pojawi się pierwszy raz, to właśnie wtedy otrzyma go po raz pierwszy.

Szymon: Kto bierze udział w przygotowaniu ekspresji? Czy ogniska mogą się zgłaszać? Jest jakiś konkurs? Czy może wyznaczacie?

Justyna: Podejście do tematu ekspresji zmieniało się wielokrotnie. Kiedyś ognisko, które przygotowywało ekspresję wybierało następne, które za rok ją przygotuje. Później przeszłyśmy do formy konkursowej i przez dwa lub trzy lata to działało. W tym roku ekspresję przygotuje ekipa namiestnictwa we współpracy z chętnymi przewodniczkami.

Ania: Dokładnie! Jak słyszysz, my na Pielgrzymce Przewodniczek szukamy, zmieniamy, eksperymentujemy. Co roku jest inaczej. Są stałe punkty programu, ale mogą być w inny dzień. Pielgrzymka pozostaje niespodzianką i nigdy nie wiadomo do końca, co Cię czeka.

Szymon: Zatem, czy warto, a raczej dlaczego warto wziąć udział w OPP?

Justyna: Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, to po to, by dziewczyna, przewodniczka zobaczyła, że nie jest sama; że nie istnieje tylko jej ognisko. Są inne środowiska i przewodniczki. Jest nas naprawdę dużo. To daje poczucie wspólnoty, gdy widzi się trzysta dziewczyn, które wspólnie się modlą. Tym co nas łączy jest skauting i Pan Bóg. To daje poczucie siły i pozytywnie nakręca do działania w swojej jednostce. Ze mną, w nieznane, wyrusza trzysta przewodniczek, to piękne. Dla mnie to bardzo ważne.

Ania: Nie bez powodu pielgrzymka jest na początku roku. Chcemy ten rok zawierzyć Bogu. Podejmowanie służby nie przychodzi bez wysiłku. Dla tych, którzy przeżyli obozy, wędrówki, wędrówki i obozy szkoleniowe, to nabranie sił na nowy rok pracy. Są to swego rodzaju rekolekcje w drodze.

OPP, fot.: Monika Wójcik

Szymon: Rok 2021 wiąże się z pewnymi zmianami, co jeszcze będzie charakterystyczne? Czy możecie zdradzić temat, dane zaproszonych gości, powiedzieć coś więcej o ekspresji?

Justyna: Zawsze jest temat przewodni. W tym roku to ,,Mniej znaczy więcej” słowa zaczerpnięte z Encykliki papieża Franciszka. Będzie to temat przewodni. Można zobaczyć to na naszym fanpage’u na Facebooku, bo opiekun duchowy brat Szymon, kapucyn, nagrał film, w którym tłumaczy, o co chodzi w tym haśle. Będziemy nad nim zatrzymywać się w Godzinach Światła, homiliach, rozważaniach. Będzie przestrzeń, by się nad tym zastanawiać i rozważyć tę encyklikę i ten temat.

Ania: Jeśli chodzi o ekspresję, to tutaj idziemy tematycznie w stronę czerwonej metody. Będziemy mówić o formacji przewodniczki, o kolejnych szlakach, o FIAT . Będziemy się dzielić. Będą świadectwa ciekawych osób. Będzie ona mocno czerwona. Myślę, żę będzie dla niektórych porządkująca i systematyzująca. Będziemy mieć też dwa obrzędy FIAT, w piątek i sobotę.

Szymon: Myślę, że wiem już dostatecznie dużo, ale możecie jeszcze coś dodać. Może podzielcie się, czym OPP jest dla Was.

Ania: Myślę, że jeśli chodzi o przewodniczki, które to będą czytać, bo to je mogę zaprosić, to myślę, że to wyjątkowy czas. Czas rzeczywiście przygotowany dla nich. Wystarczy przyjechać i być. Warto być i jak najlepiej ten czas wykorzystać.

Szymon: A czy jest miejsce dla kogoś z zewnątrz?

Ania: Oczywiście! Można zapraszać swoje koleżanki. Każda przewodniczka może kogoś zabrać. Zaopiekujemy się i przygarniemy.

Justyna: Zdarza się, że jest ktoś z zewnątrz, w tym roku przyjeżdżają przewodniczki z Francji i zostaną przypisane do jakiegoś ogniska. Myślę, że dla kogoś z zewnątrz to idealna okazja, by rozpocząć swoją przygodę ze skautingiem. Ania: Ja też myślę, że to super wydarzenie na początek roku harcerskiego. Można wszystko oddawać Bogu i zaufać, bo będzie dobrze.

Szymon Helbin


Drużynowy z Krakowa, asystent hufcowego ds. harcerzy. Drużynowy od 2017 roku. Zafascynowany metodą Samodzielnych Zastępów oraz twórcą katolickiego skautingu o. Jakubem Sevinem. Pochodzi z Radziechów koło Żywca, a na codzień mieszka, pracuje i studiuje w Krakowie. Prywatnie nauczyciel szkół Sternika z Krakowa zainteresowany edukacją spersonalizowaną.