Przestrzeń Wolności

Artykuł pierwotnie ukazał się w Azymut – Niezależne Pismo Instruktorów (2020 r.). Modyfikowany. 

“Skauting wychowuje do wolności. Poprzez „system zastępowy” (…) uczy poczucia odpowiedzialności i sprawowania władzy na miarę kompetencji wieku młodzieńczego.” 
Karta Skautingu Europejskiego, Art. 12 

W pierwszej części tekstu (link) między wierszami postulowałem konieczność patrzenia na skauting w duchu personalistycznym. To znaczy, że w centrum zainteresowania skautingu nie stoi prężna drużyna, społeczeństwo czy przyszłość Narodu, ale osoba – nastoletni chłopak. Osoba, która przede wszystkim posiada swoją godność oraz wynikającą z niej odrębność i specyfikę (niepowtarzalność) – których nie należy zacierać. Osoba, która jest warta walki o nią ze względu na nią samą, a nie użyteczność społeczną. I wreszcie osoba, która rozwija się i staje się szczęśliwą w relacji (co jest czymś więcej niż tylko życiem w zbiorowości ludzi) – a szczególnie biorąc odpowiedzialność za inne osoby. A aby mogła nawiązywać osobowe relacje i brać odpowiedzialność konieczne jest, aby miała zdolność samostanowienia i nieskrępowaną wolę.  

Starałem się pokazać to w jaki sposób możemy rozwój tej osobowej natury wynaturzyć lub przynajmniej pozostawić bez wsparcia. Teraz pojawia się pytanie w jaki sposób ten rozwój możemy wspierać. Jak dopasować działania drużyny do potrzeb trzydziestu kompletnie różnych chłopaków i nie zwariować? Jak skutecznie kształtować harcerzy, jednocześnie unikając pokusy przeciskania ich przez ten sam szablon? W jaki sposób mimo działania w grupie kształtować osoby samodzielne, które czynnie kreują swoje życie zamiast płynąć z prądem? 

W moim przekonaniu jedyną możliwą drogą jest pozostawienia im wolności. Nie da się wykształcić wspomnianych cech ściśle programując i kontrolując działania wychowanka. Za to, jeżeli pozostawimy chłopakom swobodę, to oni automatycznie dopasują działania do swoich pragnień. Damy im przestrzeń do rozwijania swoich talentów. Unikniemy umieszczenia chłopaka w degenerującym ciepłym inkubatorze anonimowej zbiorowości, w której nic nie trzeba, za nic się nie odpowiada i niczym nie trzeba się martwić (bo starczy się podporządkować poleceniom). Damy mu szansę, aby nauczył się chodzić na własnych nogach.  

Ktoś powie, że to szaleństwo. Zostawić chłopaków samym sobie? Kupią słodycze, wyciągną telefony i zmarnują młodość. Nie wystarczy powiedzieć “róbta co chceta”, aby chłopak dobrze wybrał. Nie wystarczy wywieźć harcerza samotnie do lasu, by stał się ćwikiem. Podobnie nie wystarczy wjechać z czołgami do roponośnego kraju, aby stał się oazą demokracji. Zgadzam się – nie wystarczy. Dlatego rolą wychowawcy staje się pomóc chłopakowi zadomowić się w tej swobodzie – uczynić go pełnoprawnym obywatelem Przestrzeni Wolności. Jak zwykła mawiać Maria Montessori, stale “pomagać mu zrobić to samodzielnie”.  

Przestrzeń Wolności 

Pora odkryć karty: to całe mnóstwo słów miało służyć prezentacji tej właśnie koncepcji. W moim przekonaniu, aby realnie dać chłopcu tę przestrzeń wolności i sprawić by z niej sensownie korzystał, starczy wybrać dobre tworzywo do jej budowy – a dokładniej kompleksowo wykorzystać pięć motorów skautingu. Są one częścią koncepcji piętnastu elementów skautingu pochodzącej z tradycji skautingu katolickiego. Motory stanowią pięć elementów napędzających skauting. Z jednej strony napędzają działanie harcerzy – sprawiają, że chce im się ‘robić skauting’. Z drugiej strony napędzają ich rozwój – są narzędziami, które odpowiadają za główne oddziaływanie metody na duszę wychowanka. W FSE motory są powszechnie nauczane, a zatem znane i lubiane. Jednak tym, czego mi w tym nauczaniu brakowało, jest spojrzenie na nie całościowo, dostrzeżenie tej ogólniejszej zasady, której motory są uszczegółowieniem. Zdaje się, że zdarzyło mi się na nią natrafić i to wcale nie w czasie słodkiego dumania, lecz na placu boju – w trakcie przeprowadzania zasadniczych reform w mojej drużynie. Zanim do niej przejdę spróbuję pokrótce wyjaśnić o co z tymi motorami chodzi. 

Działanie  

Wychowujemy w działaniu – nic nie robimy w teorii. Pierwszym co się nasuwa na myśl jest grywalizacja i adwenturyzacja wszystkiego. Uczymy i ćwiczymy przez grę. Zrezygnujemy z quizów i pogadanek, zamiast uczyć się węzłów w harcówce zbudujemy drabinkę linową i platformę na drzewie oraz zawsze damy szansę działania harcerzom. Tworzymy atmosferę aktywności i działania nie marnując czasu na siedzenie w obozie lub harcówce. Jednak na tym znaczenie tego motoru się nie kończy. Oznacza on również, że chcemy, aby skauting był metodą wychowania czynnego – to znaczy takiego, w którym proces wychowawczy zachodzi dzięki aktywnościom podejmowanym przez wychowanka. Oznacza to detronizację wychowawcy. Od teraz nie są najważniejsze jego porady i gawędy, kary i nagrody (tfu, przepraszam: konsekwencje), prowadzone zajęcia i przeróżne stosowane socjotechniki. Najważniejsze są wszelkie ćwiczenia podejmowane przez harcerza i sytuacje wychowawcze, w które on dobrowolnie wchodzi. W takim ujęciu zadaniem drużynowego jest wcielenie się w rolę trenera personalnego podsuwającego harcerzowi kolejne ćwiczenia i aranżującemu sytuacje wychowawcze. Trenera, który gdy widzi niedomaganie podopiecznego – np. mającego bałagan w namiocie – nie szuka patetycznych słów pouczenia lub narzędzi nacisku, ale sytuacji sprzyjającej zmianie – np. ciekawych gier nocnych wymagającej sprawnego odnalezienia się w swoim ekwipażu. Działania takiego drużynowego nie tylko zyskają na atrakcyjności, ale również na skuteczności – nie zatrzyma się na karmieniu intelektu kolejnymi regułami, ale uzyska dostęp do woli kształtowanej przez doświadczenie. 

Rady  

Najkrócej rzecz ujmując staramy się wszystkie ważne decyzje podejmować razem z chłopakami oraz uczyć ich wspólnie rozwiązywać problemy w ramach systemu rad: Rada Zastępu, Rada Drużyny, Sąd Honorowy. Ta metoda pomaga nabyć wiele umiejętności społecznych: rozmowa, publiczne wypowiedzi, wyjaśnianie konfliktów. Jednak z naszej perspektywy najistotniejsze będą dwa zyski: poczucie wpływu na działania drużyny i zastępu oraz kształtowanie własnego zdania. Doskonalenie stosowania rad będzie polegało na coraz to radykalniejszym oddawaniu głosu zastępowym (i analogicznie w skali zastępu – harcerzom) – niech wyrażają swoje zdanie, proponują pomysły, przejmują inicjatywę, podejmują decyzje. Dlatego ważny jest sposób prowadzenia rad – nie powinniśmy przedstawiać chłopakom gotowych decyzji do klepnięcia, ale raczej wskazywać sprawy do omówienia, angażując ich w wypracowanie rozwiązań. Co istotne, system rad nie ma nic wspólnego z kolektywizacją decyzji. Mądry szef słucha zdania zastępowych i stara się jak najbardziej oddać stery drużyny w ich ręce. Ale nie zapomina, że jest szefem i ma odwagę wziąć odpowiedzialność za decyzję. System rad jest narzędziem często trywializowanym, a szkoda – jest on kluczem do uczynienia drużyny własnością chłopaków 

Interes 

Od wieków toczony jest bój o to jak ten motor oryginalnie się nazywa: interes czy zainteresowanie. Ja podpisuję się pod obiema nazwami. Aspekt zainteresowania, oznacza tyle że drużynowy dąży do tego, aby nie przepychać swoich planów i ambicji, ale pozwalać chłopakom realizować ich marzenia. Odgadnięcie tych marzeń to nie lada sztuka. Stąd mawia się, że podstawowym zadaniem drużynowego jest obserwacja. Wymaga właściwego prowadzenia rad oraz budowania bezpośrednich relacji w ZZcie. Często prowadzi również do stosowania nietypowych rozwiązań i ‚naginania’ pozostałych reguł. Nietypowa funkcja w zastępie? Czemu nie! Obóz na wozach konnych, prycze na tratwach – świetna sprawa! Laptop i drukarka obozowa służąca wydawaniu drużynowej gazety – no cóż, w imię wyższych celów… Szef wszystkie swoje cele realizuje łącząc je z zainteresowaniami chłopaków. W ten sposób realizowany jest ich interes – działają po to, aby osiągnąć własne cele. 

Odpowiedzialność 

Każdy chłopak, choć na początku o tym nie wie, chce być obarczonym odpowiedzialnością. Dzięki podziałowi zadań w ramach zastępu (kucharz, pionier, sanitariusz…) każdy z jego członków jest potrzebny, ba! nawet konieczny. Ma okazję sprawdzić swoje siły i poczuć satysfakcję z wypełnionego zadania. Odpowiedzialność powierza mu jego szef, którego dobrze zna – zatem jest ona wyrazem zaufania i buduje poczucie wartości w formie relacyjnej, a nie jedynie zadaniowej. Szef powierzający odpowiedzialność traktuje harcerza poważnie i nie wycofuje się ze swojej deklaracji – nie rozpościera ochronnego parasola zapobiegającego doświadczeniu konsekwencji działań. Jego zaufanie jest realne, odpowiedzialność jest realna, konsekwencje są realne – to nie jest zabawa na niby. 

System Zastępowy  

Creme de la creme motorów i całej metody harcerskiej. Temat, na który napisano wiele książek, których treści nie zamierzam tu powtarzać. Wspomnę jedynie o tym, że jako motor system zastępowy odnosi się zarówno do oddziaływań wewnętrznych zastępu (autonomia zastępu, podział funkcji, życie wspólnotowe, dbanie o codzienne potrzeby, harce dla samych harców, tożsamość zastępu, bliski autorytet w osobie zastępowego), jak i zewnętrznych (współpraca i rywalizacja z innymi zastępami). 

Captain Nature  

Czas na podsumowanie. Spójrzmy zatem co powstaje, gdy łączymy wszystkie motory w całość – jaka charakterystyka środowiska wychowawczego oraz jaki obraz wychowanka się wyłania.  

Można by powiedzieć, że samo danie swobody zastępom by wystarczało. Jednak kompleksowo stosując pięć motorów nie tylko pozostawiamy im swobodę, ale też stopniowo uczymy ich ją wykorzystać (wspomniane ‘zadomowienie’ w Przestrzeni Wolności). 

Poszukujemy marzeń harcerzy i staramy się dać im możliwość ich realizacji (interes). Dajemy im możliwość wyrażenia własnego zdania o planach oraz realny wpływ na sposób realizacji marzeń (rady). W ten sposób działania drużyny stają się ‘ich’ działaniami, ich – harcerzy. Nie są do nich przymuszeni, nie przyjmują ich potulnie z braku alternatywy lub znudzenia – sami je wymyślili i sami zaplanowali ich realizację. Poprzez odpowiedzialność pozwalamy im realnie się zaangażować. Zaangażowanie to wiąże się ze swoistym poczuciem własności – harcerz przyjmuje określone zadania lub obszar działań jako swój i dba o nie dla własnego interesu, a nie z powodu zewnętrznego nakazu. To dzięki temu jest możliwe, aby harcerz przyjmował odpowiedzialność dobrowolnie, a nawet samoczynnie ją podejmował. Całą tę machinę wprawiamy w ruch dzięki napędowi działania. Te wszystkie uczucia, poczucia, plany i deklaracje nie kończą się na rozmyślaniach – są realizowane poprzez konkretne działania. Wszystkie te zyski uzdalniają harcerza do czynnego kreowania swojego otoczenia. Przestrzeń do tej kreacji daje harcerzom system zastępowy. Tę przestrzeń najlepiej wizualizuje obraz obozowiska zastępu w czasie obozu (i analogicznie obraz miejsca zbiórek). Na trzy tygodnie banda chłopaków dosłownie dostaje od nadleśnictwa kilka arów ‘czystego’ lasu do dyspozycji. Nie są na nim dozorowani i sterowani – oni tam rządzą! Starają się w tym fragmencie świata jak najlepiej urządzić i spędzić tam czas jak najowocniej. Co ważne te starania dotyczą nie tylko gier i rywalizacji o wstążkę za pionierkę, ale również życia codziennego: gotowanie, zabezpieczenie chrustu, gospodarowanie wolnym czasem… Motory przestają być elementem programu drużyny – może dopasowanego, może skonsultowanego, ale jednak ‘zewnętrzengo’ i formalnego – a stają się częścią ich codzienności i ich własnej spontanicznej aktywności. W końcu prawdziwy zastęp jest bandą podwórkową, a nie klasą podążającą za programem. Niezwykle istotna jest trwała tożsamość zastępu (zastępu wielowiekowego) i wynikająca z niej łatwość z jaką jest się z zastępem utożsamić. Chodzi o to, że harcerze nie tylko walczą o nagrody i dbają o to by było co do gara włożyć. Oni przede wszystkim tworzą legendę swojego zastępu. Wymyślaj wyczyny i popisy, organizują zbiórki, planują wypady i niestandardowe wydarzenia. Podejmują wiele aktywności z własnej inicjatywy. Ucząc się kreować ciekawe i wartościowe życie zastępu w pewnym sensie uczą się kreować swoje własne życie. I na końcu: ciężko dać chłopakom większą swobodę, niż ta którą otrzymują w ramach uznawanej, autonomicznej bandy podwórkowej. 

Zapewne w wielu głowach pojawiają się teraz wątpliwości. Czy to jest możliwe? Czy to nie utopia? Ile lat pracy wytrawnego pedagoga trzeba, aby taki efekt osiągnąć? Przecież tego się nie wprowadzi od tak… I o to chodzi! Ważne jest, że wolność dawana harcerzom przez skauting jest wolnością, którą się zdobywa. To znaczy zakres wolności jest tym większy, im dalej harcerze postąpią w ‘zadomawianiu się’ w niej. Im bardziej harcerze angażują się w rady, im większy wpływ chcą mieć, im chętniej podejmują odpowiedzialność, im …, tym więcej możliwości się przed nimi otwiera. Można powiedzieć, że tej wolności nikt im nie daje, ale oni, rozwijając się, sami ją sobie biorą.  

Na marginesie dodam, że z doświadczenia wiem, że w przeciągu roku jest możliwe zastartowanie zmian w tym kierunku, więc zapewne w dwa lata można by do tego ideału znacząco się przybliżyć.  

Podsumowanie podsumowania  

O co tyle zachodu? Czy chodzi tylko o to, aby zróżnicować zajęcia dla różnych harcerzy? Uatrakcyjnić? Otóż nie tylko. Jak wspominałem wychowanie indywidualne powinno nie tylko różnicować podejście do wychowanków (“aspekt zewnętrzny”), ale również kształcić w nich cechy uzdalniające do samodzielnego życia jako pełnowartościowa osoba (“aspekt wewnętrzny”).  Moim zdaniem, dzięki powyższym cechom, skauting może takie postawy kształcić. Całe rozumowanie opiera się na założeniu, że następuje “transmisja” postaw z działań harcerskich do życia codziennego. Myślę, że nie jest to założenie nieuzasadnione i można je podeprzeć przykładami. 

Najkrócej mówiąc chcielibyśmy, aby harcerze stali się gospodarzami swojego życia. A więc przede wszystkim, aby wykształciło się w nich poczucie własności i dbali o swój los jak o swój własny (jakkolwiek paradoksalnie to brzmi). A więc, aby napotykając trudności lub doświadczając braku nie szukali winnych lub usprawiedliwienia, lecz starali się na miarę swoich możliwości problemowi zaradzić. Aby traktowali swoje życie jako wielki harc – a więc własne dzieło, które każdy stara się stworzyć jak najwspanialszym dla własnej radości i dla zysku bliźnich (dawniej: zastępu). Harc, z którego mogą również czerpać radość i cieszyć się chwilą, a nie jedynie liczyć zyski. Aby tego dokonać konieczna jest aktywna postawa, czyli odruch działania pozwalający plany i marzenia wdrożyć w życie. 

Ponadto, dzięki stworzeniu Przestrzeni Wolności dajemy chłopakom swobodę do własnych prób. Prób odnalezienia talentów, odkrycia powołania, wykorzystania predyspozycji, poznania siebie – prób prowadzących do ukształtowania się tożsamości. 

Uważam, że te zyski – inicjatywa i swoboda do rozwoju – są jedną z największych zalet skautingu. Wydaje mi się, że są one równie ważne, albo nawet ważniejsze od dyscypliny i nawet szeroko pojętej porządności lub słowności. Po części potwierdza to Baden Powell pisząc w “Skautingu dla chłopców”, że o wiele łatwiej jest zrobić ze skauta dobrego żołnierza (posłusznego, zdyscyplinowanego), niż z żołnierza skauta (samodzielnego, wykazującego inicjatywę, zaradnego). Dlatego też wybrałem inicjatywy i wolności piewcą być! 

Skauting stwarza sposobność dla inicjatywy, samokontroli, ufności we własne siły, samoopanowania i kierowania sobą” – Wskazówki dla skautmistrzów 

Ignacy Piszczek


Ignacy Piszczek – przez 5 lat drużynowy, w międzyczasie zamieszany w sprawy namiestnictwa, szkolenia i Centrum Rozwoju. Obecnie namiestnik harcerzy. Fan dydaktyki, fanatyk anegdotek.

My też mamy Szare Szeregi!

Jakiś czas temu byłem zaproszony na konferencję instruktorską pewnej chorągwi ZHR, żeby opowiedzieć o nas, a szczególnie o fenomenie naszego prędkiego rozwoju. Ktoś by powiedział: “Jak to – sprzedajesz nasze know how konkurencji? W dodatku chorągwi działającej na naszych terenach misyjnych!” Mimo to poszedłem. Po pierwsze dlatego, że w istocie nie jesteśmy konkurencją – wszak gramy do tej samej bramki. Ale również dlatego, że nasze know how nie jest takie łatwe do ukradnięcia. Nie wystarczy o nim usłyszeć, żeby je z powodzeniem wdrożyć. Oczywistą barierą są różnice w metodzie. Nasze najefektowniejsze 

i najefektywniejsze sztuczki – zastępy zakładane z biegu i Sieć Samodzielnych Zastępów – wymagają funkcjonowania w świecie radykalnego systemu zastępowego i związanego z tym sposobu myślenia. Drugim niewątpliwym zasobem, który ciężko pozyskać, jest wsparcie Kościoła, które otwiera nam wiele ścieżek do przyszłych harcerzy. Lecz trzeci, być może najważniejszy skarb stanowiący napęd naszego rozwoju ukazał się moim oczom dopiero w czasie wspomnianego spotkania.

Skąd w tytule Szare Szeregi?

Truizmem byłoby stwierdzenie, że polskie harcerstwo od założenia było związane z dążeniami niepodległościowymi. Związek został dodatkowo utwierdzony przez bohaterski udział harcerzy w działaniach wojennych. Dlatego myślę, że śmiało można stwierdzić, że walka o niepodległość stanowi mit założycielski polskiego harcerstwa, na którym w dużej mierze opiera się jego tożsamość i który powraca często w rozmowach, gawędach i sposobie myślenia. Symbolem tego jest dla mnie tak często powracający mit Szarych Szeregów (gdzie słowu mit przypisuję zdecydowanie pozytywne znaczenie). My, jako SHK “Zawisza” również czujemy się spadkobiercami polskiej tradycji harcerskiej i jest ona ważnym elementem naszej tożsamości. Ale myślę, że w naszej narracji mit niepodległościowy pojawia się zdecydowanie rzadziej, niż u naszych zielonomundurowych braci. Myślę, że nie jest on tym, co grzeje młode zawiszackie serca. Nie jest on tym, o czym prywatnie chętnie rozmawiamy lub stawiamy na wzór kształconym przez nas szefom. No właśnie – a o czym chętnie rozmawiamy, o jakich postaciach z naszej historii opowiadamy z wypiekami na twarzy? 

Zdecydowanie najczęściej powtarzanym nazwiskiem jest Jacques Mougenot. To był kozak! Gość w ciągu swojego życia odebrał od swoich harcerzy ponad 6000 Przyrzeczeń – to znaczy, że w życie tych kilku tysięcy osób wniósł na tyle dużo dobra, że zdecydowali się zaangażować na poważnie. Zastępów założył tyle, że ciężko zliczyć. Czymś zupełnie normalnym było dla niego organizowanie obozu dla 65 zastępów i to w dodatku z kadrą liczącą tylko czterech dorosłych (z czego jeden to duszpasterz), bo jak pisał “im mniej dorosłych na obozie, tym lepiej”. A jeszcze w dodatku, po 25 latach służby(!), gdy ustępował już z funkcji (albo może wcześniej – dla mitu nie jest to istotne) zostawił swoim kilkudziesięciu zastępowym testament “niech każdy zastęp założy szczep w swojej miejscowości” – i podziałało. To jest gość! O, jeszcze jeden. Jakże mnie zachwyciło, gdy na Forum Młodych usłyszałem o Jean-Charles de Coligny. To, że jest twórcą współczesnej metody wędrowniczej oraz przeprowadził pierwsze Wymarsze Wędrownika w FSE to jakoś mnie nie porwało. Ale usłyszałem anegdotę (hm, to chyba był on?), że jako komandos był zmuszony często zmieniać miejsce zamieszkania. No i jak na złość, w tych miejscowościach nie było jeszcze Skautów Europy. Więc co robił? Tworzył tam szczepy. A jak? Ano, miał on całkiem liczną rodzinkę, więc tak się działo, że gdy przyjeżdżali w nowe miejsce on zostawał Akelą, najstarszy syn drużynowym, młodszy zastępowym, najmłodszy wilczkiem – i analogicznie z żoną i córkami. A jak dzieci podrosły, to państwo de Coligny zostali szczepowymi (nowozałożonego środowiska rzecz jasna), a ich dzieci szefami należących do niego jednostek. I tak bodajże kilkanaście razy – z trwałymi efektami! Zrobiło to na mnie takie wrażenie, że dodałem tę opowieść do mojego stałego repertuaru anegdot. A ktoś z naszych? Hm, “za moich czasów” taką legendą był również Zbyszek Minda. Facet będąc Komisarzem Federalnym (numer jeden w Europie!) posługiwał się wizytówką ze skromnym tytułem “specjalista od zakładania szczepów”. Latał po całym kraju i gdzie mógł to robił nabory. Do dzisiaj, gdy o tym opowiada, to się gość nakręca – a już sporo lat minęło. Podobnie legendą naszego hufca był pewien szef PuSZczy, którego w rozmowach nie nazywano inaczej niż “Król”. Można by wymieniać i wymieniać.

Do czego zmierzam? Zaryzykuję stwierdzenie, że mitem założycielskim Skautów Europy jest… podbój świata oraz to młodzieńcze szaleństwo, które do niego prowadzi. Jest to mit rzeczywiście założycielski – bo też on leżał u początku naszej Federacji. Na spotkaniu w Kolonii w 1956 r. spotkało się około 30 dwudziestoparolatków. Stwierdzili oni, że chcą zrobić ruch tak potężny, by mógł odrodzić europejskie braterstwo. Odrealnieni marzyciele! Tak się składa, że założony przez nich ruch dzisiaj liczy ponad 67 000 członków pochodzących z krajów trzech kontynentów. W samej Francji, gdzie w dniu powstania FSE była jedna drużyna, składająca się z rosyjskich imigrantów w Paryżu, już po 20 latach mamy 623 drużyny! Do tych drużyn jeszcze wrócimy.

A co w Polsce?

Znowu – do czego zmierzam? Zasobem, którego nie doceniamy, a który decyduje o fenomenie naszego rozwoju, jest ta historia podboju świata oraz wypływający z niej młodzieńczy zapał i duch apostolstwa. Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że to jest główna siła, która sprawi, że w 2030 r Skauci Europy będą w każdym powiecie, a tłumu tego nikt nie przeliczy. Potwierdza to historia. Kiedy nastąpił najintensywniejszy rozrost naszego Stowarzyszenia? Co takiego się wydarzyło? Czy był to EuroJam w Polsce? Albo rok powołania Centrum Rozwoju? Rozczaruję Cię, Drogi Czytelniku, ale nie. Zaczęło się od tego, że w pewnym mieszkanku spotkała się grupa kilkunastu znajomych. Stwierdzili oni, że tak dalej być nie będzie i za 10 lat ma nas być czterokrotnie więcej. Wtedy, 2 grudnia 2009 r., założyli oni nieformalny Ruch Sześć Tysięcy, którego rolą było obudzić nas i poderwać Stowarzyszenie, by zawojowało Polskę. Czyli mówiąc wprost – byśmy dotarli do chłopaków i dziewczyn, którzy potrzebują skautingu, aby ich życie mogło prawdziwie rozkwitnąć. Aby dotrzeć do tych, dla których zbawienia skauting może być potrzebny. Udało im się. W 2009 roku rozpoczyna się Złota Dekada Rozwoju skautingu w Polsce. Stowarzyszenie doświadcza intensywnego wzrostu. A wszystko to dzięki zapałowi zwykłych szefów oraz rodziców, którzy odkryli swoją misję. To nie pierwszyzna. Jak obiecałem, tak też robię – wróćmy na chwilkę do tych 623 drużyn, które w 1976 działały we Francji. Otóż okazuje się, że 246 z nich (szybka matematyka: ok 40%) powstało właśnie z samodzielnych zastępów, którym Jacques powierzył tę misję. To jest właśnie siła – młodzi biorący sprawy w swoje ręce.

Już po raz ostatni – do czego zmierzam? Nie wiem. Myślę, że chciałem dać ujście zapałowi, który rozbudziły rozmowy z chłopakami z ZHR. Chciałem też podzielić się prawdą o naszym Stowarzyszeniu, którą odkryłem w małej salce pod klasztorem jezuitów. Ale chyba również chciałem wyrazić swoją tęsknotę za mesjaszem. Mesjaszem, który tak jak kilkanaście lat temu ekipa Zbyszka Mindy, zapali w nas ten płomień, ale też wskaże metodę działania. Tęsknotę za tym, aby Złota Dekada nie stała się jedynie legendą, ale również doświadczeniem obecnego pokolenia Skautów Europy.

Wasz na zawsze. Igor

Ignacy Piszczek


Ignacy Piszczek – przez 5 lat drużynowy, w międzyczasie zamieszany w sprawy namiestnictwa, szkolenia i Centrum Rozwoju. Obecnie namiestnik harcerzy. Fan dydaktyki, fanatyk anegdotek.

„Łatwo jest mówić, trudniej pracować…”

W Palmirach wyłaniają się z mgły rzędy równomiernie ułożonych krzyży. Ich widok, ilekroć tu jestem, wprawia w zadumę nad tragedią rozstrzelanych, strachem nad skalą niemieckiego terroru, refleksją nad przyczyną tych mordów. Na cmentarz wchodzi się przez bramę z napisem: „Łatwo jest mówić o Polsce, trudniej dla niej pracować, jeszcze trudniej umrzeć, a najtrudniej cierpieć”. Samo, zresztą symboliczne, zdanie zostało wyryte w jednej z cel w katowni gestapo na Alei Szucha. Przypominają się też inne wyskrobane w niemieckich więzieniach napisy, takie jak urywek z Horacego: „Dulce et decorum est pro Patria mori” – „Słodko i zaszczytnie jest umrzeć za Ojczyznę”, czy też ten z więzienia w Hotelu Palace w Zakopanem, który stał się później jednym z tekstów w Symfonii Pieśni Żałosnych Henryka Góreckiego: „Mamo nie płacz, nie. Niebios przeczysta Królowo, Ty zawsze wspieraj mnie. Zdrowaś Mario”.

Czytamy Dziady, Redutę Ordona, Kordiana, Kamienie na Szaniec i wiersze Baczyńskiego, pamiętamy  fragmenty ze Słowackiego „Polska Winkelriedem narodów!/Poświęci się, choć padnie jak dawniéj! jak nieraz!” Zresztą to za Słowackim właśnie śpiewamy na naszych ogniskach: „Bo kto zaufał Chrystusowi Panu/ I szedł na święte kraju werbowanie/Ten de profundis z ciemnego kurhanu/Na trąbę wstanie”. W jaki sposób udźwignąć to nasze dziedzictwo? W jakim kluczu odczytać ma je polski skaut?

Rozmawiam z moimi znajomymi. Mówią sloganami: „Polska to kraj z tektury i to takiej przemoczonej” – nie czarujmy się, wszyscy wiemy, że w takich porównaniach padają mocniejsze słowa. „Polska to chlew” – to pada o wiele częściej. „Nie chcę mieć nic wspólnego z tym krajem”. Znajomi się pytają: a co ty sądzisz o Polsce?

A ja? Jaką mam postawę wobec patriotyzmu? Czy jako drużynowy, wódz mojej drużyny przekazuję go chłopakom? Przecież przyrzekałem: „Całym życiem służyć Bogu, Kościołowi i mojej Ojczyźnie”, co więcej – jako drużynowy obiecywałem nie tylko przestrzegać ale i „uczyć przestrzegania Prawa Harcerskiego, zasad, regulaminów i pedagogiki Federacji Skautingu Europejskiego”. Na przyrzeczeniu, które odbieram, zwracam się do drużyny: „A teraz wymieńmy wspólnie prawo harcerskie i zasady podstawowe” I powtarzamy wówczas: „Harcerz jest wierny swojej Ojczyźnie i działa na rzecz jedności i braterstwa w Europie”. Rozmawiam z niektórymi harcerzami, co to znaczy być „lojalnym wobec swojego kraju?”

Aby odpowiedzieć sobie na powyższe pytania, starałem się zobaczyć, co na ten temat sądził Jacques Sevin i Michel Menu, co jest napisane w dokumentach podstawowych, co zawiera się w pedagogice skautingu katolickiego. Przede wszystkim wychodzę z założenia, że wychowanie patriotyczne w naszym ruchu jest czymś naturalnym, chęć wychowania dobrych obywateli stanowiła jedną z przyczyn założenia skautingu przez lorda Baden-Powella. Dlatego chciałbym na początek przywołać ponaglenie Stanisława Sedlaczka, który w broszurce pt. Kilka myśli o zadaniach harcerstwa wydanej w 1919 roku pisał: „musimy budować Polskę w duszach — przez wychowanie”.

Po pierwsze: budować Polskę. W jaki sposób? W Skautingu autorstwa Jacquesa Sevina czy w „Podstawach fundamentalnych Skautingu” zredagowanych między innymi przez Michela Menu nie znajdziemy osobnych rozdziałów poświęconych stricte tematom patriotyzmu. Wśród aktywności harcerskich nie znajdziemy żadnych, które wprost realizują to zadanie. Można powiedzieć, że wszystkie nasze czynności w jakiś sposób wpływają na Ojczyznę. A w szczególności codzienny dobry uczynek, który analizował Sevin w „Skautingu”, podając go jako główną przyczynę wpływu na społeczeństwo i naród:

Na początku śmialiśmy się z tego pozornie łatwego obowiązku. Kiedy rodzice uświadamiali sobie, że ich dzieci wracały ze spotkań mniej egoistyczne i bardziej usłużne, kiedy przechodniowi przystającemu na skraju chodnika, skaut oferował wskazania drogi lub pomoc w noszeniu paczek, (…) kiedy widzieliśmy organizowane przez zastępy małe „święta dobrotliwości” dla na najbardziej potrzebnych rodzin lub przedsiębrane za darmo jakieś rzeczywiste prace w publicznych miejscach, takie jak wyciosanie w urwisku schodów o siedemdziesięciu pięciu stopniach przeznaczonych robotników fabryki, aby nie musieli chodzić na około. Kiedy dostrzegliśmy że Dobry Uczynek kończy się na licznych akcjach ratunkowych, które kosztują często życie młodych bohaterów, wówczas już nie pozwalamy sobie śmiać się z tego, a jedynie szczerze podziwiamy.

Jeśli chcę jako skaut być patriotą zadaję sobie to pytanie: jak u mnie z codziennym dobrym uczynkiem? Czy jeszcze pamiętam, że naczelnym zadaniem wędrownika jest każdego dnia obserwować otoczenie, bo tylko przez to można dostrzec możliwość służby drugiemu człowiekowi? Czy przekazałem mojej drużynie nawyk codziennego dobrego uczynku?

Okazja do służby w drodze na Święty Krzyż, fot. Marcin Jędrzejewski

Po drugie: budować w duszach, czyli w poszczególnych jednostkach, osobach. Z literatury skautowej nigdzie nie wynika że należy organizować lub uczestniczyć w masowych akcjach, wielkich manifestacjach, uroczystych przemarszach. Nieznane być powinny „jakiekolwiek formy umasowienia lub kolektywizacji”, które powodują jedynie pojmowanie patriotyzmu jako przynależności do określonej a nie innej grupy społecznej. Karta Skautingu Europejskiego, mówiąc o formacji społecznej daje nam przykłady samodzielnych sposób wyrażania miłości do Ojczyzny, takich jak „poczucie honoru, prawdziwa wierności, szacunek dla danego słowa, poczucia odpowiedzialności obywatelskiej w ramach wspólnot doczesnych”. Tego nie da się robić z kimś, to trzeba wypracować w sobie.

Po trzecie: budować przez wychowanie. Mając na uwadze powyższe dwa punkty, wychowanie w skautingu odbywa się szczególnie przez działanie. Realizuje się to dzięki dawaniu harcerzom możliwości poszukiwania problemów społecznych w miejscach gdzie żyją, a także dzięki wymyślaniu sposobów ich rozwiązywania.  Pokazywanie harcerzom, że wszystko co czynią, wnosi coś dla Polski – może ją zarówno budować jak i niszczyć.

Nie trzeba robić kolejnej fabuły historyczno-patriotycznej, wielkich gier o zwycięstwach Sobieskich i Batorych, ekspresji na temat Powstania Warszawskiego, nie trzeba trzymać wart honorowych czy pocztów sztandarowych na uroczystościach państwowych. To co jest możliwością, nie powinno stawać się regułą w wychowaniu patriotycznym w skautingu. Słyszałem, że uczestnictwo w uroczystościach to jeden z możliwych aspektów służby. Zastanawiam się komu służę w danym momencie? Jeśli rzeczywiście wtedy służę. Bo jeśli nie człowiekowi, ani nie Panu Bogu, to taka służba wydaje się dziwnie pusta. Służba to chyba zbyt wielkie słowo na zwykłą obecność na tym czy innym wydarzeniu.

Nie jestem przeciwnikiem powyższych aktywności, jednakże nie powinny one stawać się zamiennikiem za zwykły, cichy dobry uczynek, który zrobi się  samemu lub grupą. Nie powinny zasłaniać rzeczywistych problemów, bo skaut nie żyje w świecie iluzji. Być może będzie to nas coś kosztowało. Być może nasz brak pojawiania się na uroczystościach państwowych będzie skutkował tym, że mniej osób nas ujrzy, nie będziemy przez dłuższy czas jak „śledź na wigilię”, być może nie jeden ksiądz proboszcz zdziwi się, gdy mu odpowiemy, że nie będziemy mogli się pojawić na warcie pod pomnikiem poległych w czasie II wojny światowej, bo zastępy będą w tym czasie zajęte pomocą osobom starszym w sprzątaniu grobów swoich bliskich czy wspólnym śpiewaniem piosenek wojskowych z podopiecznymi DPSu. To ta właśnie służba i ten kontakt z ludźmi wychowa ich o wiele bardziej niż najdłuższe trzymanie sztandaru czy warty honorowe na kolejnych, mnożących się rocznicach i uroczystościach.

We współczesnym świecie mamy wielu ludzi, który wypowiadają duże słowa o Polsce, Polskości, o Ojczyźnie. Ludzi, którzy w codziennym życiu nie żyją wypowiadanym ideałem. Dlatego uważam skauting za tym wartościowszy, im bardziej wzbudza w chłopcu przekonanie, że jego patriotyzm nie zależy od jedynie jego słów, lecz przede wszystkim od czynów, od pielęgnowania w sobie honoru, od poczucia odpowiedzialność za środowisko lokalne, które tworzy. Na fundamentach takiego aktywnego, świadomego i otwartego na innych patriotyzmu można budować poczucie zjednoczonej, braterskiej Europy. Skauting, który tak wychowa chłopca będzie prawdziwie europejski.

Rozliczni święci i błogosławieni Polacy troszczący się o dobro Ojczyzny, dali nam wzór takich codziennych dobrych uczynków, które kształtują naszą miłość do Ojczyzny i wpływają na nią. Bez służby drugiemu człowiekowi, trudno jest budować wspólnotę. Martyrologia, którą przywołałem na początku miała sens, jeśli będziemy o niej nie tylko pamiętać, lecz także jeśli będzie nas pobudzała do cichej pracy na rzecz Ojczyny. Bowiem łatwo jest mówić o Polsce, trudniej dla niej pracować.

Szymon Gontarczyk


Drużynowy 3. Drużyny Krakowskiej, ale rodem z zachodniej części Mazowsza. Skauting poznał przez zbyt intensywną naukę francuskiego, która doprowadziła go do filmików Scouts d’Europe. Wałęsając się po różnych miastach i miasteczkach Polski, poznając ich historię i coś tam pisząc na temat ich piękna, kultywuje zapomniane już ideały średniowiecznych wagabundów i romantycznych flanerów.

65 lat Federacji Skautingu Europejskiego!

Z okazji 65-lecia FSE (1 listopada 1956r. – 1 listopada 2021r.), publikujemy okolicznościowy tekst, powstały 5 lat temu w języku francuskim, przybliżający historię naszego ruchu.

1956 – 2016 – 60 lat Międzynarodowego Związku Przewodniczek i Skautów Europy, U.I.G.S.E.-F.S.E.

Początki

1956: Kolonia

Pierwszego listopada 1956 (Dzień Wszystkich Świętych) w młodzieżowym domu kultury znajdującym się przy ulicy Maccabees w Kolonii w Niemczech, spotkało się około trzydziestu młodych niemieckich skautów. Byli wśród nich zarówno katolicy, jak i protestantami. Na przestrzeni ostatnich lat byli oni w kontakcie z organizacją „Europa-Scouts” założoną w 1952 roku w Austrii, ale głęboko ich zawiódł bezwyznaniowy skauting tej organizacji pozbawiony szczytnych ideałów, odbiegającym od metodyki wypracowanej przez Baden-Powella i w pełni zcentralizowanym przez struktury w Wiedniu.

Młodzi ludzie cierpieli już w trakcie wojny i doświadczali okresu niepewnego pokoju w czasach Zimnej Wojny pomiędzy zachodnio-europejskimi demokracjami, a reżimem komunistycznym narzuconym przez Związek Radziecki krajom Europy środkowo-wschodniej, mieli potrzebę utworzenia ruchu pozwalającego im osiągnąć lepsze zrozumienie pomiędzy wszystkimi młodymi ludźmi.

Adalbertus Wiosenny 2021, fot. Zbyszek Stachowski

Byli oni w pełni świadomi faktu, że odrzucenie Boga przez nowoczesne narody oraz tendencja do podporządkowania wiary interesom ogólnonarodowym, powszechnemu uniwersalizmowi lub wyższości państwa, a także ideologizowanie rasy i narodowości spowodowało podział Europy, co doprowadziło do zignorowania wymiaru dobra wspólnego. Mieli świadomość tego, że powyżej wymienione doświadczenia doprowadziły do wielkiej katastrofy, jaką była Druga Wojna Światowa, której byli świadkami i ofiarami.

Założenie

Młodzi skauci, katolicy i protestanci, którzy spotkali się w Kolonii, chcieli, żeby ich skauting był wierniejszy naukom Baden-Powella, czyli miał jasną konotację chrześcijańską, ponieważ wiedzieli, że wiara chrześcijańska jest podstawą cywilizacji europejskiej.

Ci wszyscy młodzi ludzie, którzy tam byli, zgodzili się na propozycję skautingu mającego chrześcijańską podstawę, otwartego na wymiar europejski i konieczność utworzenia federacji w celu rozszerzenia skautingu o kolejne narodowe, autonomiczne stowarzyszenia oparte na tych samych zasadach.

Z powyższych powodów, zaadaptowali nowe zasady i reguły do ich niemieckiego stowarzyszenia „Bund Europäischer Pfadfinder” (B.E.P.), utworzonego parę lat wcześniej i stworzyli federację „Fédération du Scoutisme Européen” (F.S.E.), aby zebrać zagraniczne stowarzyszenia, które w przyszłości poprosiłyby o dołączenie do tej federacji.

Należy zauważyć, że raport ze spotkania w Kolonii był spisany w języku niemieckim, podczas gdy nazwa nowej federacji była zapisana po francusku – języku używanym w komunikacji międzynarodowej, niewypartym jeszcze wtedy przez angielski.

Symbol F.S.E.

Karl Schmitz Moormann i Pierre Joubert

Z nadzwyczajnym wyczuciem symbolizmu, młodzi szefowie zgromadzeni w Kolonii wybrali, do noszenia na sercu, emblemat, który odzwierciedlał ich szczytne ideały.

Dla wszystkich skautów na świecie, symbolem jest lilijka wybrana przez Baden-Powella, ponieważ kiedyś wskazywała północ na dawnych kompasach i mapach morskich.

Tym symbolem Baden-Powell chciał jasno pokazać swoją intencję – umiejętność kształtowania charakterów, to znaczy mężczyźni i kobiety potrafiący namierzać swoją drogę i zostać na kursie życia, nawet w sytuacji, gdyby wokół nich zmieniłoby się w pełni zarówno społeczne jak i psychologiczne otoczenie.

Tymczasem dla młodych ludzi zgromadzonych w Kolonii, gwiazda polarna wskazywana przez lilijkę kompasu, to Chrystus, zmarły na krzyżu i zmartwychwstały dla zbawienia wszystkich ludzi. Ten krzyż, czerwony od krwi Chrystusa, ma osiem końców symbolizujących osiem błogosławieństw z Kazania na górze, to fascynujący program życia dla tych, którzy chcą podążać za Chrystusem.

Niemiecki Naczelnik, Karl Schmitz Moorman, który studiował w Paryżu w 1957, poprosił Pierre’a Jouberta, sławnego skautowego ilustratora i specjalistę heraldyki, aby narysował graf odznaki. Z powodów estetycznych, Joubert szukał krzyża na tyle szerokiego, by zawrzeć w nim złotą lilijkę i zdecydował się na ośmioramienny krzyż cysterskiego klasztoru Morimond, który później został krzyżem Rycerzy Szpitalników Świętego Jana z Jerozolimy. Nie był to przypadek, że ta odznaka została wybrana w dniu uroczystości Wszystkich Świętych, kiedy to Kościół głosi uroczyście na całym świecie każdego roku osiem błogosławieństw, symbolizowanych przez osiem końców tego krzyża.

Krzyż Federacji Skautingu Europejskiego, materiały SHK „Zawisza” FSE

Ideały

Duch założycieli

Kilka zdań opublikowanych w magazynie z tego okresu, pomaga nam lepiej zrozumieć ducha tych młodych szefów.

„… Chłopcy i dziewczęta stwierdzili, że nie dadzą rady co dwadzieścia lat zaczynać od nowa, walczyć przeciwko sobie, a miliony sierot nie mogą czekać na swoją kolej, żeby pójść na kolejną wojnę… W obliczu stosów zwłok spychanych przez buldożery, miast zrównanych z ziemią, dzieci poparzonych napalmem, coś w nas się obudziło i zawołało: „Dosyć!” (…)

Jesteśmy zaangażowani ze wszystkich sił w walkę z tymi, którzy chcą abyśmy sobie nie ufali i znienawidzili się nawzajem. Z samymi uśmiechami i otwartymi dłońmi, sercami wolnych i lojalnych ludzi, poszliśmy do innych, niosąc ten sam, czerwony krzyż ze złotą lilijką. (…)

Jako protestanci, prawosławni, katolicy, chcieliśmy tylko pamiętać, że Chrystus umarł za nas wszystkich… Pragnęliśmy tylko zobaczyć w naszych bliźnich chrześcijanina, człowieka kochanego przez Boga. I ponad ludzkimi podziałami, chcieliśmy zostać Skautami Europy…”

Adalbertus Wiosenny 2021, fot. Zbyszek Stachowski

Dokumenty statuujące

Kiedy F.S.E. zostało założone, powstały również „Statuty Federalne”. W pierwszym punkcie można było przeczytać: „Pod nazwą „FEDERACJA SKAUTINGU EUROPEJSKIEGO”, międzynarodowe stowarzyszenie skautowe zostaje założone. Jest złożone z narodowych sekcji, których celem jest praktykowanie skautingu Baden-Powella, wśród kontekstu europejskiej idei i na podstawie chrześcijańskiej sugerowanej przez koncept zjednoczonej Europy.”

Młodzi szefowie zgromadzeni w Kolonii dodali coś nowego i ważnego w tekście Przyrzeczenia: wierność Europie.

Na długo przed tym, zanim Unia Europejska przyjęła flagę Rady Europy, symbol z dwunastoma złotymi gwiazdami powiewał ponad obozami F.S.E., ponieważ pierwsi Skauci Europy uznali ją za kolejny chrześcijański symbol: koronę Dziewicy Maryi.

W 1957 w dniu Wszystkich Świętych, odbyła się nowa Rada Federalna, podczas, której spisane zostało pierwsze „Dyrektorium Religijne”. Definiowało ono zasady życia religijnego jednostek.

Jednak, pierwsze „Dyrektorium Religijne” stworzyło kilka problemów. Dokument umożliwił zakładanie, tak zwanych „otwartych” jednostek zrzeszających młodych ludzi różnych wyznań chrześcijańskich. Niedługo później, okazało się, że niemożliwym było zaoferowanie wartościowej formacji religijnej w takim jednostkach. Ponadto, poziom skautingu w „otwartych” jednostkach był niski i wiele z nich szybko rozpadło się.

Rozwój

Zakładanie nowych stowarzyszeń

Od 1956 roku, Skauci Europy z „Bund Europäischer Pfadfinder” rozprzestrzenili się po całych Niemczech tworząc nowe szczepy.

Mały magazyn wydawany techniką powielaczową, utrzymywał ludzi w kontakcie. Był nazwany, po sławnej żaglówce niemieckiej marynarki, „Passat”, a razem z nim ukazywał się magazyn dla szefów „Sekstant”.

W 1958 roku zostało oficjalnie założone stowarzyszenie francuskie. W kwietniu opublikowano pierwsze miesięczniki wydawane tą samą techniką, co pisma niemieckie dla młodzieży i szefów zatytułowane tak samo, jak ich pierwowzory.

Pierwsza międzynarodowa aktywność zgromadziła drużyny Paris 1, Paris 2, Annecy 1 i Strasbourg 1: miały one wspólny obóz latem 1958 w Irlandii i Wielkiej Brytanii z niemieckimi skautami z Münster 1. W 1958 Brytyjczyk Peter Chambers został przybocznym w drużynie FSE w Dusseldorfie w Niemczech. W 1959 po powrocie do domu założył brytyjskie stowarzyszenie „European Scouts Federation – British Association”.

W trakcie lata 1959 belgijska drużyna z Louvain wzięła udział w federalnym obozie FSE w Wasserfall (Niemcy). Po tym kontakcie w 1960 zostało założone: „Association Belge des Guides et Scouts d’Europe”.

W Grecji dzięki Constantinosowi Avdikosowi i Georges’owi Pattasowi powstało stowarzyszenie nazywające się „Soma Ellinon Acriton”. Jednakże w Grecji panuje prawo pozwalające na istnienie tylko jednego stowarzyszenia skautowego na jej terytorium, dlatego nowe stowarzyszenie musiało zostać usunięte po krótkim czasie.

Międzynarodowe wymiany i obozy federalne

Chociaż F.S.E. nie było jeszcze liczne, zorganizowało wiele wymian międzynarodowych: jej europejski duch i kontakty istniejące w jej jednostkach odróżniały ich od innych organizacji skautowych tamtego czasu. Zwiększyła się ilość: wizyt, spotkań, bratań i wspólnych obozów. We francuskim magazynie Passat, dla skautów i skautek, możemy przeczytać: „Obóz letni jest przede wszystkim, okazją do lepszego poznania Europy i naszych braci skautów. Drużyna lub szczep nigdy nie obozują same: obozują zawsze z chłopcami lub dziewczynami z innego kraju.”

W tej perspektywie F.S.E. organizowało „obozy federalne” zwane „Jamborkami”. W 1959 roku w Wasserfall (Niemcy), pierwszy obóz federalny liczył około stu pięćdziesięciu niemieckich, francuskich i belgijskich uczestników. Następnego roku, drugi obóz federalny miał miejsce w Saint-Loup de Naud niedaleko Provins w okolicy Paryża. Brało w nim udział dwustu uczestników z Niemiec, Francji, Belgii oraz kilkoro angielskich skautów, którzy dopiero dołączyli do F.S.E. W 1962 roku trzeci obóz federalny zebrał dwustu pięćdziesięciu skautów i skautek w Botassart (Belgii). W 1964 roku kolejny obóz został zorganizowany w Marburgu (Niemcy) i liczył czterysta skautów i skautek. Następny miał miejsce w Kergonan w Bretanii (Francja) i odbył się w 1968 roku.

Ważny impuls

Przybycie Perig i Lizig Géraud-Keraod

F.S.E. miało szczytny ideał, wypróbowaną pedagogikę, piękny symbol, ale to wszystko nie było wystarczające do rozwinięcia ruchu, który potrzebował trochę dynamizmu i ducha.

Para Perig i Lizig Géraud-Keraod przyniosła zarówno dynamizm, jak i ducha oraz przyczyniła się do istotnego rozwoju stowarzyszenia. Powyższe pozwala stwierdzić, że to właśnie oni są faktycznymi założycielami F.S.E.

Perig (Pierre) Géraud podczas wojny uczestniczył w Ruchu Oporu przeciwko Niemcom i po wojnie dodał bretoński pseudonim do swojego nazwiska: Keraod.

W październiku 1962 Pierre Géraud-Keraod (po bretońsku: Perig) i Lucienne (po bretońsku: Lizig) z ich 7 szczepami „Communauté des Scouts Bleimor” dołączyli do F.S.E.

Na początku „Scouts Bleimor” było „Skautowym Centrum Wyrazu Bretońskiego” założonym w 1946 w Paryżu przez Perig i Lizig wśród Bretońskiej Misji Katolickiej regionu paryskiego. Cel „Centrum”, do którego uczęszczały setki młodych Bretończyków, miało do zaoferowania duchowe i społeczne wsparcie dla wielu rodzin zostawiających Bretanię w tym czasie, żeby osiedlić się w okolicy Paryża, łącząc ich bretońskimi tradycjami kulturalnymi (tańce, śpiew chóralny, muzyka ludowa, sztuka teatralna).

Męskie grupy „Bleimor” należały do „Scouts de France”, a żeńskie należały do „Guides de France”. Ale we wczesnych latach sześćdziesiątych, te dwa stowarzyszenia przygotowywały całkiem dużo głębokich zmian w metodzie skautowej i w całym podejściu obu stowarzyszeń.

Podczas spotkania w Tréguier w Bretanii 21-wszego sierpnia 1962, męscy i żeńscy szefowie szczepów „Bleimor” zdecydowali jednogłośnie o opuszczeniu ich własnego stowarzyszenia i 28-ego października 1962 „Bleimor”. Dwustu piętnastu członków dołączyło do francuskiego stowarzyszenia F.S.E.

Nowy styl

Perig Géraud-Keraod tchnął nowe życie we francuskie stowarzyszenie. Chciał odnowić katolicki skauting ojca Sevin (założyciela skautingu katolickiego we Francji) dodając do niego ducha europejskiego i wymiar europejski.

Wobec powyższego, praca koncepcyjna została podjęta i dzięki Marie-Claire Gousseau dokument „Karta naturalnych i chrześcijańskich zasad skautingu europejskiego” został zdefiniowany. Opisał on skauting jako aktywną i kompletną metodę edukacji i formacji osobistej, pozaziemskie przeznaczenie każdej osoby, wyróżnienie pomiędzy naturalnymi i pozaziemskimi poziomami, przygotowanie chłopców i dziewcząt, jako dzieci Kościoła do przemyśleń i do sensu świętości, szacunku i życia w naturze, żeby uciec od materializmu przez edukację do wolności według porządku naturalnego itd….

Dwanaście artykułów dogłębnie przemyślanych i wyważonych zdefiniowało niektóre zasadnicze punkty w generalnym kontekście tych lat, które były raczej latami degeneracji, dezorientacji i utraty wartości.

Rozwój we Francji

Sytuacja F.S.E.

W 1962 w momencie przybycia Periga Géraud-Keraod, sytuacja miała się następująco:

  • Niemcy: 15 jednostek, 300 członków, 50% katolików 50% protestantów
  • Francja: 18 jednostek, 350 członków, 100% katolików
  • Belgia: 6 szczepów, 250 członków, 100% katolików
  • Wielka Brytania: 4 szczepy, 120 członków z różnymi wyznaniami religijnymi

Całe F.S.E.: około 1000 członków

Działanie Periga Géraud-Keraod

Kiedy główne tezy federacji zostały zdefiniowane, Perig Géraud-Keraod zaczął pracować nad przejrzystą linią rozwoju dla francuskiego stowarzyszenia.

W 1965 magazyny „Passat” i „Sekstant” zmieniły nazwy na „Skauci Europy” i „Mistrzowie”. W ich poprawę został włożony znaczny nakład pracy.

W 1967 został zorganizowany pierwszy obóz szkoleniowy dla szefów oraz pierwsze obozy dla zastępowych. Wiele samodzielnych zastępów skautów i skautek rozpoczęło działalność ze wsparciem stowarzyszenia.

W tym samym roku Przewodniczki Europy zdecydowały się na błękitne koszule zamiast brązowych, aby jasno zademonstrować, widocznym znakiem, egzystencję dwóch nurtów, żeńskiego i męskiego w stowarzyszeniu, różne w swojej hierarchii i strukturach pedagogicznych, tworzące jednakowoż jeden ruch wspólny dla chłopców i dziewcząt w administracji i istocie.

Perig Géraud-Keraod był zafascynowany młodymi szefami-pasjonatami, dlatego postanowił ich zorganizować. Mała grupa pozwoliła na zgromadzenie i wzmocnienie stowarzyszenia. F.S.E. nawiązało współpracę z fotografem skautowym: Robertem Mansonem oraz rysownikiem: Pierrem Joubertem, który przez wiele lat ilustrował magazyny dla federacji bez proszenia o choćby najmniejsze wynagrodzenie.

Perig Géraud-Keraod i jego żona dbali o rozwój ekspresji i śpiewu. Pomimo bardzo ograniczonych zasobów finansowych, zatrudnili muzyka i reżysera teatralnego Henri’ego Gire’a na pół etatu celem poprawy i odnowy repertuaru śpiewu chóralnego i ekspresji we francuskich szczepach.

Sztandar

Mont-Saint-Michel

Sztandar jest symboliczną flagą Przewodniczek i Skautów Europy. To słowo (baussant) pochodzi ze starofrancuskiego zwrotu „beau signe” („piękny znak lub symbol”). Sztandar w kolorach białym i czarnym był emblematem średniowiecznych rycerzy-templariuszy.

Perig Géraud-Keraod dodał do sztandaru ośmioramienny krzyż z lilijką, adaptując go jako symbol F.S.E. w trakcie spotkania skautów i skautek, które miało miejsce w Mont-Saint-Michel w Normandii (Francja) na Wielkanoc 1966, wśród uroczystości tysiąclecia założenia klasztoru.

Z tej okazji francuskie stowarzyszenie F.S.E. zorganizowało wielką wyprawę z udziałem siedmiuset skautów i skautek. Fabułą gry było wyjście Hebrajczyków z Egiptu i ich ucieczka przez Morze Czerwone po oswobodzeniu z niewoli.

Po licznych perypetiach w trakcie gry, uczestnicy rozstawili swoje namioty na noc wzdłuż plaży przed klasztorem. Byli podzieleni na 9 podobozów. Zarówno noc, jak i morze budziły poczucie wielkiej trwogi, ale 9 olbrzymich ognisk rozświetlało mroki ciemności spowijających zatokę. Nagle, latarnia morska zapłonęła w kierunku Mont-Saint-Michel i w każdym obozie był wygłaszany Prolog z Ewangelii św. Jana.

Następnego dnia o wschodzie słońca, kiedy nastał odpływ, uczestnicy przeszli boso plażą w kierunku Mont-Saint-Michel.

Mont-Saint-Michel, Eurojam 2014, fot. Wojciech Żochowski

Symbolika sztandaru

Biały kolor sztandaru reprezentuje „flagę Chrystusa”, niebo i dzieła Ducha Świętego; czarny kolor przywołuje ziemię i codzienne zobowiązanie do właściwego zachowywania się, walkę przeciwko złu.

Czarny i biały – te dwa kolory zawsze reprezentowały światło i ciemność, stały się symbolem walki Dobra i Zła, która istnieje w świecie i w życiu każdego z nas.

Umieszczony, pośrodku czarnego i białego, ośmioramienny krzyż przypomina nam, że zwycięstwo światła przeciwko ciemności zaczęło się ofiarą Chrystusa na krzyżu. Lilijka umieszczona na krzyżu jest przepełniona symboliką i przypomina nam, że naszą północą jest Jezus Chrystus i do Niego musimy iść.

Dziś starcia nie dotyczą już dawnych bitew, ale działania misyjnego, dlatego sztandar reprezentuje symbol woli do pracy Przewodniczek i Skautów Europy, aby nastało panowanie Chrystusa, według nauczań Jezusa, w każdym momencie naszego życia i we wszystkich sytuacjach.

Sztandar FSE, fot. Krzysztof Żochowski

U.I.G.S.E.-F.S.E.

Jubileusz 1975

We wrześniu 1975 roku pięćset szefów, wędrowników i przewodniczek z „Przewodniczek i Skautów Europy” po postoju w Asyżu, wyruszyła do Rzymu w pielgrzymce z okazji Roku Jubileuszowego. Było to jedyne skautowe katolickie stowarzyszenie, na całym świecie, organizujące oficjalną pielgrzymkę na Jubileusz.

Papież Paweł VI, otoczony przez około dwudziestu francuskich biskupów, powiedział publicznie, podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra: „Przewodniczki i Skauci Europy, musicie wiedzieć, że zawsze będziecie naszymi przyjaciółmi. Jesteśmy pewni Waszej obecności, Waszej pracy i Waszego ducha skautowego. Bądźcie błogosławieni! Przywróćcie wspomnieniem Jubileuszu, w którym uczestniczyliście, poczucie stanowczości i wierności Chrystusowi i Jego nauczaniu.”

Ta deklaracja była bardzo ważna w kolejnych latach podczas tworzenia w Europie nowych katolickich stowarzyszeń, które poprosiły o dołączenie do F.S.E.

Rozwój

W 1974 roku zostało założone stowarzyszenie „Eclaireurs Baden-Powell” w Kanadzie.

W Niemczech w 1976 roku zostało założone, nowe katolickie skautowe stowarzyszenie: „Katholische Pfadfindershaft Europas” (K.P.E.).

We Włoszech 14-stego kwietnia 1976 roku „Associazione Italiana Guide e Scouts d’Europa Cattolici” zostało założone przez męskich i żeńskich szefów i przez kilku duszpasterzy rzymskich szczepów. Wszystkie pochodziły z A.S.C.I. (Stowarzyszenie Włoskich Katolickich Skautów) i z A.G.I. (Stowarzyszenie Włoskich Przewodniczek).

W 1977 roku w Niemczech zostało założone protestanckie stowarzyszenie skautowe „Evangelische Pfadfinderschaft Europas” (E.P.E.). W tym samym roku w Genewie zostało oficjalnie założone, szwajcarskie stowarzyszenie „Guides et Scouts d’Europe”, pomimo iż jego aktywności zaczęły się już kilka lat wcześniej.

W 1978 roku zostały założone „Asociación Española de Guías y Scouts de Europa” i “Associação das Guias e Escuteiros da Europa”, odpowiednio w Hiszpanii i w Portugalii.

W 1981 roku w Villach w Austrii, przez ojca Thomasa Barnthalera, zostało założone „Katholische Pfadfinderschaft Europas – Österreich”.

W 1982 roku w Kanadzie, zostało założone protestanckie stowarzyszenie „Association Evangélique du Scoutisme au Québec”.

Najnowsza historia

Rozwój po rozpadzie komunistycznych reżimów

Dziewiątego listopada 1989 roku podczas spotkania Rady Federalnej w Rzymie, usłyszeliśmy, że mur berliński właśnie upadł. Od tamtego momentu rozwój UIGSE-FSE zaczął rozprzestrzeniać się poza byłą „żelazną kurtynę”. Głównym bohaterem rozwoju był nowy Komisarz Federalny Gildas Dyèvre silnie wspierany przez kilka stowarzyszeń, a w szczególności przez francuskie, włoskie, niemieckie i belgijskie.

Nieustająco, przez 50 lat komunizm aktywnie działał, żeby wyrugować wszelkimi metodami wiarę z życia ludzi Środkowej i Wschodniej Europy. Pomimo tego, wiara nie była całkowicie wyniszczona i UIGSE-FSE otrzymało z wielu krajów wnioski o informacje i wsparcie od ludzi, którzy chcieli poznać chrześcijański skauting, w celu wykorzystania go do ewangelizacji i apostolatu młodych. Spowodowało to narodziny nowych skautowych stowarzyszeń dołączających do UIGSE-FSE.

W 1990 roku pierwsze stowarzyszenie pojawiło się na Litwie i nosiło nazwę „Lietuvos Nacionaliné Europos Skautų Asociacija”.

Również w 1990 roku „Magyarorszagi Europai Csèrkeszek” został założony na Węgrzech.

W 1991 roku „Asociaţia Cercetaşii Creştini Români din Federaţia Scoutismului European” zaczęło działać w Rumunii.

W 1995 roku polskie skautowe stowarzyszenie, założone potajemnie we wczesnych latach osiemdziesiątych, dołączyło do UIGSE-FSE i przyjęło nazwę „Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego „Zawisza” – Federacja Skautingu Europejskiego”.

W 1996 roku „Katolu Gaidu un Skautu Organizacija Latvija” narodziło się na Łotwie.

W 2004 roku „Asociace Skautek a Skautů Evropy” oficjalnie zadeklarowało się w Czechach.

W 2000 roku prawosławne rosyjskie skautowe stowarzyszenie „ORIUR” (Organizacja Młodych Odkrywców Rosji” zainicjowało kontakty i później dołączyło do UIGSE-FSE ze specyficznych statusem.

W kolejnych latach Białoruś, Słowacja, Ukraina, Holandia i Wielka Brytania również dołączyły do UIGSE-FSE. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i Kanada tworzą obecnie „Federation of North America Explorers” (F.N.E.).

Wydarzenia międzynarodowe

1975 – Jubileusz w Rzymie

We wrześniu pięćset wędrowników, przewodniczek i szefów poszło do Rzymu na Jubileusz. Po przystanku w Asyżu, pielgrzymowali do Wiecznego Miasta, gdzie papież Paweł VI przekazał im publiczną wiadomość powitalną, deklarując, że miał wielkie zaufanie do ich pracy, stowarzyszenia i ducha skautingu.

1978 – Pielgrzymka do Lourdes

Od 9-tego do 13-stego sierpnia tysiąc trzysta wędrowników, przewodniczek i szefów ze stowarzyszeń członkowskich UIGSE-FSE poszło na pielgrzymkę z Saint-Bertrand de Comminges do Lourdes, gdzie przed grotą objawień UIGSE-FSE poświęciło się Błogosławionej Pannie Maryi.

1984 – Pierwszy EUROJAM w Velles we Francji

Od 20-stego do 26-stego lipca pierwszy Eurojam zgromadził pięć tysięcy skautów i skautek w Velles niedaleko Châteauroux w departamencie Indre (Francja). 25-tego lipca wszyscy uczestnicy pojechali do Paryża pociągiem na Mszę Świętą w katedrze Notre-Dame, a następnie przez poświęcenie gałęzi harcerzy i harcerek Matce Bożej Zwiastowania.

1994 – Drugi EUROJAM w Viterbo we Włoszech

Od 30-stego lipca do 7-ego sierpnia siedem tysięcy pięćset skautów i skautek zgromadziło się w okolicach Viterbo. Po przybyciu skautów do Rzymu (specjalnymi pociągami), Ojciec Święty Jan Paweł II powitał wszystkich uczestników w bazylice św. Piotra.

2003 – Trzeci EUROJAM w Żelazku w Polsce

Od 2-go do 11-stego sierpnia przy wsi Żelazko, 60 km od Częstochowy w Polsce zebrało się dziewięć tysięcy skautów i skautek. Poszli w pielgrzymce do sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej, gdzie prymas Polski kardynał Józef Glemp odprawił Mszę Świętą i odczytał wiadomość wysłaną przez Jana Pawła II do uczestników.

2007 – Pierwszy EUROMOOT na Słowacji i w Polsce

Od 4-tego do 11-stego sierpnia dwa tysiące osiemset wędrowników i przewodniczek rozbiło tymczasowy obóz w Tatrach pomiędzy Słowacją, a Polską. Euromoot skończył się pielgrzymką do sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej.

2014 – Czwarty EUROJAM w Normandii we Francji

Od 3-ego do 11-stego sierpnia w Saint-Evroult-Notre-Dame-du-Bois w niższej Normandii (Francja) zgromadziło się dwanaście tysięcy skautów i skautek z 20 krajów europejskich i Kanady. Poszli oni na pielgrzymkę do Lisieux do sanktuarium św. Tereski od Dzieciątka Jezus, ogłoszonej doktorem Kościoła przez Jana Pawła II.

2019 – Drugi EUROMOOT we Włoszech*

Wielu z obecnych szefów i szefowych ma jeszcze w pamięci to wydarzenie. W dniach 27 lipca – 3 sierpnia 2019 wędrowali oni wieloma szlakami, przez Włochy, do Rzymu, na spotkanie z papieżem Franciszkiem. W wydarzeniu wzięło udział ponad 4625 przewodniczek i wędrowników z całej Europy i świata.

Naszywka Euromootu 2019 „Parate Viam Domini”, fot. Damian Jaworski

*dopisek redakcji Przestrzeni.

Archiwum


Konto wpisów nieprzypisanych do nikogo bądź wpisów stworzonych przed migracją na nową stronę. (głównie wpisy przed 2020)

Metoda – skrzynka z narzędziami

Na tegorocznej Dżungli zdarzyło mi się prowadzić drugiemu stopniowi konferencję, której tematem było planowanie czasu. Po szybkim omówieniu najważniejszego, rozmowa płynnie weszła na zupełnie inne tory, a ciąg opowieści o moich porażkach i drodze wychodzenia z nich przerwał mi głośny krzyk uczestniczki: “Stop! Stop! Nie nadążam notować!”.

Na ich prośbę piszę ten artykuł, którego tytuł same mi zaproponowały, a treść wspólnie rozważałyśmy przez pryzmaty naszych wielorakich doświadczeń. Będzie on pisany przez Akelę głównie dla Akel początkujących, ale niech pierwszy rzuci kamień ten kto nie przeżywał nigdy chwil trudnych i beznadziejnych, próbując zrozumieć jak się ta cholerna harcerska metoda ma do rzeczywistości.

Nie wiesz, nie wiesz, nie rozumiesz nic (Naprawdę)

Zacznijmy od samego początku. Wrzesień, rozpoczęcie roku, pierwsza zbiórka, pierwszy kontakt z gromadą. Pierwsze wrażenia? Chaos, wielość twarzy i imion, różnorodność charakterów, oczy wpatrzone w ciebie z nieśmiałą nadzieją na akceptację i przyjęcie do szalonego grona biegających dookoła błękitnych mundurów. Jeszcze przed bezpośrednim spotkaniem z wilczkami w głowie krążyła ci mądrość dżunglowa o konspektach zbiórek i planach pracy rocznej na podstawie tego, czego brakuje w twojej gromadzie i czego te żywe i tryskające energią duszyczki musisz w ciągu 10 miesięcy nauczyć. Stając twarzą w twarz z rzeczywistością pojawia się więc pytanie: Czego potrzebują moje wilczki?

Wykluczmy z góry wszystkie stereotypowe role, w które wchodzimy bezwiednie, niemalże wyuczenie. Dzieci nie potrzebują kolejnego nauczycielskiego autorytetu – wbijania do głowy biografii św. Franciszka czy ćwiczenia węzłów i szyfrów aż do skutku. Nikt z nas zresztą nie zaczyna z wiedzą i doświadczeniem pedagogicznym, którym moglibyśmy błyszczeć przed naszymi podopiecznymi czy ich rodzicami. Nie potrzeba im również trzeciego ‘opiekuna prawnego’, który mówi co robić, jak robić, jak siedzieć i wstawać, jak biegać, jak skakać, jak żyć.

Trzymasz w rękach niezwykłą metodę wychowawczą, wypracowaną przez wiele pokoleń podobnych tobie skautów, i nie, nie masz prawa narzucać ich swoim podopiecznym, jak regulamin szkolny, jak materiał do nauczenia się na egzamin, jak domowy system kar za kopnięcie młodszego brata i nagród za posprzątanie pokoju. Nie po to powstała metoda skautowa, by zamknąć dzieci w kolejnej szkole, ale tym razem w lesie.

I nie torturuj się myślą, że musisz realizować metodę dokładnie, idealnie i najlepiej od razu całą. Metoda jest jak tytułowa skrzynka z narzędziami, i póki nie wiesz co do czego służy, jak z czego korzystać i jak zareaguje na to twoja gromada, pozwól sobie na swobodę powolnego odkrywania i testowania każdego z poszczególnych narzędzi. Masz prawo do prób i błędów. Twoje wilczki to śrubki i nie martw się, jeśli nie od razu znajdziesz do ich odpowiedni śrubokręt. Ważne, by nie przestać szukać.

Wszystko już jest

Wróćmy do pytania o potrzeby. Wiem, że napisałam wyżej, że wilczki nie potrzebują kolejnych regulaminów, a tymczasem metoda mówi nam o uczeniu dzieci na pamięć Prawa Wilczka i Prawa Gromady. Mimo, że nikt nie chce nikogo przytłaczać limitami, niezbędne są przynajmniej podstawowe ramy, dzięki którym utrzymamy ogólną jedność i szacunek w grupie. Zwróć uwagę na to, jak krótki jest regulamin harcerski, czy to w zielonej czy w żółtej gałęzi. Wymienione są w nich podstawowe wartości, jakimi chcemy żyć. Kropka. Nie trzeba nam więcej. Wszelkie dodatkowe zasady, jak “nie wolno się bić” czy “nie wolno obgadywać”, są już w nim zawarte. Jest to dobry, zwięzły i niezwykle obszerny regulamin, i niech nie daj Boże nikogo nie kusi, by go poprawiać, coś dopisywać, lub obok niego na drzewie wieszać własny. Zasady harcerskie to kolejne narzędzie, którego trzeba nauczyć się używać i to ono oswaja nas z trudną do poskromienia pokusy poprawiania wszystkiego na własną modłę.

Czy zdarzyło ci się kiedyś być świadkiem pierwszego spotkania wilczków z piłą? Zawsze zaczyna się ono od wielkiego wybuchu entuzjazmu, lecz gdy tylko ząbkowate ostrze dotknie drewna pojawia pierwsze zwątpienie. Piłując z pełną energią, kręcąc dłonią w każdą stronę i niezgrabnie próbując utrzymać żerdkę w jednym miejscu, wilczek szybko traci zapał, a zaraz potem chęci i siły. Cała walka kończy się stanowczą diagnozą, iż piła jest tępa, a drewno zbyt twarde. Takie też były moje początki z Prawem Wilczka i Prawem Gromady. Długo zajęło mi odkrycie, że to nie zasady są źle napisane, ale to ja po prostu nie wiedziałam, jak z nich korzystać.

Metoda jest moja

Czasami sedno leży nie w samym narzędziu, a twoim sposobie jego wykorzystania. Gdy twoje wilczki męczą się i jęczą na Skale Narady – porzuć to jak to robisz i zastanów się, dlaczego tak jest. Czy chodzi o formę, czy może o treść, czy może o sposób prowadzenia? Czy wiesz po co prowadzisz Skałę Narady? Czy to o czym mówisz na niej faktycznie uważasz za warte przekazania i ciekawe? Gdy zaczęłam pracować z wilczkami jako Akela, zauważyłam, że wilczki są zainteresowane Skałą Narady tak samo jak ja. Czyli wcale. Dopiero gdy poznałam dziewczynki lepiej i nabrałam zapału do rozmawiania z nimi o wartościach, które są ważne również dla mnie, Skały Narady zrobiły się przyjemniejsze i obecnie już żaden z wilczków nie narzeka, że musi na niej być.

Oprócz zmiany tematów na takie, które były dla mnie ciekawsze, eksperymentowałam ze sposobem prowadzenia Skały. Szybko bowiem odkryłam, że moje wilczki potrzebują więcej dialogu i warsztatu, a scenka na początku bardzo je rozprasza i odbija od głównego tematu. To, co teraz napiszę może wydawać się kontrowersyjne, ale umówiona forma nie jest idealnie dopasowana do każdej gromady i mamy prawo dostosowywać ją do naszych podopiecznych. Jest wiele rdzennych elementów danych narzędzi, o których nigdy nie można zapomnieć, ale tak długo jak rozumiemy co robimy, dlaczego to robimy i co chcemy przez to dzieciom przekazać, metoda pozostanie metodą, a skauting pozostanie skautingiem. Najważniejsze jest dobro twoich podopiecznych. Sami dobrze wiecie, jak różne i specyficzne potrafią być gromady czy drużyny i ten sam warsztat może być wspaniały i budujący u jednych, a nudny i przytłaczający u drugich. Na moim pierwszym obozie przeżyłam załamanie nerwowe, nie mogą pojąć jak to jest możliwe, że kary i nagrody wzbudzają zamęt, plotki, obgadywanie i niezdrową rywalizację zamiast porządku i dyscypliny, a zakaz słodyczy skończył się powstaniem słodkiej mafii tajnego przemytu cukru ze stołówki w małych kieszonkach w beretach. Teraz to wszystko wydaje mi się takie oczywiste, ale potrzebowałam czasu, by zrozumieć, że moje wilczki nie są nienormalne dlatego, że nie lubią śpiewać wilczkowych piosenek i grać w “na Bagheerę”.

Kocham was, wilczki!


Prowadząc konferencję dla drugiego stopnia niczym zaklęcie powtarzałam w kółko i w kółko “kochajcie swoje wilczki”. Brzmi banalnie i za pierwszym razem to stwierdzenie spotkało się z ironicznym uśmiechem uczestniczek. Bo to nie takie proste. Nie takie proste jest wśród wszystkich tych zasad, metod, sposobów, planów, nie stracić nerwów nad wilczkiem, który po raz setny oświadcza, iż nie będzie grał w tą grę, nie będzie jadł tych warzyw, nie będzie spał, bo tak. Przez cały pierwszy rok stresującego opanowywania materiałów ze szkolenia w praktyce, największą zawadą są właśnie wilczki. To one nie chcą współpracować, to one nie chcą się bawić w to, co im narzucamy.

Jeśli tak faktycznie wygląda twoje nastawienie, rzuć metodę. Wrzuć z powrotem do skrzynki wszystkie narzędzia, którymi kazano ci działać. One nie uciekną. Masz czas na wprowadzanie tych rzeczy. Ale czas, w którym wilczki cię poznają, nabierają zaufania do ciebie, zaprzyjaźniają się z tobą i nabierają szacunku, bardzo łatwo przeoczyć, przegapić i zmarnować. Traktujmy je wilczki jak ludzi, którymi są. Każdy człowiek potrzebuje przede wszystkim miłości i wolności.

“Kochajmy swoje wilczki” to bardzo uniwersalna zasada, polegająca na odwróceniu perspektywy. Zadaniu sobie pytania: Jak ja bym chciał/a był traktowany/a na miejscu tego wilczka? Czego bym potrzebował/a w tej sytuacji? Metoda wychowania, którą stosujemy, jest formą odpowiedzi na to pytanie, jeśli używa się ją z miłością i wolnością względem wilczków. Niech wejdzie ci w nawyk, że każdą myśl o swoich podopiecznych zaczynasz od tego zdania. “Kocham swoje wilczki” myśl, planując zbiórkę. “Uwielbiam swoich harcerzy” myśl, piszą jadłospis na obóz. “Moje harcerki są dla mnie ważne” powtarzaj, kreśląc plan gry listopadowej. “Kocham swoje wilczki” myśl, gdy doprowadzają cię do szału, gdy jesteś zmęczony/a, gdy nie masz już sił, gdy ich krzyk cię przytłacza, gdy masz już wszystkiego dość. Po co? By w skrajnych emocjach nie skrzywdzić ich ani słowem ani czynem, nie zależnie od tego czy w danej chwili zasługują na to czy nie. By nie zrobić czegoś, czego później pożałujesz.

Zasada “Kochajmy swoje wilczki” odnosi się do bardzo konkretnego wydarzenia z mojego obozu. Przestrzeganie tej zasady stało się bowiem dla mnie naturalnym priorytetem, szczególnie ze względu na mój temperament. Powtarzałam sobie w myślach to zdanie, by nie krzyczeć na wilczki, gdy się wkurzę, oraz by nie powiedzieć im przypadkiem czegoś nieprzyjemnego, gdy zirytują mnie. Raz jednak dość ostro przekroczyły moje granice wytrzymałości, otoczywszy mnie ze wszystkich stron i nieprzyjemnie głośno zadając mnóstwo mało inteligentnych pytań. W pewnym momencie nie wytrzymałam nadmiaru chaosu i wrzasnęłam, że nie, nie pójdziemy nad rzekę, bo nikt nie jest w stroju kąpielowym i że mają 5 minut na przebranie się, inaczej nigdzie nie idziemy. Całą wypowiedź zwieńczyłam skrajnie głośnym i przepełnionym wściekłością “KOCHAM WAS, WILCZKI”. Z jakiegoś powodu właśnie to zdanie przyniosło najszybszy skutek, gdyż dziewczynki natychmiast rozbiegły się w popłochu do namiotów. Z oddali któraś z nich odkrzyknęła “MY TEŻ CIĘ KOCHAMY AKELO!” i to z kolei cudem jakimś wyładowało całe moje napięcie i złość.

Cała scena zakończyła się w dość zabawny sposób. Gdy chwilę później odwróciłam odruchowo z szerokim uśmiechem na twarzy, mój wzrok spotkał się z przerażeniem kierowniczki obozu – mojej wtedysiejszej hufcowej – stojącej tuż obok. Zaśmiała się, nazywając moje metody wychowawcze “ciekawe” i “dość radykalne”.

Nie ustawaj w walce

Na koniec chciałam jedynie dodać, że jeszcze na ziemi nie urodził się taki człowiek, co opanował metodę już na pierwszym ZZZ-cie lub pierwszej zbiórce. Niestety, naturą człowieka jest uczenie się w praktyce (najczęściej niestety na błędach), i nawet 5 lat doświadczenia nie zawsze oznacza, że wszystko jest już jasne, zrozumiałe i na swoim miejscu. Skauting nie jest przestrzenią dla profesjonalistów i kwalifikowanych pedagogów. Tutaj młodzi uczą młodych i niech przepadnie ten, kto uważa tą formułę za jednostronną. My, szefowie, dzielimy się naszym doświadczeniem z młodszymi, a nasi podopieczni dają nam potężną lekcje życia, której wartość ciężko zmierzyć, a ciężar często trudno udźwignąć. Ale nie poddawajmy się bracia i siostry! Przegranym jest tylko ten, kto uznał, że wszystko już zrozumiał i osiągnął, że więcej już nie może się nauczyć, bo wie już wszystko.

Nie bójmy się walczyć i nie bójmy się trudzić, ale przede wszystkim nie bójmy się wołać o pomoc. Nie jesteśmy doskonali, a siła nasza ma swoje granice. Po to jesteśmy wspólnotą – tworzymy kręgi, ogniska – by żadne z nas nie było samo. Najgorszą rzeczą, jaką może zrobić szef/szefowa, to doprowadzić się do skraju w przekonaniu, że tak powinno być, że powinienem/powinnam umieć zrobić to wszystko w pojedynkę, i że to ze mną jest coś nie tak, że nie daje sobie rady.

Nie. Po prostu nie.

Ale o wypaleniu się, stresie, radzeniu sobie w wycieńczeniu i szukaniu zaginionej motywacji, będzie innym razem 🙂

Agata Kocyan


Akela w Łomiankach. Studiuje Psychologię. Nuda dla niej nie istnieje - w wolnym czasie gra na gitarze, pisze piosenki (również wilczkowe :)), rysuje, czyta, ogląda filmy, bawi się z pięciorgiem młodszego rodzeństwa. Marzy o pracy aktorki dubbingowej i napisaniu książki.

Czy warto być HR?

Jak to jest z tym Fiat i Wymarszem? Po co to komu? Czy częściej to ważne osobiste wydarzenie, czy jedna z harcerskich formalności? Czy ma realny wpływ na codzienne życie? Czym kierują się osoby składające Fiat lub mające Wymarsz?

Te pytania zadaliśmy HR-kom i HR-rom. I poprosiliśmy ich o szczerość. Mamy nadzieję, że przemyślenia, którymi się z nami podzielili, będą dla Ciebie inspiracją do poszukiwania własnych odpowiedzi.

Motywacja

Dlaczego Fiat/Wymarsz? Żeby mieć lampkę albo kijek? Te akcesoria nie wydają się zbyt praktyczne 😉 HR-ki i HR-rzy, zapytani o swoje motywacje oraz o to, czy teraz byłyby takie same jak wtedy, odpowiadają następująco:

Moją motywacją było wewnętrzne poczucie spójności jako takiej, gdy po wielu latach odkrywania siebie w skautingu, w Kościele i w życiu osobistym uznałam, że czuję się w miarę jednością i chcę to kontynuować służąc jako HRka. Chciałam też czegoś „więcej”, choć kocham Ognisko, wtedy czułam, że wzięłam z niego wszystko, co mogłam, że bardziej chcę dawać niż brać. W sumie to naprawdę „po prostu czułam”, że to już 🙂 Moje motywacje byłyby podobne, bo wciąż odkrywam siebie i ten rozwój, miejmy nadzieję, nie ustanie.

HR-ka od roku, Fiat w wieku 23 lat

Oficjalnie zakończyć formację. Dać świadectwo. Teraz byłyby takie same.

HR od 12 lat, Wymarsz w wieku 27 lat

Bycie związanym ze Stowarzyszeniem w życiu dorosłym, chęć służby, pogłębienie więzi z Bogiem. Tak, teraz mam nadal tę samą motywację.

HR-ka od 14 lat, Fiat w wieku 24 lat

Podjęcie decyzji o tym, że chcę zawsze być blisko stowarzyszenia/służyć mu, a także, że podjąłem już najważniejsze decyzje o swoim powołaniu, rozwoju osobistym i nie wyciągnę dużo więcej ze stowarzyszenia. Teraz motywacja byłaby taka sama, ale myślę, że miałbym wymarsz rok wcześniej.

HR od 5 lat, Wymarsz w wieku 25 lat

Wejście w kolejny etap rozwoju, który będzie dawał kolejne wyzwania/zadania, gdyż zauważyłem, że powoli przestałem się już rozwijać w kręgu. Zauważyłem również, że osiągnąłem już pewną dojrzałość, która daje mi pole do „wymarszu” w dorosłość. Również chęć służenia jako Opiekun Drogi.

HR od 4 miesięcy, Wymarsz w wieku 24 lat

Uznałam, że to dobry czas. Z Ogniska zaczerpnęłam dla siebie tyle ile mogłam, również dałam od siebie sporo i przyszedł czas, by dać przestrzeń do rozwoju młodszym przewodniczkom w Ognisku, ponieważ mimo wszystko naturalnym jest, że starsi wiodą prym, mimo woli wpływają na kształt Ogniska bardziej niż inni. Szczególnie najmłodsze przewodniczki, które nie czują się jeszcze pewnie by decydować, chętnie podążą za głosem starszych, co nie jest zbyt dobre. Generalnie wyciągnęłam z formacji przewodniczki tyle, ile byłam w stanie i poczułam, że nadszedł czas, by zaangażować się w inny sposób i otworzyć się na to, by głównie dawać innym. Istotnym było uświadomienie sobie, iż Fiat nie jest końcem i rodzajem uroczystego wycofania się, zakończenia przygody skautowej, a jedynie otwarciem innych możliwości. Nie musi się on wiązać ze skautową emeryturą, a nawet nie powinien. Ważnym dla mnie było uświadomić sobie, że nie muszę ustawać w służbie po Fiat 😉

HR-ka od 2 miesięcy, Fiat w wieku 23 lat

Formacja harcerska stała się sposobem na moje życie i z perspektywy lat uważam to za trafione.

HR od 29 lat, Wymarsz w wieku 23 lat

Publiczne świadectwo dla młodszych, mające być dla mnie umocnieniem na przyszłość. Tak żeby nie zmienić wyznawanych wartości nigdy o 180st, wiedząc, że się do czegoś publicznie zobowiązuję i inni ludzie polegają na moim słowie i świadectwie. Uznałem, że taka zewnętrzna motywacja będzie mi pomocną w chwilach słabości. Dziś motywacja do Wymarszu byłaby taka sama.

HR od 7 lat, Wymarsz w wieku 28 lat

Chciałem wyraźnie zacząć wymagać od siebie więcej, poza tym czułem, że po prostu chcę – to przecież normalny etap osobistej formacji skautowej. 😉 Teraz to chyba nie miałbym już motywacji do Wymarszu, bo nie działam w skautingu tak aktywnie jak kiedyś.

HR od 2,5 roku, Wymarsz w wieku 25 lat

Przyszedł taki moment, że chociaż było mi dobrze w Ognisku, wiedziałam, że już swoje z niego zaczerpnęłam i czas na dalszy rozwój, już nie samemu, ale u boku przyszłego Męża. Poza tym, sama świadomość tego, że coś wybrałam, że zdecydowałam się żyć konkretnymi wartościami jest czymś ważnym, a jak się tę świadomość przypieczętuje adoracją, obrzędem, wyborem dewizy i symbolu – staje się też dodatkową motywacją, żeby o to dbać.

HR-ka od pół roku, Fiat w wieku 21 lat

Było kilka ważnych motywów. Jednym z nich było danie świadectwa. Potwierdzenie, że wybór drogi z Bogiem to decyzja na całe życie, a nie tylko ulotny akt w przypływie młodzieńczych górnolotnych uczuć. Teksty obrzędu Fiat są aktualne w chrześcijańskiej codzienności i dają szczególną moc w chwilach trudnych. Chciałam także wyrazić poprzez złożenie Fiat, że osoba, która ma liczne obowiązki stanu może jeszcze dać coś z siebie na służbę dla innych.

HR-ka od 5 lat, Fiat w wieku 37 lat

Skauting to moja pasja i w dorosłym życiu chcę kierować się tymi samymi ideałami, w których wzrastałem. Wymarsz to była też ważna chwila … wyjście w dorosłe życie, ale też chęć służenia w Stowarzyszeniu jako HR i jako osoba dorosła. 

HR od 14 lat, Wymarsz w wieku 24 lat

Jedna z formalności, czy ważne, osobiste wydarzenie?

Wszystkie odpowiedzi, które dostaliśmy, wyraźnie wskazują na to drugie. Dla zewnętrznych obserwatorów obrzęd może wydawać się mniej lub bardziej sztuczny. Jednak wygląda na to, że dla osoby składającej Fiat/ mającej Wymarsz obrzęd  oraz czas przygotowania do niego jest głębokim przeżyciem, ważnym momentem w życiu – nie tylko harcerskim, ale ogólnie w życiu. Poniżej wybrane wypowiedzi HR-ów i HR-ek, które to pokazują. 

Nigdy nie myślałam o Fiat jak o czymś do „zaliczenia”. Myślę, że to bardzo smutna opcja i wcale niepotrzebna. Jeśli nie chcesz go składać, nie musisz. I tak będzie w porzo 😉

Tak, był ważnym wydarzeniem. Choć równie ważny był ponad roczny okres przygotowania do Wymarszu. 

Za czasów mojej młodości nie brzmiało to patetycznie, że coś robi się dla Boga, Polski i bliźnich.

I to, i to. Uważam, że Wymarsz jest naturalną konsekwencją bycia wędrownikiem, ale też jest to wydarzenie, które wyraźnie zobowiązuje do konkretnych postaw życiowych – dlatego jest ważne.

Najważniejszy w tym wszystkim był moment, w którym zdecydowałam, że chcę złożyć Fiat i że czuję się na to gotowa. To tak naprawdę w tamtym momencie wydarzyło się we mnie najwięcej. To, co najbardziej mnie poruszyło w samym obrzędzie, to, że zjechało się na niego wiele ważnych dla mnie osób, które chciały tego dnia ze mną być.

Niezmiennie, od wielu lat, uważam ten moment za ważny obrzęd o wybitnym charakterze inicjacyjnym. Jest to bardzo ważne wydarzenie w moim życiu. Wymarsz wędrownika nadal stanowi poważne wyzwanie, aby w życiu osobistym starać się realizować te ideały, które obiecałem realizować. Jest to bardzo trudne, ale konieczne.

Fiat był dla mnie niezwykle osobistym wydarzeniem, poprzedzonym długim przygotowaniem. Uczestniczyły w nim ważne dla mnie osoby. W tym dniu właśnie za nie bardzo dziękowałam Bogu.

Wcześniej myśl o Fiat nie wywoływała we mnie ogromnych emocji, miałam jednak w sobie poczucie, że to dobry czas, właściwy. Z drugiej strony do głosu także dochodziła niepewność i wewnętrzne pytania co później. Na parę tygodni przed przeważał stres spowodowany organizacją i ogarnięciem wszystkiego, żeby wyszło to dobrze, a inne odczucia najwyraźniej oczekiwały na sam moment obrzędu, który był dla mnie ogromnie ważny, emocjonalny i zapamiętam go na zawsze.

Wymarsz podczas wędrówki na Święty Krzyż 2019, fot. Paweł Przypolski

Realny wpływ na życie?

Wszyscy wiemy, jak łatwo zapomnieć o dobrych postanowieniach… Zwłaszcza, jeśli są bardzo ambitne i niezbyt konkretne. Czy z Fiat/Wymarszem jest podobnie? Z wypowiedzi HR-ek i HR-ów wynika, że niekoniecznie. Przynajmniej część z nich twierdzi, że bycie HR wpływa na ich codzienność.

Przypomina mi on o moim powołaniu, serio! Wiem, że jestem powołana do macierzyństwa, ale do posiadania własnych dzieci jeszcze mi daleko. Dzięki powiedzeniu właśnie „Fiat” Panu Bogu przed całym skautingiem, wiem, że mogę to powołanie realizować w inny sposób – odwiedzając przewodniczki na wędrówkach, służąc na obozach szkoleniowych, czy po prostu rozmawiając z tymi, którzy tej rozmowy o skautingu i nie tylko, chcą.

W podświadomości został tekst WW, który przypomina mi się często. Także podczas wgłębiania się w tekst WW w ramach przygotowania młodszych braci, tekst mi się przypomina i staram się nim głębiej żyć.

Moja więź z Bogiem jest pielęgnowana szczególnie przez słowa mojej dewizy, o której pamiętam każdego dnia, Fiat przypomina mi że jestem powołana do służby.

Często w trudnych chwilach, chwilach zwątpienia przypominam sobie słowa wymarszu lub nawet się nimi modlę. To mi pomaga. Oprócz tego oczywiście na co dzień czuję się częścią ruchu, służę młodszym braciom itp.

To, ile dało mi harcerstwo, wciąż mnie mobilizuje, by promować ten sposób na życie.

Treść Wymarszu jest pełna mądrości, pozwala trzymać się właściwego toru, jest to dla mnie taka dobra baza do rachunku sumienia raz na jakiś czas. Przypomina, że praca nad sobą nigdy się nie kończy.

Myślę, że ma, chociaż nie zawsze może zdaję sobie z tego sprawę. Podczas Wymarszu wędrownik otrzymuje Boże błogosławieństwo, które umacnia w nim trwanie w podejmowanych w Wymarszu zobowiązaniach. Wierzę, że ja również zostałem w ten sposób umocniony i dlatego moje życie wygląda tak jak wygląda.

Tak jak wcześniej Przyrzeczenie, Fiat motywuje do ciągłej, codziennej walki o to, żeby żyć jak najlepiej i mierzyć jak najwyżej. 

W zdecydowanej większości przypadków nie. Odwołuje się do niego jedynie w momencie podjęcia decyzji o nowym zaangażowaniu w Ruchu, rozważając również aktualną sytuację rodzinną. W życiu zawodowym, społecznym, rodzinnym -nie.

Zobowiązanie do wspierania ruchu powoduje, że muszę utrzymać pewien poziom moralny w moim życiu. Nasza wspólnota dobrze mnie pionizuje. Dlatego, że mam swoich podopiecznych, rozwijam się, żeby im lepiej pomagać. Bez tego mógłbym się zatrzymać, czyli cofać.

Staram się o konkrety. Stałą formację we wspólnocie: Ekipy Naszej Pani, stały spowiednik, kierownik duchowy. Sakramenty Święte.

Jest to wyraźny punkt odniesienia w postępowaniu moralnym. Zwłaszcza w chwilach, kiedy moje obecne postępowanie nie licuje z ideałami HR-a.

Najcenniejsze są rozmowy z młodszymi braćmi na temat obrzędów, a szczególnie Wymarszu. To pozwala na nowo odkrywać treść, pogłębiać i konfrontować ją z rzeczywistością.

Motywuje do podejmowania służy każdego dnia.

Czy warto zostać HR?

Czy warto być HR? Poleciłbyś Fiat/Wymarsz każdej wahającej się osobie? Dlaczego? Odpowiedzi na te pytania można podzielić na dwie grupy. Część odpowiadających twierdzi, że tak, warto i podaje uzasadnienie. Druga część mówi, że to zależy, kwestia jest indywidualna. Niektórzy podają wskazówki dla wahających się, które mogą pomóc w podjęciu dobrej decyzji.

Tak. Tak. „Mężczyznę poznajemy po tym jak kończy, a nie jak zaczyna.”

Tak. Bez tego nasza pedagogika byłaby niepełna. Jest to jej zwieńczenie.

Warto być harcerzem! Przejście przez etap wymarszu (fiat) to konsekwencja wcześniejszych wyborów. Jeżeli ktoś się waha, to warto najpierw cofnąć się w czasie – najpierw do tych momentów, gdy wszystko było jasne i proste, a potem do tego, co się pokomplikowało i teraz jest przyczyną zawahania. Na każdym etapie naszej formacji powinniśmy mówić, co jest OK, a co nam się nie podoba. Metoda jest sprawdzona, więc trudno uwierzyć, że kogoś mogła rozczarować, a jeżeli rodzą się jakieś dylematy, to czym prędzej trzeba o tym napisać w Przestrzeni.

Tak, warto. Fiat rozpoczyna nowy etap, a w życiu nie można stać w miejscu. Jeśli nie idziemy dalej to efekt jest taki jak byśmy się cofali. Tylko podjęcie nowej dalszej drogi może nas rozwijać. Fiat to podsumowanie dotychczasowej drogi, spakowanie plecaka i ruszenie w świat…

Tak, ponieważ to naturalny etap w rozwoju, który związuje nas z Ruchem, ale dobrze rozumiany nie ogranicza nas. Łączy się z odpowiedzialnością przed innymi, ale z mojej obserwacji wynika, że jest ona podobna jak innych wykształconych, wierzących, patriotycznie nastawionych osób.

Na pewno warto żyć treścią Wymarszu, to publiczne świadectwo jest dla mnie dodatkową motywacją do trzymania się obranej drogi i kierowania się wybranymi wartościami. A bycie opiekunem drogi jest dla mnie mocno rozwijające. 

Poleciłbym, ponieważ jeżeli realnie traktuje się rozwój w czerwonej gałęzi, to Wymarsz jest niezbędnym, naturalnym przystankiem i weryfikatorem tego, co się przepracowało. Skoro rzeczywiście szło się wędrowniczą drogą rozwoju osobistego i osiągnęło dojrzałość, to czemu nie zaznaczyć tego Wymarszem.

Oczywiście, że bym poleciła! Jednak bez presji, wydaje mi się że istotnym jest, aby samemu poczuć, że to najwyższa pora, nie należy się spieszyć, chociaż zwlekanie również nie jest najlepszym pomysłem. To zdecydowanie jest kwestia indywidualna, jednak warto porozmawiać i znaleźć powód wahania. Dopiero na takim konkrecie można pracować 😉 

Stanowczo tak, ale nie jako coś, co ma ułatwić niepodejmowanie żadnych działań skautowych, a coś co ma pomóc rozwijać się podopiecznym i sobie. Jeżeli zostaje się HR i zawalczy się o posiadanie podopiecznych, a potem o nich samych, to polecam. Sam wymarsz dla wymarszu, bo czas i pora to raczej nie.

Polecam, jak najbardziej. Jeszcze jak! Fiat jest dla Ciebie, możesz z niego wyciągnąć jak najwięcej, ale gdy jednak myślisz, że nie chcesz jeszcze podejmować tego zobowiązania, to też okej. Postaraj się jednak do niego przygotowywać: pracuj na śladach, rozmawiaj z Matką Drogi, szefową Ogniska, innymi HR-kami. Bo same przygotowania dają wiele, to są wartościowe treści i rozmowy. Dają one niesamowite pole do poznania i pokochania siebie. A serce dzieli się tym, czym jest napełnione 🙂

Warto, ale to bardzo indywidualna kwestia. Nie naciskałbym na to, jeśli ktoś się waha i ma sensowne wątpliwości to myślę, że nie polecałbym na siłę. W końcu jest to zobowiązanie, a my staramy się żyć w wolności.

To jest bardzo indywidualna decyzja, jeśli skauting to styl Twojego życia, chcesz nadal trwać przy zadaniach i prawach skautowych i dawać siebie innym to Fiat jest najlepsza bramą.

Czy warto być HR? -TAK. Poleciłbyś Fiat każdej wahającej się osobie? -NIE! Tak samo nie polecałabym małżeństwa komuś, kto nie jest pewny co do swojej decyzji. Fiat to nie „zdawanie” do kolejnej klasy albo awans. Bez osobistej pewności i przekonania, że to jest MOJE zobowiązanie i MOJA decyzja ten obrzęd nie ma sensu. Dałabym czas na decyzję.

Bardzo warto, ale wahających się osób nie naciskałbym jakoś mocno. Wymarsz jest dla chętnych i czujących się do tego gotowymi. Myślę, że w decyzji na Wymarsz najcenniejsze są refleksje nad słowami ceremonii, uświadomienie sobie tego, o co w tym wszystkim chodzi. Takie refleksje po prostu warto w życiu i tak w którymś momencie podjąć, Wymarsz zatem jest do tego świetną okazją.

Oczywiście, że warto 🙂 Ale czy poleciłabym każdej wahającej się osobie? Nie. Każdej poleciłabym rozważenie tekstu obrzędu Fiat i wyzbycie się myślenia, że Fiat to jakaś odległa perspektywa czegoś niezrozumiałego. Ale Fiat to decyzja, więc musi być podjęta w wolności i zrozumieniu. Dlatego nikogo bym na siłę nie przekonywała. Natomiast ze swojej strony mogę powiedzieć, że: 1. warto było 2. cieszę się, że tak wybrałam 3. nie, po złożeniu Fiat naprawdę od razu nie pojawiają się zmarszczki, sprawdzone info 😉

Teraz Twoja kolej! Życzymy głębokich przemyśleń i dobrych rozmów!

Hanna Dunajska


Hania Dunajska jest Akelą 2. Gromady Wrocławskiej. Studiuje filologię polską i pracuje w księgarni "Pociąg do Bajeczki".

Skauting a dobra materialne

Skauting to ruch wychowawczy dla dzieci i młodzieży. Rozwija on młodych w wielu różnorakich dziedzinach, przygotowując ich do dorosłego i świadomego życia w społeczeństwie. Bardzo ważnym tematem, jest wychowanie do posiadania dóbr materialnych. Zgodnie z definicją dobra materialne to materialne środki zaspokajania potrzeb ludzkich.[1] W dzisiejszych czasach kapitalizmu i wolnego rynku jest szczególnie ważne, aby przygotować młodych do rozsądnego dysponowania dobrami materialnymi. Należy zwrócić również uwagę na przeszłość i wszelkiego rodzaju socjalistyczne doktryny.

W naszym Stowarzyszeniu już od pierwszego etapu formacji, a więc od Żółtej Gałęzi, staramy się kształtować w młodych ducha ubóstwa. Jest to kontynuowane poprzez rozwój w Gałęzi Zielonej. Pełny nacisk kładziony jest jednak dopiero podczas formacji w Gałęzi Czerwonej, gdzie wybrzmiewa to podczas Wymarszu Wędrownika: czy chcesz (…) zachować przez całe życie ducha ubóstwa?[2] Należy jednak pamiętać, że ubóstwo to przede wszystkim cnota chrześcijańska, która nie polega na nędzy czy abnegacji. Sam Jezus w swoim nauczaniu wskazywał na to, że dobra materialne mogą być przeszkodą w osiągnięciu Królestwa Niebieskiego.[3] Jednak nawoływał przede wszystkim do duchowego ubóstwa, które polegało na wysuwaniu na pierwszy plan sfery duchowej, a ukryciu sfery materialnej na drugim planie. Człowiek ubogi wszystko co najważniejsze ma „u Boga”. Nie oznacza to jednak, że na ziemi nie ma nic. Skauting również wpisuje się w to nauczanie, mówi o tym chociażby 9. Punkt Prawa Harcerskiego: harcerz jest gospodarny i troszczy się o dobro innych. Aby być gospodarnym trzeba wcześniej coś posiadać. Nie da się gospodarować nie mając nic. Również Wilczki mimo młodego wieku uczone są gospodarności, gdyż jedno z zadań na pierwszą gwiazdkę brzmi: jesteś oszczędny, zgromadzisz część kwoty na wyjazd gromady.[4] Mimo że skauting chce uniknąć we wszystkich dziedzinach różnych form materializmu[5], to posiadanie dóbr materialnych samo w sobie nie jest niczym złym. Istotny jest nasz stosunek do nich oraz to, co z nimi robimy. Należy też pamiętać, że ubóstwo to nie dziadostwo.[6]

Lata 30. i 40. XIX wieku to narodziny socjalizmu. Doktryna ta głosiła równość stanu posiadania oraz brak własności prywatnej. Wszystkie dobra materialne według socjalistów powinny być wspólne i rozdzielone równo między całe społeczeństwo. Taki pogląd własności wspólnej jest jednak szkodliwy dla pracownika, bowiem celem, ku któremu bezpośrednio zmierza pracownik, jest zdobycie dobra materialnego i posiadania go wyłącznie jako swoje i własne. (…) Zmiana zatem posiadania z prywatnego na wspólne, do której dążą socjaliści, pogorszyłaby warunki życia wszystkich pracowników pobierających płacę, ponieważ odebrałaby im swobodę używania płacy na cele dowolne, a tym samym także nadzieję i możność pomnożenia majątku rodzinnego i polepszenia losu.[7] Własność wspólna godzi więc w podstawowe prawo człowieka, prawo do wolności. Co więcej zagraża ona w bardzo dużym stopniu rodzinie. Ojciec i matka troszczą się bowiem o utrzymanie swoich dzieci. W sytuacji, w której dobra materialne są wspólne, to nie rodzina troszczy się o potrzeby materialne. Następuje więc rozpad rodziny, ponieważ państwo zajmuje rolę należną rodzicom, wchodzi w ich kompetencje.

Socjalizm jest również sprzeczny z zasadami Skautingu, ponieważ Skauting stawia bardzo mocno na rodzinę. Już w pierwszym punkcie Zasad Podstawowych czytamy, że obowiązki Harcerza rozpoczynają się w domu.[8] Mamy więc duży nacisk na rolę rodziny, bowiem skauting uważa się, obok szkoły, za komplementarny wobec rodziny, do której dziecko należy przede wszystkim.[9] Oczywiście, gdy rodzina znajdzie się większych trudnościach, państwo powinno wspomóc ją w wyjściu na prostą, jednak są to wyjątkowe przypadki, w których dopuszcza się ingerencje państwa w działanie rodziny.

Socjalizm ma również bardzo szkodliwy wpływ na społeczeństwo. Gdy wszystkie dobra materialne są wspólne pracownicy stopniowo tracą bodziec do pracy, przestają dostrzegać w pracy interes, ponieważ nie oni będą czerpać korzyści z wykonanej przez siebie pracy. W konsekwencji prowadzi to do wyczerpywania się bogactwa, a co za tym idzie, do sprowadzenia wszystkich do poziomu biedy. Innym niebezpieczeństwem jest rozwinięcie się w społeczeństwie przekonania, że wszystko im się należy i wszystko powinni dostać, a więc postaw roszczeniowych.

Skauting ma na celu wychowanie młodych ludzi jako świadomych członków społeczeństwa, biorących udział w jego życiu i dbających o dobro wspólne. Musi sprzeciwiać się więc tego typu formom upadku i degeneracji społeczeństwa. Możemy cofnąć się do samego momentu powstania świata, kiedy Bóg stwarza człowieka i daje mu ziemię na własność. Ziemia staje się źródłem utrzymania człowieka. Poprzez pracę człowiek czyni ją sobie poddaną, część ziemi staje się jego własnością. Widzimy więc początek własności indywidualnej i posiadania dóbr materialnych.[10] W obecnych czasach coraz większego znaczenia nabiera forma własności jaką jest własność wiedzy, techniki i umiejętności. Kraje uprzemysłowione polegają na tym bardziej niż na zasobach naturalnych.

W dzisiejszych czasach, kiedy większość krajów ma za sobą klęskę socjalizmu, na pierwszy plan wysuwa się model gospodarczy jakim jest kapitalizm. Warto jednak zastanowić się, czy jest to właściwa droga rozwoju gospodarczego. Jeśli mianem „kapitalizmu” określa się system ekonomiczny, który uznaje zasadniczą i pozytywną rolę przedsiębiorstwa, rynku, własności prywatnej i wynikającej z niej odpowiedzialności za środki produkcji oraz wolnej ludzkiej inicjatywy w dziedzinie gospodarczej, na postawione wyżej pytanie należy z pewnością odpowiedzieć twierdząco (…). Ale jeśli przez „kapitalizm” rozumie się system, w którym wolność gospodarcza nie jest ujęta w ramy systemu prawnego, wprzęgającego ją w służbę integralnej wolności ludzkiej i traktującego jako szczególny wymiar tejże wolności, która ma przede wszystkim charakter etyczny i religijny, to wówczas odpowiedź jest zdecydowanie przecząca.[11] Widać więc, że to rozwój ma służyć jednostce, a nie jednostka rozwojowi. Nie ma nic złego w zarabianiu i osiąganiu zysków, należy jednak pamiętać, że to człowiek i jego dobro muszą znaleźć się na pierwszym miejscu. Kościół uznaje pozytywną rolę zysku jako wskaźnika dobrego funkcjonowania przedsiębiorstwa: gdy przedsiębiorstwo wytwarza zysk, oznacza to, że czynniki produkcyjne zostały właściwie zastosowane a odpowiadające im potrzeby ludzkie — zaspokojone. Jednakże zysk nie jest jedynym wskaźnikiem dobrego funkcjonowania przedsiębiorstwa. Może się zdarzyć, że mimo poprawnego rachunku ekonomicznego, ludzie, którzy stanowią najcenniejszy majątek przedsiębiorstwa, są poniżani i obraża się ich godność. Jest to nie tylko moralnie niedopuszczalne, lecz na dłuższą metę musi też negatywnie odbić się na gospodarczej skuteczności przedsiębiorstwa. Celem zaś przedsiębiorstwa nie jest po prostu wytwarzanie zysku, ale samo jego istnienie jako wspólnoty ludzi, którzy na różny sposób zdążają do zaspokojenia swych podstawowych potrzeb i stanowią szczególną grupę służącą całemu społeczeństwu. Zysk nie jest jedynym regulatorem życia przedsiębiorstwa; obok niego należy brać pod uwagę czynniki ludzkie i moralne, które z perspektywy dłuższego czasu okazują się przynajmniej równie istotne dla życia przedsiębiorstwa.[12] Kapitalizm więc, mimo że jest zdecydowanie lepszy od socjalizmu, to jednak niesie w sobie niebezpieczeństwo wyzysku pracowników oraz utraty człowieczeństwa na rzecz hedonistycznego materializmu.

Podsumowując, widać bardzo duży związek między nauczaniem Kościoła, a rozwojem człowieka w naszym Stowarzyszeniu. Wśród wilczków staramy się przeciwdziałać złym cechom, które wszystkie dzieci w tym wieku posiadają. Przede wszystkim dziecięcemu egoizmowi, który w bezpośredni sposób łączy się z posiadaniem dóbr materialnych. Poprzez gry, zabawy oraz proste aktywności wychowujemy wilczka, który ma oczy i uszy otwarte i dzięki temu myśli najpierw o innych.[13] Wilczka, który jest wstanie pozbyć się swojego egoizmu i podzielić się z innym dobrami, które posiada. Nie ma znaczenia, czy jest to nowa zabawka, czy zwykła kanapka z serem podczas drugiego śniadania. Każde takie działanie ma ogromne znaczenie i jest pierwszym krokiem na drodze wychowania człowieka, który potrafi z rozsądkiem dysponować posiadanymi dobrami materialnymi. Kogoś, dla kogo drugi człowiek, a nie posiadanie dóbr, jest najwyższą wartością, mimo panującego w dzisiejszych czasach konsumpcjonizmu.

Postawę tę kształtuje się w gromadzie również poprzez czerpanie z życia świętego Franciszka z Asyżu, który nawoływał do dzielenia się i nie przywiązywania zbyt dużej wagi do posiadanych dóbr materialnych. Ta życiowa postawa świętego kontynuowana jest zresztą podczas dalszych etapów rozwoju. Proste mundury wędrownicze bez zbędnych zawieszek czy też brązowe chusty nie wzięły się znikąd.

Założycielowi skautingu również leżało na sercu kształtowanie umiejętności rozsądnego używania dóbr materialnych. Robert Baden-Powell mówił o tym w ten sposób:

Głupie skrzaty, podobnie jak małpki Bunderlog i jak wszystkie kpy na dwu nogach – gdy tylko mają trochę pieniędzy, natychmiast je wydają na pierwszą lepszą przyjemność – na przykład na kino. Ale roztropny chłopiec chowa je do skarbonki póki nie zbierze większej sumy, z której dopiero może sobie coś na przyjemności czasem przeznaczyć.[14]

Najistotniejszą rzeczą w tym wszystkim jest to, aby pamiętać, że człowiek używając tych dóbr powinien uważać rzeczy zewnętrzne, które posiada, nie tylko za własne, ale za wspólne w tym znaczeniu, by nie tylko jemu, ale i innym przynosiły pożytek.[15]


[1] Encyklopedia PWN, https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/dobra-materialne;3893235.html.

[2] Ceremoniał Przewodniczek i Skautów Europy, wydanie 2, Warszawa, 2012.

[3] Ewangelia według św. Marka 10, 17-30.

[4] Mowgli, Warszawa, 2015.

[5] Karta Skautingu Europejskiego, http://skauci-europy.pl/o-nas/dokumenty-podstawowe-symbolika/kartaskautingu-europejskiego

[6]  Daniel Staszewski, Konferencja Skype, data nieznana.

[7]  Leon XII, Rerum Novarum, Rozdział I Rozwiązanie fałszywe: socjalizm.

[8]  Zasady Podstawowe Skautingu Europejskiego, http://skauci-europy.pl/o-nas/dokumenty-podstawowesymbolika/zasady-podstawowe-skautingu-europejskiego

[9]  Karta Skautingu Europejskiego, http://skauci-europy.pl/o-nas/dokumenty-podstawowe-symbolika/kartaskautingu-europejskiego.

[10] Księga Rodzaju, 1, 28-31.

[11] Jan Paweł II, Centesimus annus, 42.

[12] Tamże, 35.

[13] Prawo Wilczka, http://skauci-europy.pl/o-nas/dokumenty-podstawowe-symbolika/prawo-wilczka

[14] Sir Robert Baden-Powell, Wilczęta, T. I, Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Kraków 2014.

[15]  Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, 69; 71. 6.

Karol Chomoncik


Były Akela, następnie asystent namiestnika wilczków, a obecnie szef kręgu wędrowników. Z wykształcenia informatyk, jednak jego wielką pasją pozostaje historia. Nie pogardzi również dobrą książką - szczególnie Tolkienem i Sienkiewiczem. W pozostałym czasie grywa w planszówki lub w tenisa ziemnego.

Biel i czerwień w życiu skauta

Wszyscy dobrze znamy historię bitwy pod Mafeking, kiedy to w głowie Roberta Baden-Powella zrodził się pomysł utworzenia zastępów młodych chłopców, którzy mieli pomagać w przenoszeniu meldunków. W ten sposób generał zyskał czas na odpoczynek dla zdolnych do obrony twierdzy dorosłych, którzy, wycieńczeni i ranni, byli coraz mniej efektywni. Robert Baden-Powell później pisał o tym tak:

Powiedziałem raz do jednego z tych chłopców, który właśnie przyjechał pod gęstym ogniem kul nieprzyjacielskich:
– Jeżeli będziesz tak jeździł wśród gradu kul i pękających szrapneli, dostaniesz kiedykolwiek postrzał?
A on odpowiedział mi na to:
– Jadę tak prędko, panie pułkowniku, że żadna kula mnie nie trafi…
I rzeczywiście, mężni chłopcy nie uważali na strzały; rozwozili bez wahania i chętnie rozkazy, choć wiedzieli, że narażają przy tym życie.

Bohaterska postawa chłopaków zainteresowała Baden-Powella. Nie dało się ukryć wielkiego męstwa i determinacji młodych ludzi. Dlaczego tak się zachowywali? Skąd ta odwaga? Sądzę, że płynęła z zupełnie szczerych oczekiwań Baden-Powella. Chłopcy byli świadomi wartości, którą wnoszą w szeregi obrońców twierdzy, co ich motywowało. Oni czuli się tam niezbędni!

U podstaw skautingu leży patriotyzm

Jak to zwykle w historii bywało, potrzeba stała się matką wynalazków. Baden-Powell, kiedy dostrzegł braki w szeregach żołnierzy, postawił na  chłopców, których podzielił na małe oddziały. W ten sposób prostsze zadania mogły być wykonywane szybciej i efektywniej niż wcześniej. Aby uświadomić sobie istotę walki tych młodych ludzi, należy wziąć pod uwagę szerszy kontekst historyczny tamtych wydarzeń.

Trwała krwawa, druga wojna burska. Brytyjskie wojska tłumiły zrywy niepodległościowe członków plemienia Burów – potomków Holendrów, Francuzów i Niemców osiedlających się na tych terenach w ubiegłych wiekach. Wielka Brytania zainteresowała się południowo-afrykańskim regionem Transwalu i Oranii po tym, jak odkryto tam liczne zasoby złota i diamentów. Przez dwa lata toczyły się walki partyzanckie, podsycane przez Cesarstwo Niemieckie, które zaopatrywało Burów w broń. Wojska brytyjskie, ze względu na słabe zarządzanie przez sztab oraz niedocenienie miejscowych oddziałów, odnosiło w tych walkach liczne porażki; wojska brytyjskie były wielokrotnie otaczane przez dobrze znających tamte tereny Burów. Odcięci w mieście-twierdzy żołnierze, z pułkownikiem Baden-Powellem na czele, znaleźli się właśnie w tego typu krytycznej sytuacji. Krwawe siedem miesięcy obrony miasta przyniosło śmierć dwóm tysiącom Burów i ponad dwustu Brytyjczykom. Oblegający spędzili więc dużo czasu na licznych próbach forsowania obrony.

Znając te fakty, nietrudno zauważyć, że życie w mieście musiało być w tamtym czasie niesamowicie trudne. Będąc pod ciągłą psychiczną presją ataku, żołnierze byli wyczerpani. Cywile zaangażowali się w pomoc Baden-Powellowi, jednak wciąż brakowało ludzi. Młodzi chłopcy mogli się przydać, a B.-P. to wykorzystał. W maju oddziały brytyjskie, które przybyły z odsieczą, uwolniły swoich rodaków oblężonych w Mafekingu. Po powrocie z kampanii afrykańskiej powstała książka Scouting for Boys, w której B.-P. opisał ideę i metody skautingu.

Kluczem do odkrycia roli patriotyzmu w metodzie skautowej jest właśnie analiza okoliczności tych historycznych wydarzeń. Spróbuj odnieść tamte realia do własnego życia, do własnej historii. Chłopcy chcieli żyć, rozwijać się, wrócić do normalnego życia w mieście, w którym będą czuli się dobrze. Wiedzieli, że wymaga to poświęcenia ich własnego życia; nie mogli liczyć na nikogo innego. Wszyscy byli już zaangażowani w obronę miasta. Postawiono im wysokie wymagania. Liczył na nich nie tylko B.-P. , ale także ich rodziny, sąsiedzi, wszyscy!

Być patriotą w XXI wieku

Znany wszystkim założyciel skautingu powiedział kiedyś: „Nie potrzeba nawet wojny na to, ażeby oddawać usługi jako wywiadowca, bo podczas pokoju chłopiec może dużo uczynić dla dobra ogólnego, wszędzie gdziekolwiek się znajdzie”. Te słowa realizujmy na co dzień. Najpierw jako wilczki, a potem harcerze, działamy przede wszystkim na zbiórkach i wyjazdach, ale przecież obowiązki harcerza zaczynają się w domu. Trzeba pamiętać o codziennym dobrym uczynku, który wraz z wiekiem zmienia dla nas znaczenie. Dobre uczynki kształtują ducha służby, uczą poświęcenia dla innych bez oczekiwania czegokolwiek w zamian. Z czasem przekształcają się w pełni świadomą służbę innym.

W dzisiejszych czasach patriotyzm jest moim zdaniem postawą wymierającą; w świecie pełnym egoistów traci na wadze dobro wspólne czy narodowe. Liczy się to, by jednostkom żyło się dobrze i wygodnie, bez „zbędnej” odpowiedzialności i zobowiązań. Taka postawa prowadzi do wykorzenienia wrażliwości, a w konsekwencji do znieczulicy. Jako skauci nie możemy izolować się we własnej społeczności, „zamykać się w bańce”. Naszym celem niech będzie służba czynem: pociągają bowiem przykłady, a nie piękne słowa. Papież Franciszek powiedział kiedyś mądre słowa: „Głoście Ewangelię, a jeśli trzeba, to także słowem!”.

Świećmy więc przykładem wartościowego życia nie tylko w mundurze. To trudne; z każdej strony bowiem świat proponuje nam konformizm i konsumpcjonizm, z którymi życie jest łatwe i przyjemne. Ale przecież chcemy żyć, a nie wegetować.

Biel i czerwień na mundurze skautowym

Niejednokrotnie odczuwałem dyskomfort, kiedy napotkany na explo człowiek patrzył na nasz zastęp z niezrozumieniem i dopytywał, dlaczego Skauci Europy. Tłumaczenia bywały lepsze i gorsze, jednak warto samemu poddać to chwili refleksji. Dlaczego Europy? Jesteśmy wspólnotą międzynarodową, jednak skauci w poszczególnych państwach noszą na mundurach flagę swojego kraju. Pomimo jednakowych oznaczeń, kolorów mundurów i wartości, które nas łączą, zachowujemy odrębność narodową. W rocie przyrzeczenia mówimy: „[…] całym swoim życiem służyć Bogu, Kościołowi, mojej Ojczyźnie, i Europie Chrześcijańskiej […]”. Zaczynamy służbę od naszej małej ojczyzny, a zatem rodziny, aby tam służyć własnemu krajowi. Przez tę służbę ofiarujemy się chrześcijańskiej Europie. Nie trzeba wielkich działań: wystarczy codzienny, drobny, dobry uczynek. Patriotyzm nie jest piastowaniem najwyższych stanowisk państwowych; to pamięć o przodkach, kultywowanie tradycji narodowych, a co moim zdaniem najważniejsze – ofiarowywanie siebie dla dobra wspólnoty.

Dla każdego z nas patriotyzm ma zapewne nieco inną definicję, choć pewne kwestie są uniwersalne. Ktoś powie, że patriotyzm to chodzenie na marsze niepodległości. Ktoś inny, że to noszenie patriotycznej odzieży. Ja uważam patriotyzm za styl życia. Jako młodzież i przyszłość Polski musimy dążyć do ideałów, przed jakimi stawia nas formacja skautowa. Ideał jest trudny do osiągnięcia. Celem samym w sobie nie jest jednak, moim zdaniem, jego osiągnięcie, a nieustanna pogoń za nim. To trud i praca włożone w dążenie do ideału kształtują nas jako ludzi. Być może bez munduru ciężko się przemóc, bo wymaga to odwagi, zorientowania, poświęcenia własnego czasu, ale przede wszystkim wymaga chęci.

Klucz do szczęścia

Odnajdowanie w sobie każdego dnia chęci do służby innym jest, jak sądzę, drogą nie tylko do życiowego sukcesu, ale także do prawdziwego szczęścia. Nie ograniczajmy naszych działań do sprzątanie lasu z gromadą, pomocy w schronisku z zastępem w ramach zbiórki czy nawet ambitnego dzielenia się ugotowanym przez drużynę posiłkiem z bezdomnymi. Te czyny są piękne i potrzebne, uczą ducha patriotyzmu i służby. Choć pozornie nie są związane z ruchem skautowym, kształtują i wychowują kolejne pokolenia Polaków. Odważę się jednak stwierdzić, że dużo więcej dobra możemy uczynić tam, gdzie wcale nie mamy na sobie munduru. Dom, miejsca pracy, nauki czy spotkań ze znajomymi to przestrzenie, gdzie warto działać przede wszystkim. W myśl zasady, że to przykłady pociągają, świadczmy o naszych ideałach w życiu codziennym. Dawania daje więcej radości niż branie, stąd w służbie innym można odnaleźć prawdziwą radość.

Wiktor Szczepanowski


Drużynowy z Radomia, rocznik 2003. Uczeń technikum elektronicznego, z pasji modelarz. Wilczek, harcerz i wędrownik. Entuzjasta kawy i dobrej książki.

Akcja integracja – oswajamy świeżaki

Początek nowego roku harcerskiego. Do gromad przychodzą nowe wilczki, do zastępów nowe harcerki i harcerze. Chyba każdy szef chciałby, żeby nowe osoby w jego jednostce jak najszybciej poczuły się jak u siebie. A może jeszcze nie wszyscy „starzy” członkowie uznali siebie za część zespołu? Mała ilość bezpośrednich spotkań „na żywo” w tamtym roku mogła to im to skutecznie utrudnić…  Poniżej kilka pomysłów na integrację.

  • Szukanie właściciela obrazka – dla gromady

Każdy wilczek dostaje kartkę i rysuje na niej „swój opis” – to, co lubi, co go interesuje, co robi. Każdy powinien rysować tak, żeby inni nie widzieli jego kartki. Następnie Akela zbiera wszystkie kartki i rozdaje losowo wilczkom. (Jeśli wilczek dostanie swój rysunek, to Akela wymienia mu na inny.) Teraz każdy musi odnaleźć właściciela otrzymanego rysunku i zapamiętać, jak ma na imię.

Uwaga: obrazka nie można pokazywać innym i pytać „czy to twój?”, chodzi o to, żeby rozmawiać i się poznawać.

Można drugi raz pozbierać i rozdać obrazki, jeśli pierwsza runda była krótka.

  • Piosenka z imionami – dla gromady i drużyny

Szóstka/zastęp dostaje zadanie, żeby ułożyć piosenkę na znaną melodię. Kolejne zwrotki mają zawierać imię kolejnych członków szóstki/zastępu oraz opowiadać o ich cechach charakteru i zainteresowaniach. Po ułożeniu piosenka jest prezentowana całej gromadzie/drużynie ze wskazaniem kto jest kto.

  • Opowieść z imionami – dla gromady i drużyny

Szóstka/zastęp wymyśla opowieść np. baśń z fantastycznymi elementami albo historię z życia Indian – każda grupa może dostać swój temat. Bohaterami opowieści są członkowie szóstki/zastępu. Każdy z nich ma wymyślony przymiotnik, który zaczyna się tą samą literą, co jego imię, np. bohaterski Bogdan. Przymiotnik i imię zawsze pojawiają się razem, ilekroć jest mowa o danej osobie. Oprócz wymyślonych wydarzeń opowieść powinna zawierać prawdziwe informacje o zainteresowaniach poszczególnych osób, np. „w tym momencie bohaterski Bogdan, nie zważając na strzały Komanczów, wjechał na pole walki na swoim górskim rowerze”.

Zastęp/szóstka prezentuje opowieść całej gromadzie/drużynie np. w formie słuchowiska, a na koniec przedstawia swoich członków.

  • Zadania na grę – wspólne działanie:

przenoszenie jednego przedmiotu w kilka osób, każdy może dotykać tego przedmiotu tylko jednym palcem, drużyna nie może go upuścić;

przenoszenie naczynia z wodą – w plastikowym naczyniu robimy u góry dziurki i przywiązujemy tam sznurki, każdy z uczestników trzyma za jeden sznurek, muszą razem przenieść naczynie i przelać wodę do innego, stojącego nieopodal;

odwracanie plandeki – cała grupa staje na małej plandece, jej zadaniem jest odwrócić plandekę (strona dotykająca ziemi ma po odwróceniu dotykać nóg stojących) tak, żeby nikt z niej nie spadł i bez używania rąk – można tylko nogami;

ustawienie w zwierza – zastęp/szóstka ustawia się tak, żeby stworzyć ze wszystkich członków jednego wymyślonego zwierza, który może mieć różne odnóża, paszcze, wydawać różne dźwięki itp., następnie prezentuje go wszystkim. Ciekawszą wersją, ale wymagającą ciemności, jest prezentowanie cienia zwierza na białej płachcie;

  • Zabawa „supeł”

Gromada/drużyna ustawia się w okręgu. Każdy zapamiętuje kogo ma po swojej prawej i lewej stronie. Następnie wszyscy opuszczają swoje miejsca i chodzą „w rozsypce”. Na znak prowadzącego, np. gwizdek/klaskanie, każdy się zatrzymuje, szuka osób, które miał po prawej i lewej stronie i podaje im odpowiednie ręce. Jeśli nie sięga, to może podejść parę kroków, ale generalnie nie idziemy do siebie, tylko sięgamy przez innych. W ten sposób powstaje „supeł”. Teraz trzeba go rozplątać, cały czas trzymając się za ręce.

  • Zabawa „kobry”

Każda szóstka/zastęp ustawia się rzędzie i łapie za ramiona tworząc w ten sposób kobrę. Ostatnia osoba ma włożoną za pasek chustę – ogon kobry. Zadaniem kobry jest zabranie ogona (chusty) innej kobrze – ogon zabiera osoba stojąca na przodzie rzędu – ochronienie własnego ogona przed zabraniem oraz nierozerwanie się – osoby tworzące kobrę nie mogą się puścić. Kobra, która straci ogon albo się rozerwie, odpada z gry.

Uwaga: lepiej grać na trawie, kobry będą się przewracać.

  • Zabawa „tunel”

Cała gromada/drużyna, oprócz jednej osoby, ustawia się „w pary”. Każda para trzyma się za ręce i podnosi je do góry, tworząc tunel. Osoba bez pary przebiega przez tunel od tyłu i po drodze „porywa” jedną osobę spośród tworzących tunel, z którą następnie tworzy parę na przodzie tunelu. Osoba, która po „porwaniu” została bez pary, biegnie w przeciwną stronę tunelu, również porywa kogoś i tworzy z nim parę na końcu tunelu itd.

Hanna Dunajska


Hania Dunajska jest Akelą 2. Gromady Wrocławskiej. Studiuje filologię polską i pracuje w księgarni "Pociąg do Bajeczki".

Mniej znaczy więcej – o przygotowaniach do OPP opowiada ekipa Namiestnictwa Przewodniczek

Już niedługo, w trzecim tygodniu września, od 17 do 19 dnia miesiąca, wszystkie przewodniczki z Polski zjadą się do Sanktuarium Matki Bożej Gidelskiej.  To wyjątkowe wydarzenia ma bardzo siostrzany i skautowy charakter. Więcej o przygotowaniach, znaczeniu i tegorocznej edycji opowiadają nam organizatorki – Justyna i Ania.

Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek, fot.: Monika Wójcik

Szymon: Drogie Panie, na początek opowiedzcie coś o sobie, kim jesteście, co robicie i jak angażujecie się w organizację tegorocznej pielgrzymki?

Ania: Jestem Namiestniczką Przewodniczek i w tym roku z razem Justyną, która jest szefową OPP, organizuję pielgrzmkę. Wcześniej przez trzy lata ja byłam szefową tego wydarzenia. Tak się tu znalazłam.

Justyna: Jestem asystentką namiestniczki, w ostatnim roku byłam asystentką hufcowej od czerwonej gałęzi. W tym roku jestem szefową OPP, a w poprzednich latach pomagałam w przygotowaniach. Postanowiłam jednak zaangażować się bardziej, bo uważam, że to wspaniałe wydarzenie.

Szymon: Czy dobrze kojarzę, że miałaś coś wspólnego z Euromootem?

Justyna: Dokładnie tak, razem z Karolem Kucharem odpowiadałam za naszą polską ekipę przygotowującą Euromoot.

Szymon: OPP – co właściwie oznacza ten tajemniczy skrót?

Justyna: Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek.

Szymon: OPP, to pielgrzymka inna niż pozostałe ponieważ…

Justyna: Dla mnie inna ponieważ uczestniczą w niej tylko dziewczyny, kobiety, przewodniczki i jest skautowa. Skautowa i kobieca. 

Ania: Jest to pielgrzymka, na której wszystkie się znamy. Nie jesteśmy dla siebie obce. Idzie się w swoim ognisku, które jest wspólnotą. Nie są to ludzie anonimowi i przypadkowi. Nawet, jeśli się nie znamy z imienia, to jesteśmy przewodniczkami, tworzymy wspólnotę przewodniczek. To jest dla mnie najbardziej wyjątkowe. Choć, gdy patrzy się z boku, to pielgrzymka jak pielgrzymka – idziemy w kolumnie, czasami śpiewamy, celem wędrówki jest sanktuarium maryjne, Gidle są niedaleko Jasnej Góry.

OPP, fot.: Monika Wójcik

Szymon: Dlaczego ta pielgrzymka jest skautowa? Kiedy można to zauważyć?

Justyna: Myślę, że w charakterystycznych dla czerwonej gałęzi. Bycie w ognisku, gotowanie na ogniu, Godzina Światła, Jutrznia, spanie w namiotach, proste życie. Wyruszamy w drogę i żyjemy w prostocie drogi, co jest charakterystyczne dla czerwonej gałęzi i skautów. Ale też dla pielgrzymów.

Ania: Mamy też wieczorną ekspresję. To wszystko, to są  standardowe elementy wędrówki, które są obecne w czerwonej gałęzi, w ogniskach.

Szymon: Gidle to piękne, ukryte wśród pól sanktuarium Matki Bożej przyzywanej jako Uzdrowicielki Chorych. Nie należy do najbardziej znanych. Jak to się stało, że przewodniczki z całego kraju pielgrzymują właśnie tam?

Ania: Miejsce zostało wybrane w 2017 roku. Wtedy po raz pierwszy odbyła się tam pielgrzymka. Szukałyśmy miejsca, które mogłoby co roku nas przyjmować. Wcześniej sanktuaria się zmieniały. Gidle zostały wybrane też z praktycznego punktu widzenia. Są mniej więcej w centrum Polski.Dominikanie, kustosze sanktuarium, gościnnie nas przyjęli. Już piąty raz, uwzględniając przerwę na pandemię, czwarty, będziemy w tym miejscu.

Szymon: Potwierdzam, że Ojciec Przeor bardzo pozytywnie wyraża się na Wasz temat. Gdy spotkałem go z Zastępowymi i usłyszał hasło ,,Skauci Europy”, to wiedział, o co chodzi i zachwalał współpracę z Wami.

Ania: Oj tak! My również uwielbiamy Ojca przeora.

Szymon: Ile osób brało udział w pielgrzymce na przestrzeni lat?

Ania: Zawsze było około 250-300 osób. Możemy powiedzieć, że około 300. Ile dokładnie osób pojawi się w tym roku wie Justyna, jesteśmy świeżo po zamknięciu zapisów.

Justyna: Na chwilę obecną mamy zgłoszonych 280 osób, czyli bardzo możliwe, że pojawi się ostatecznie około 300.

Szymon: Wspomniałyście o różnych elementach skautowych na pielgrzymce, a jaki jest jej plan, przebieg? Czy z każdym dniem wiąże się jakaś charakterystyczna aktywność?

Ania: W tym roku troszkę zmieniłyśmy, ale zacznijmy od stałych elementów. Dzień pierwszy jest dniem dla ogniska. Nie wymyślamy, skąd dziewczyny idą. Mają podane dokąd mają dotrzeć, ale  same planują sobie trasę. Zawsze jest adoracja, droga, ekspresja sobotnia, nabożeństwo powitalne, po dotarciu do sanktuarium w Gidlach. Pobyt w bazylice rozpoczynamy od nawiedzenia figurki Maryi. W niedzielę jest uroczysta niedzielna Msza Święta, apel i spotkanie z gościem. Małym dodatkiem są spotkania w gałęziach, kiedy.  namiestniczki przedstawiają plany na rok. To taki bonus.

Szymon: Czy w tym roku są jakieś zmiany?

Ania:  Zawsze było tak, że adoracja była w sobotę. W tym roku przesunęłyśmy ją  na piątek. Dzięki temu sobota nie jest tak bardzo intensywna, jak było to do tej pory.

Szymon: Czyli adoracja odbywa się w tym roku bardziej lokalnie na trasach?

Ania: Nie do końca, ponieważ odbędzie się, gdy już wszyscy dojdą na miejsce noclegu. Trwa mniej więcej godzinę. Połączona jest z obrzędem nałożenia krzyży. Wy też chłopaki macie krzyż pielgrzymkowy. My mamy krzyż metalowy. Gdy ktoś dostaje go na pielgrzymce, to nosi już do końca życia. Z tym samym krzyżem przyjeżdża się na kolejne pielgrzymki. Jeśli ktoś pojawi się pierwszy raz, to właśnie wtedy otrzyma go po raz pierwszy.

Szymon: Kto bierze udział w przygotowaniu ekspresji? Czy ogniska mogą się zgłaszać? Jest jakiś konkurs? Czy może wyznaczacie?

Justyna: Podejście do tematu ekspresji zmieniało się wielokrotnie. Kiedyś ognisko, które przygotowywało ekspresję wybierało następne, które za rok ją przygotuje. Później przeszłyśmy do formy konkursowej i przez dwa lub trzy lata to działało. W tym roku ekspresję przygotuje ekipa namiestnictwa we współpracy z chętnymi przewodniczkami.

Ania: Dokładnie! Jak słyszysz, my na Pielgrzymce Przewodniczek szukamy, zmieniamy, eksperymentujemy. Co roku jest inaczej. Są stałe punkty programu, ale mogą być w inny dzień. Pielgrzymka pozostaje niespodzianką i nigdy nie wiadomo do końca, co Cię czeka.

Szymon: Zatem, czy warto, a raczej dlaczego warto wziąć udział w OPP?

Justyna: Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, to po to, by dziewczyna, przewodniczka zobaczyła, że nie jest sama; że nie istnieje tylko jej ognisko. Są inne środowiska i przewodniczki. Jest nas naprawdę dużo. To daje poczucie wspólnoty, gdy widzi się trzysta dziewczyn, które wspólnie się modlą. Tym co nas łączy jest skauting i Pan Bóg. To daje poczucie siły i pozytywnie nakręca do działania w swojej jednostce. Ze mną, w nieznane, wyrusza trzysta przewodniczek, to piękne. Dla mnie to bardzo ważne.

Ania: Nie bez powodu pielgrzymka jest na początku roku. Chcemy ten rok zawierzyć Bogu. Podejmowanie służby nie przychodzi bez wysiłku. Dla tych, którzy przeżyli obozy, wędrówki, wędrówki i obozy szkoleniowe, to nabranie sił na nowy rok pracy. Są to swego rodzaju rekolekcje w drodze.

OPP, fot.: Monika Wójcik

Szymon: Rok 2021 wiąże się z pewnymi zmianami, co jeszcze będzie charakterystyczne? Czy możecie zdradzić temat, dane zaproszonych gości, powiedzieć coś więcej o ekspresji?

Justyna: Zawsze jest temat przewodni. W tym roku to ,,Mniej znaczy więcej” słowa zaczerpnięte z Encykliki papieża Franciszka. Będzie to temat przewodni. Można zobaczyć to na naszym fanpage’u na Facebooku, bo opiekun duchowy brat Szymon, kapucyn, nagrał film, w którym tłumaczy, o co chodzi w tym haśle. Będziemy nad nim zatrzymywać się w Godzinach Światła, homiliach, rozważaniach. Będzie przestrzeń, by się nad tym zastanawiać i rozważyć tę encyklikę i ten temat.

Ania: Jeśli chodzi o ekspresję, to tutaj idziemy tematycznie w stronę czerwonej metody. Będziemy mówić o formacji przewodniczki, o kolejnych szlakach, o FIAT . Będziemy się dzielić. Będą świadectwa ciekawych osób. Będzie ona mocno czerwona. Myślę, żę będzie dla niektórych porządkująca i systematyzująca. Będziemy mieć też dwa obrzędy FIAT, w piątek i sobotę.

Szymon: Myślę, że wiem już dostatecznie dużo, ale możecie jeszcze coś dodać. Może podzielcie się, czym OPP jest dla Was.

Ania: Myślę, że jeśli chodzi o przewodniczki, które to będą czytać, bo to je mogę zaprosić, to myślę, że to wyjątkowy czas. Czas rzeczywiście przygotowany dla nich. Wystarczy przyjechać i być. Warto być i jak najlepiej ten czas wykorzystać.

Szymon: A czy jest miejsce dla kogoś z zewnątrz?

Ania: Oczywiście! Można zapraszać swoje koleżanki. Każda przewodniczka może kogoś zabrać. Zaopiekujemy się i przygarniemy.

Justyna: Zdarza się, że jest ktoś z zewnątrz, w tym roku przyjeżdżają przewodniczki z Francji i zostaną przypisane do jakiegoś ogniska. Myślę, że dla kogoś z zewnątrz to idealna okazja, by rozpocząć swoją przygodę ze skautingiem. Ania: Ja też myślę, że to super wydarzenie na początek roku harcerskiego. Można wszystko oddawać Bogu i zaufać, bo będzie dobrze.

Szymon Helbin


Drużynowy z Krakowa, asystent hufcowego ds. harcerzy. Drużynowy od 2017 roku. Zafascynowany metodą Samodzielnych Zastępów oraz twórcą katolickiego skautingu o. Jakubem Sevinem. Pochodzi z Radziechów koło Żywca, a na codzień mieszka, pracuje i studiuje w Krakowie. Prywatnie nauczyciel szkół Sternika z Krakowa zainteresowany edukacją spersonalizowaną.