Pragnienie zmian – praca nad nawykami

Artykuł napisany na podstawie części Podstawy książki Atomowe nawyki Jamesa Clear’a

Jako skauci, a także i może przede wszystkim szefowie, mamy obowiązek dbać o własną formację, rozwój, doskonalenie. To w dużej mierze łączy się z uporządkowaniem naszego życia, nadawaniem mu pewnych ram i stałych elementów, np. wyznaczenie czasu na modlitwę, troska o odpowiednie odżywianie się i aktywność fizyczną. Trudno jest wprowadzić wielkie zmiany w ciągu jednego dnia, dużo efektywniejszym rozwiązaniem jest dodawanie małych usprawnień, drobnych nawyków i konsekwentna praca z nimi każdego dnia. Panowanie nad swoim życiem, pewna przewidywalność dnia, daje nam dodatkowo poczucie sprawczości i pewność siebie. Krok po kroku możemy czynić nasze życie takim, jakie chcielibyśmy, by było.

Atomowe zmiany

Nawyk jest działaniem lub też zachowaniem, które jest powtarzane regularnie, a często też automatycznie. Może wznosić nas na wyżyny, lecz równie łatwo sprowadzić do parteru. Nasze życie i jego ścieżka – wznosząca lub też opadająca – jest zaś kształtowana przez sumę pojedynczych decyzji podejmowanych przez nas każdego dnia. Jeśli zdecydujemy się na jednorazowe zjedzenie zupki chińskiej prawdopodobnie nic nam się nie stanie. Jeśli jednak zaczniemy odżywiać się nią regularnie, stanie się to naszym nawykiem, nasze zdrowie będzie poważnie zagrożone.

Każdego dnia powinniśmy podejmować niewielkie, wręcz atomowe decyzje, które mają nas prowadzić ku lepszemu. Niech to będzie nawet prawie niedostrzegalny 1% postępu dziennie – w ciągu roku takie decyzje zaprowadzą nas do poprawienia danej sprawy 37 razy. Problem polega zazwyczaj na początkowym braku widocznych rezultatów, a co za tym idzie szybkiemu zniechęcaniu się i porzucaniu dobrych – drobnych zmian. Niewiele zmienią 3 wyjścia na basen czy siłownię, ponieważ gdy chcemy zadbać o naszą sylwetkę, potrzeba konsekwencji i regularności. Aby zauważyć rezultaty, musimy zebrać pewien potencjał wykonanych działań, a droga do przełomu (który jest sumą naszych zachowań) wymaga początkowego zmierzenia się z rozczarowaniem oraz cierpliwości.

Aby tę drogę przebyć, warto zmienić nieco swoje myślenie. Jest początek kolejnego roku i pewnie część z was (ja również😉) wyznaczyła sobie cele do zrealizowania w kolejnych miesiącach. Jednak wyznaczone cele mają często niewielki wpływ na rezultaty – np. w zawodach sportowych wszyscy zawodnicy mają taki sam cel, wygrani i przegrani. Dużo ważniejsze wydaje się opracowanie systemów, które pomogą nam robić coś lepiej, efektywniej. Są to procesy, które prowadzą do osiągnięcia celów. (przykład: cel – zdobycie stopnia wędrowniczki, system – regularność spotkań z szefową, kierownikiem duchowym, sposób wyznaczania i realizacji zadań, tryb pracy nad dziełem, itd.). Systemy mają tę zaletę, że nie są krótkotrwałe, nie zakładają tylko chwilowej zmiany do czasu zrealizowania celu, lecz jej kontunuowanie, ciągły rozwój.

Tożsamość

Możemy zmieniać swoje zachowanie na trzech poziomach: rezultatów, procesów do nich prowadzących lub też tożsamości, czyli sposobie w jaki o sobie myślimy. Nasze zachowania zazwyczaj są wynikiem naszej tożsamości. Dopiero zmiana na tym najgłębszym poziomie zapewni nam utrwalenie nawyków zamiast codziennej walki ze sobą. Dopóki nie zaczniemy myśleć o sobie jako o np. czytelniku, nie będziemy sięgać automatycznie po książki w wolnym czasie. Zmiana, która nie zostanie poparta przeobrażeniem myślenia o sobie, nie przetrwa. Naszym celem powinno być zatem nie tyle zrobienie czegoś, a zostanie kimś – biegaczem, osobą dbającą o zdrowie, osobą rozmodloną. Gdy dodatkowo będzie to dla nas powód do dumy i radości, motywacja do przestrzegania nawyku będzie o wiele większa.

Przekonania o sobie mogą nas bardzo ograniczać. Niektóre z nich niesiemy ze sobą już od dzieciństwa – zostały nam wpojone nieopatrznie przez dorosłych. Może to być przeświadczenie o tym, że wszystko psuję, jestem beznadziejny w grach zespołowych, jestem nieśmiały, itd. Ponieważ mam takie przekonanie o sobie, zachowuję się w sposób, który temu przekonaniu odpowiada, co prowadzi do wzmocnienia danego przekonania. Koło się zamyka. Prześledźmy, czy nie ma w nas takich zastanych wizji, które przeszkadzają nam być takimi, jakimi byśmy chcieli.

Zatem nawyki określają naszą tożsamość, ale też przez nawyki możemy wizję siebie samego zmienić – tożsamość zmienia się poprzez dostarczenie sobie wielu dowodów na to, że jesteśmy inni, niż nasze przekonanie. Najważniejsze jest wielokrotne powtarzanie danego zachowania – nie będziemy myśleć, że jesteśmy pilnymi uczniami/studentami, jeśli raz przygotujemy się do zajęć – to wymaga ponawiania, ciągłego działania. Zmiana tego kim jesteś, polega na zmienieniu tego co robisz.

Nabywanie lepszych nawyków nie polega na zaśmiecaniu dnia sprytnymi sztuczkami. Nie chodzi o to, by co wieczór nitkować jeden ząb, każdego ranka brać zimny prysznic, albo codziennie ubierać się w to samo. Nie chodzi też o osiąganie zewnętrznych oznak sukcesu, takich jak zarabianie większych pieniędzy, chudnięcie czy życie w mniejszym stresie. Przyzwyczajenia mogą pomóc ci to wszystko osiągnąć, ale zasadniczo nie chodzi w nich o osiągnięcie czegoś. Chodzi o stanie się kimś.

James Clear

Pętla Nawyku

Mózg wytwarza nawyki w odpowiedzi na regularnie napotkany problem – nawyk jest sprawdzoną metodą prób i błędów, przychodzącym automatycznie rozwiązaniem danego problemu i ma za zadanie odciążyć świadome działanie mózgu. Można powiedzieć, że jest on pójściem mózgu na skróty – wykorzystuje on poprzednie doświadczenia do osiągania zadawalających efektów.

Ilustracja: Agata Kocyan

Sposób nabywania nawyku składa się z czterech etapów powtarzanych po wielokroć. Są to kolejno sygnał, pragnienie, reakcja i nagroda. Sygnał (1) jest pewną informacją, którą mózg wyłapuje z naszego otoczenia lub też wnętrza, o możliwości sięgnięcia po nagrodę. Sygnały dla każdego są sprawą indywidualną, dla jednej osoby coś jest sygnałem, dla innej będzie bez znaczenia. Dopiero sygnał zinterpretowany w odpowiedni sposób przeradza się w pragnienie (2), czyli chęć zmiany. Jest to siła napędowa każdego działania – pragniemy nie nawyku samego w sobie, ale zmiany naszego stanu wewnętrznego, np. rozrywki, ulgi, zaspokojenia ciekawości. Kolejnym etapem jest reakcja (3), czyli właściwe działanie czy myśl, nawyk. Aby reakcja nastąpiła, dane zachowanie nie może być dla nas zbyt trudne – jeśli wymaga ono zbyt wielkiego wysiłku, zostanie po prostu odrzucone. Reakcja prowadzi do nagrody (4), która jest celem każdego nawyku. Nagroda daje nam uczucie satysfakcji oraz jest dla nas nauką, w jaki sposób postępować w przyszłości. Nagroda zostaje przez mózg powiązana z sygnałem. Aby zachowanie przerodziło się w nawyk, muszą wystąpić wszystkie cztery etapy – usunięcie lub ograniczenie choćby jednego spowoduje, że nawyk się nie wykształci. Następowanie po sobie tych etapów jest nazywane pętlą nawyku.

Sygnał – stresująca sytuacja na uczelni
Pragnienie – chęć rozładowania napięcia
Reakcja – idziesz na kawę i ciasto do kawiarni
Nagroda – rozładowujesz stres, stresujące sytuacje na uczelni zostają skojarzone z wizytą w kawiarni

Przykład pętli nawyku

W skautingu dużo mówimy o pracy nad sobą, samowychowaniu, rozwoju. Wiele razy próbujemy coś zmienić w naszym życiu, ale pomimo najszczerszych chęci, nie udaje nam się. Wynika to między innymi z faktu braku wiedzy na temat działania naszego mózgu i psychiki. Warto poszerzać swoją wiedzę i wykorzystywać ją w praktyce. Może oszczędzić nam to frustracji spowodowanej wiecznie niedotrzymanymi postanowieniami i pozwolić zrozumieć, jakie błędy popełnialiśmy, podejmując je. Bardzo polecam książkę Atomowe nawyki Jamesa Clear’a, na podstawie początku której napisałam ten artykuł, a która w dalszej części podpowiada w jaki sposób uczynić rzeczy oczywistymi, atrakcyjnymi, łatwymi i satysfakcjonującymi, aby rozwijanie dobrych nawyków było dla nas codziennością.

Emilia Kawałek

Emilia Kawałek


Nie wyobraża sobie życia bez czytania i kawy. W Zawiszy spędziła pół życia. Od kilku lat służy jako asystentka hufcowej ds. wypoczynku.

Jałmużna też służba

Służba to jeden z pięciu celów skautingu, w sposób szczególny uwydatniony w czerwonej gałęzi. Przede wszystkim służba realizowana jest poprzez podjęcie się pracy wychowawczej w jednostce.

Ale nie jest to jedyny jej wymiar. Patrząc od strony nurtu męskiego, już na jednej z pierwszych wędrówek po przejściu do kręgu, pielgrzymce na Święty Krzyż, wędrownicy mogą doświadczyć bezpośredniej służby drugiemu człowiekowi. Nieraz w czasie drogi można pomóc napotkanym ludziom przy zbieraniu ziemniaków, jak to na koniec września przystało. Przez następną część roku, podczas Młodej Drogi, pojawiają się kolejne okazje, by rozwijać w sobie zmysł służby. Jednak nie jest on jeszcze ukierunkowany na pomoc wychowawczą w jednostce.

Służba na Świętym Krzyżu 2012 r., fot. Marcin Jędrzejewski

Po zakończeniu Młodej Drogi, objęcie funkcji szefa/szefowej jednostki może znacznie ograniczyć czas na dodatkowe aktywności czy wolontariat. Szczególnie, gdy do szkoły lub studiów dochodzi praca dorywcza lub na pełen etat. Co więc zrobić, gdy nasze pragnienie pomocy drugiemu człowiekowi wykracza poza pracę wychowawczą w Stowarzyszeniu, a barierą jest może nawet nie tyle brak czasu, co brak możliwości lub odwagi? Rozwiązaniem może być jałmużna.

Wiadome jest, że organizacje i dzieła charytatywne, pomocowe czy misyjne opierają się na ludziach i funduszach. Nasza jałmużna może więc współtworzyć jeden z filarów funkcjonowania tych dzieł. Trzeba bowiem wiedzieć, że jałmużna nie ogranicza się do datków dawanych żebrzącym na ulicach, a dotyczy wszystkich form wspierania potrzebujących. I nie chodzi tylko o wymiar materialny!

Jest on istotny, ale ważne jest, aby za darem szła postawa serca i gotowość do ofiarności. Już w Starym Testamencie czytamy: „Lepiej jest dawać jałmużnę, aniżeli gromadzić złoto. Jałmużna uwalnia od śmierci i oczyszcza z każdego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasyceni będą życiem” (Tb 12, 8-9) oraz „Tak zaskarbisz sobie wielkie dobra na dzień potrzebny, ponieważ jałmużna wybawia od śmierci i nie pozwala wejść do ciemności” (Tb 4, 9-10). Widzimy, że oprócz materialnego aspektu wsparcia potrzebujących, jałmużna powoduje również otrzymanie daru – i to najwyższej klasy – przez ofiarodawcę. Ofiarność prowadzi więc do uświęcenia. Dlatego warto gromadzić sobie skarby w niebie poprzez rozdawanie skarbów tu na ziemi: „A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6, 4). Ale nie pomyślmy sobie, że zaniedbując różne aspekty naszego życia, „kupimy” sobie miejsce w niebie rozdając pieniądze ubogim. Inny z autorów Pisma Świętego, św. Paweł, pisząc bowiem o jałmużnie, przypomina podstawę każdego chrześcijańskiego działania: „I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości
bym nie miał, nic mi nie pomoże” (1 Kor 13, 3). Jałmużna przynosi więc korzyść duchową jedynie, gdy idzie w parze z miłością. Miłość zaś otwiera człowieka na łaskę. O istocie dawania jałmużny mówił nie tylko Apostoł Narodów. Papież Franciszek w Roku Miłosierdzia powiedział tak:

„Dawanie jałmużny może się wydawać rzeczą prostą, ale musimy uważać, aby nie ogołocić tego gestu z wielkiej zawartej w nim treści. Termin «jałmużna» pochodzi z języka greckiego i oznacza właśnie «miłosierdzie». Zatem jałmużna powinna nieść z sobą całe bogactwo miłosierdzia. A ponieważ miłosierdzie wyraża się na tysiące dróg i tysiące sposobów, to także jałmużna wyraża się na wiele sposobów, aby ulżyć trudnościom osób potrzebujących”.

Rozważanie Papieża Franciszka wygłoszone podczas nadzwyczajnej audiencji ogólnej związanej z Jubileuszem Miłosierdzia

Gorąco zachęcam do praktyki jałmużny. Nie tylko jako pewnego rodzaju „zastępstwo” wolontariatu, czy innej aktywności pomocowej. Przez kilka lat, gdy byłem szefem kręgu, na początku Wielkiego Postu, przedstawiałem wędrownikom jałmużnę. Zachęcałem ich wtedy, aby w tym okresie wyrzeczeń, przekazać wsparcie materialne potrzebującym i potraktować to właśnie jako formę służby. Wiem, że część z chłopaków praktykowała to z dobrym skutkiem, ale nie znam szczegółów, bo skrytość też jest jednym z elementów jałmużny. Skoro, gdy dajesz jałmużnę, a lewa ręka ma nie wiedzieć, co czyni prawa, to tym bardziej szef kręgu 😉 (por. Mt 6, 3).

W związku z jałmużną nasuwa się kilka praktycznych pytań, na które spróbuję odpowiedzieć.

Komu dawać?

Jeżeli decydujemy się na przekazywanie pieniędzy, to wspieranie pośrednie, czyli poprzez różne organizacje, wydaje się być rozsądniejszą opcją. Mamy wtedy większą pewność, że ludzie potrzebujący rzeczywiście dobrze wykorzystają nasz datek i nie zostanie on wydany np. na alkohol w przypadku osób zmagających się z chorobą alkoholową. Nad wszystkim bowiem czuwają – a przynajmniej tak powinno być – ludzie wiedzący w jaki sposób pomagać. Przykłady różnych organizacji przedstawiłem na końcu artykułu. Oczywiście można też samemu poszukać celu, który chcemy wspomóc. Szukając warto pamiętać o prostej weryfikacji, czy dany cel nie jest zwyczajnym oszustwem.

Jak dawać?

Jałmużna wkroczyła do Internetu i ma się dobrze, więc przelew pieniędzy na konto organizacji jest chyba najprostszą opcją. Nadal jednak pozostają skryte gdzieś w głębi kościołów skarbony podpisane „jałmużna dla potrzebujących”. W tym wypadku na pewno
nikt się nie dowie, czyja ręka wrzuciła pieniądze. Przekazywanie ubrań, czy nawet zużytego sprzętu elektronicznego, też jest dobrą i potrzebną formą, jednak wymaga już nieco większego zaangażowania niż internetowy przelew. Nie zapomnijmy też o modlitwie za tych, którym przekazujemy dary, szczególnie przy braku bezpośredniego kontaktu.

Ile dawać?

Odpowiem tak: tyle, ile się chce wiedząc, ile się może (lepiej, żeby dawanie jałmużny nie wpędziło nas w tarapaty finansowe). Ważna jest stała gotowość serca do dzielenia się z innymi. Nie tylko pieniędzmi! Może więc zacznie się od przelewu 50 zł raz na pół roku, a skończy na comiesięcznej dziesięcinie? Ale to już temat na inny artykuł. 

Podsumowaniem tej krótkiej zachęty do praktykowania jałmużny niech będą słowa św. Franciszka z pierwszej Reguły zakonu:

 „Jałmużna jest dziedzictwem i prawem ubogich, które nabył Pan nasz Jezus Chrystus. I bracia, którzy trudzą się zbieraniem ofiar, otrzymają wielką nagrodę i dają okazję do nagrody ofiarodawcom; zginie bowiem wszystko, co ludzie zostawiają na tym świecie, lecz za miłość i za złożone jałmużny otrzymają życie wieczne”.

św. Franciszek, I Reguła Zakonu

 Przykłady organizacji:

Wspierające ubogich i bezdomnych:

  • Fundacja Kapucyńska im. bł. Aniceta Koplińskiego fundacja prowadzona przez oo. Kapucynów w centrum Warszawy. Wspiera ubogich i bezdomnych poprzez m.in. prowadzenie jadłodajni, pomoc medyczną oraz opiekę duszpasterską. Strona internetowa: https://fundacja-kapucynska.org
  • Kamiliańska Misja Pomocy Społecznej – fundacja założona przez Zakon Ojców Kamilianów. Pomaga przede wszystkim bezdomnym prowadząc
    m.in. schronisko czy program mieszkań treningowych.
    Strona internetowa: https://misja.com.pl
  • Caritas – katolicka, międzynarodowa organizacja charytatywna działająca również w Polsce. Wspiera tyle obszarów, że trudno wszystkie wymienić:
    od Wigilijnego Dzieła Pomocy, Okna Życia po jadłodajnie i domy
    dla bezdomnych. Strona internetowa: https://caritas.pl

Misyjne:

  • Pomoc Kościołowi w Potrzebie – międzynarodowa organizacja charytatywna
    na prawie papieskim, która wspiera chrześcijan tam, gdzie są prześladowani, uciskani lub w potrzebie duszpasterskiej. Nasze wsparcie może polegać
    m.in. na zakupie rękodzieła wykonywanego przez chrześcijan zamieszkujących Ziemię Świętą. Strona internetowa: http://pkwp.org
  • Zespół Pomocy Kościołowi na Wschodzie – zespół powołany przy Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski, który świadczy przede wszystkim wsparcie personalne, wysyłając osoby duchowne do krajów byłego ZSRR zamieszkiwanych przez Polaków. Przy okazji Zespół zbiera i przekazuje fundusze
    na funkcjonowanie tych dzieł. Strona internetowa: http://wschod.misje.pl
  • Misja katolicka w Mpunde w Zambii – polska misja, którą obecnie prowadzi
    ks. Adam Pergół. Oprócz pracy duszpasterskiej wspiera młodzież i dzieci
    w edukacji m.in. fundując naukę i wyjazd na studia.
    Strona internetowa: http://mpunde.net
  • Referat Misyjny Księży Werbistów – instytucja działająca w ramach Polskiej Prowincji Zgromadzenia Słowa Bożego. Zajmuje się szeroko pojętą animacją misyjną Kościoła w Polsce oraz bezpośrednią pomocą misjonarzom
    i misjonarkom. Strona internetowa: https://www.pomocmisjom.werbisci.pl
  • Fundacja Kasisi – założona przez Szymona Hołownię fundacja wspiera dzieci, którymi opiekują się misjonarki w Zambii. Prowadzi wiele projektów
    i umożliwia przekazywanie pieniędzy na bardzo konkretne cele, np. mleko
    czy zabawkę dla dziecka. Strona internetowa: https://www.fundacjakasisi.pl

Wspierające chorych i niepełnosprawnych:

  • Fundacja im. Brata Alberta – fundacja prowadzona przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, której działania obejmują prowadzenie domów stałego pobytu, domów dziennego pobytu, warsztatów terapii zajęciowej, świetlic terapeutycznych, ośrodków adaptacyjnych, szkół oraz przedszkoli integracyjnych. Strona internetowa: https://albert.krakow.pl
  • Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży w Broniszewicach – dom prowadzony przez siostry dominikanki, które opiekują się chłopakami
    z różnym stopniem niepełnosprawności. Strona internetowa: https://domchlopakow.pl
  • Stowarzyszenie Klika – stowarzyszenie młodych wolontariuszy, głównie studentów, niosących pomoc i radość osobom niepełnosprawnym. Wolontariusze pomagają zarówno w DPSie w Krakowie, jak i w prywatnych mieszkaniach podopiecznych. Strona internetowa: https://www.klikakrakow.pl
  • Fundacja Gajusz – fundacja prowadząca m.in. hospicja domowe, stacjonarne
    i perinatalne. Hospicjum perinatalne opiekuje się rodzinami, u których w trakcie ciąży wykryje się tzw. wady letalne płodu.
    Strona internetowa: https://gajusz.org.pl
  • Bonifraterska Fundacja Dobroczynna – fundacja powołana przez Zakon Bonifratrów. Prowadzi m.in. Środowiskowy Dom Samopomocy – placówkę dziennego pobytu przeznaczoną dla chorych psychicznie, niepełnosprawnych intelektualnie czy Zakład Aktywności Zawodowej dla osób niepełnosprawnych.  Strona internetowa: http://bonifundo.pl

Inne:

  • Fundacja Makatka – fundacja ma na celu wspieranie kobiet na początku
    ich macierzyństwa oraz promowanie wartości chrześcijańskich w życiu rodzinnym. Strona internetowa: http://www.fundacjamakatka.pl
  • Opactwo Benedyktynek w Staniątkach – najstarsze opactwo benedyktynek
    w Polsce. Mniszki spędzają wiele czasu na modlitwie, uprawie roślin
    oraz hodowli zwierząt. 800-letnie opactwo w Staniątkach potrzebuje remontu, a siostry same nie są w stanie go sfinansować. Strona internetowa: https://www.benedyktynki.eu
  • Orla Straż – fundacja założona w trakcie wojny z ISIS, która niesie pomoc ofiarom terroryzmu na Bliskim Wschodzie. Wspiera przede wszystkim chrześcijan
    i jezydów. Strona internetowa: https://www.orlastraz.org
Piotr Wąsik

Piotr Wąsik


Wilczek, harcerz, wędrownik. Następnie akela i szef kręgu. A to wszystko w Radomiu. Obecnie pomaga nieco w Namiestnictwie Wędrowników. Dopiero co skończył studia w Warszawie. Niepoprawny fan polskiej Ekstraklasy.

Honor dany i zadany

Gdy przygotowywałem się do złożenia Przyrzeczenia bardzo głęboko to przeżywałem. I dziś, ponad dekadę później, gdy jestem świadkiem wypowiadania słów: Na mój honor, z Łaską Bożą przyrzekam… nie potrafię przejść obojętnie wobec doniosłości tej chwili. Ta rota, prosta, ale tak istotna dla naszego życia harcerskiego, rezonuje ze mną na wielu poziomach. Od dumy, przez rachunek sumienia z wywiązywania się ze słów przysięgi, po wolę kierowania się ideałami, które przyjąłem za swoje. W niniejszym tekście zajmę się pojęciem, które stanowi filar Przyrzeczenia i jest treścią pierwszego punktu prawa harcerskiego.  

Czym jest honor? Myślę, że to kolejna idea, co do której mamy pewną wspólną pulę skojarzeń. Hasło Bóg, honor, ojczyzna; pojęcia takie jak zdolność honorowakodeks honorowy albo uczynienie komuś dyshonoru. Intuicyjnie wiążemy honor z czcią, dumą, szacunkiem, trzymaniem się zasad. Wreszcie, opisową definicję znajdujemy w samym obrzędzie Przyrzeczenia: Czy wiesz, że twój honor to należeć do Chrystusa, być wiernym swojej Ojczyźnie, rodzicom, przełożonym, przyjaciołom, a także być wiernym danemu słowu? Spróbujmy jednak zagłębić się w sedno tego pojęcia i zobaczyć, jak zmieniało się jego rozumienie poprzez dzieje.  

Podobnie jak w przypadku pojęcia cnoty, najstarsze wzmianki o honorze, w szeroko rozumianej cywilizacji europejskiej, znajdziemy u Homera: 

«Hektorze! Kiedyś łatwo do ucieczki skory, 

Jak sobie śmiesz rycerskie przywłaszczać honory?… 

Jaka będzie dla niższych rycerzy obrona, 

Gdyś pozwolił wziąć Grekom ciało Sarpedona, 

Z którym cię i przymierze, i przyjaźń wiązały?  

Iliada, Homer

Społeczeństwo, w którym żył legendarny pieśniarz utożsamiało pojęcie honoru z czcią i szacunkiem, jakie wiążą się z pozycją we wspólnocie i dążeniem do stawania się jak najlepszym (gr. aristos – optymalny, najlepszy, stąd termin arystokracja). Ocena, czy ktoś honor swój zatracił albo uzyskał zależała całkowicie od społeczności w której żył. Próbę przedefiniowania tego pojęcia podjął Arystoteles. Twierdził on, że bogaci i dobrze urodzeni co prawda zasługują na szacunek, ale o wiele większą czcią powinno się otaczać ludzi prawdziwie dobrych, czyli kierujących się w życiu cnotami. Miała to być dla nich swoista nagroda. 

Podobne konotacje znajdziemy u Rzymian epoki republiki. Tam mianem honores określano urzędy publiczne sprawowane przez obywateli. Nie należała się za nie zapłata pieniężna jak rzemieślnikom czy kupcom, ale cześć i szacunek wspólnoty. Tak postrzegany honor miał kształtować życie społeczne oparte na roztropnej trosce o dobro wspólne w kontrze do partykularnych dążeń poszczególnych obywateli. 

To rozumienie pojęcia honoru zostało pogłębione i skonkretyzowane przez chrześcijaństwo. Stało się to głównie dzięki tekstom najsłynniejszego komentatora myśli Arystotelesa – Świętego Tomasza z Akwinu. Po pierwsze, honor to należna nam cześć. Znajduje swoją podstawę w samym fakcie posiadania godności Dziecka Bożego. Dobra sława czy dobre imię są zewnętrznym przejawem tej godności i zarazem nadal są nagrodą za kierowanie się cnotą w życiu społecznym. Po drugie, już przy przyjściu na świat otrzymujemy dar życia, za który żadna ilość szacunku i czci nie będzie wystarczającą zapłatą. Tym bardziej powinniśmy kochać Boga – naszego Stworzyciela oraz powinniśmy szanować naszych rodziców z samego faktu, że przyczynili się do naszego zaistnienia. Nie oznacza to oczywiście, że nasi rodzice są wolni od popełniania błędów. Wciąż istnieje wiele krzywd, które mogą nam wyrządzić, ale nawet w najbardziej trudnej i poranionej sytuacji nie wolno nam, jako chrześcijanom, o tej czci zapomnieć. Wreszcie, jako że honor jest związany z samą naszą istotą nie możemy go stracić, ale możemy go naruszyć przez nasze błędy i niedopatrzenia, które ściągają nas ze ścieżki cnót. Honor jest, więc nie tylko prawem, ale przede wszystkim obowiązkiem do czynienia dobra w świecie, który nas otacza. Jest nam dany i zadany.   

Obóz Wilczkowy 2017, fot. Robert Magnowski

W kulturze europejskiej chrześcijański ideał honoru zawierał w sobie warunki, które należało spełnić, by móc dążyć do dobrej sławy oraz etos poszczególnych warstw  społecznych, zmieniający się zależnie od epoki i kraju . Takie połączenie przynosiło zarówno dobre, jak i złe owoce. Z jednej strony pojęcie takie jak noblesse oblige wyraża dążenia do kierowania się cnotą niezależnie od naszych słabości czy trudności z jakimi się mierzymy. Tak też nasze polskie polegać jak na Zawiszy odnosi się do całkowitego zaufania i wiary w drugą osobę. Z drugiej strony stała wielokrotnie potępiana przez Kościół praktyka pojedynków, czyli zrytualizowanych walk, które niejednokrotnie kończyły się śmiercią. Przyczyną starć było np. złamanie tabu kulturowego i naruszenie dobrego imienia. To, w obliczu V przykazania, Kościół postrzegał jako sprawy błahe.  

W wyniku przemian społecznych i kulturowych, które następowały od wieku XIX a nasiliły się po II Wojnie Światowej, owo obyczajowe postrzeganie honoru prawie całkowicie zanikło w przestrzeni publicznej. Wydaje się, że dążenia naszego Stowarzyszenia do podtrzymania znaczenia honoru, który opiera się na fundamencie chrześcijańskim a nie wyłącznie na ludzkich zwyczajach czy tradycjach jest dobre i właściwe. 

Rekwizyt z gry “Wojna na Północy”, przedstawiający sztandar Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Eurojam 2014, fot. Jan Żochowski

Na koniec spróbujmy zaprzęgnąć to pogłębione znaczenie pojęcia honoru do krótkiej refleksji intelektualnej. Co oznacza hasło Bóghonorojczyzna? Jeżeli spojrzymy na nie wyjątkowo szeroko, urasta do definicji naszej chrześcijańskiej cywilizacji i jest świadectwem duchowych korzeni naszego narodu. Bóg – to nasz ostateczny cel jako źródło szczęścia wiecznego a zarazem dawca życia. Honor i jego fundament – pełnia cnót, pozwala nam w życiu ziemskim w pełni realizować się jako człowiek a zarazem dążyć do Boga. Wreszcie ojczyzna jest kolebką naszego ziemskiego życia, a zarazem jest światem, ku któremu kierujemy naszą miłość. Od mórz, gór, pól i lasów, przez nasze rodziny, przyjaciół, przełożonych i podwładnych po idee jak nasza tradycja, historia i kultura. Odrzucenie któregokolwiek z tych trzech dóbr nie pozwoli nam prowadzić pełni życia.  

Ignacy Wiński

Ignacy Wiński


Urodzony w roku 1998, przyrzeczenie w ostatnich dniach 2010 roku. Przez ostatnie parę lat Akela 5 Gromady Lubleskiej, prywatnie student. Zanteresowania: filozofia i historia idei, kultura i popkultura, modelarstwo.

Więcej kochać (1929) – o. Jakub Sevin SI

W trwającym wciąż okresie Bożego Narodzenia, a także jako przesłanie na rok 2021, przypominamy słowa o. Jakuba Sevin, które skierował on do szefów skautowych w roku 1929.

Jednocześnie życzymy wszystkim naszym czytelnikom wszelkiego błogosławieństwa i wielu łask Bożych w nowym roku!

List o. Jakuba Sevin do szefów skautowych
Więcej kochać
1929
 
 
Wszystko zapowiada, że rozpoczynający się rok będzie wspaniałym rokiem. Z mgieł jego poranka wyłaniają się trzy szczyty: Rzym, Orlean i Birkenhead[1]. W ich kierunku zwracają się wszystkie oczy i serca. 
Miłość do Papieża, tego Papieża, który tak bardzo kocha wszystkich skautów, który tak kocha Francję i którego powinniśmy wspierać, szczególnie miłować i pocieszać, my, którzy przyrzekliśmy służyć Kościołowi najlepiej jak potrafimy. Zwłaszcza w tych dniach, gdy wielu młodych Francuzów chce być dla Kościoła tylko synami zbłąkanymi i zbuntowanymi.
Miłość do Francji, „wielkiej ziemi” i kraju św. Joanny, który zawdzięcza jej zachowanie istnienia, wiary i jedności narodowej, i który chce wokół niej i jej sztandaru gromadzić swoje dzieci w jednym wiecznym i świętym uścisku. 
Wreszcie miłość do wszystkich naszych braci skautów, która rozkwitnie podczas nadchodzącego Jamboree, a która wypływa z pokładów braterstwa młodych. Tam „nie będzie już Greka ani poganina”, gdzie wszystkie warstwy społeczne i wszystkie rasy wymieszają się pod okiem jedynego Ojca w niebie.
Czyż to wszystko, moi drodzy szefowie, nie przemawia do nas wystarczająco dobitnie? Aby ten 1929 rok był rokiem wyjątkowym, rokiem wspaniałym, trzeba by rozświetlił się on całkowicie tą wspaniałością Boga, która zwie się miłością.
 
Chcę mówić wam o miłości takiej jaka ma królować w nas i między nami. W 1927 roku pisałem do was: „Najpierw myśleć”. Dziś dodaję: „Więcej kochać”.
 

Miłość można rozumieć w dwojaki sposób: z perspektywy Boga i bliźniego. W ten właśnie sposób program na ten rok łączy się z programem roku poprzedniego. To, co ostatecznie stanowi o naszej  wartości, to poziom miłości do Boga, moc i bogactwo stanu łaski oraz nasz faktyczny wiek – korzystny ciężar doświadczenia życiowego – czyli całość wspaniałych dni przeżytych w przyjaźni Bożej. Chrześcijanin, który jest skautem, nie może być dobrym skautem, jeśli nie jest dobrym chrześcijaninem. A cóż to za chrześcijanin, który spędza większość swojej egzystencji w otwartym konflikcie, lub też w ciągłych buntach i powrotach do swego Mistrza, któremu służbę chyba tylko udaje?
 
 
Tutaj ujawnia się prymat duchowości, którego nie mamy prawa ignorować. Podczas licznych egzaminów zadaje się Wam pytanie: W jaki sposób masz zamiar zabiegać o utrzymanie swoich skautów w stanie łaski uświęcającej?(Oczywiście zasadnicza rola w tej kwestii przypada duszpasterzowi.) Częste stawianie sobie tego pytania jest konieczne nie tylko dla tych, którzy jeżdżą na wyższe stopnie kursów dla drużynowych i przygotowują swoją odznakę leśną[2]. Czyż nie jest to nasza pierwsza powinność: pomóc powierzonym Wam duszom żyć życiem blisko Boga? To jest właśnie źródło ponadnaturalnego piękna widniejącego na twarzach tylu skautów. W Was również, w Was szczególnie powinno cudownie kwitnąć to piękno. I najlepszą odpowiedzią na wyżej zadane pytanie wcale nie jest następująca: „Móc zawsze spojrzeć w oczy moim skautom”. To nie jest wystarczająca motywacja.
 
Chciałbym zachwycić Was i waszych skautów tym właśnie stanem łaski. Znam takich, którzy przysięgają, że pozostaną w stanie łaski i w ten sposób pomagają Bogu. Dlaczegóżby nie? Nie przeszkadza to przecież powiedzieć pokornie za Joanną D’Arc: „Jeśli nie jestem w stanie łaski, Bóg mnie do niej doprowadzi. Jeśli zaś trwam w łasce, to Bóg mnie w niej utrzyma”. Nasza droga święta dobrze wiedziała kogo się trzymać!
 
Czyż to nie jest łaska nad łaskami i czyż codzienna modlitwa szefa skautowego nie pobrzmiewa słowami wypowiedzianymi przez Boskiego Mistrza po Ostatniej Wieczerzy: „Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, lecz żebyś ich zachował od zła”.
 
 
Prawo skautowe, które nie jest „słabą podróbką ducha ewangelicznego”, stoi na szczycie najlepszych możliwych środków, które są nam dane, byśmy pomogli w tym zachowaniu naszych młodych od zła. Nie obawiajcie się, że zbyt silnie je zaakcentujecie, albo że zbyt głęboko wejdzie ono w dusze waszych chłopców. W ostatnim czasie prawo skautowe było przedmiotem niedorzecznych ataków. Niektórzy  mają skłonność do traktowania go jako zbiór przepisów dotyczących tego co zewnętrzne i powierzchowny regulamin. Ci sami są skłonni nawet dodać, że warto oprawić je przyzwoicie, powiesić nad łóżkiem, w dobrym tonie jest zacytować je od czasu do czasu, gdyż jest ono częścią naszego ruchu…
 
Ale tu chodzi o coś zupełnie innego! Prawo skautowe, tak jak cały nasz skauting, jest środkiem do służby Bogu.Jest po to, aby lepiej Mu służyć. Tak jak reguły wszelakich grup religijnych i wspólnot, których wspólnym celem jest budowanie elit. Bez prawa nie bylibyśmy skautami – nigdy za wiele przypominania tego faktu tym, którzy przyrzekli go przestrzegać. Jednak przypominając im o tym najważniejszym obowiązku, nie można pozwolić sobie na zeświecczenie tego prawa, jak bardzo nam drogiego. Dokładamy starań, by go przestrzegać, ponieważ tak przyrzekliśmy, jasne, ale przede wszystkich dlatego, że przyrzekliśmy to Bogu. To Jemu daliśmy słowo i Jemu danego słowa dotrzymujemy, wiedząc, że nic nie możemy bez Jego łaski. Wypełniamy zatem dzieło miłości i poprzez miłość. Zawsze uważałem, że skaut, który składa swoje przyrzeczenie po uprzednim należytym przygotowaniu, dokonuje doskonałego aktu miłości.
 
A nasz bliźni? Ten bliźni tak liczny w ogromnej rodzinie skautowej? To dla nas honor, że możemy używać pięknego pojęcia brat w odniesieniu do nas jako chrześcijan, oczywiście nie czyniąc z tego słowa oficjalnego ani administracyjnego zwrotu. Powinniśmy być z tego tyleż dumni, co szczęśliwi. Czy jednak wystarczająco wgłębiamy się we wszystko, czego ten tytuł od nas wymaga? Czy jest on wystarczająco rzeczywisty, wystarczająco głęboki, wystarczająco ponadnaturalny?
 
 
Zaciekawiła mnie jedna rzecz. Przypomnijcie sobie, jak, w ostatnich latach, wielkiej radości doświadczaliśmy dostrzegając na chodniku, w tramwaju, czy w pociągu spiżowy krzyż skautowy wpięty w ubranie nieznajomego? Przechodził przez nas wtedy dziwny dreszcz: podchodziliśmy i rozpromienieni wymienialiśmy pozdrowienie skautowe, ciesząc się możliwością zasalutowania trzema palcami. Elegancki licealista przechodził przez ulicę, by uścisnąć szorstką dłoń robotnika, i zostawali przyjaciółmi na zawsze.
A teraz? Przyzwyczajenie, ciągły wzrost liczebny. Zdarza się, że nie pozdrawiamy się, a jeśli nawet, to z obojętnością. Nieznany skaut pozostaje nieznanym, a szefowe, i to zarówno wilczków, jak i harcerek, czują się czasem traktowane jak obce osoby. Gdybyśmy jednak znali radość, którą można wlać w serce poprzez serdeczny uścisk dłoni młodszego brata skauta spotkanego w metrze w stroju roboczym; poprzez serdeczne pozdrowienie, dobrze wykonane, oraz w odniesieniu do szefowej poprzez szczególną uprzejmość wynikającą z więzi braterstwa…Czyż kurtuazja nie jest kwiatem braterskiej miłości?
 
To wszystko jednak są jedynie zewnętrzne oznaki. Miłość, szczególnie w gronie szefów, powinna mieć większą głębię. Miłość to stać się jednym, lecz pozostając nadal dwoma osobami. Czy jako szefowie z jednego miasta potrafimy współpracować i tworzyć wspólne akcje naszych drużyn? Czy znasz drużynę z sąsiedniej dzielnicy? Ile razy w roku Twoja drużyna spotyka się z jakąś inną? Wreszcie, skautmistrzu, czy znasz dobrze swoich podopiecznych? Czy zauważyliście kiedyś tę zabawną niekonsekwencję: wymagamy od drużyn i skautów, aby stawali się silnie zindywidualizowani, wspieramy wszystkie zdrowe kierunki rozwoju ich osobowości, ale jak tylko ktoś różni się od nas, krytykujemy!
 
Dbajmy zatem, jak to mówi św. Paweł, o zachowanie jedności ducha, zachowując pokój, który nas jednoczy[3].Nie ma różnych kategorii szefów: ważniejszych i mniej ważnych. Sam fakt istnienia hierarchii nie zmienia tego. Posiadanie kolejnych stopni kursów skautmistrzowskich nie powinno negatywnie wpływać na jedność między nami. Istnieją szkolenia dla szefów, jednak nie powinno być nigdy odrębnych „szkół” pośród szefów. Takie „szkoły” jednak powstaną, nawet wbrew waszej woli, jeśli tylko pozwolicie, aby przesadne sympatie i zachwyty zaczęły tworzyć ekskluzywne kluby stawiające w opozycji wobec siebie niektórych z Waszych szefów: „Ja jestem Pawła, a ja Apollosa, ja jestem Kefasa” mówili chrześcijanie w Koryncie, a Paweł musiał im przypominać: „Jesteście wszyscy Chrystusa!”. Tak samo i my, Skauci Francji. Umiejmy zatem kochać bez konfrontowania się wzajemnie: „kochać, to znaczy przestać więcej się porównywać”[4].
 
Skauci Francji, na przednówku Jamboree spójność narodowa pomiędzy naszymi drużynami powinna być jeszcze bardziej widoczna. Tutaj z przyjemnością zacytuję słowa jednego z szefów z Paryża:
 
 
„Będąc skautami nie jesteśmy ani trochę mniej Francuzami. Ciekawie jest dostrzec, że nawet w naszym skautingu potwierdza się ta ironiczna, trudna do określenia różnica pomiędzy Paryżem i prowincją. Czy nie byłoby dobrze, aby nasza wspólnota zachowała pełnię pierwotnie nadanego jej kierunku i aby stworzyła ciaśniejsze i bardziej serdeczne relacje pomiędzy naszymi drużynami z Paryża i prowincji? Trzeba pokazać paryżanom skauting z prowincji, którego często nie znają i traktują go jakby był pośledniej wartości. Z kolei skautom z prowincji trzeba pokazać skauting paryski, z którego nieco się podśmiewają i traktują jak skauting w pantofelkach… lub raczej w lakierkach. Oczywiście skauting tu i tam jest w trochę inny sposób praktykowany. I to właśnie dlatego w interesie wszystkich i z korzyścią dla wszystkich byłoby lepsze wzajemne poznanie się. Niech wiele drużyn z Paryża i obozuje z drużynami z prowincji: efektem będą owocne doświadczenia, jedni od drugich wiele się nauczą, stworzą się relacje pomiędzy szefami i zastępowymi oraz z pewnością idea skautingu będzie się rozwijać w nas wszystkich. Zbratane drużyny pomimo dystansu je dzielącego będą sobie pomagały duchowo i materialnie, a po upływie roku pracy będą się spotykały na kolejnym wspólnym obozie letnim, w jeszcze bardziej zażyłym braterstwie. Czyż to nie byłby wspaniały skauting?”
 
Znowu miłość… Tak, z pewnością! Pójdźmy dalej. Nie przypisujmy skautingowi charakteru wyspiarskiego tylko dlatego, że zrodził się na pewnej małej wyspie, Wielkiej Brytanii. Niech skauting w parafii, w mieście i w kraju nie pozostaje odseparowany od innych dzieł, jakby je ignorował, lub akceptował bycie ignorowanym przez nie. Dowiadujcie się, co się dzieje wokół was, poza wami. Poznawajcie wszystkich ludzi. Rozmawiajcie ze wszystkimi. Służcie wszystkim. Więź i miłość. Więź przez miłość.
 
 
Z tego punktu widzenia jest rzeczą znakomitą, że pójdziemy do Rzymu, pomieszani z tłumem pozostałych młodych pielgrzymów, być może pozbawieni naszych mundurów. Papież tego nie potrzebuje by nas rozpoznać! Z tej wyprawy do stolicy apostolskiej, na którą liczę, iż udacie się bardzo licznie, wrócicie wzmocnieni na duchu, z sercem jeszcze bardziej wypełnionym entuzjazmem i miłością: bardziej katoliccy, bardziej też zdolni zrozumieć wspaniałe spotkanie, jakim będzie Jamboree. Tam również nasze miłosierdzie powinno promieniować na miasteczko namiotów zamieszkane przez 50 tysięcy obozujących. O tym jednak będziemy mieli jeszcze okazję mówić. Tymczasem zauważam, że moje słowa wydłużają się w nieskończoność.
 
Rok 1928 przyniósł nam duży postęp w jakości organizacji ruchu. Haec oportuit facere[5]. Cieszmy się osiągniętymi rezultatami oraz poprzez naszą dokładność, naszą dyscyplinę, naszego ducha służby narodowi, pomagajmy w osiąganiu jeszcze większej doskonałości. Oby rok 1929 przyniósł nam dwa razy większy progres organizacyjny poprzez wzrost w Miłości Chrystusa. Zarówno koleżeństwo, jak i nawet pewien rodzaj braterstwa są w stanie wytworzyć się między nami bez Chrystusa, bez Jego miłości i bez dostrzegania Jego oblicza w naszych braciach. Jeśli jednak zrozumiemy tę miłość, moi bracia, jakaż zmiana dokona się w naszych życiach, naszym apostolacie i naszym skautingu.
 
Wspólnota trosk, jedność metody, pokrewieństwo intelektualne – wszystko to jest marnością w porównaniu z więzami duchowymi, którą tworzy żywa i promieniująca Komunia Świętych. Modlicie się za swoje drużyny, ale dlaczego słowa modlitwy skautowej napisane są w liczbie pojedynczej? Nie mówimy przecież: „Naucz nas dawać, a nie liczyć”, lecz „Naucz mnie dawać (…)”. W tym roku, w którym udamy się do Rzymu, Rzymu, w którym brakuje naszych braci, postarajcie się modlić codziennie o odrodzenie skautów katolickich we Włoszech i by Jamboree, które będzie opłakiwać ich nieobecność, doświadczyło kiedyś ich obecności żywej i tryumfującej. Na każdym ognisku obozowym módlmy się za cały ruch skautowy na całym świecie, a zwłaszcza za tych, którym brakuje prawdziwej wiary, aby za naszym wstawiennictwem otworzyli oczy na Światło, którego nic nie zdoła przysłonić. Do modlitwy wiernych dodawajmy każdego miesiąca modlitwę za miliony naszych braci i około milion naszych sióstr – harcerek: razem tworzymy całkiem sporą rodzinę! Poprzez miłość, jakkolwiek daleko by nie byli, zawsze jesteśmy w stanie do nich dotrzeć. Miejcie zatem, moi bracia, serca otwarte tak szeroko, jak szeroki jest świat.
 
Jeśli zatem ta pełna miłość się w Was rozwinie, zostaniecie prawdziwie szefami: godnymi braćmi i siostrami tej, w której Francja już od 500 lat czci pierwszą „drużynową”[6]. Ona mówiła, że przysłał ją Pan Nieba, by „przyniosła pocieszenie biednym i nieszczęśliwym”. Pociągała ludzi swoja radością, dobrocią, tą atmosferą ponadnaturalności, którą roztaczała wokół siebie i która otaczała ją niczym niewidzialna aureola. Przy niej grzech wydawał się niemożliwym… Czym były te wszystkie znaki, jeśli nie właśnie promieniowaniem miłości, które uczyniła ją świętą? I takie jest nasze życzenie składane wszystkim Wam: szefom i szefowym w ten jeden z pierwszych poranków nowego roku. Niech miłość do Boga i do ludzi, w duchu św. Joanny d’Arc i w duchu naszego Pana Jezusa wzrastała w nas ku wspaniałości doskonałej czystości, sit splendor Domini super nos[7], a cała armia Skautów i Przewodniczek Francji niech idzie z tym samym rozmachem i jaśniejącymi duszami na krucjatę honoru, oddania i czystości ku Chrystusowi, naszemu Mistrzowi.
 
 
Tłumaczenie: Grzegorz Waligórski
Redakcja i korekta: Błażej Marzoch, Paweł Czuba
 

[1] Mowa o trzech ważnych wydarzeniach roku 1929: pielgrzymce Skautów Francji do Rzymu, obchodach 500-lecia wystąpienia Joanny D’Arc w Orleanie, oraz nadchodzącym Jamboree w Birkenhead.
[2] Chodzi o odznakę dwóch drewienek, którą skautmistrzowie otrzymują wraz ze specjalną chustą (obecnie żółta, zielona lub szkocka chusta).
[3] List św. Pawła do Efezjan, 4, 1-3.
[4] Bernard Grasset, Remarques sur l’action.
[5] Haec oportuit facere et illa non omittere = To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać (Mt 23, 23).
[6] Ona jest pierwszym Jeźdźcem
Ale wszystko to uczynił Bóg, który dał jej
Taką siłę, większą niż Hektora i Achillesa
(Christine de Pisan o Joannie D’Arc)
[7] Niech światło Pana spoczywa na nas.
 
 
Prawo Szefa
 
1. Szef jest skautem.
2. Szef jest szefem.
3. Szef ma zawód.
4. Szef najpierw myśli, potem mówi, a zawsze się modli.
5. Szef ma Przybocznego i Zastępowych.
6. Szef potrafi zachęcać i umie dziękować.
7. Szef ma zdrowy rozsądek i jest poetą.
8. Szef wierzy, że rzeczy się wydarzą, a one się wydarzają.
9. Szef ma 21 lat – i się nie starzeje.
10. Amen.
 
 




Ojciec Jakub Sevin SI
“Le Chef”, marzec 1929
Avatar

Archiwum


Konto wpisów nieprzypisanych do nikogo bądź wpisów stworzonych przed migracją na nową stronę. (głównie wpisy przed 2020)

Lepiej zapobiegać niż leczyć. Czym dokładnie są choroby od-kleszczowe i jak się przed nimi zabezpieczać?

Kleszcze, borelioza i kleszczowe zapalenie mózgu – to nie są nam jako szefom, ale i też zwykłym ludziom, pojęcia całkowicie obce. Co roku w okresie przed obozami letnimi mówi się o niebezpieczeństwie, jakie niosą powikłania po ukąszeniach kleszczy.

Borelioza, jak mówi definicja czysto naukowa, jest najczęściej występującą w naszym regionie chorobą przenoszoną przez kleszcze. Jest to choroba bakteryjna. Objawy dotyczą wielu układów i mogą się pojawiać z różnym nasileniem. Zakażenie może przybierać formy od bezobjawowego do ciężkich przypadków z nieodwracalnymi zmianami najczęściej w obrębie układu nerwowego i stawowego. Środkami działającymi zapobiegawczo na boreliozę jest unikanie kontaktu z kleszczami.

W tym miejscu warto podkreślić potrzebę stosowania oprysków terenów obozów letnich przed faktycznym  ich terminem w celu zmniejszenia ryzyka występowania tych pasożytów. Kolejnym środkiem zapobiegawczym jest możliwie jak najszybsze usuwanie kleszczy ze skóry i obserwacja miejsca ukąszenia. Ślad po takowym ukąszeniu powinien niepokoić, jeśli po dłuższym czasie występuje rumień o średnicy 5 cm i większej, przemieszczający się, zwłaszcza z przejaśnieniem w środku, powiększający się, bez świądu. W takim przypadku należy udać się do lekarza w celu oceny, czy jest to objaw boreliozy.

Należy również wspomnieć o kleszczowym zapaleniu mózgu – czym ono tak dokładnie jest, jak temu zapobiegać i kiedy się już niepokoić. Najprościej mówiąc, KZM jest to ostra choroba wirusowa, która się często wiąże z powikłaniami neurologicznymi. Do zakażenia wirusem KZM dochodzi najczęściej poprzez ukąszenie przez zakażonego kleszcza. Jednak można zapobiec powikłaniom i zminimalizować skutki choroby stosując szczepienia. Efektywność szczepionki na KZM jest bardzo wysoka – na 100 osób aż 95 wytwarza przeciwciała chroniące przed powikłaniami. Jednak aby taka szczepionka działała, trzeba ją zaaplikować odpowiednio wcześniej, czyli w okolicy stycznia, na około pół roku przed obozami. W zaleceniach zostało wspomniane, że grupy, którym zaleca się przyjęcie tej szczepionki, to m.in. uczestnicy obozów letnich i kolonii, więc skauci również się wliczają w tą grupę.

il. Agata Kocyan

Tutaj warto wspomnieć o wadze szczepionek w naszym życiu. Ogólnie rzecz ujmując, szczepionka jest to preparat biologiczny, który imituje naturalną infekcję i prowadzi do nabycia odporności na jakąś chorobę. Dlatego też ważną rzeczą jest, aby się szczepić na niektóre choroby (np.: wspomniane KZM), które w sytuacji zarażenia się mogłyby być dla nas niebezpieczne. Tak w kontrolowanych warunkach nabędziemy odporność na tą chorobę, dodatkowo chroniąc się przed ewentualnymi powikłaniami. Dlatego myśląc w perspektywie obozów letnich ważna rzeczą jest to, aby pamiętać o profilaktyce chorób wywoływanych przez kleszcze i stosować możliwe dostępne środki zaradcze.

Michał Ochnik

Michał Ochnik


Przyszłoroczny maturzysta przyboczny w 1. druzynie jeleniogórskiej Prywatnie pasjonat historii i dobrych książek

Prezenty świąteczne – katorga czy radość?

Jest początek listopada. Jak co roku mniej więcej o tej porze, siedzę z notesem w ręku i liczę – 26 osób, w tym 9 dzieciaków, do obdarowania na święta. Dużo. Rzut okiem na stan konta i poprawka – bardzo dużo. Lubię dawać prezenty, ale widząc taką liczbę tracę cały zapał i przyjemność z wybierania i wymyślania, co moich bliskich mogłoby ucieszyć. Zamykam notes. Jak zmienić projekt Prezenty 2020, żeby nie stał się katorgą odbierającą radość. Nie chcę, żeby ta część świąt przysłoniła mi czas adwentu, żeby do tej pięknej, ale o ile mniej ważnej, części świętowania, sprowadziło się moje przygotowanie do Bożego Narodzenia i wszystkie rodzinne rozmowy w najbliższych tygodniach. Postanawiam nie dać się konsumpcjonizmowi i odzyskać prezentowy spokój. Oto kilka sposobów.

1. Rękodzieło

Ten pomysł wymaga wysiłku, kreatywności i zaangażowania własnych rąk. Jest w związku z tym bardzo harcerski😉. Ja preferuję praktyczne prezenty, a idei na prezent DIY („zrób to sam”) może być od groma. Można zrobić własne mydło, czy świeczki (o zapachu lubianym przez daną osobę), czy też woskowijki (ekologiczna i estetyczna alternatywa dla folii spożywczej, aluminiowej i papieru śniadaniowego). Jeśli lepiej się czujesz w temacie szycia – dla każdego obdarowanego przygotuj zestaw wielorazowych materiałowych/siateczkowych woreczków na warzywa i owoce albo zestaw torba + maseczka z tym samym motywem. Nie straszny Ci decoupage? Do ozdobionego przez siebie pudełka włóż własnoręcznie upieczone świąteczne pierniki. Można zająć się makramami, rzeźbić, czy czerpać papier i robić z niego notesy. Jeśli zaś zaczniemy planować prezenty dużo wcześniej, możemy innych obdarować przetworami – grzyby w occie, powidła, czy nalewka w pięknym opakowaniu, na pewno ucieszą każdego. Najważniejsze, żeby przygotowywać prezenty z myślą o osobie, która ma być obdarowana. Żeby w swoją pracę wkładać serce. A może dołączysz krótką wiadomość o tym, dlaczego właśnie temu komuś ofiarowujesz taki a taki prezent – wtedy na pewno będzie on bardziej wyjątkowy.

2. Symbolicznie – na wesoło

To dobry sposób na prezenty wśród znajomych i przyjaciół. Tutaj najważniejszy jest pomysł i znajomość danej osoby, żeby było to coś dla niej charakterystycznego, coś co odpowiada jej poczuciu humoru. Musimy uważać jedynie, żeby nie przekroczyć granicy dobrego smaku i nie urazić drugiej osoby. Pamiętajmy, że prezent ma świadczyć o naszej sympatii i być po prostu miły dla obdarowanego.

3. Losowanie

Sposób o tyle trudny, że wymaga akceptacji wszystkich zainteresowanych, a to niestety nie takie oczywiste (moi dziadkowie nie dali się przekonać😊). Idea polega na ograniczeniu ilości robionych prezentów do jednego, dla osoby, którą wcześniej wylosujemy. Każda osoba robi jeden prezent i otrzymuje jeden prezent. Uważam, że gdy możemy skupić się na tym jednym podarunku, jest on dużo bardziej przemyślany, a co za tym idzie trafiony, niż gdy musimy wręczyć coś 10 osobom.

fot. Ernest Benicki

4. Czas – dobry czas

Powiem szczerze – mam duży problem z prezentami dla dzieci. Wynika to chyba z faktu posiadania przez nie w dzisiejszych czasach ogromnej ilości zabawek i rzeczy w ogóle. Jeśli ma się 200 książek, 50 gier planszowych i 30 zestawów Lego, to ciężko się z czegoś naprawdę ucieszyć. Co za tym idzie, rosną także wymagania milusińskich – książka już rzadko wystarcza, oczekiwania spełnia dopiero dron, czy tablet. Moją frustrację tym tematem pogłębia fakt, że rzeczy dla najmłodszych są dość drogie – nie byłoby mi żal na nie wydawać, gdyby później prezent był w użyciu, ale często po krótkim czasie używania, po prostu się kurzy. Oczywiście winę za tę sytuację ponoszą dorośli, którzy dzieci do takich prezentów przez lata przyzwyczaili.

Dlatego najchętniej w ramach prezentu zapraszam dzieciaki na różnorakie wyjścia razem ze mną. Wszystko zależy od wieku, zainteresowań i możliwości. Pandemia trochę może krzyżować nam plany, ale może to być prezent z odroczonym terminem. Możemy wybrać opcję sportową (basen, lodowisko, park trampolin), kulturalną (teatr, muzeum, kino, koncert), naukową (centrum nauki, warsztaty). Można połączyć różne opcje i dołożyć do tego lody w kawiarni (takie wyjście do kawiarni z moją matką chrzestną, to jedno z moich pierwszych wspomnień, ale może to dlatego, że ćwierć wieku temu wyjście do kawiarni to było coś wyjątkowego). Można zorganizować wyprawę do lasu i przygotować prawdziwą grę. Myślę, że taki prezent będzie pamiętany o wiele dłużej i bardziej,  niż wszelkie gry, klocki, a nawet drony😉. Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby obdarować w ten sposób także dorosłych.

5. Voucher na czas

Świat pędzi, a często my razem z nim. Z wędrówki jedziesz na zimowisko z drużyną, później zaczyna się sesja, a następnie masz w planach wypad na narty ze znajomymi. Czas studiów jest naprawdę genialny – można tyle zrobić, tyle doświadczyć, ale można przy tym także zaniedbać relacje z najbliższymi. Kolejnym pomysłem, chyba najprostszym w przygotowaniu, jest podarowanie swojego czasu do dyspozycji drugiej osoby – to ona wybiera co będziecie robić. Najlepiej przygotować specjalne vouchery ze szczegółami prezentu – ile czasu, do kiedy należy zrealizować prezent, ile wcześniej się umówić. Na pewno efekt prezentu będzie lepszy, gdy sam voucher będzie wyglądał atrakcyjnie. Bądź wtedy jednak przygotowany na wszystko – może będziesz musiał myć okna, albo uczyć dziadków korzystania ze smartfona – to oni zdecydują, co będziecie robić.

6. Dla potrzebujących

W niektórych rodzinach dorośli postanawiają zrezygnować z prezentów dla siebie i wspomóc różnorakie akcje charytatywne. To bardzo piękna i dojrzała postawa – bardziej cieszy nas to, że pomogliśmy innym, niż otrzymywanie dóbr materialnych. Można umówić się całą rodziną na wsparcie jednej fundacji. Można również poprosić, aby w ramach prezentu dla siebie wspomóc potrzebujących.

Na pewno tematem prezentów warto się zainteresować wcześniej. Jeśli jednak jeszcze tego nie zrobiłeś, mam nadzieję, że tych kilka pomysłów pomoże Ci zaplanować, czym obdarujesz w tym roku swoich bliskich. Prezenty są fantastyczne – zarówno ich otrzymywanie jak i dawanie. Jednak największą radość w czasie Świąt ma przynieść spotkanie z Panem Jezusem i najważniejsze, żeby w całym prezentowym, porządkowym i kulinarnym zamieszaniu o tym nie zapomnieć.

Emilia Kawałek

Emilia Kawałek


Nie wyobraża sobie życia bez czytania i kawy. W Zawiszy spędziła pół życia. Od kilku lat służy jako asystentka hufcowej ds. wypoczynku.

Odpowiedzialność

Każdy z nas jest inny i ma różne blokady psychiczne w zależności od podejmowanych wyzwań. Jednak głównym ich źródłem, wspólnym dla nas wszystkich, jest lęk. Wyuczony strach przed porażką. Od dziecka wpajano nam, że niewywiązanie się ze swoich obowiązków wiąże się z kategorycznymi konsekwencjami. Rzadko kiedy ktoś łaskawie dawał nam drugą szansę lub możliwość poprawy. Zrobisz coś źle – jesteś stracony. Nie ma ucznia bez jedynki, jak często już sami mawiamy. Sam przyznaj: czy takie myślenie jest słuszne?

Spójrz na raczkujące niemowlę. Dla niego człowiek stojący to człowiek sukcesu. Pragnie być jak on. Najpierw ćwiczy przy meblach, potem powoli, gdy zaczyna samodzielnie utrzymywać równowagę, stawia swoje pierwsze kroki. I BAM! Pierwszy upadek. Chwila stresu, krótki jęk, lecz zaraz na ratunek podbiega rodzic. Zachęca do wstania, do ponownej próby, do podjęcia ryzyka. Śmiało! Dasz radę! Kolejny upadek zwieńczony jest oklaskami i śmiechem. W tak naturalnych warunkach dziecko uczy się prostego rachunku: porażka to tylko fragment drogi do sukcesu. Rodzic liczy kroki, nie upadki i chwali każdy postęp.

W szkole ten mechanizm zostaje zachwiany. Pierwszy upadek to tylko kwestia czasu – wszak porażka to naturalny element rozwoju; nie bez powodu mówimy, że najszybciej człowiek uczy się na błędach. W szkole każdy drobny upadek jest surowo karany. Brak pracy domowej, źle udzielona odpowiedź przy tablicy, nieodpowiednie zachowanie na lekcji. Rozwój osobisty zaczyna kojarzyć się z nadmiarem obowiązków, a odpowiedzialność  — z karą za niespełnienie czyichś wymagań.

 I takie myślenie już w nas zostaje. Z nadejściem dorosłości zaczynamy sami od siebie wymagać wyuczonym już wcześniej sposobem – stawiając sobie wysokie poprzeczki, karając się za niedociągnięcia zwykłą niewiarą w siebie. Z czasem rośnie poczucie narzucania na nas kolejnych ciężarów czyichś oczekiwań, które coraz bardziej nas demotywuje do wykonywania własnych obowiązków skrupulatnie. Nasze działania zaczynają zależeć od różnych czynników zewnętrznych jak pogoda, warunki pracy czy inne, po prostu przyjemniejsze czynności. Tracimy entuzjazm dążenia do sukcesów w strachu przed porażką lub w stresie niezrobienia czegoś idealnie.

W drobnej ankiecie, jaką przeprowadziłam wśród skautek z różnych drużyn w Warszawie, około 9 na 10 ankietowanych na pytanie „Jakie uczucia  wiążą się z powierzeniem ci odpowiedzialności?” Odpowiadało: strach, stres i niepewność. Mimo tego ośmioro z nich stwierdziło, że lubi być odpowiedzialne za coś. Co ciekawe, prawie połowa zapytanych skautek twierdziła, że najczęściej z odpowiedzialnością spotyka się w skautingu. Mają duży wpływ na postrzeganie świata przez naszych podopiecznych, powstaje więc pytanie: jak walczyć z wyuczonym strachem przed odpowiedzialnością?

Zacznijmy więc od tego, że rzeczy, których się wyuczyliśmy, możemy również się oduczyć. Harcerze, harcerki i wilczki patrzą na nas, widzą nasze dobre cechy i chcą je naśladować. Bardzo ważna jest więc nasza postawa, to, jak rozumiemy odpowiedzialność i w jaki sposób im to przekazujemy. Nie traktujmy więc jej jak karę, ciężar czy też obowiązek spełnienia czyichś (nawet własnych) oczekiwań. Odpowiedzialność to panowanie nad powierzoną ci sytuacją albo zadaniem, to wytrwałość liczenia się z własnymi niedociągnięciami w dążeniu do wyznaczonego, często wspólnego celu. Czy to jest przeprowadzenie obozu dla 40 harcerzy, czy też zwykłe regularne zbieranie chrustu. Jeśli traktujemy swoją własną funkcję jak karę lub spełnianie czyichś oczekiwań, twoi podopieczni to wyczują i łatwo wejdą w podobne nastawienie.

Zachodzi pytanie – jak wyrobić w sobie właściwe nastawienie? Co trzeba mieć lub robić, by być osobą odpowiedzialną? Jak podejść do sprawy odpowiedzialnie od początku do końca? Przepis jest prosty. Potrzebujesz trzech rzeczy:

  1. Wyznaczyć sobie osiągalny cel
  2. Chcieć osiągnąć ten cel
  3. Mieć komfort wykonywanego zadania

Przeprowadźmy teraz eksperyment myślowy: wyobraź sobie, że jedziesz rowerem do piekarni, po swoje ulubione precle. Na chodniku stoją ludzie. Mnóstwo ludzi. Wszyscy źli i zirytowani, bo czekają na autobus, który się mocno spóźnia. Nie da się ominąć ich od strony ulicy – jest bardzo ruchliwa, to nie jest zbyt bezpieczne. Jedyny sposób, by przedostać się przez tłum, to zejść z roweru i uprzejmie przeprosić wszystkich częstujących cię wściekłym spojrzeniem ludzi, których po drodze niechcący trącisz. Niezbyt przyjemne doświadczenie, ale jeśli zależy ci na tych preclach, zrobisz to. Jeśli jednak stwierdzisz, że nie warto, droga jest nieprzejezdna, ludzie zbyt rozdrażnieni, zadowolisz się bułkami ze sklepu obok. Prawda?

Zobacz, jak mało brakowało ci do osiągnięcia sukcesu. Przeważyły twoje własne chęci. Czy będzie chodziło o precle, czy o zorganizowanie zbiórki, jeśli dyskomfort wysiłku po drodze do celu będzie większy niż twoje pragnienie sukcesu, poddasz się lub zmienisz swój cel na bardziej osiągalny, łatwiejszy, mniej wymagający. Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale lepiej jest zastanowić się już od samego początku: czego chcę? Czy jest to przeze mnie osiągalne? Czy będę czuć się dobrze wykonując tę pracę, czy raczej będę się do niej przymuszać?

To pierwsza rzecz. Drugą jest fakt na ile wspomniane przeszkody i upadki są faktycznie przeszkodami. Ponieważ to ty jesteś właścicielem powierzonego ci zadania, to od ciebie zależy, czy problemy, które spotkasz po drodze, utrudnią ci jego wykonanie czy nie. Możesz stwierdzić, że przyniosłeś tyle drewna, bo więcej nie mieści ci się w rękach, a możesz po prostu pójść kilka razy i przynieść tego chrustu znacznie więcej. Gałęzie mogą wypaść ci z rąk, nawet kilkukrotnie i to ty wybierasz, czy podniesiesz je, czy zostawisz. Jesteś panem swojego zadania, ty decydujesz, jak ono zostanie  wykonane i jak wpłyną na ciebie twoje porażki po drodze. Możesz dostosowywać zadanie do sytuacji, poczekać aż sytuacja sama wymusi na tobie działanie lub po prostu się poddać.

Skauting daje nastolatkom doskonałe warunki do odkrywania tych mechanizmów samodzielnie. Przede wszystkim dużą rolę odgrywa tu podział na zastępy: małe grupy dzielą się wspólną odpowiedzialnością za własne przetrwanie. Warto podkreślać wymiar wspólnotowy – jesteśmy tu razem i razem dbamy o własne dobro.

 Jeśli powierzysz harcerce zadanie bez tej świadomości, zrobi to tak jak była tego nauczona. „Muszę zebrać chrust, więc zbiorę chrust.” – 15 minut później – „Zadanie wykonane, idę odpoczywać.”, podczas gdy faktycznie zebrała dziesięć patyków i trochę liści. Zbierała chrust? Zbierała. Robiła to przez cały kwadrans.

Tak działa osoba, która nie czuje odpowiedzialności za dobro grupy. Na obozie wszystko robimy w liczbie mnogiej. Wszystko jest wspólne i służy do wspólnego przetrwania. Ważne, by każdy miał równie odpowiedzialne zadanie i czuł się równie ważny jak inni. Można wymieniać się zadaniami, uczyć innych nowych czynności. Nie unikamy trudnych rzeczy. Przeciwnie – prawdziwą katastrofą całego zastępu jest dawanie najmniej doświadczonej osobie najłatwiejsze zadania. To degraduje ją do poziomu kogoś niegodnego zaufania lub nieumiejętnego, na czym cierpi później cała grupa, ciągnąc za sobą po jakimś czasie zwykłego nieroba i marudę.

fot Piotr Zawadka

Jak to działa w gromadzie? Dobrym przykładem jest tu czytanie przez wilczki czytania Pisma Świętego na mszy. Przy przydzielaniu tego zadania nagle okazuje się, że nikt nie umie ładnie czytać. No bo tu kościół, tu ksiądz, tu wszyscy słuchają, trzeba przeczytać idealnie. Powiedzmy sobie szczerze, ile razy zdarzyło ci się usłyszeć idealnie przeczytane czytanie na mszy? Co to właściwie oznacza? Każdy ksiądz powie, że najważniejsze jest, by czytać wyraźnie. Bo jaki jest cel osoby, która wychodzi na mównicę w kościele? Pięknie się zaprezentować i otrzymać za to oklaski? Nie! Ludzie przychodzą do kościoła, by usłyszeć Słowo Boże. Zadaniem osoby czytającej jest po prostu dać im możliwość usłyszenia go. Wilczku, chcemy usłyszeć Słowo Boże i potrzebujemy cię, byś nam – gromadzie  – przeczytał na głos to czytanie.

To jest najważniejsze w powierzaniu dziecku odpowiedzialności – pokazanie mu, że potrzebujemy go, że wierzymy, że zrobi to dobrze, że mu ufamy. Jeśli dziecko nie będzie czuło komfortu wykonywanego zadania – zrobi go źle, w ogóle go nie zrobi lub zrazi się na przyszłość. Jest to również odpowiedź na pytanie, jak często powierzać dzieciom odpowiedzialne zadania – tak, by nie straciły wygody ich wykonywania. Człowiek, który lubi swoją pracę, wykonuje ją najlepiej, jak tylko potrafi.

Avatar

Agata Kocyan


Akela w Łomiankach. Studiuje Psychologię. Nuda dla niej nie istnieje - w wolnym czasie gra na gitarze, pisze piosenki (również wilczkowe :)), rysuje, czyta, ogląda filmy, bawi się z pięciorgiem młodszego rodzeństwa. Marzy o pracy aktorki dubbingowej i napisaniu książki.