Nasz katolicyzm i nasza polskość – Franciszek Podlacha HR

Katolicyzm nas młodych to katolicyzm walczący, dynamiczny, twórczy. My nie wstydzimy się tego, że jesteśmy katolikami. Wprost przeciwnie, jesteśmy z tego dumni. Jesteśmy katolikami nie tylko „od święta”, ale katolikami na co dzień. Poprzez codzienne wypełnianie swych obowiązków i Przykazań Bożych, poprzez naśladowanie Chrystusa w życiu codziennym, w każdym czynie, słowie i myśli dążymy do Wielkiej, Katolickiej (…) Polski.








Walczymy o Boga w Narodzie, a nie tylko na ołtarzach i obrazach. 
Walczymy o Boga w duszach i w sercach wszystkich Polaków. Jestem Katolikiem i Polakiem, to dwa słowa, które są treścią mego życia i mej pracy. Prócz tego, że wyznaję to wszystko co święty Kościół naucza, że wyznaję to wszystko co stawia dobro mej duszy na pierwszym planie, gotów jestem ponieść największe ofiary dla mej Ojczyzny. (…)

Tym przede wszystkim się chlubię, że potrafię połączyć mą wiarę z codziennym obowiązkiem. Po Mszy Świętej, której wysłucham z całym skupieniem i nabożeństwem potrafię beztrosko śpiewać i radować się radością życia. Zwalczam dewocję, która miast łączyć ludzi pod wspólnym sztandarem Kościoła, różni ich i zniechęca do katolicyzmu. (…)

Jestem świadomym Polakiem, synem narodu Polskiego. Potrafię rzeczy małe poświęcać dla rzeczy wielkich. Potrafię dać z siebie wszystko Ojczyźnie, włącznie do daniny życia i krwi. Potrafię wreszcie walczyć o mój ideał, który musi stać się ideałem i dążeniem każdego Polaka. Pytasz jaki to ideał ??? 

To Wielka, Chrystusowa Ojczyzna (…). Wielka wielkością serc i wielka terytorialnie. Niepodległa hekatombą krwi i męczeństwa. Chrystusowa Bogiem w sercu każdego Polaka.”
 
Tekst pochodzi z konspiracyjnego pisma Harcerstwa Polskiego „Patrol” nr 4 z 2 grudnia 1943 r. Harcerstwo Polskie to organizacja harcerska założona przez hm. Stanisława Sedlaczka w czasie II wojny światowej, gdy Polski nie było na mapach. Jak to dobrze mieć świadomość, że my, polscy Skauci Europy, zwani powszechnie „Zawiszakami”, mamy za sobą tak dobre tradycje. Że istnieli już wcześniej harcerze, którzy myśleli bardzo podobnie do nas. Jak to dobrze móc sięgnąć do tekstów poprzednich pokoleń i czerpać bez obaw powtarzania błędów przeszłości…
Franciszek Podlacha HR

Służyć na przekór trudnościom – Dobromił Błachowiak HR

Stary zastępowy pyta młodego zastępowego:

– Słyszałem, że bardzo lubisz spędzać czas w gnieździe sąsiedniego zastępu. Co czyni to miejsce wyjątkowym?
– To jedyny w swoim rodzaju zastęp. Panuje tam wyjątkowa atmosfera, wszyscy chętnie garną się do pomocy i słuchają zastępowego. Ma on mniej problemów niż ja.
– Młody druhu, dobrze ci radzę, nie chodź tam nigdy więcej.





Powyższa historia dotyczy zapewne niejednego z nas. Ileż to razy będąc zastępowym, czy już nawet szefem, uciekałem do innego zastępu, ponieważ wydawało mi się, że tam jest lepiej niż u mnie. Zacząłem pytać samego siebie: dlaczego i przed czym uciekam? Czyżby służba, którą podjąłem przerosła moje siły, czy problemy, z którymi się spotykam, są za trudne dla mnie? Czy podjęta służba stresuje mnie? Może warto zadać sobie podobne pytanie? Dlaczego zdecydowałeś się podjąć tę służbę? Jakie emocje towarzyszyły ci w momencie podejmowania służby? Przypomnijmy sobie, oto fragment z ceremoniału.
Hufcowy: W łączności z przełożonymi Ruchu podjąłem decyzję, aby ci zaufać i uznaję cię za zdolnego do podjęcia w naszym Ruchu nowych obowiązków. Czy podejmujesz służbę?
Szef: Tak, podejmuję tę służbę i dziękuję ci za okazane mi zaufanie1.
Warto zwrócić uwagę na to, że na poszczególnych etapach naszego harcerskiego życia zobowiązujemy się służyć:
  • Bogu,
  • Kościołowi,
  • Ojczyźnie,
  • Bliźnim.
Zatrzymajmy się nad tym ostatnim rodzajem służby – bliźnim/harcerzom. Gdybyśmy zapytali samych siebie, dlaczego podjąłem służbę? Padłyby różne odpowiedzi, np.:
  • ponieważ drużynowy mnie poprosił,
  • ponieważ zawsze chciałem być szefem,
  • imponowało mi prowadzenie jednostki,
  • odkryłem, jak wiele dało mi harcerstwo i chcę to samo dawać innym.
Początkowo większość z nas podejmowała służbę z radością i młodzieńczym entuzjazmem. Dopiero z czasem i stopniowo odkrywaliśmy, ile to nas kosztuje, zaczęliśmy bowiem doświadczać trudności.
Trudności są przyczyną stresów, a te wiążą się z:
  • odpowiedzialnością za ludzi,
  • opinią rodziców,
  • przygotowaniem zbiórkę, obozów,
  • nieustannym czuwaniem,
  • zagrożeniem życia lub okaleczeniem (np. wypadek),
  • rozpadem relacji z harcerzami (z zastępowym, rozpad zastępu),
  • zagrożeniem poczucia własnej wartości czy samooceny (krytyka naszego zaangażowania).


W tym miejscu może zrodzić się pytanie: jak radzić sobie z trudnościami? Dobrze jest nazwać po imieniu to, co nas stresuje. Każdy z nas jest inny, więc będą to różne sytuacje. Mnie zawsze stresuje kontrola sanepidu Sytuacje te mogą rodzić w nas poczucie opuszczenia, podjąłem służbę i… jestem sam. Wielokrotnie spotkaliśmy się z sytuacjami, kiedy to nasi druhowie zostawiali podjętą służbę m.in. z powodu wypalenia czy stresów z tym związanych.
Oni odeszli fizycznie, ale czy i my nie odchodzimy od naszych jednostek chociażby myślami tam, gdzie wydaje się, że jest lepiej? Pamiętam obóz letni z 2011 roku. Pojechaliśmy z zaprzyjaźnioną drużyną. Jako drużynowy często denerwowałem się na swoich chłopców, że nic nie robią. Wydawało mi się, że moje problemy piętrzą się nieubłaganie, podczas gdy tamci to mają lepiej (myślałem o drużynie sąsiadującej obok). To jest ucieczka myślami (tam jest lepiej). Tak na marginesie jest to również pokusa duchowa. Po kilku dniach okazało się, że mieli takie problemy, przy których moje wydały się błahe.
Co możemy zrobić?
Nie ma możliwości całkowitego pozbycia się stresu z naszej służby, dlatego powinniśmy nauczyć się postępować z nim poprzez:
  • dbałość o dobry stan zdrowia, odpowiedni odpoczynek (naładowanie baterii),
  • znalezienie wolnego czasu dla siebie w czasie obozu (organizacja zajęć przez przybocznych),
  • organizacja zbiórek, gier, które przynoszących nam satysfakcję (które nas kręcą),
  • zapewnienie sobie przyjaznego otoczenia (wsparcie szczepowego, szukanie pomocy u hufcowego czy asystenta),
  • rozmowa z innymi szefami. Jest to sposób na psychologiczne odreagowanie. Spotkanie ze starszym bratem, które jest wentylem emocji i innych reakcji na zdarzenia. Ponadto podkreśla elementy edukacyjne i informacyjne, które są pomocne dla harcerzy w rozumieniu i rozwiązywaniu stresu spowodowanego przez wydarzenie. Psychologiczne odreagowanie jest zasadniczo dyskusją na spotkaniu z opiekunem drogi, która ma wyprowadzić szefa z aktualnie złej sytuacji i uświadomić, że ich „reakcje są normalnymi reakcjami na nienormalne zdarzenie.”,
  • pozytywne myślenie (odwoływanie się do najgłębszych motywacji, podjętej służby).
Okazuje się, że z czasem życie weryfikuje nasze motywacje podjęcia służby. Te bardzo płytkie (bo lubię nosić baretki) zaczynają nam nie wystarczać. Są słabym „paliwem”. Dlatego trzeba szukać tej najgłębszej motywacji. Odpowiedź na to pytanie pozwala działać, nawet przez kilka lat. Warto zapytać starszych harcerzy, co jest ich najgłębszą motywacją podjęcia służby?
Doświadczeni szefowie są radykalni. Odrzucają pokusę porównywania się z innymi.
Podjęta służba ma doprowadzić nas do dnia wymarszu. Czyli chwili, w której odkryłem już tę najgłębszą motywację. Przypomnijmy sobie fragment z obrzędu wymarszu, w którym dowiadujemy się czego nas uczy podjęta służba. Zachęcam jeszcze raz aby odkryć tę najgłębszą motywację.
WYMARSZ
Istotą obrzędu Wymarszu jest decyzja wędrownika o pójściu w dorosłe życie za Chrystusem drogą ośmiu błogosławieństw, traktując swoje dalsze życie jako misję wypełnioną służbą Bogu i bliźnim oraz dążeniem do świętości.
Szef: Czy przez uczestnictwo w ludzkim cierpieniu, z którym stykaliśmy się w czasie naszych zajęć i służb zrozumiałeś, że życie trzeba traktować poważnie i że każdy czyn Harcerza Rzeczpospolitej ma wielką wagę i zobowiązuje do pełnego zaangażowania?
Wędrownik: Tak, zrozumiałem.
Szef: Czy wyruszając w drogę, zdajesz sobie sprawę z tego, że zgadzasz się z góry być darem dla każdego spotkanego człowieka, że nie należysz już więcej do siebie, ale do innych? Czy jesteś gotowy do służby?
Wędrownik: Tak, wodzu. Proszę o to, aby uważano mnie za zawsze gotowego do służby2.





Dobromił Błachowiak HR

1 K. Kieler, M. Kruk: Ceremoniał, Warszawa 2012, str. 113.
2 K. Kieler, M. Kruk: Ceremoniał, Warszawa 2012, str. 96, 99.

Harcerstwo czy indywidualność? – Franciszek Podlacha HR

Dwa lata temu, w środowisku harcerskim zawrzało. Znana socjolog Pani Prof. Jadwiga Staniszkis, w wypowiedzi dotyczącej aktualnie urzędującego prezydenta stwierdziła: „Widać w nim harcerskość. Ja nigdy nie byłam człowiekiem żadnych organizacji, bo to zabija indywidualizm. Harcerstwo uczy zespołowości ale zabija indywidualność”. Czy miała rację? Na pewno nie w odniesieniu do całego ruchu skautowego. Skauting został pomyślany tak aby umożliwić człowiekowi „samowychowanie”, w które wpisana jest indywidualność. Ale ocena Pani Profesor jest okazją do poważnego rachunku sumienia. Czy na pewno, w Polskim harcerstwie nie ma elementów zabijających indywidualizm?

Czytaj dalej Harcerstwo czy indywidualność? – Franciszek Podlacha HR

Kilka uwag o życiu (nie)świadomym – Sebastian Masłowski SJ

Na najwyższych obrotach
Czas płynie szybko. Każdy z nas ma masę zajęć i obowiązków. Tak jest skonstruowany styl życia w naszej nowoczesnej cywilizacji. Szkoła, studia, jakieś kursy, języki, sport, i jakby tego jeszcze było mało – drużyna. Spotkania z zastępowymi, z rodzicami, zimowisko, obóz letni, załatwianie miejsca, pozwoleń, przeprawy z urzędami, sanepidem, kuratorium, obmyślanie programu, gier, dodatkowo spotkania kręgu, wędrówki, itd. Nie wiadomo, gdzie to wszystko wcisnąć, a doba ma tylko 24 godziny. Spać też kiedyś wypada. Tak z prędkością błyskawicy mija dzień za dniem. Ciągły ruch: wydarzenie za wydarzeniem, akcja za akcją. Ani się obejrzymy, już kolejny rok za nami. Wskutek tego jest w naszym życiu wiele rzeczy, które „dzieją się same”, nie wiadomo do końca, jak i kiedy. Często zauważamy, że wpadliśmy w jakieś tarapaty, gdy już jest po fakcie i nie da się nic zrobić, niewiele można zmodyfikować czy też poprawić. Jak temu przeciwdziałać?



Automatyzm i bezrefleksyjność
Św. Ignacy Loyola, którego modlitwę często odmawia każdy harcerz („Słowo odwieczne…”) bardzo podkreślał wagę świadomego życia i świadomego działania. Oczywiście są sfery, w którym automatyzmy są dobre, a nawet konieczne. Temu służy ćwiczenie się, powtarzanie pewnych rzeczy wielokrotnie. Dobry kierowca wykonuje wszystkie manewry automatycznie, bez specjalnej koncentracji i bez udziału świadomości. Może z kimś rozmawiać, myśleć o różnych sprawach, a i tak jego zmysły rejestrują przeszkody, znaki drogowe, zmiany świateł, ruch innych samochodów. Odruchowo naciska sprzęgło, gaz, zmienia biegi, bez dłuższego zastanawiania się nad tym. I dobrze. Gdyby zaczął się zastanawiać nad każdym ruchem, nie zdołałby w porę zareagować. Możemy znaleźć i inne sfery, gdzie ważne jest szybkie reagowanie. Automatyzmy to też pewne nawyki. Nawyki mogą być złe – wtedy nazywamy je wadami, lub dobre – wtedy nazywamy je cnotami. Nawyki sprawiają, że odruchowo reagujemy w określony sposób. Dany sposób działania, reagowania przychodzi nam łatwo, bez większego wysiłku, automatycznie.
W życiu duchowym pewne nawyki też się przydają. Nie wystarczy jednak poleganie tylko na nich, bo mogą one często spłatać nam figla. Nawyk bowiem oznacza, że zawsze na jakąś tam rzecz reagujemy tak samo i często nawet tego nie zauważamy. Na tej zasadzie możemy np. modlić się, czytać Biblię. Możemy wszystkie te rzeczy wykonywać automatycznie, nie rejestrując nawet faktu, co robimy. Dlatego Ignacy zwraca uwagę na to, abyśmy idąc na modlitwę mieli w świadomości, co ja właściwie chcę teraz zrobić i po co. Radzi też, żeby przed modlitwą uświadomić sobie, że Bóg na mnie patrzy. I dopiero wtedy zacząć. Potrzebna jest więc chwila zatrzymania się, a nie tylko: „W imię Ojca i Syna” i… lecimy. Powtarzamy modlitwy znane nam na pamięć. Oczywiście, można je wypowiadać ze świadomością każdego słowa i może to być wtedy głębokie, ale zazwyczaj chyba zdarza się nam powtarzać je bezmyślnie i automatycznie. Tym sposobem nawet nie zauważamy, co my właściwie mówimy. Nawet ci, którzy modlą się nie używając stałych, wyuczonych formuł, lecz robią to „swoimi słowami”, mogą się w pewnym momencie zorientować, że właściwie w kółko powtarzają to samo. Widać więc, że nawet gdy modlimy się swoimi słowami, to z czasem wyrabiają się w nas pewne „koleiny”, w które odruchowo wpadamy. Tym sposobem tworzą się nasze osobiste formułki i litanie, co prawda nigdzie nie zapisane, nie znane z żadnych książeczek do nabożeństwa, ale mimo to powtarzane bez refleksji i świadomości. Zresztą nie ma niczego złego w powtarzaniu w kółko pewnych rzeczy, byleby to rzeczywiście nas wyrażało.



Świat biznesu
Świadome życie nie powinno jednak się kończyć na sferze modlitwy. Powinno dotyczyć też naszych uczuć, wewnętrznych myśli i tego, co z nich wynika, czyli – postępowania. To, co jest na zewnątrz, jest efektem tego, co jest w nas. Ignacy stworzył świetne narzędzie pomagające żyć i działać świadomie. Wpadł na to już w XVI wieku. Dziś tak, jak on radzi postępować w sprawach związanych z życiem, postępują ludzie biznesu. Na czym polega ten sposób? Chodzi o refleksję nad tym, co się stało, co się wydarzyło. Ignacy taką analizę robił za każdym razem, gdy zegar wybijał pełną godzinę. Jeżeli zaś w tym czasie był czymś zajęty, bo rozmawiał z kimś, albo robił coś, co wymagało skończenia, analizę tę dokonywał po rozstaniu z rozmówcą czy też zamknięciu danej sprawy. Czemu to służyło? Wiedział, gdzie jest, co się stało, jaka jest jego sytuacja. Tą praktykę nazwał rachunkiem sumienia. Osobiście nie lubię używać tej nazwy, bo ludziom się ona źle kojarzy (mają już wyrobione w świadomości koleiny i skojarzenia związane z tym terminem). Tu zaś nie chodzi o wyrzucanie sobie błędów, dołowanie się, ale o wejście w siebie, spojrzenie na swoje reakcje i na wydarzenia. Celem jest zobaczenie „gdzie ja właściwie jestem?”, „co stało?”, „jaka jest moja sytuacja?”. Podobnie postępują (niestety, nie w życiu prywatnym, a jedynie w biznesie) współcześni fachowcy dbający o rozwój przedsiębiorstwa i o zyski. W regularnych odstępach czasu, czy też po każdym spotkaniu partnerami, kontrahentami dokonują analizy tego, co się stało i oceniają: „to nam wyszło, ta strategia okazała się bardzo skuteczna, trzeba ją kontynuować”, albo: „Tu jest sfera, w której odnieśliśmy kompletne fiasko, trzeba od początku przemyśleć strategię i znaleźć jakieś inne sposoby działania”, czy też: „Tutaj jest nieźle, co prawda musimy trochę skorygować to czy tamto, ale zasadniczo kierunek jest dobry”. Robią też prognozy i układają strategie na przyszłość: co zrobić, jak zadziałać, aby iść do przodu. Postępowanie takie jest to oczywiste i nikogo nie dziwi. Jednak jeśli chodzi o własne życie, niewielu ludzi podejmuje podobną refleksję. Wyobrażacie sobie grupę menadżerów spotykających się w sprawach interesów z różnymi ludźmi i nie robiących analizy takich spotkań. Byliby uznani za kompletnie bezmyślnych i nieodpowiedzialnych. Tymczasem bezmyślność taka jest powszechna w życiu osobistym czy też duchowym, także u tych samych ludzi, którzy w kwestii zarabiania pieniędzy wykazują się godną podziwu skutecznością i świadomym działaniem.
Jak więc żyć świadomie? Trzeba regularnie dokonywać ewaluacji, regularnie patrzeć, co się we mnie dzieje i co się ze mną dzieje. Jeśli poświęcimy na to nie więcej niż kwadrans dziennie, po pewnym czasie zauważymy efekty. Powód jest prosty: jeśli patrzymy, co się stało, badamy, zareagowaliśmy w jakieś sytuacji, nawet jeśli na początku nie rozumiemy dlaczego tak się stało, z czasem zaczynamy zauważać różne prawidłowości i przez to wzrasta nasze rozumienie siebie. Gdy widzimy, że coś działa i nam pomaga, kontynuujemy to. Gdy widzimy, że coś nas ściąga w dół, możemy poszukać jakichś rozwiązań.



Wszystko badajcie
Ignacy był człowiekiem uporządkowanym, mimo to jednak stale patrzył, gdzie jest i co się stało. Stworzył też schemat pomagający w dokonywaniu takiej analizy. Oto on:
1. Dziękować Bogu za wszystkie dobrodziejstwa, które nam dał.
Bardzo ważne jest, aby się ucieszyć tym wszystkim, co było dobre, tym, co dostaliśmy od Boga. Od tego powinniśmy wychodzić. Koncentrowanie się tylko na porażkach i niedociągnięciach sprawi, że tym szybciej zdarzą się nam kolejne.
2. Prosić o łaskę poznania grzechów i odrzucenia ich.
Często tak jest, że nie widzimy rzeczy, które robimy źle, które nas ściągają w dół. Potrzebna nam jest łaska od Boga, aby sobie to uświadomić i co ważniejsze, co tak naprawdę stoi za tymi czynami, jaki był powód zrobienia tego czy tamtego. Nikt nie zauważa takich rzeczy od razu, trzeba nam czasu, aby poznać siebie samego
3. Żądać od duszy swojej zdania sprawy od godziny wstania aż do chwili rachunku sumienia.
Czynić to przechodząc godzinę po godzinie albo wydarzenie po wydarzeniu. Patrzeć na myśli, słowa, uczynki.
Ważne jest patrzenie nie tylko na to, co było na zewnątrz, bo to jest już zazwyczaj końcowy efekt. Ważne jest zobaczenie naszych myśli, odczuć, reakcji – jednym słowem „wewnętrznych poruszeń”. To, co się dzieje na zewnątrz, jest finałem tego, co się działo w naszym wnętrzu.
4. Prosić Boga, Pana naszego o przebaczenie win.
Wraz z prośbą o przebaczenie i miłosierdzie Boże przychodzi też dla nas pewna ulga. Nie ma sensu ciągłe zamartwienie się potknięciami. Trzeba je zostawić i iść dalej
5. Postanowić poprawę przy Jego łasce
Wiemy, że sami z siebie nie zawsze mamy dość siły, aby pewne rzeczy pozmieniać. Dlatego potrzebujemy łaski Bożej. Dobre jest zastanowienie się, co w danej sytuacji mogę zrobić, jak zmodyfikować sposób działania, jak zaradzić temu czy tamtemu. Są jednak też rzeczy, w których czujemy się bezsilni. Nie zostaje nam nic innego, jak tylko zdać się na Jego łaskę.

Analiza taka nie ma dotyczyć tylko i wyłącznie grzechów. Lepiej nawet, gdy dotyczy całości naszego funkcjonowania. Willi Lambert w Słowniku duchowości ignacjańskiej pisze: W rachunku sumienia chodzi o to, aby być przed «Bogiem, który widzi» z życiem i przeżyciami danego dnia. (…) W pierwszym spojrzeniu pozwalam wszystkiemu w sposób nieuporządkowany i bez cenzury pojawić się w mojej świadomości, co tylko zechce się ukazać: smutek, radość, gniew, niecierpliwość, spotkania, decyzje itd.
W drugim spojrzeniu należy rozeznawać, w jakim kierunku prowadzą mnie zdarzenia, doznania, własne uczynki: w kierunku Boga, to jest miłości, czy w kierunku złego, braku miłości.

Jest to zgodne ze wskazaniem św. Pawła: „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie!” (1Tes 5,21)

Sebastian Masłowski SJ

Na tropie Tygrysa, czyli o co chodzi w pracy na śladach z młodą przewodniczką?! – Milena Suliga

„O co chodzi w tych waszych śladach?” zapytał w czasie podróży do Madrytu młody wędrownik jedną z moich młodych przewodniczek. „Wiesz, po prostu musimy tropić ślady zwierząt i potem robić ich odlewy. Na żółtym szlaku są to ślady leśnych zwierząt żyjących w Polsce, ale już na zielonym trzeba pojechać do innego kraju i zdobyć ślad jakiegoś egzotycznego zwierzęcia” – brzmiała odpowiedź. O dziwo, została potraktowana poważnie i kiedy jakiś czas później przewodniczka przyznała się do swojego żartu, usłyszała: „tak mi się wydawało, że z tymi egzotycznymi zwierzętami to chyba przesada”. W czasie tej samej podróży, kiedy rozmawiałam z dziewczynami z ekipy, chłopcy koniecznie chcieli się przysiąść bliżej by usłyszeć jak też takie „zaliczanie” śladów się odbywa. Wielokrotnie powtarzane przez mnie zdanie „śladów się nie zalicza, o śladach się rozmawia” po jakimś czasie wreszcie do nich dotarło.

Czytaj dalej Na tropie Tygrysa, czyli o co chodzi w pracy na śladach z młodą przewodniczką?! – Milena Suliga

Adwentowe przemyślenia – o. Kasper M. Kaproń OFM

 

I. Od kilku dni przebywam w nowej parafii. Po moim poprzedniku odziedziczyłem m.in przeciekający dach w kościele i samochód, który jest raczej kilkuset kilogramową bryłą złomu. Próbowałem dzisiaj pojechać nim do jednej z moich wiosek, lecz ugrzązłem gdzieś w środku buszu. Prawie cały dzień upłynął mi najpierw na poszukiwaniu pomocy, a później na holowaniu pojazdu. W czasie drogi w myślach narzekałem na sytuację, z którą przyszło mi się zmierzyć i na zaniedbania poprzednika. Gdy wróciłem do domu jeden z ministrantów poprosił o możliwość doładowania z parafialnej sieci jakiegoś prostego radyjka. W jego domu nie ma energii elektrycznej i noce spędzają przy świetle świec. Szybko przyszło otrzeźwienie. Narzekałem na niesprawny samochód i przeciekający dach. Narzekałem pomimo, że mam prąd, komputer, a nawet dostęp do internetu, mam lodówkę i w niej jakieś zapasy. Mam nawet kilka odłożonych oszczędności na tak zwaną „czarną godzinę”. Obok mnie zaś ci do których zostałem posłany: bez prądu, bez jakichkolwiek oszczędności, bez perspektyw…

Czytaj dalej Adwentowe przemyślenia – o. Kasper M. Kaproń OFM

Dlaczego Henryk Sienkiewicz wielkim Polakiem był, cz. II – Zbigniew Korba

Część druga tekstu o osobie Henryka Sienkiewicza. Zapraszamy do lektury!


Dlaczego Sienkiewicz..?
 
7. Jest personą światową, adresatem licznych korespondencji i apeli.
Pewna kobieta, angielka pisze do niego, aby wsparł petycję dotyczącą wojny burskiej (to wojna w południowej Afryce, podczas której Baden Powell wpada na pomysł skautingu), a on odpowiada jej, pisząc list otwarty. Przytoczmy jego fragmenty, warto:

Czytaj dalej Dlaczego Henryk Sienkiewicz wielkim Polakiem był, cz. II – Zbigniew Korba

Słowo o służbie – o. Michał Pac OP

„Na mój honor, z łaską Bożą, przyrzekam: całym życiem służyćBogu, Kościołowi, mojej Ojczyźnie i Europie chrześcijańskiej, nieść w każdej potrzebie pomoc bliźnim i przestrzegać Prawa Harcerskiego.”

Dla każdego, kto wypowiada te słowa, oczywistym jest, że istotą skautingu jest służba. Jako że – do chwili spotkania Skautów Europy już jako kapłan – wcześniej nie miałem żadnego związku ze skautingiem, przez pewien czas nie doceniałem słowa „służba”, odmienianego tu przez wszelkie możliwe przypadki. Zmieniła to wędrówka w Gorce z krakowskim kręgiem młodych wędrowników, w czasie której zrozumiałem, dlaczego służba jest tak ważna, i uchwyciłem – jak sądzę – na czym polega prawdziwa istota skautingu.



Było tak: Gorce, zima, mnóstwo śniegu. Tematem przewodnim wędrówki jest „służba”. Szef kręgu poprosił, abym na Godzinę Drogi znalazł w Piśmie Świętym jakiś fragment mówiący o służbie. Okazało się, że obydwaj wybraliśmy tę samą perykopę: Pan Jezus obmywa nogi Apostołom (J 13, 1–20).
W czasie Godziny Drogi (dokładnie pamiętam to miejsce – na północ od Turbacza) uświadomiłem sobie, że w liturgii Kościoła te słowa czytane są tylko raz w roku: w Wielki Czwartek w czasie Mszy Wieczerzy Pańskiej. Zaraz potem następuje obrzęd obmycia nóg, zwany obrzędem Mandatum – od słów antyfony tradycyjnie śpiewanej w czasie tego obrzędu: „Mandatum novum do vobis, ut diligatis invicem” („Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali”). Innym hymnem, który można wtedy śpiewać, jest: „Ubi caritas et amor, Deus ibi est” 
(w literackim tłumaczeniu: „Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego”).

Fragment Pisma Świętego, który w sposób oczywisty kojarzy się ze służbą, Kościół jednoznacznie wiąże z miłością. Olśnienie! Służba, to nic innego, jak tylko inna nazwa miłości! Celem skautingu jest nauczyć miłości! Miłości dojrzałej, miłości prawdziwej. Miłości, która jest pragnieniem życia dla innych. Miłości, której nie okazuje się tylko słowami, ale przede wszystkim czynami i życiem. Miłości, która wie, że „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20, 35).

Skoro służba to miłość dojrzała, uczenie się jej jest tak ważne w skautingu nie dlatego, że w ten sposób jesteśmy dobrymi wędrownikami czy przewodniczkami, ale dlatego, że uczymy się, jak się stawać prawdziwie kochającymi mężami czy żonami, ojcami czy matkami, obywatelami, chrześcijanami, świętymi… 


 „Ale pamiętaj, że nic co dobre nie przyjdzie ci w życiu łatwo”. Jeśli chcemy kochać i żyć dla innych, to będzie kosztować. To musi kosztować, bo coś co nic nie kosztuje, nie jest prawdziwą miłością. Przed nami jest wybór: czy będziemy pragnęli z życia czerpać tylko korzyści i przyjemności, czy też będziemy, poprzez służbę i miłość, umierali dla siebie, a żyli dla innych, zgodnie ze słowami Wymarszu Wędrownika: „Harcerz Rzeczypospolitej, który nie umarł dla siebie, by narodzić się dla innych, nic nie zdziała”.

To jest wybór między tym, czy nasze życie ma być tylko przyjemne, czy ma być piękne i owocne; czy chcemy je przeżyć jako wieczne dzieci, czy jako dojrzali ludzie; czy chcemy być egoistami zapatrzonymi w samych siebie, czy ludźmi kochającymi, którzy poprzez służbę i miłość, z pomocą Bożą, będą „pracowali sumiennie, aby ustanowić Królestwo Chrystusa w całym swoim życiu i świecie, który ich otacza”. 

O to, abyśmy, wybrawszy drogę służby i miłości, z odwagą i radością nią podążali, bardzo prośmy Pana Jezusa, który nie tylko pokazał nam, że kochać to znaczy służyć, ale z miłości do nas oddał swoje życie na Krzyżu. I zmartwychwstał – bo miłość wszystko zwycięża.







o. Michał Pac OP