Kształtowanie kobiecości – myśli Edyty Stein (św. Teresy Benedykty od Krzyża)

Edyta Stein przyszła na świat jako najmłodsze dziecko w żydowskiej rodzinie. Urodziła się 12.10.1891r. we Wrocławiu, w Dzień Pojednania. Po ukończeniu szkoły, liceum i czterech semestrów studiów, podczas których zajmowała się głównie psychologią, Edyta wyjechała do Getyngi, gdzie studiowała fenomenologię u Edmunda Husserla. Była wykładowcą z propedeutyki filozofii, historii i niemieckiego w jednym z wrocławskich gimnazjów. Następnie została asystentką Husserla i doktoryzowała się u niego z filozofii. Była wybitnie uzdolniona, co zauważali jej nauczyciele.

W 1922 r. przyjęła chrzest w Kościele katolickim. Na jej nawrócenie miały wpływ m.in. pełna wewnętrznego pokoju, wynikająca z wiary, postawa żony zmarłego prof. Reinacha i lektura autobiografii św. Teresy z Avila. Edyta Stein przez wiele lat była wykładowcą w liceum i seminarium nauczycielskim, a następnie w Instytucie Pedagogiki Naukowej. W latach 1929-32 zajmowała się kwestiami dotyczącymi kobiet – wygłaszała odczyty na zaproszenie żeńskich organizacji katolickiej inteligencji. Jej starania o habilitacje i praca dydaktyczna zostały przekreślone z powodu wejścia w życie ustawy NSDAP dotyczącej eliminacji ze stanowisk państwowych osób pochodzenia niearyjskiego.

W 1933r. wstąpiła do Karmelu w Kolonii, gdzie przyjęła imię zakonne Teresy Benedykty od Krzyża. W 1938r. z powodu narastającego antysemityzmu musiała uciekać do Holandii, gdzie ją zaaresztowano. Zginęła w Oświęcimiu w 1942r. 11.10.1998r. została kanonizowana przez św. Jana Pawła II, który podczas uroczystości z tej okazji powiedział:

„Miłość do Chrystusa była ogniem, który zapalił życie siostry Teresy Benedykty od Krzyża na długo przedtem, zanim uświadomiła sobie, że została całkowicie nim ogarnięta. Na początku jej ideałem była wolność. Przez długi czas Edyta Stein przeżywała doświadczenie poszukiwania. Jej umysł nie ustawał w kontynuowaniu badań, a jej serce żywiło nadzieję. Przeszła trudną drogę filozofii i u jej kresu została nagrodzona: odnalazła prawdę, a raczej została zdobyta przez prawdę. Odkryła bowiem w końcu nowe imię prawdy, którym był Jezus Chrystus. Od tej chwili Słowo Wcielone stało się dla niej wszystkim. Patrząc jako karmelitanka na ten okres swojego życia, pisała do jednej z benedyktynek: „Kto szuka prawdy, świadomie lub nieświadomie szuka Boga”.

W tym tekście postaram się jak najwierniej – poprzez zestawienie cytatów – odtworzyć główne wątki poruszane przez Edytę Stein w trakcie jej wykładów dotyczących kobiet. Myślę, że pomimo upływu lat, spostrzeżenia przez nią poczynione są wciąż aktualne. Przyjrzyjmy się zatem bliżej następującym kwestiom: jakie cechy są charakterystyczne dla kobiet, dlaczego mogą one stać się wartością oraz jakim mogą ulec wypaczeniom, a także w jaki sposób kobiecość może być kształtowana poprzez formację.

Edyta Stein (św. Teresa Benedykta od Krzyża)

Jakie cechy są charakterystyczne dla kobiet, dlaczego mogą one stać się one wartością oraz jakim mogą ulec wypaczeniom?

Na początku Edyta Stein nakreśla rysy kobiecej natury:

„Postawa kobiety jest osobowa – i ma to wieloraki sens. Po pierwsze, w to, co robi, chętnie angażuje całą swoją osobę. Interesuje ją następnie żyjąca, konkretna osoba, zarówno w odniesieniu do jej własnego życia osobistego, jaki i do innych osób oraz ich spraw osobistych. (…)

U kobiety jest naturalne dążenie do całości i pełni – znowu w podwójnym kierunku: sama chciałaby być człowiekiem integralnym, rozwinąć się w pełni i wszechstronnie; chciałaby też dopomóc do tego innym i tam, gdzie ma do czynienia z człowiekiem, chciałaby zająć się całym człowiekiem.”

Te charakterystyczne dla kobiet cechy same w sobie nie przestawiają jeszcze żadnej wartości – zyskują ją dopiero wtedy, gdy zostaną odpowiednio ukształtowane. Edyta Stein tłumaczy sens postawy osobowej i ukierunkowania na całość. Osoba jest ważniejsza od rzeczy materialnych, a przedmioty są przeznaczone dla użytku ludzi. „(…) za wszystkim, co na świecie przedstawia jakąś wartość, jest osoba Stwórcy, który wszelkie wyobrażalne wartości zawiera w sobie i przewyższa jako ich prawzór.” Najwyższym ze stworzeń jest człowiek będący osobą. Natomiast tendencja do całościowego postrzegania pomaga kobiecie uwzględniać równocześnie wiele wymiarów, których np. może dotyczyć problem, z jakim boryka się dany człowiek. Ponadto chroni ją przed koncentracją na doskonaleniu określonych zdolności przy zaniedbaniu innych i czyni ją uważną na to, czy rozwój innych przebiega w sposób harmonijny.

Następnie Edyta Stein pokazuje, jak zniekształcone mogą zostać naturalne predyspozycje kobiety:

„ (…) skłonność do nadawania znaczenia własnej osobie; angażowanie do tego siebie samej i innych; szukanie miłości i podziwu, niezdolność przyjmowania krytyki, odczuwane jako atak na własną osobę. To pragnienie znaczenia i nieograniczonego uznania rozszerza się na wszystko, co należy do osoby. Własny mąż musi być uznawany za najlepszego, własne dzieci muszą być najpiękniejsze, najmądrzejsze i najbardziej uzdolnione. To właśnie jest ta ślepa miłość kobieca, która mąci rzeczową ocenę (…). Do tego nadmiernego podkreślania ważności własnej osoby dołącza się nadmierne zainteresowanie innymi. Niestosowne ingerowanie w ich życie osobiste, próby podporządkowania sobie innych. Obydwie te rzeczy – nadmierne akcentowanie własnej i cudzej osobowości – łączą się ze sobą w kobiecym poświęceniu się i w dążeniu do oddania się całkowicie drugiemu człowiekowi w taki sposób, że nie służy to własnemu człowieczeństwu kobiety ani człowieczeństwu drugiego, a jednocześnie kobieta taka traci zdolność wykonywania innych zadań.

Z tym zakłamanym dążeniem do podkreślenia własnego znaczenia wiąże się także wypaczone pragnienie całości i dopełnienia: pragnienie orientowania się we wszystkim, a stąd pokosztowania wszystkiego i nie zagłębiania się w niczym. (…) Kto jakąś rzecz gruntownie opanuje, ten jest bliżej pełnego człowieczeństwa niż ten, kto nigdy nie ma pod nogami twardego gruntu.”

O tym, jak ustrzec się tego typu nieprawidłowości, będzie jeszcze mowa później. Tymczasem wróćmy do poruszanej wcześniej sprawy: Kim jest ów człowiek integralny, o którym wspominała Edyta Stein? To osoba, w której obraz Boga zachowuje najwyższą możliwą czystość, „wolą kieruje rozum, a władze niższe są pod kontrolą poznania i woli”. Każdy ma w sobie pragnienie by się nim stać. U kobiet to dążenie może być bardziej widoczne ze względu na jego związek z przeznaczeniem do bycia towarzyszką i matką.

„Być towarzyszką-czyli ostoją i wsparciem; żeby zaś tym być, trzeba samemu mocno się trzymać a to jest możliwe tylko wtedy gdy wewnątrz wszystko jest należycie uporządkowane i zrównoważone. Być matką – czyli piastować autentyczne człowieczeństwo i strzec go, i dopomagać w jego rozwoju. Znowu – żeby temu sprostać, trzeba je najpierw mieć samemu i dobrze wiedzieć, co to znaczy; w przeciwnym razie nie można być przewodnikiem na tej drodze.”

Edyta Stein zwraca uwagę na to, że „(…) tajemniczy proces rozwoju nowego stworzenia w matczynym organizmie jest tak głęboką jednością rzeczywistości cielesnej i duchowej, że nietrudno zrozumieć, że jedność ta charakteryzuje całą naturę kobiecą.” W związku z tym istota każdej kobiety jest przeniknięta przez macierzyństwo tzn. niezależnie od tego czy jest lub będzie żoną i mamą, może odnaleźć i rozwinąć w sobie predyspozycje do wspierania rozwoju człowieczeństwa w innych ludziach.

„Duchowe predyspozycje związane z jej przeznaczeniem na małżonkę i matkę nie zamykają się w ścisłych granicach małżeńskich relacji i fizycznego macierzyństwa, lecz mogą w swym oddziaływaniu służyć każdemu, kogo kobieta spotka w swym życiu. W ten sposób także kobieta pozbawiona możności małżeństwa i macierzyństwa, albo dobrowolnie z nich rezygnująca, może realizować swe przeznaczenie w sposób bardziej uduchowiony. Wszędzie, gdzie człowiekowi samotnemu, a w szczególności znajdującemu się w materialnej lub duchowej potrzebie, dopomaga, otaczając go współczującą i rozumiejącą miłością i radami, tam jest towarzyszką życia, sprawiającą, że »człowiek nie jest sam«.”

Aby kobieta potrafiła wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi i odpowiedzieć na jego potrzeby, jej dusza powinna przybrać określony kształt, scharakteryzowany przez Edytę Stein w taki sposób:

(…) dusza kobiety musi być szeroka i otwarta na wszystko, co ludzkie; musi być cicha, żeby gwałtowne wichury nie gasiły słabych płomyków; musi być ciepła, żeby nie uschły delikatne kiełki; musi być jasna, żeby w zakamarkach i fałdach nie zagnieżdżały się szkodniki; zamknięta w sobie, żeby czynniki zewnętrzne nie zagrażały życiu wewnętrznemu; uwolniona od samej siebie, żeby znajdowało w niej miejsce życie kogoś drugiego; a wreszcie ma być panią samej siebie i swego ciała, ażeby cała jej osoba była gotowa usłużyć na każde wezwanie.” 

Zadaniem kobiety jest poszukiwanie ukrytego wewnątrz innych skarbu i ciężaru. Jej wewnętrzna przestrzeń musi się poszerzać, by mogła pomieścić w sobie to, co odkryje. „Dusze kobiet są tak często i tak bardzo w stanie poruszenia, a ruch już sam z siebie często tworzy zakłócenia ciszy; kobiety mają nadto wielką ochotę to uzewnętrzniać i o tym opowiadać.” Jednak „(…) kiedy pełne szmerów ja całkowicie zniknie, wtedy pojawi się wolna przestrzeń i cisza – wtedy coś innego będzie w mogło w niej znaleźć dla siebie miejsce i stanie się dosłyszalne.”„Dusza kobiety jawi się naprzód jako mroczna i ciemna nieprzenikniona dla siebie samej i dla innych. Promienną czyni ją dopiero Boskie światło.”

W tym momencie można się zacząć zastanawiać, co zrobić, by wypracować w sobie wyżej wymienione wyżej cechy. Jednak, jak pisze Edyta Stein: „Myślę, że w grę wchodzi tutaj nie tyle różnorodność przymiotów, zajęcie się każdym z nich osobno i przyswojenie ich sobie, co raczej prosty, całościowy stan duszy, ujmowany z różnych stron w tych przymiotach. Stanu tego nie możemy stworzyć własnymi siłami, konieczna jest tu pomocą łaski.”

Formacja: praca i środki nadprzyrodzone-łaska

Wiemy już na czym polega potencjał kobiety. Jednak jej naturalne predyspozycje mogą się rozwinąć tylko wtedy, gdy zostaną poddane odpowiedniej formacji. Jako jedno z narzędzi służących kształtowaniu charakteru Edyta Stein wymienia pracę.

„Jak można teraz ten surowy materiał specyficznych cech kobiecych, z wszystkimi jego wadami i słabościami (…) przekuć w oczyszczoną i wartościową kobiecość? Pomocny jest tutaj zwłaszcza pewien środek naturalny: solidna, rzeczowa praca. Każda taka praca, niezależnie od jej rodzaju – gospodyni domu, rzemiosło, nauka itd.- wymaga stosowania się do praw danej rzeczy, pozostawienia na boku własnej osoby, myślenia o sobie, jak również wszelkich humorów i nastrojów. Kto tego się nauczył, ten stał się „rzeczowy”, stracił coś z „nadmiaru osobowości” i osiągnął pewną wolność od siebie samego, a jednocześnie przeniósł się w jakimś punkcie z powierzchowności do głębi i ma coś, na czym może się oprzeć. Już ze względu na tę wielką zdobycz osobistą – abstrahując całkowicie od wszelkiego przymusu ekonomicznego – każda dziewczyna powinna posiąść solidne wykształcenie zawodowe i po tej nauce mieć jakieś zadanie, które będzie w całości wypełniać. (…) Ponieważ rzeczowa praca, którą uważam za lekarstwo na wady specyficznych cech kobiecych, jest tym, do czego jest na ogół z natury skłonny mężczyzna, można by też powiedzieć: odtrutkę na „nadmiar kobiecości” stanowi pewien dodatek męskiej natury. Znaczy to jednak zarazem, że na tym stopniu nie możemy pozostać. W ten sposób osiągnęlibyśmy tylko jakieś upodobnienie do typu męskiego, co rzeczywiście zdarzało się w początkach ruchu kobiet, i nie byłby to wielki sukces ani dla nas samych, ani dla innych. Musimy pójść dalej i od postawy rzeczowej przejść do prawdziwej osobowej (…). Tutaj potrzebne jest jednak poznanie autentycznego człowieczeństwa, czyli idealnego obrazu, a także poznanie jego założeń, jak też odchyleń od niego – w nas samych i w innych – swoboda spojrzenia, uniezależnienie się od nas samych i od innych oraz potrzebna do podjęcia pewnych koniecznych, praktycznych ruchów siła, której absolutnie nie można nabyć samymi ludzkimi środkami. Żadna wiedza książkowa nie może naszym ślepym oczom dać tej ostrości spojrzenia, żaden wysiłek woli nie może dać energii potrzebnej do wycinania dzikich pędów nas samych i w drogich na ludziach. Konieczna jest pomoc środków nadprzyrodzonych.”

Warto podejmować pracę nad sobą, jednak nasze wysiłki mają ograniczoną skuteczność. Osiągnięcie dojrzałości jest możliwe tylko dzięki łasce. Ona bowiem może przemieniać naszą naturę od wewnątrz, podczas gdy my sami próbujemy nadać sobie kształt od zewnątrz.                                

„Człowiek dojrzały, który budzi się do życia w duchowej wolności, zostaje oddany w swe własne ręce. Jako mający wolną wolą, może sam pracować nad swoim kształtem, może dobrowolnie uruchamiać swe władze duchowe i w ten sposób troszczyć się o ich kształtowanie: na kształtujące go wpływy może się otwierać albo się na nie zamknąć. Tak jak siły kształtujące go od zewnątrz, podobnie on sam jest związany danym mu materiałem i pierwszą działającą w nim siłą nadającą kształt; nikt nie może uczynić siebie samego czymś, czym nie jest ze swej natury. Istnieje tylko jedna siła kształtująca, która w przeciwieństwie do dotychczas wymienionych nie jest zamknięta w granicach natury, lecz może jeszcze od wewnątrz przemieniać sam wewnętrzny kształt: jest to siła łaski.”

Oprócz otwierania się na przemieniającą moc łaski, która jest kluczowym elementem formacji, warto zadbać również o pewne inne sprawy, na które mamy wpływ. Tak jak ciało potrzebuje wartości odżywczych z pokarmu, który jest dostarczany z zewnątrz, tak też dusza potrzebuje stosownej „strawy” aby mogła wzrastać. 

„Możliwość wzrastania jest uwarunkowana przyjmowaniem czegoś. (…) tylko to, co dusza przyjmuje wewnętrznie, wchodzi w jej własny byt w ten sposób, że możemy mówić o wzroście i formacji; to, co przyjmują wyłącznie zmysły i rozum, pozostaje poza stanem jej posiadania.”

„W duszy kobiety znajduje się szczególnie silnie wrodzone pragnienie takich karmiących duszę wartości: jest ona otwarta na piękno, łatwo zachwyca się tym, co moralnie szlachetne, przede wszystkim jednak otwarta jest na najwyższe ziemskie wartości – na wartości niewymowne, osadzone w samym bycie duszy. Dlatego bez wątpienia słusznie jeszcze kilka lat temu w formacji dziewcząt w dużej mierze uwzględniano materiały „kształtujące uczucia”: literaturę, sztukę, historię.”     

Edyta Stein podkreśla znaczenie ćwiczenia rozumu dla formacji – także tej duchowej. 

„Jeśli dusza ma być należycie uformowana, a nie zdeformowana, musi mieć zdolność porównywania i rozróżniania, określania oceny i miary. Nie powinna – ulegając nieokreślonemu entuzjazmowi – kierować się marzycielstwem; powinna mieć subtelny zmysł odczuwania i wyostrzony, krytyczny osąd.

Składa się na to w pierwszym rzędzie dobrze wyćwiczony rozum. Mimo, iż zdolność abstrakcyjnego myślenia jest zazwyczaj niższa u kobiet i samo czysto rozumowe przyjęcie nie decyduje jeszcze w sposób istotny o formacji, to w królestwie ducha kluczowe znaczenie ma rozum; stanowi on oko, przez które przenika światło do mroków duszy.”                           

„Rozum (…) może i powinien być przymuszany do działania. (…) Kształtowanie rozumu nie powinno jednak dokonywać się kosztem kształtowania uczuć. Równałoby się to czynieniu środka celem.”

Kształtowaniu należy poddać także uczucia i wolę. Okazje ku temu stwarza praktyczne działanie. Edyta Stein wspomina również o tym, że obejmująca całość formacja powinna zawierać ćwiczenie ciała – ciało i dusza mają rozwijać się harmonijnie, a nie jedno kosztem drugiego (jednak ciało ma podlegać duszy).

„Należy przy tym pamiętać, że oprócz teoretycznego istnieje również rozum praktyczny. Wyćwiczenie tej władzy jest sprawą nadzwyczaj doniosłą dla dalszego życia, a polega ono nie na rozwiązywaniu problemów teoretycznych, lecz na posługiwaniu się nim przy pełnieniu konkretnych zadań. Odpowiada to także naturze kobiety, ponieważ jest ona nastawiona bardziej na konkret niż na abstrakcję. Zawiera się w tym jednocześnie ćwiczenie woli, od której ciągle się czegoś oczekuje: dokonywania wyboru, podejmowania decyzji, rezygnowania z czegoś, ofiar itd. Jest to też nieodzowne dla należytego kształtowania uczuć. Czy entuzjazm jest autentyczny, czy rzeczywiście sprawy wyższe przekładamy nad niższe itd., okazuje się dopiero wtedy, gdy przekonanie i wewnętrzne nastawienie trzeba przełożyć na działanie.”

„Człowiek jest w końcu z samej swej natury przeznaczony nie tylko do otrzymywania, ale także do działania, do kształtowania otaczającej go rzeczywistości zewnętrznej. Dlatego aktywizacja własnych zdolności praktycznych i twórczych stanowi istotną część procesu formacji. A od większości kobiet oczekuje się w życiu przydatności praktycznej. Kobiety praktyczne, energiczne, stanowcze i ofiarne potrafimy wychować tylko wtedy, gdy pozwolimy im działać już w wieku szkolnym.”

Zdaniem Edyty Stein „sednem wszelkiej formacji kobiet musi być formacja religijna.” Tłumaczy to w ten sposób:

„Moglibyśmy też powiedzieć, że religijna formacja równa się posiadaniu żywej wiary. Posiadanie żywej wiary oznacza poznanie Boga, kochanie Go i służenie Mu. Kto zna Boga (w tym sensie i w tej mierze, w jakiej poznanie Boga – dzięki światłu przyrodzonemu i nadprzyrodzonemu – jest możliwe), ten może Go tylko kochać, a kto Go kocha, temu nie pozostaje nic innego, jak Mu służyć. Tak więc żywa wiara jest sprawą rozumu i serca, działaniem woli i czynem. Kto potrafi ją w sobie obudzić, ten ćwiczy wszystkie swe władze. Obudzenie jej domaga się jednak zaangażowania wszystkich władz; nie wystarczy tu sama sucha nauka, rozmowa; nie wystarczy też samo uczucie budzące entuzjazm; konieczne jest uczenie się religii, które rodzi się pełni własnego życia religijnego i wprowadza w głębiny Bóstwa oraz potrafi ukazać Jego łaskawość; które roznieca miłość i domaga się potwierdzenia jej czynem, gdy samemu się ich dokonuje.”

Tak jak zostało wspomniane na początku tego tekstu, kobiety charakteryzuje nastawienie na osobę i dążenie do całości i pełni. Później była mowa o macierzyństwie, które wiąże się z oddaniem siebie samej. Gdy połączymy te wszystkie aspekty, zrozumiałe staje się dlaczego kobiety mają w sobie pragnienie, by w pełni oddać samą siebie drugiej osobie (lub Osobie).

(…) jest w niej [kobiecie] naturalne pragnienie całkowitego oddania się na własność. Gdy dobrze zrozumiała, że wziąć ją całkowicie na własność nie potrafi nikt inny poza Bogiem oraz że całkowite oddanie się na własność komuś innemu jest grzeszny rabunkiem wobec Boga, wtedy takie oddanie się nie będzie już dla niej ciężarem, wtedy uwolni się też od samej siebie. Wtedy też oczywiste stanie się dla niej zamknięcie się w swej twierdzy; przedtem była wystawiona na gwałtowne, ciągle przenikające do jej wnętrza ataki z zewnątrz i sama też wychodziła z siebie, żeby na zewnątrz szukać czegoś, co by mogło zaspokoić jej głód. W tej swojej twierdzy jest władczynią jako służebnica swego Pana i w ten sposób, gotowa jest usługiwać każdemu (…)”

Kobieta może osiągnąć wolność od samej siebie, gdy odda siebie Temu, który ją stworzył. Jej pragnienie bycia kochaną tylko dzięki Niemu może zostać w pełni zaspokojone. Kobieta znajdująca oparcie w Bogu zyskuje pewien stopień wewnętrznej niezależności od innych ludzi, a równocześnie staje się zdolna do tego, by ich prawdziwie kochać. Dzięki temu, że zaufała Bogu, nie musi się już niczego obawiać – jej życie jest kształtowane przez łaskę „Bo kto się odda Panu, ten nie ginie, gdyż Pan mocen jest ustrzec go, oczyścić, wysublimować i nadać właściwą miarę.”  Wzorem integralnego człowieczeństwa, które może stać się udziałem każdego, kto odda się Bogu, jest Jezus.

„(…) gdzie mamy konkretny obraz integralnego człowieczeństwa? Obraz Boga w ludzkiej postaci znalazł się wśród nas w Synu Człowieczym Jezusie Chrystusie. Gdy rozważymy ten Obraz, taki, jaki do nas mówi w prostym przekazie Ewangelii, wtedy otwiera on nasze oczy. Im lepiej poznajemy Zbawiciela, tym bardziej ulegamy tej wzniosłości i łagodności, tej królewskiej wolności, której obce są wszelkie inne więzy poza poddaniem się woli Ojca: wolności od wszystkich stworzeń, stanowiącej jednocześnie podstawę miłosiernej miłości do każdego stworzenia. A im głębiej przenika w nas ten Obraz Boga, im bardziej rozbudza naszą miłość, tym bardziej wrażliwi stajemy się na wszelkie odchylenia od niego w nas samych i w innych; otwierają się nasze oczy na rzeczywiste poznanie człowieka, wolne od wszelkiego upiększania. A kiedy już brak nam sił i coraz trudniej jest nam wnosić widok ludzkiej słabości nas samych i u drugiego, wtedy trzeba znowu tylko spojrzeć na Zbawiciela; On nie odwrócił się ze wstrętem od naszej nędzy, ale właśnie z powodu tej nędzy przyszedł do nas i wziął ją na siebie. (…). Gdy jesteśmy bezradni i nie wiemy, gdzie szukać pomocy, wtedy On sam nam dostarcza lekarstwa. Przez swe sakramenty oczyszcza nas i umacnia. A gdy zgodnie z jego wolą zwracamy się do niego z ufnością, wtedy Jego duch coraz głębiej nas przenika i przekształca. Przyłączając się do Niego, uczymy się obywania się bez ludzkiego wsparcia oraz zyskujemy wolność i moc, które musimy mieć, ażeby służyć wsparciem i podporą dla innych. On sam nas prowadzi i pokazuje nam, jak mamy prowadzić innych. W ten sposób przez Niego osiągamy integralne człowieczeństwo i jednocześnie odpowiednią osobową postawę. Kto na Niego patrzy i do Niego się zwraca, ten widzi Boga, prawzór wszelkiej osobowości i kwintesencję wszelkich wartości. Tutaj jest odpowiednie miejsce na oddanie się, do którego skłonna jest kobieca natura; tutaj znajdujemy też z drugiej strony absolutną miłość i oddanie, których na próżno szukamy u ludzi. Oddanie się Chrystusowi nie czyni nas ślepymi i głuchymi na to, czego potrzebują inni; przeciwnie – szukamy teraz obrazu Boga we wszystkich ludziach i chcemy im wszędzie dopomagać do życia wolności. Teraz możemy w związku z tym również powiedzieć: specyficzna wartość kobiety polega w istocie na szczególnej wrażliwości na działanie Boga w duszy, a pełnię osiąga wtedy, gdy z ufnością i bez oporu poddajemy się temu działaniu.”

Myśli Edyty Stein najlepiej podsumowują jej własne słowa:

„(…)specyficzne cechy kobiece wskazują na doniosłe zadanie: rozwijania autentycznego człowieczeństwa w sobie samej i w innych. W tych specyficznych cechach kobiecych obecne są jednak również niebezpieczne zarodki, które zagrażają rozwojowi jej specyficznych wartości i tym samym należytemu wypełnianiu tego zadania. Niebezpieczeństwom tym można zapobiec jedynie poprzez staranne ćwiczenie się w szkole pracy i dzięki wyzwalającej mocy łaski Bożej. Naszą misją jest bycie sprawnym narzędziem w rękach Boga i realizowanie Jego dzieła w miejscu, do którego nas zaprowadzi. Jeśli je wykonujemy, wtedy czynimy to, co najlepsze dla nas samych, dla naszego bliższego otoczenia i tym samym jednocześnie dla całego narodu.”

Źródła:

„Światłość w ciemności” Edyta Stein-s. Teresa Benedykta od Krzyża

„Kobieta. Pytania i refleksje” Edyta Stein-s. Teresa Benedykta od Krzyża  

„Zawód mężczyzny i kobiety według natury i łaski” w: Z własnej głębi. Wybór pism duchowych, 1978, t. II, str. 35, Edyta Stein 

Polecam przeczytać również:                                                                   

Mulieris dignitatem − list apostolski Jana Pawła II o godności i powołaniu kobiety

Przemówienie Kard. Stefana Wyszyńskiego prymasa Polski do dziewcząt polskich                                                                                                                     

Wrocławianka


Sympatyk Skautów Europy

Przestrzeń Wolności

Artykuł pierwotnie ukazał się w Azymut – Niezależne Pismo Instruktorów (2020 r.). Modyfikowany. 

“Skauting wychowuje do wolności. Poprzez „system zastępowy” (…) uczy poczucia odpowiedzialności i sprawowania władzy na miarę kompetencji wieku młodzieńczego.” 
Karta Skautingu Europejskiego, Art. 12 

W pierwszej części tekstu (link) między wierszami postulowałem konieczność patrzenia na skauting w duchu personalistycznym. To znaczy, że w centrum zainteresowania skautingu nie stoi prężna drużyna, społeczeństwo czy przyszłość Narodu, ale osoba – nastoletni chłopak. Osoba, która przede wszystkim posiada swoją godność oraz wynikającą z niej odrębność i specyfikę (niepowtarzalność) – których nie należy zacierać. Osoba, która jest warta walki o nią ze względu na nią samą, a nie użyteczność społeczną. I wreszcie osoba, która rozwija się i staje się szczęśliwą w relacji (co jest czymś więcej niż tylko życiem w zbiorowości ludzi) – a szczególnie biorąc odpowiedzialność za inne osoby. A aby mogła nawiązywać osobowe relacje i brać odpowiedzialność konieczne jest, aby miała zdolność samostanowienia i nieskrępowaną wolę.  

Starałem się pokazać to w jaki sposób możemy rozwój tej osobowej natury wynaturzyć lub przynajmniej pozostawić bez wsparcia. Teraz pojawia się pytanie w jaki sposób ten rozwój możemy wspierać. Jak dopasować działania drużyny do potrzeb trzydziestu kompletnie różnych chłopaków i nie zwariować? Jak skutecznie kształtować harcerzy, jednocześnie unikając pokusy przeciskania ich przez ten sam szablon? W jaki sposób mimo działania w grupie kształtować osoby samodzielne, które czynnie kreują swoje życie zamiast płynąć z prądem? 

W moim przekonaniu jedyną możliwą drogą jest pozostawienia im wolności. Nie da się wykształcić wspomnianych cech ściśle programując i kontrolując działania wychowanka. Za to, jeżeli pozostawimy chłopakom swobodę, to oni automatycznie dopasują działania do swoich pragnień. Damy im przestrzeń do rozwijania swoich talentów. Unikniemy umieszczenia chłopaka w degenerującym ciepłym inkubatorze anonimowej zbiorowości, w której nic nie trzeba, za nic się nie odpowiada i niczym nie trzeba się martwić (bo starczy się podporządkować poleceniom). Damy mu szansę, aby nauczył się chodzić na własnych nogach.  

Ktoś powie, że to szaleństwo. Zostawić chłopaków samym sobie? Kupią słodycze, wyciągną telefony i zmarnują młodość. Nie wystarczy powiedzieć “róbta co chceta”, aby chłopak dobrze wybrał. Nie wystarczy wywieźć harcerza samotnie do lasu, by stał się ćwikiem. Podobnie nie wystarczy wjechać z czołgami do roponośnego kraju, aby stał się oazą demokracji. Zgadzam się – nie wystarczy. Dlatego rolą wychowawcy staje się pomóc chłopakowi zadomowić się w tej swobodzie – uczynić go pełnoprawnym obywatelem Przestrzeni Wolności. Jak zwykła mawiać Maria Montessori, stale “pomagać mu zrobić to samodzielnie”.  

Przestrzeń Wolności 

Pora odkryć karty: to całe mnóstwo słów miało służyć prezentacji tej właśnie koncepcji. W moim przekonaniu, aby realnie dać chłopcu tę przestrzeń wolności i sprawić by z niej sensownie korzystał, starczy wybrać dobre tworzywo do jej budowy – a dokładniej kompleksowo wykorzystać pięć motorów skautingu. Są one częścią koncepcji piętnastu elementów skautingu pochodzącej z tradycji skautingu katolickiego. Motory stanowią pięć elementów napędzających skauting. Z jednej strony napędzają działanie harcerzy – sprawiają, że chce im się ‘robić skauting’. Z drugiej strony napędzają ich rozwój – są narzędziami, które odpowiadają za główne oddziaływanie metody na duszę wychowanka. W FSE motory są powszechnie nauczane, a zatem znane i lubiane. Jednak tym, czego mi w tym nauczaniu brakowało, jest spojrzenie na nie całościowo, dostrzeżenie tej ogólniejszej zasady, której motory są uszczegółowieniem. Zdaje się, że zdarzyło mi się na nią natrafić i to wcale nie w czasie słodkiego dumania, lecz na placu boju – w trakcie przeprowadzania zasadniczych reform w mojej drużynie. Zanim do niej przejdę spróbuję pokrótce wyjaśnić o co z tymi motorami chodzi. 

Działanie  

Wychowujemy w działaniu – nic nie robimy w teorii. Pierwszym co się nasuwa na myśl jest grywalizacja i adwenturyzacja wszystkiego. Uczymy i ćwiczymy przez grę. Zrezygnujemy z quizów i pogadanek, zamiast uczyć się węzłów w harcówce zbudujemy drabinkę linową i platformę na drzewie oraz zawsze damy szansę działania harcerzom. Tworzymy atmosferę aktywności i działania nie marnując czasu na siedzenie w obozie lub harcówce. Jednak na tym znaczenie tego motoru się nie kończy. Oznacza on również, że chcemy, aby skauting był metodą wychowania czynnego – to znaczy takiego, w którym proces wychowawczy zachodzi dzięki aktywnościom podejmowanym przez wychowanka. Oznacza to detronizację wychowawcy. Od teraz nie są najważniejsze jego porady i gawędy, kary i nagrody (tfu, przepraszam: konsekwencje), prowadzone zajęcia i przeróżne stosowane socjotechniki. Najważniejsze są wszelkie ćwiczenia podejmowane przez harcerza i sytuacje wychowawcze, w które on dobrowolnie wchodzi. W takim ujęciu zadaniem drużynowego jest wcielenie się w rolę trenera personalnego podsuwającego harcerzowi kolejne ćwiczenia i aranżującemu sytuacje wychowawcze. Trenera, który gdy widzi niedomaganie podopiecznego – np. mającego bałagan w namiocie – nie szuka patetycznych słów pouczenia lub narzędzi nacisku, ale sytuacji sprzyjającej zmianie – np. ciekawych gier nocnych wymagającej sprawnego odnalezienia się w swoim ekwipażu. Działania takiego drużynowego nie tylko zyskają na atrakcyjności, ale również na skuteczności – nie zatrzyma się na karmieniu intelektu kolejnymi regułami, ale uzyska dostęp do woli kształtowanej przez doświadczenie. 

Rady  

Najkrócej rzecz ujmując staramy się wszystkie ważne decyzje podejmować razem z chłopakami oraz uczyć ich wspólnie rozwiązywać problemy w ramach systemu rad: Rada Zastępu, Rada Drużyny, Sąd Honorowy. Ta metoda pomaga nabyć wiele umiejętności społecznych: rozmowa, publiczne wypowiedzi, wyjaśnianie konfliktów. Jednak z naszej perspektywy najistotniejsze będą dwa zyski: poczucie wpływu na działania drużyny i zastępu oraz kształtowanie własnego zdania. Doskonalenie stosowania rad będzie polegało na coraz to radykalniejszym oddawaniu głosu zastępowym (i analogicznie w skali zastępu – harcerzom) – niech wyrażają swoje zdanie, proponują pomysły, przejmują inicjatywę, podejmują decyzje. Dlatego ważny jest sposób prowadzenia rad – nie powinniśmy przedstawiać chłopakom gotowych decyzji do klepnięcia, ale raczej wskazywać sprawy do omówienia, angażując ich w wypracowanie rozwiązań. Co istotne, system rad nie ma nic wspólnego z kolektywizacją decyzji. Mądry szef słucha zdania zastępowych i stara się jak najbardziej oddać stery drużyny w ich ręce. Ale nie zapomina, że jest szefem i ma odwagę wziąć odpowiedzialność za decyzję. System rad jest narzędziem często trywializowanym, a szkoda – jest on kluczem do uczynienia drużyny własnością chłopaków 

Interes 

Od wieków toczony jest bój o to jak ten motor oryginalnie się nazywa: interes czy zainteresowanie. Ja podpisuję się pod obiema nazwami. Aspekt zainteresowania, oznacza tyle że drużynowy dąży do tego, aby nie przepychać swoich planów i ambicji, ale pozwalać chłopakom realizować ich marzenia. Odgadnięcie tych marzeń to nie lada sztuka. Stąd mawia się, że podstawowym zadaniem drużynowego jest obserwacja. Wymaga właściwego prowadzenia rad oraz budowania bezpośrednich relacji w ZZcie. Często prowadzi również do stosowania nietypowych rozwiązań i ‚naginania’ pozostałych reguł. Nietypowa funkcja w zastępie? Czemu nie! Obóz na wozach konnych, prycze na tratwach – świetna sprawa! Laptop i drukarka obozowa służąca wydawaniu drużynowej gazety – no cóż, w imię wyższych celów… Szef wszystkie swoje cele realizuje łącząc je z zainteresowaniami chłopaków. W ten sposób realizowany jest ich interes – działają po to, aby osiągnąć własne cele. 

Odpowiedzialność 

Każdy chłopak, choć na początku o tym nie wie, chce być obarczonym odpowiedzialnością. Dzięki podziałowi zadań w ramach zastępu (kucharz, pionier, sanitariusz…) każdy z jego członków jest potrzebny, ba! nawet konieczny. Ma okazję sprawdzić swoje siły i poczuć satysfakcję z wypełnionego zadania. Odpowiedzialność powierza mu jego szef, którego dobrze zna – zatem jest ona wyrazem zaufania i buduje poczucie wartości w formie relacyjnej, a nie jedynie zadaniowej. Szef powierzający odpowiedzialność traktuje harcerza poważnie i nie wycofuje się ze swojej deklaracji – nie rozpościera ochronnego parasola zapobiegającego doświadczeniu konsekwencji działań. Jego zaufanie jest realne, odpowiedzialność jest realna, konsekwencje są realne – to nie jest zabawa na niby. 

System Zastępowy  

Creme de la creme motorów i całej metody harcerskiej. Temat, na który napisano wiele książek, których treści nie zamierzam tu powtarzać. Wspomnę jedynie o tym, że jako motor system zastępowy odnosi się zarówno do oddziaływań wewnętrznych zastępu (autonomia zastępu, podział funkcji, życie wspólnotowe, dbanie o codzienne potrzeby, harce dla samych harców, tożsamość zastępu, bliski autorytet w osobie zastępowego), jak i zewnętrznych (współpraca i rywalizacja z innymi zastępami). 

Captain Nature  

Czas na podsumowanie. Spójrzmy zatem co powstaje, gdy łączymy wszystkie motory w całość – jaka charakterystyka środowiska wychowawczego oraz jaki obraz wychowanka się wyłania.  

Można by powiedzieć, że samo danie swobody zastępom by wystarczało. Jednak kompleksowo stosując pięć motorów nie tylko pozostawiamy im swobodę, ale też stopniowo uczymy ich ją wykorzystać (wspomniane ‘zadomowienie’ w Przestrzeni Wolności). 

Poszukujemy marzeń harcerzy i staramy się dać im możliwość ich realizacji (interes). Dajemy im możliwość wyrażenia własnego zdania o planach oraz realny wpływ na sposób realizacji marzeń (rady). W ten sposób działania drużyny stają się ‘ich’ działaniami, ich – harcerzy. Nie są do nich przymuszeni, nie przyjmują ich potulnie z braku alternatywy lub znudzenia – sami je wymyślili i sami zaplanowali ich realizację. Poprzez odpowiedzialność pozwalamy im realnie się zaangażować. Zaangażowanie to wiąże się ze swoistym poczuciem własności – harcerz przyjmuje określone zadania lub obszar działań jako swój i dba o nie dla własnego interesu, a nie z powodu zewnętrznego nakazu. To dzięki temu jest możliwe, aby harcerz przyjmował odpowiedzialność dobrowolnie, a nawet samoczynnie ją podejmował. Całą tę machinę wprawiamy w ruch dzięki napędowi działania. Te wszystkie uczucia, poczucia, plany i deklaracje nie kończą się na rozmyślaniach – są realizowane poprzez konkretne działania. Wszystkie te zyski uzdalniają harcerza do czynnego kreowania swojego otoczenia. Przestrzeń do tej kreacji daje harcerzom system zastępowy. Tę przestrzeń najlepiej wizualizuje obraz obozowiska zastępu w czasie obozu (i analogicznie obraz miejsca zbiórek). Na trzy tygodnie banda chłopaków dosłownie dostaje od nadleśnictwa kilka arów ‘czystego’ lasu do dyspozycji. Nie są na nim dozorowani i sterowani – oni tam rządzą! Starają się w tym fragmencie świata jak najlepiej urządzić i spędzić tam czas jak najowocniej. Co ważne te starania dotyczą nie tylko gier i rywalizacji o wstążkę za pionierkę, ale również życia codziennego: gotowanie, zabezpieczenie chrustu, gospodarowanie wolnym czasem… Motory przestają być elementem programu drużyny – może dopasowanego, może skonsultowanego, ale jednak ‘zewnętrzengo’ i formalnego – a stają się częścią ich codzienności i ich własnej spontanicznej aktywności. W końcu prawdziwy zastęp jest bandą podwórkową, a nie klasą podążającą za programem. Niezwykle istotna jest trwała tożsamość zastępu (zastępu wielowiekowego) i wynikająca z niej łatwość z jaką jest się z zastępem utożsamić. Chodzi o to, że harcerze nie tylko walczą o nagrody i dbają o to by było co do gara włożyć. Oni przede wszystkim tworzą legendę swojego zastępu. Wymyślaj wyczyny i popisy, organizują zbiórki, planują wypady i niestandardowe wydarzenia. Podejmują wiele aktywności z własnej inicjatywy. Ucząc się kreować ciekawe i wartościowe życie zastępu w pewnym sensie uczą się kreować swoje własne życie. I na końcu: ciężko dać chłopakom większą swobodę, niż ta którą otrzymują w ramach uznawanej, autonomicznej bandy podwórkowej. 

Zapewne w wielu głowach pojawiają się teraz wątpliwości. Czy to jest możliwe? Czy to nie utopia? Ile lat pracy wytrawnego pedagoga trzeba, aby taki efekt osiągnąć? Przecież tego się nie wprowadzi od tak… I o to chodzi! Ważne jest, że wolność dawana harcerzom przez skauting jest wolnością, którą się zdobywa. To znaczy zakres wolności jest tym większy, im dalej harcerze postąpią w ‘zadomawianiu się’ w niej. Im bardziej harcerze angażują się w rady, im większy wpływ chcą mieć, im chętniej podejmują odpowiedzialność, im …, tym więcej możliwości się przed nimi otwiera. Można powiedzieć, że tej wolności nikt im nie daje, ale oni, rozwijając się, sami ją sobie biorą.  

Na marginesie dodam, że z doświadczenia wiem, że w przeciągu roku jest możliwe zastartowanie zmian w tym kierunku, więc zapewne w dwa lata można by do tego ideału znacząco się przybliżyć.  

Podsumowanie podsumowania  

O co tyle zachodu? Czy chodzi tylko o to, aby zróżnicować zajęcia dla różnych harcerzy? Uatrakcyjnić? Otóż nie tylko. Jak wspominałem wychowanie indywidualne powinno nie tylko różnicować podejście do wychowanków (“aspekt zewnętrzny”), ale również kształcić w nich cechy uzdalniające do samodzielnego życia jako pełnowartościowa osoba (“aspekt wewnętrzny”).  Moim zdaniem, dzięki powyższym cechom, skauting może takie postawy kształcić. Całe rozumowanie opiera się na założeniu, że następuje “transmisja” postaw z działań harcerskich do życia codziennego. Myślę, że nie jest to założenie nieuzasadnione i można je podeprzeć przykładami. 

Najkrócej mówiąc chcielibyśmy, aby harcerze stali się gospodarzami swojego życia. A więc przede wszystkim, aby wykształciło się w nich poczucie własności i dbali o swój los jak o swój własny (jakkolwiek paradoksalnie to brzmi). A więc, aby napotykając trudności lub doświadczając braku nie szukali winnych lub usprawiedliwienia, lecz starali się na miarę swoich możliwości problemowi zaradzić. Aby traktowali swoje życie jako wielki harc – a więc własne dzieło, które każdy stara się stworzyć jak najwspanialszym dla własnej radości i dla zysku bliźnich (dawniej: zastępu). Harc, z którego mogą również czerpać radość i cieszyć się chwilą, a nie jedynie liczyć zyski. Aby tego dokonać konieczna jest aktywna postawa, czyli odruch działania pozwalający plany i marzenia wdrożyć w życie. 

Ponadto, dzięki stworzeniu Przestrzeni Wolności dajemy chłopakom swobodę do własnych prób. Prób odnalezienia talentów, odkrycia powołania, wykorzystania predyspozycji, poznania siebie – prób prowadzących do ukształtowania się tożsamości. 

Uważam, że te zyski – inicjatywa i swoboda do rozwoju – są jedną z największych zalet skautingu. Wydaje mi się, że są one równie ważne, albo nawet ważniejsze od dyscypliny i nawet szeroko pojętej porządności lub słowności. Po części potwierdza to Baden Powell pisząc w “Skautingu dla chłopców”, że o wiele łatwiej jest zrobić ze skauta dobrego żołnierza (posłusznego, zdyscyplinowanego), niż z żołnierza skauta (samodzielnego, wykazującego inicjatywę, zaradnego). Dlatego też wybrałem inicjatywy i wolności piewcą być! 

Skauting stwarza sposobność dla inicjatywy, samokontroli, ufności we własne siły, samoopanowania i kierowania sobą” – Wskazówki dla skautmistrzów 

Ignacy Piszczek


Ignacy Piszczek – przez 5 lat drużynowy, w międzyczasie zamieszany w sprawy namiestnictwa, szkolenia i Centrum Rozwoju. Obecnie namiestnik harcerzy. Fan dydaktyki, fanatyk anegdotek.

Inteligencje wielorakie cz. 1

Co to znaczy „być inteligentnym podmiotem”?

To pytanie z haczykiem zadał mi promotor na początku przygotowywania pracy magisterskiej. Ale od początku… Z panem profesorem miałam na studiach zajęcia z przywództwa i często w trakcie ćwiczeń, ale też i w pracach domowych, mówiłam o tym, jakich przywódców/liderów spotykam na swojej harcerskiej drodze. Opowiadałam o Was, drogie druhny i drodzy druhowie! Chciałam przedstawić skauting takim jakim jest, bo sama znam zarówno dobro, którym jesteśmy obdarzani dzięki służbie, jak i trudności, z którymi mierzymy się w pracy instruktorów harcerskich. Profesor zawsze słuchał tego z szacunkiem, uważnie punktował, gdy zbytnio idealizowałam, i mówił: „Pani Kasiu, przecież to na pewno nie jest tak cukierkowe!”. Nie jest. Co więc sprawia, że ludzie w naszym wieku podejmują służbę i stają się przywódcami? Gdy przechodzimy do czerwonej gałęzi dla wielu największym problemem jest przygotowanie do matury, później studia, pierwsza sesja, potem poszukiwania pracy i rozwój zawodowy. A do tego życie prywatne, duchowe, związki, pasje, rodzina, problemy zdrowotne, finansowe – stop! Jak się w tym wszystkim nie pogubić? Jak dobrze i skutecznie przewodzić jednostkom harcerskim jako wolontariusz, gdy wokół tyle się dzieje? Odpowiedzi na te pytania postanowiłam poszukać w nauce. Przede wszystkim w różnych opracowaniach filozoficznych, psychologicznych i pedagogicznych oraz w nauce o teorii zarządzania organizacjami.

Inigo 2021, fot. Krzysztof Żochowski

Szczyt akademickiego nudziarstwa

Wyjaśnię teraz genezę pytania, które postawiłam na początku tekstu. Kiedy zapadła decyzja, że temat mojej pracy to „Inteligencje wielorakie lidera harcerskiego w realizacji zadań statutowych organizacji”, musiałam rozłożyć ten jakże złożony tytuł na czynniki pierwsze. I utknęłam na pierwszym słowie. Przebrnęłam przez literaturę dotyczącą filozofii – klasycznego i oświeceniowego modelu rozumu, a także przez współczesne pojęcia wiedzy, ale to zapoznanie się z pojęciem inteligencji okazało się być punktem wyjścia do dalszych rozważań. Za słowo „inteligencja” zamiennie używałam od tej pory słów „zdolności ogólne”, „uzdolnienia umysłowe” i „uzdolnienia intelektualne”. Samo pojęcie „inteligencja” budzi wiele kontrowersji, co mocno świadczy o abstrakcyjności tego zagadnienia i chęci dotarcia do jego istoty. Z drugiej strony, nawet przy dzisiejszym stanie wiedzy i dysponowaniu licznymi badaniami, nie jest możliwe, by jasno sprecyzować, który człowiek jest inteligentny, a który nie. Powszechność różnic, które występują między ludźmi, jest jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy. Czy nie jest podobnie w działalności skautowej? Możemy przyjmować wymierne cele świadczące o jakości danej jednostki. Porównamy liczbę osób w mundurach, po przyrzeczeniu czy liczbę zdobytych sprawności, ale efekty w sferze indywidualnego rozwoju powierzonych nam osób zawsze będą inne, bo inny jest każdy człowiek.

Obecne czasy i rozwój nauki sprawiają, że wielu badaczy jest nastawionych na łatwy dostęp do testowania i ceni sobie mierzalność inteligencji poszczególnych jednostek. Strukturalna teoria inteligencji nabrała kształtów dzięki badaniom z użyciem metody matematyczno-statystycznej, jaką jest analiza czynnikowa. Po raz pierwszy badania tego typu zostały przeprowadzone już na początku XX wieku. Od tego czasu świat oszalał na punkcie testów na IQ. Można było je znaleźć zarówno w gazecie , jak i na odwrocie płatków śniadaniowych.

Według definicji polskiego psychologa prof. Jana Strelaua inteligencja to konstrukt teoretyczny odnoszący się do względnie stałych warunków wewnętrznych człowieka. Warunki te odpowiadają za efektywność działań, które wymagają typowo ludzkich procesów poznawczych. Kształtują się one poprzez interakcję genotypu, środowiska zewnętrznego oraz własnej aktywności. Profesor podkreśla, iż założenie, że inteligencja jest konstruktem teoretycznym świadczy o tym, że zjawisko to nie istnieje samo z siebie – tzn. nie jest samoistne. W odniesieniu do człowieka, inteligencja jest cechą, która uzewnętrznia się w tzw. inteligentnym zachowaniu. Chętnie zapoznałabym Was z innymi definicjami, ale za prof. Edwardem Nęcką powtórzę, że analizowanie poszczególnych pojęć można uznać za „szczyt akademickiego nudziarstwa”.

Zapamiętajmy część o inteligentnym zachowaniu, które, dzięki samostanowieniu człowieka o sobie, będzie procentowało w podejmowaniu odpowiednich (dobrych, mądrych?) decyzji. Wielu badaczy podkreśla też, że zdolności intelektualne jednostki pozwalają na rozwiązywanie problemów. Bardzo istotnym aspektem rozważań o inteligencji, którego istnienie uświadomiłam sobie w trakcie przygotowań do moich badań jest to, że inteligencji nie należy przykładać zero-jedynkowo ani do osiągnięć w nauce, ani do sukcesów zawodowych. Wielu nauczycieli i wychowawców naszej epoki uwierzyło w teorię, że dzieci mają wrodzony zestaw umiejętności intelektualnych i, nawet mimo starań dokładanych w procesie edukacji, nie jest możliwe przekroczenie przez nie pewnej granicy. W ten sposób wykształcają się szkodliwe stereotypy, np. takie, że dziecko z ubogiej rodziny nie może być zbyt inteligentne. W tym miejscu chcę podkreślić złożoność powiązania ilorazu inteligencji z ogólnymi zdolnościami człowieka oraz to, że IQ to nie wszystko. Zbytnie przywiązanie do ciągłego testowania może przynieść odwrotne skutki, czyli zniechęcić do dalszego rozwoju, niezależnie od wieku osoby, która ten test wypełnia. Ja nigdy nie skończyłam wypełniać takiego testu.

Jak inaczej nazwać inteligencję? Potocznie można uznać, że jest to erudycja, bystrość, mądrość, wysoki poziom intelektu i wiedzy ogólnej. Wachlarz możliwości danego człowieka jest unikatowy (sic!). Oznacza to, że najprawdopodobniej w naszej pracy wychowawczej nie znajdziemy dwóch wilczków, dwóch harcerek, dwóch szefów, którzy przyswoją nowe informacje w ten sam sposób, czy którzy przeżyją tak samo explo, wędrówkę albo adorację. I to jest piękne! Właśnie ta unikatowość daje nam pole do popisu. Bo my także jesteśmy unikatowi. Wymyślamy inne gry, inne ogniska i rozważania na Godzinę Światła. Nie ma dwóch tak samo inteligentnych osób.

Jedna inteligencja czy siedem?

Howard Gardner, wykładowca z Harvardu, w latach 80. XX wieku coraz wnikliwiej przyglądał się zagadnieniom wynikającym z klasycznych testów na inteligencję. Doszedł on do wniosków, że niektórzy ludzie, mimo wysokiego ilorazu inteligencji zmierzonego testowo, ponoszą porażki w życiu osobistym. Składa się na nie przecież wiele czynników oraz wydarzeń bezprecedensowych. Teoria inteligencji wielorakich Gardnera jest pewnego rodzaju manifestem przeciwko przestarzałej koncepcji jako pojedynczej miary. Nie podaje on ostatecznej liczby rodzajów inteligencji. Podkreśla w ten sposób indywidualność każdego człowieka i fakt, że rodzi się on tylko z podstawowym zestawem inteligencji, który ma szanse rozwijać przez całe życie. Tylko jak to robić skutecznie? Z pomocą może przyjść edukacja nastawiona na podmiot i indywidualne potrzeby. Gardner na początku wyróżnił siedem typów inteligencji:

– inteligencja językowo-werbalna (dobrze rozwinięte umiejętności werbalne oraz wrażliwość na dźwięki, znaczenie i rymy danych słów);

– inteligencja logiczno-matematyczna (zdolność do myślenia konceptualnego i abstrakcyjnego oraz rozróżniania wzorców logicznych i numerycznych);

– inteligencja wizualno-przestrzenna (zdolność do myślenia obrazowego, pamięć fotograficzna oraz wizualizacja abstrakcyjna i dosłowna);

– inteligencja cielesno-kinestyczna (umiejętność kontrolowania ruchów ciała i obchodzenia się z przedmiotami);

– inteligencja muzyczna (wyczucie rytmu, rozumienie wysokości i płynności dźwięków);

– inteligencja intrapersonalna (zdolność do samoświadomości i dostosowania się do własnych uczuć, wartości, przekonań i procesów myślowych);

– inteligencja interpersonalna (zdolność wykrywania i odpowiedniego reagowania na nastroje, motywacje i pragnienia innych).

Kilka lat później do tego zestawu dodana została jeszcze inteligencja przyrodnicza, dzięki której możliwe jest rozpoznawanie i kategoryzowanie roślin, zwierząt i innych obiektów fauny i flory. Zaproponował także inteligencję egzystencjalną, dzięki której człowiek jest wrażliwy i zdolny do zgłębiania problemów ludzkiej egzystencji i stawiania pytań o sprawy ostateczne, dotyczące życia i śmierci.

Obóz letni harcerek 2020, fot. Monika Wójcik

Psycholodzy go nienawidzą, znalazł prosty sposób na rozwój inteligencji każdego człowieka [zobacz, jak to zrobił]

Tym „humorystycznym” akcentem chcę zakończyć tę część tekstu. Faktycznie, prof. Howard Gardner budzi w środowiskach akademickich sporo kontrowersji. Moim zadaniem było przygotowanie badań eksploracyjnych, które wskażą, czy inteligencje wielorakie są lub mogą być w przyszłości wykorzystywane przez liderów harcerskich w realizacji celów organizacji. Część z Was wypełniła kwestionariusz, w którym chciałam poznać Wasze zdanie na ten temat. Przeprowadziłam także dwa indywidualne wywiady pogłębione. Obie części badania pozwoliły mi wyciągnąć wnioski i postawić hipotezy badawcze. Już wkrótce się nimi z Wami podzielę!

Katarzyna Kaczmar


Obecnie szefowa Ogniska Młodych Przewodniczek w 2. Hufcu Gryfowskim i wiceprzewodnicząca Rady Naczelnej. Z wykształcenia i zamiłowania pedagog i manager projektów społecznych. Pracuje na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu.

Akcja integracja – oswajamy świeżaki

Początek nowego roku harcerskiego. Do gromad przychodzą nowe wilczki, do zastępów nowe harcerki i harcerze. Chyba każdy szef chciałby, żeby nowe osoby w jego jednostce jak najszybciej poczuły się jak u siebie. A może jeszcze nie wszyscy „starzy” członkowie uznali siebie za część zespołu? Mała ilość bezpośrednich spotkań „na żywo” w tamtym roku mogła to im to skutecznie utrudnić…  Poniżej kilka pomysłów na integrację.

  • Szukanie właściciela obrazka – dla gromady

Każdy wilczek dostaje kartkę i rysuje na niej „swój opis” – to, co lubi, co go interesuje, co robi. Każdy powinien rysować tak, żeby inni nie widzieli jego kartki. Następnie Akela zbiera wszystkie kartki i rozdaje losowo wilczkom. (Jeśli wilczek dostanie swój rysunek, to Akela wymienia mu na inny.) Teraz każdy musi odnaleźć właściciela otrzymanego rysunku i zapamiętać, jak ma na imię.

Uwaga: obrazka nie można pokazywać innym i pytać „czy to twój?”, chodzi o to, żeby rozmawiać i się poznawać.

Można drugi raz pozbierać i rozdać obrazki, jeśli pierwsza runda była krótka.

  • Piosenka z imionami – dla gromady i drużyny

Szóstka/zastęp dostaje zadanie, żeby ułożyć piosenkę na znaną melodię. Kolejne zwrotki mają zawierać imię kolejnych członków szóstki/zastępu oraz opowiadać o ich cechach charakteru i zainteresowaniach. Po ułożeniu piosenka jest prezentowana całej gromadzie/drużynie ze wskazaniem kto jest kto.

  • Opowieść z imionami – dla gromady i drużyny

Szóstka/zastęp wymyśla opowieść np. baśń z fantastycznymi elementami albo historię z życia Indian – każda grupa może dostać swój temat. Bohaterami opowieści są członkowie szóstki/zastępu. Każdy z nich ma wymyślony przymiotnik, który zaczyna się tą samą literą, co jego imię, np. bohaterski Bogdan. Przymiotnik i imię zawsze pojawiają się razem, ilekroć jest mowa o danej osobie. Oprócz wymyślonych wydarzeń opowieść powinna zawierać prawdziwe informacje o zainteresowaniach poszczególnych osób, np. „w tym momencie bohaterski Bogdan, nie zważając na strzały Komanczów, wjechał na pole walki na swoim górskim rowerze”.

Zastęp/szóstka prezentuje opowieść całej gromadzie/drużynie np. w formie słuchowiska, a na koniec przedstawia swoich członków.

  • Zadania na grę – wspólne działanie:

przenoszenie jednego przedmiotu w kilka osób, każdy może dotykać tego przedmiotu tylko jednym palcem, drużyna nie może go upuścić;

przenoszenie naczynia z wodą – w plastikowym naczyniu robimy u góry dziurki i przywiązujemy tam sznurki, każdy z uczestników trzyma za jeden sznurek, muszą razem przenieść naczynie i przelać wodę do innego, stojącego nieopodal;

odwracanie plandeki – cała grupa staje na małej plandece, jej zadaniem jest odwrócić plandekę (strona dotykająca ziemi ma po odwróceniu dotykać nóg stojących) tak, żeby nikt z niej nie spadł i bez używania rąk – można tylko nogami;

ustawienie w zwierza – zastęp/szóstka ustawia się tak, żeby stworzyć ze wszystkich członków jednego wymyślonego zwierza, który może mieć różne odnóża, paszcze, wydawać różne dźwięki itp., następnie prezentuje go wszystkim. Ciekawszą wersją, ale wymagającą ciemności, jest prezentowanie cienia zwierza na białej płachcie;

  • Zabawa „supeł”

Gromada/drużyna ustawia się w okręgu. Każdy zapamiętuje kogo ma po swojej prawej i lewej stronie. Następnie wszyscy opuszczają swoje miejsca i chodzą „w rozsypce”. Na znak prowadzącego, np. gwizdek/klaskanie, każdy się zatrzymuje, szuka osób, które miał po prawej i lewej stronie i podaje im odpowiednie ręce. Jeśli nie sięga, to może podejść parę kroków, ale generalnie nie idziemy do siebie, tylko sięgamy przez innych. W ten sposób powstaje „supeł”. Teraz trzeba go rozplątać, cały czas trzymając się za ręce.

  • Zabawa „kobry”

Każda szóstka/zastęp ustawia się rzędzie i łapie za ramiona tworząc w ten sposób kobrę. Ostatnia osoba ma włożoną za pasek chustę – ogon kobry. Zadaniem kobry jest zabranie ogona (chusty) innej kobrze – ogon zabiera osoba stojąca na przodzie rzędu – ochronienie własnego ogona przed zabraniem oraz nierozerwanie się – osoby tworzące kobrę nie mogą się puścić. Kobra, która straci ogon albo się rozerwie, odpada z gry.

Uwaga: lepiej grać na trawie, kobry będą się przewracać.

  • Zabawa „tunel”

Cała gromada/drużyna, oprócz jednej osoby, ustawia się „w pary”. Każda para trzyma się za ręce i podnosi je do góry, tworząc tunel. Osoba bez pary przebiega przez tunel od tyłu i po drodze „porywa” jedną osobę spośród tworzących tunel, z którą następnie tworzy parę na przodzie tunelu. Osoba, która po „porwaniu” została bez pary, biegnie w przeciwną stronę tunelu, również porywa kogoś i tworzy z nim parę na końcu tunelu itd.

Fot. na okładce: Antoni Biel

Hanna Dunajska


Hania Dunajska jest Akelą 2. Gromady Wrocławskiej. Studiuje filologię polską i pracuje w księgarni "Pociąg do Bajeczki".

Mniej znaczy więcej – o przygotowaniach do OPP opowiada ekipa Namiestnictwa Przewodniczek

Już niedługo, w trzecim tygodniu września, od 17 do 19 dnia miesiąca, wszystkie przewodniczki z Polski zjadą się do Sanktuarium Matki Bożej Gidelskiej.  To wyjątkowe wydarzenia ma bardzo siostrzany i skautowy charakter. Więcej o przygotowaniach, znaczeniu i tegorocznej edycji opowiadają nam organizatorki – Justyna i Ania.

Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek, fot.: Monika Wójcik

Szymon: Drogie Panie, na początek opowiedzcie coś o sobie, kim jesteście, co robicie i jak angażujecie się w organizację tegorocznej pielgrzymki?

Ania: Jestem Namiestniczką Przewodniczek i w tym roku z razem Justyną, która jest szefową OPP, organizuję pielgrzmkę. Wcześniej przez trzy lata ja byłam szefową tego wydarzenia. Tak się tu znalazłam.

Justyna: Jestem asystentką namiestniczki, w ostatnim roku byłam asystentką hufcowej od czerwonej gałęzi. W tym roku jestem szefową OPP, a w poprzednich latach pomagałam w przygotowaniach. Postanowiłam jednak zaangażować się bardziej, bo uważam, że to wspaniałe wydarzenie.

Szymon: Czy dobrze kojarzę, że miałaś coś wspólnego z Euromootem?

Justyna: Dokładnie tak, razem z Karolem Kucharem odpowiadałam za naszą polską ekipę przygotowującą Euromoot.

Szymon: OPP – co właściwie oznacza ten tajemniczy skrót?

Justyna: Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek.

Szymon: OPP, to pielgrzymka inna niż pozostałe ponieważ…

Justyna: Dla mnie inna ponieważ uczestniczą w niej tylko dziewczyny, kobiety, przewodniczki i jest skautowa. Skautowa i kobieca. 

Ania: Jest to pielgrzymka, na której wszystkie się znamy. Nie jesteśmy dla siebie obce. Idzie się w swoim ognisku, które jest wspólnotą. Nie są to ludzie anonimowi i przypadkowi. Nawet, jeśli się nie znamy z imienia, to jesteśmy przewodniczkami, tworzymy wspólnotę przewodniczek. To jest dla mnie najbardziej wyjątkowe. Choć, gdy patrzy się z boku, to pielgrzymka jak pielgrzymka – idziemy w kolumnie, czasami śpiewamy, celem wędrówki jest sanktuarium maryjne, Gidle są niedaleko Jasnej Góry.

OPP, fot.: Monika Wójcik

Szymon: Dlaczego ta pielgrzymka jest skautowa? Kiedy można to zauważyć?

Justyna: Myślę, że w charakterystycznych dla czerwonej gałęzi. Bycie w ognisku, gotowanie na ogniu, Godzina Światła, Jutrznia, spanie w namiotach, proste życie. Wyruszamy w drogę i żyjemy w prostocie drogi, co jest charakterystyczne dla czerwonej gałęzi i skautów. Ale też dla pielgrzymów.

Ania: Mamy też wieczorną ekspresję. To wszystko, to są  standardowe elementy wędrówki, które są obecne w czerwonej gałęzi, w ogniskach.

Szymon: Gidle to piękne, ukryte wśród pól sanktuarium Matki Bożej przyzywanej jako Uzdrowicielki Chorych. Nie należy do najbardziej znanych. Jak to się stało, że przewodniczki z całego kraju pielgrzymują właśnie tam?

Ania: Miejsce zostało wybrane w 2017 roku. Wtedy po raz pierwszy odbyła się tam pielgrzymka. Szukałyśmy miejsca, które mogłoby co roku nas przyjmować. Wcześniej sanktuaria się zmieniały. Gidle zostały wybrane też z praktycznego punktu widzenia. Są mniej więcej w centrum Polski.Dominikanie, kustosze sanktuarium, gościnnie nas przyjęli. Już piąty raz, uwzględniając przerwę na pandemię, czwarty, będziemy w tym miejscu.

Szymon: Potwierdzam, że Ojciec Przeor bardzo pozytywnie wyraża się na Wasz temat. Gdy spotkałem go z Zastępowymi i usłyszał hasło ,,Skauci Europy”, to wiedział, o co chodzi i zachwalał współpracę z Wami.

Ania: Oj tak! My również uwielbiamy Ojca przeora.

Szymon: Ile osób brało udział w pielgrzymce na przestrzeni lat?

Ania: Zawsze było około 250-300 osób. Możemy powiedzieć, że około 300. Ile dokładnie osób pojawi się w tym roku wie Justyna, jesteśmy świeżo po zamknięciu zapisów.

Justyna: Na chwilę obecną mamy zgłoszonych 280 osób, czyli bardzo możliwe, że pojawi się ostatecznie około 300.

Szymon: Wspomniałyście o różnych elementach skautowych na pielgrzymce, a jaki jest jej plan, przebieg? Czy z każdym dniem wiąże się jakaś charakterystyczna aktywność?

Ania: W tym roku troszkę zmieniłyśmy, ale zacznijmy od stałych elementów. Dzień pierwszy jest dniem dla ogniska. Nie wymyślamy, skąd dziewczyny idą. Mają podane dokąd mają dotrzeć, ale  same planują sobie trasę. Zawsze jest adoracja, droga, ekspresja sobotnia, nabożeństwo powitalne, po dotarciu do sanktuarium w Gidlach. Pobyt w bazylice rozpoczynamy od nawiedzenia figurki Maryi. W niedzielę jest uroczysta niedzielna Msza Święta, apel i spotkanie z gościem. Małym dodatkiem są spotkania w gałęziach, kiedy.  namiestniczki przedstawiają plany na rok. To taki bonus.

Szymon: Czy w tym roku są jakieś zmiany?

Ania:  Zawsze było tak, że adoracja była w sobotę. W tym roku przesunęłyśmy ją  na piątek. Dzięki temu sobota nie jest tak bardzo intensywna, jak było to do tej pory.

Szymon: Czyli adoracja odbywa się w tym roku bardziej lokalnie na trasach?

Ania: Nie do końca, ponieważ odbędzie się, gdy już wszyscy dojdą na miejsce noclegu. Trwa mniej więcej godzinę. Połączona jest z obrzędem nałożenia krzyży. Wy też chłopaki macie krzyż pielgrzymkowy. My mamy krzyż metalowy. Gdy ktoś dostaje go na pielgrzymce, to nosi już do końca życia. Z tym samym krzyżem przyjeżdża się na kolejne pielgrzymki. Jeśli ktoś pojawi się pierwszy raz, to właśnie wtedy otrzyma go po raz pierwszy.

Szymon: Kto bierze udział w przygotowaniu ekspresji? Czy ogniska mogą się zgłaszać? Jest jakiś konkurs? Czy może wyznaczacie?

Justyna: Podejście do tematu ekspresji zmieniało się wielokrotnie. Kiedyś ognisko, które przygotowywało ekspresję wybierało następne, które za rok ją przygotuje. Później przeszłyśmy do formy konkursowej i przez dwa lub trzy lata to działało. W tym roku ekspresję przygotuje ekipa namiestnictwa we współpracy z chętnymi przewodniczkami.

Ania: Dokładnie! Jak słyszysz, my na Pielgrzymce Przewodniczek szukamy, zmieniamy, eksperymentujemy. Co roku jest inaczej. Są stałe punkty programu, ale mogą być w inny dzień. Pielgrzymka pozostaje niespodzianką i nigdy nie wiadomo do końca, co Cię czeka.

Szymon: Zatem, czy warto, a raczej dlaczego warto wziąć udział w OPP?

Justyna: Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, to po to, by dziewczyna, przewodniczka zobaczyła, że nie jest sama; że nie istnieje tylko jej ognisko. Są inne środowiska i przewodniczki. Jest nas naprawdę dużo. To daje poczucie wspólnoty, gdy widzi się trzysta dziewczyn, które wspólnie się modlą. Tym co nas łączy jest skauting i Pan Bóg. To daje poczucie siły i pozytywnie nakręca do działania w swojej jednostce. Ze mną, w nieznane, wyrusza trzysta przewodniczek, to piękne. Dla mnie to bardzo ważne.

Ania: Nie bez powodu pielgrzymka jest na początku roku. Chcemy ten rok zawierzyć Bogu. Podejmowanie służby nie przychodzi bez wysiłku. Dla tych, którzy przeżyli obozy, wędrówki, wędrówki i obozy szkoleniowe, to nabranie sił na nowy rok pracy. Są to swego rodzaju rekolekcje w drodze.

OPP, fot.: Monika Wójcik

Szymon: Rok 2021 wiąże się z pewnymi zmianami, co jeszcze będzie charakterystyczne? Czy możecie zdradzić temat, dane zaproszonych gości, powiedzieć coś więcej o ekspresji?

Justyna: Zawsze jest temat przewodni. W tym roku to ,,Mniej znaczy więcej” słowa zaczerpnięte z Encykliki papieża Franciszka. Będzie to temat przewodni. Można zobaczyć to na naszym fanpage’u na Facebooku, bo opiekun duchowy brat Szymon, kapucyn, nagrał film, w którym tłumaczy, o co chodzi w tym haśle. Będziemy nad nim zatrzymywać się w Godzinach Światła, homiliach, rozważaniach. Będzie przestrzeń, by się nad tym zastanawiać i rozważyć tę encyklikę i ten temat.

Ania: Jeśli chodzi o ekspresję, to tutaj idziemy tematycznie w stronę czerwonej metody. Będziemy mówić o formacji przewodniczki, o kolejnych szlakach, o FIAT . Będziemy się dzielić. Będą świadectwa ciekawych osób. Będzie ona mocno czerwona. Myślę, żę będzie dla niektórych porządkująca i systematyzująca. Będziemy mieć też dwa obrzędy FIAT, w piątek i sobotę.

Szymon: Myślę, że wiem już dostatecznie dużo, ale możecie jeszcze coś dodać. Może podzielcie się, czym OPP jest dla Was.

Ania: Myślę, że jeśli chodzi o przewodniczki, które to będą czytać, bo to je mogę zaprosić, to myślę, że to wyjątkowy czas. Czas rzeczywiście przygotowany dla nich. Wystarczy przyjechać i być. Warto być i jak najlepiej ten czas wykorzystać.

Szymon: A czy jest miejsce dla kogoś z zewnątrz?

Ania: Oczywiście! Można zapraszać swoje koleżanki. Każda przewodniczka może kogoś zabrać. Zaopiekujemy się i przygarniemy.

Justyna: Zdarza się, że jest ktoś z zewnątrz, w tym roku przyjeżdżają przewodniczki z Francji i zostaną przypisane do jakiegoś ogniska. Myślę, że dla kogoś z zewnątrz to idealna okazja, by rozpocząć swoją przygodę ze skautingiem. Ania: Ja też myślę, że to super wydarzenie na początek roku harcerskiego. Można wszystko oddawać Bogu i zaufać, bo będzie dobrze.

Szymon Helbin


Drużynowy z Krakowa, asystent hufcowego ds. harcerzy. Drużynowy od 2017 roku. Zafascynowany metodą Samodzielnych Zastępów oraz twórcą katolickiego skautingu o. Jakubem Sevinem. Pochodzi z Radziechów koło Żywca, a na codzień mieszka, pracuje i studiuje w Krakowie. Prywatnie nauczyciel szkół Sternika z Krakowa zainteresowany edukacją spersonalizowaną.

Moc opowieści, czyli o fabule roku

Parę dni temu rozpoczął się w naszych jednostkach nowy rok harcerski. Jest to szczególny moment, gdy zaczynamy wdrażać nasze, uprzednio przygotowane, plany pracy. Istotnym aspektem kształtującym formę takiego planu w zielonej gałęzi jest wybór fabuły roku. Dlaczego jednak w ogóle namawiamy naszych podopiecznych, by w swoje puszczańskie aktywności wpletli fabułę „Opowieści z Narnii” czy fakty związane z bitwą pod Grunwaldem? Jakie korzyści z tego wynikają? Wreszcie – jak dobrze wybrać fabułę roku? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście.  

Ludzie od zawsze odgrywali role w celach rozrywkowych. Czy to w postaci dziecięcych zabaw w dom albo w kowbojów i Indian, czy to sięgającego przecież starożytności teatru, czy to w zjawiskach zupełnie nowych, jak powstałe w latach 70. ubiegłego wieku gry RPG. Taka metoda spędzania wolnego czasu pozwala oderwać się od codziennej rzeczywistości w twórczy, poszerzający wyobraźnię sposób. Może odpowiedzieć na głębokie potrzeby i pragnienia trudno osiągalne we współczesnym świecie, jak odkrywanie nowych lądów czy rycerskie pojedynki. Słowem – odpowiednio zorganizowana może być formą przeżywania przygody.  W naszym ruchu funkcję systematyzującą to wcielenie się w rolę spełniają dwa duże bloki harcerskich aktywności – gry i ekspresja. Sprawiają one, że fabuła roku nie staje się obiektem pustych fantazji, ale osadzają ją w formach, które poprzez działanie budują zdrowie i zmysł praktyczny harcerzy. Samo wtłoczenie fabuły w życie drużyny również pomaga skonkretyzować abstrakcję. Jeżeli, na przykład, tematem roku jest rozbicie dzielnicowe, to pomysł na wyczyn pionierski w postaci zbudowania bramy obozowej przypominającej wrota zamku sam przychodzi do głowy. Podobnie jest z tematycznymi posiłkami na konkurs kulinarny, scenkami i piosenkami na ogniskach czy wreszcie rodzajami wyzwań jakie, przy odpowiednim zaadaptowaniu, mogą pojawić się podczas Wielkiej Gry. Fabuła roku może oferować naszym podopiecznym twórcze i rozwojowe doświadczenie. 

Jak starałem się wykazać powyżej, fabuła roku ma niebagatelne znaczenie. Tym bardziej powinniśmy się starać, by wybrać właściwą. By usystematyzować rozważania na ten temat, pozwoliłem sobie podzielić fabuły na trzy typy, każdy związany z nieco innymi wyzwaniami. Są to: fabuły oparte o dzieło kultury, fabuły oparte o wydarzenia historyczne i fabuły oparte na archetypach.

Typ pierwszy, czyli fabuły oparte o dzieła kultury zdają się być najpopularniejsze, a zarazem budzić najwięcej kontrowersji. Zanim wybierzemy konkretny film czy książkę, zastanówmy się, czy spełnia poniższe kryteria – ma w sobie pierwiastek przygody, jest jednoznaczna moralnie, jej wybór nie jest skutkiem mody czy trendu. Kwestia przygody rozumie się sama przez się. Jakkolwiek nas by nie pociągały rozterki Wokulskiego z „Lalki”, to jego życie kupieckie i romantyczne trudno będzie wpleść do gier w lesie. Powinniśmy się decydować na teksty, w których aspekt przygody będzie prosty do zaimplementowania w warunkach harcerskich, jak, na przykład, misja rycerzy Okrągłego Stołu z mitów arturiańskich. Kwestia jednoznaczności moralnej nie ma charakteru „chuchania i dmuchania”, by nasi podopieczni przypadkiem nie dowiedzieli się, że ludzie potrafią robić straszne rzeczy. Jest raczej kwestią właściwej optyki i kierowania się moralnością katolicką w poszukiwaniu wzorców. Nie będzie dobrym wzorem James Bond, który notorycznie dopuszcza się cudzołóstwa, nie będzie dobrym wzorem pełen cynizmu wiedźmin Geralt. Natomiast już Andrzej Kmicic, z uwagi na swoją metamorfozę i świadome walczenie z własnymi wadami, jak najbardziej powinien imponować. Wreszcie kwestia mody nie oznacza, że mamy sięgać tylko do literatury dawnej i czarno-białych filmów. Jest raczej zwróceniem uwagi na to, by zaoferować naszym podopiecznym światy fikcyjne inne od tych, którymi żyją na co dzień. Tematyka „Gwiezdnych Wojen”, gdy chłopaki na co dzień czytają komiksy i grają w gry komputerowe osadzone w tym uniwersum, a ich młodszy brat dostał ostatnio dmuchany miecz świetlny, w pewnej mierze zatrze niecodzienność harcerskich aktywności.

Typ drugi, czyli fabuły oparte na wydarzeniach historycznych, jest bardzo modularny. Może być ogólny, na przykład, starożytność, może się odnosić do panowania poszczególnych władców czy innych, ściślejszych okresów historycznych, jak pierwsi Piastowie, może wreszcie wskazywać na konkretne wydarzenie. Jeżeli planujemy przyszłoroczny obóz pod Grunwaldem, tematyka bitwy z Krzyżakami nasuwa się sama. W tym typie nadal jest istotny wspomniany wyżej aspekt przygodowy oraz moderowanie wyborów naszych podopiecznych tak, by nie poruszać trudnych zjawisk historycznych nietaktownie. Nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek rozsądny człowiek na to pozwolił, ale mimo to należy zaznaczyć, że harcerze nie powinni się w ramach fabuły roku wcielać w zaborców, hitlerowców czy sowietów albo innych sprawców ludzkich krzywd. 

Typ trzeci, czyli wybór archetypu, to temat roku skupiony na zbiorowym wyobrażeniu o pewnych grupach ludzi – poszukiwaczach skarbów, odkrywcach, Indianach i tak dalej. Może czerpać zarówno z kultury, jak i historii. Myślę, że ma potencjał być najbardziej wygodny i elastyczny. Aspekt przygody jest weń wpisany. W kwestiach moralnych również na drużynowym spoczywa duża odpowiedzialność odpowiedniego naświetlenia właściwych postaw, szczególnie przy tak szerokich pojęciach. Na przykład wikingowie to zarówno pogańscy najeźdźcy, który przez wielki prześladowali Wyspy Brytyjskie, jak i katolicki kupiec Leif Eriksson, który jako pierwszy Europejczyk postawił stopę na amerykańskiej ziemi. 

Ten krótki tekst jest zaproszeniem do dyskusji i polemiki. Osobiście z zieloną gałęzią miałem styczność, przede wszystkim, jako członek drużyny harcerskiej. Tym niemniej skonsultowałem się ze znajomymi szefami w sprawie fabuły roku i podjąłem próbę uporządkowania naszych rozważań w formie artykułu. Jeżeli jednak pominąłem jakiś kluczowy aspekt albo popełniłem wyraźny błąd, to czekam na twoją, Drogi Czytelniku, odpowiedź. 

Ignacy Wiński


Urodzony w roku 1998, przyrzeczenie w ostatnich dniach 2010 roku. Przez ostatnie parę lat Akela 5 Gromady Lubleskiej, prywatnie student. Zanteresowania: filozofia i historia idei, kultura i popkultura, modelarstwo.

Czy języki miłości pomagają kochać świadomie?

Myślę, że każdy kiedyś zastanawiał się nad znaczeniem słów „kocham cię”. Może myśleliście nad nimi, kiedy ktoś powiedział je w stosunku do Was? A może to Wam przyszło je wypowiedzieć?

Miłość ma różne oblicza. Inaczej kocha się rodziców, inaczej rodzeństwo, dzieci, przyjaciół, czy męża lub żonę. Ale każda miłość swój początek bierze z Krzyża. To właśnie na Krzyżu Jezus dał nam wzór, jak kochać doskonale; tym bardziej potrafimy kochać, im bardziej nasza miłość jest podobna do Jego miłości.

Miłość, chociaż sama w sobie jest bardzo prosta i przejrzysta, lubi być przez nas komplikowana. Z czego to wynika? Przede wszystkim z naszych potrzeb, które są bardzo odmienne. Jedna jest miłość, ale wiele sposobów jej wyrażania.

Gary Chapman, amerykański psycholog, antropolog i doktor filozofii, z zauważył, że wiele nieporozumień wynika z różnego sposobu okazywania sobie miłości. Na podstawie swoich obserwacji stworzył teorię języków miłości. I tak właśnie wyróżnia języki: dotyku, drobnych przysług, akceptacji, czasu wartościowego i prezentów.

Warto zauważyć, że nie opisują one jedynie miłości w stosunku do naszego ukochanego czy ukochanej, ale też do rodziców, dzieci, naszych podopiecznych czy każdej innej osoby. Czasem odkrycie tego, jaki ktoś ma język miłości, może wiele ułatwić w naszej relacji z tą osobą, w przyjaźni, zwykłej życzliwości, czy nawet w pracy. Używanie języka miłości drugiej osoby może ułatwić komunikację, bo taka osoba czuje się przez nas szanowana i doceniona.

Posługiwanie się językami miłości możemy porównać po prostu do posługiwania się językami obcymi. Jeżeli spotykamy osobę innej narodowości, którą chcemy poznać, musimy nauczyć się mówić w jej języku. Nieważne jak dużo opowiadalibyśmy jej o sobie w swoim języku, nie wniosłoby to nic w naszą relację. Analogicznie, jeżeli bardzo wyraźnie chcielibyśmy okazać komuś miłość, ale okazywalibyśmy ją w swoim języku miłości, a nie w języku tej drugiej osoby, to ona nie będzie czuła się kochana. A nawet jeśli, to na pewno nie będzie czuła się kochana w takim stopniu, w jakim mogłaby się czuć.

Przejdźmy do przykładów. Mąż całymi dniami ciężko pracuje, żeby zapewnić byt swojej rodzinie. Jego językiem miłości są drobne przysługi i on poprzez pracę okazuje miłość swoim bliskim. Jego żona teoretycznie wie, że on to wszystko robi z miłości do niej i dzieci. Ale jej językiem miłości jest czas wartościowy. Zatem żona nie czuje się kochana, bo mąż nie ma dla niej czasu. Natomiast kiedy on wraca z pracy, żona nie okazuje mu, że docenia jego pracę. Nie chwali go, a on tych pochwał potrzebuje, ponieważ jego drugim wiodącym językiem jest język akceptacji. I przez ten brak doceniania, on też nie będzie się czuł kochany. I to może być naprawdę wspaniałe, kochające się małżeństwo, ale z takich błędów komunikacji i wzajemnego nierozumienia potrzeb, mogą wynikać liczne, zbędne konflikty.

Żeby ograniczyć takie konflikty, warto mówić o swoich potrzebach i swoim języku miłości drugiej osobie. A równocześnie starać się posługiwać i wyrażać swoje uczucia wobec niej za pomocą jej języka.

Język akceptacji, zwany też językiem wyrażeń afirmatywnych, mają osoby, które potrzebują czuć się doceniane. Potrzebują, żeby zauważać ich wysiłek, potrzebują być chwalone za różne rzeczy. I nie ma tutaj znaczenia za co. Może to być pochwała za dobry obiad, ładny makijaż, czy za awans w pracy. Dużą wagę przywiązują do słów. Osoba, która nie ma tego języka często nie widzi potrzeby chwalić, dlatego że jest dla niej oczywiste, że przykładowo obiad był dobry, bo zawsze jest dobry. Ale jeżeli wiemy, że nasz współmałżonek ma ten język, naszym zadaniem jest starać się pamiętać, aby chwalić go za najmniejsze rzeczy. Dzięki temu będzie czuł się akceptowany i kochany.

Drugim językiem jest język czasu wartościowego. Osoba, która ma taki język, potrzebuje czuć, że ktoś poświęca jej czas, że ktoś „marnuje” swój czas dla niej. Słowo „marnuje” oznacza tutaj, że druga osoba mogłaby poświęcić swój wolny czas po pracy na obejrzenie meczu, czytanie książki, czy na inną rzecz, którą lubi, a zamiast tego poświęca ten czas nam. Nawet jeśli taki spacer sam w sobie nie jest atrakcyjny dla naszego chłopaka, bo woli on spędzać czas aktywnie, to pójdzie na ten spacer ze względu na nas. Język czasu wartościowego jest mocno związany z potrzebą rozmowy, czucia się wysłuchanym i zrozumianym. Jednak to nie znaczy, że oglądanie filmu w milczeniu się do niego nie zalicza. Jeśli towarzyszy temu poczucie bycia razem, to nie ma znaczenia, czy jest to film, wymienianie opon samochodowych, robienie pizzy, czy wyjazd na Majorkę.

Język miłości prezenty charakteryzuje się tym, że dana osoba potrzebuje jakiś materialnych znaków miłości. W żadnym wypadku nie chodzi o materializm i wartość pieniężną tych rzeczy, tylko o jakiś widoczny wyraz przyjaźni czy miłości. To może być liścik, zdjęcie, czy nawet serduszko narysowane szminką na lustrze w łazience przed wyjściem do pracy. Dziewczyna, która ma ten język miłości zasuszy listek, który chłopak podniósł z ziemi i dał jej na pierwszej randce. Niektórzy wolą cieszyć się chwilą i zachowywać cenne momenty w swojej pamięci, a inni, właśnie osoby z językiem prezentów, będą pamiętały o tym, żeby taki moment uchwycić na zdjęciu, na które będą mogły potem patrzeć i wspominać.

Język drobnych przysług zwany jest czasami też językiem służby. Osoby z tym językiem jako największy wyraz Miłości traktują pomoc drugiej osobie, odciążenie jej z obowiązków. Kiedy żona sama z siebie pomyśli o zawiezieniu dzieci do szkoły, żeby mąż mógł się dłużej wyspać, wtedy on, jeśli ma ten język miłości, poczuje się najbardziej na świecie kochany. Osoba z językiem drobnych przysług, widząc, że ktoś na imprezie zmywa naczynia zamiast grać w planszówki czy tańczyć, chętnie pójdzie go zmienić. Jeżeli żona z tym językiem poprosi męża o wymianę żarówki, a on o tym zapomni, a zamiast tego po pracy przyniesie jej kwiaty, ona będzie czuła się dotknięta, bo nie zrobił tego, o co go poprosiła. I kwiaty nie będą miały większego znaczenia. Będzie się nimi cieszyć dopiero wtedy, kiedy żarówka zostanie wymieniona.

Ostatnim z języków jest dotyk. Sfera seksualna jest tylko małym elementem tego języka. Sam dotyk jest dużo szerszym zagadnieniem. Obejmuje trzymanie się za rękę z chłopakiem, zmierzwienie włosów synowi, czy przytulenie się do przyjaciółki. Dla dziewczyny z tym językiem, która siedzi z chłopakiem na grillu u znajomych, ważne będzie, aby na tym grillu siedzieć obok niego, położyć mu głowę na ramieniu, po prostu być blisko. Ona może przez całego grilla rozmawiać z przyjaciółką, a on z innymi znajomymi, ale dla niej będzie się liczyć to, że jest obok. Wiadomym jest, że dotyk jest czymś, czego potrzebujemy w związku czy małżeństwie, kiedy jesteśmy zakochani. Dlatego warto zastanowić się, czy potrzebujemy tego dotyku też od innych osób i na tej podstawie stwierdzić, czy jest to nasz wiodący język. Ważną rzeczą jest też to, że każde dziecko ma ten język. Oznacza to, że rodzice, nawet jeśli dotyk nie jest dla nich naturalnym sposobem wyrażania miłości, powinni się uczyć okazywać ją w ten sposób w stosunku do swoich dzieci, które bardzo potrzebują przytulenia, pogłaskania po głowie i wzięcia na kolana.

Eurojam 2014, fot. Jan Żochowski

Choć naszą miłość wyrażamy wobec wielu ludzi i wobec każdej z tych osób jest ona inna, szczególną wagę przykładamy do miłości małżeńskiej. Amerykańska psycholog dr Dorothy Tennov przeprowadziła badania, na których podstawie stwierdziła, że etap zakochania trwa średnio dwa lata. Podczas tego etapu często wszystko jest piękne i kolorowe. Jednak kiedy zakochanie mija, wcale nie musi być nagle strasznie. Jeżeli świadomie budujemy swoją miłość, w oparciu nie tylko o uczucia, ale i o rozum, i decyzję o wspólnym budowaniu życia i walki o zbawienie ukochanej osoby, czas po zakochaniu może być równie piękny. Świadomość języków miłości może nam w tym pomóc.

Na koniec warto wspomnieć też o tym, że miłość małżeńska jest skarbem całej rodziny. Jeżeli miłość między małżonkami jest widoczna, bardzo pozytywnie wpływa to na ich dzieci. Nie można dać dziecku większego skarbu niż wzajemna miłość rodziców.

Julia Bednarek HR


Studentka 3 roku dietetyki klinicznej na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, pracuje jako instruktorka wspinaczki i prowadzi Soultrace - Ogólnopolski Projekt sportowo-ewangelizacyjny. W wolnych chwilach chodzi po górach i uprawia wszelakie sporty od wspinaczki, przez enduro do frisbee. Lubi też pisać, podróżować i poznawać ludzi. Przed pandemią wolontariuszka wrocławskiego hospicjum, do czego ma nadzieję powrócić. W skautingu pełni służbę szefowej wrocławskiego Ogniska Młodych Przewodniczek im. świętej Filomeny i asystentki hufcowej ds. żółtej gałęzi. Przed złożeniem Fiat należała do Ogniska św. Edyty Stein.

Sejmik 2021 – poważna sprawa

Krzysztof Żochowski: Czuwaj!

Jakub Rożek: Czuwaj!

KŻ: Kuba, opowiedz nam: co wydarzy się w dniach 21-23 maja 2021 roku w Niepokalanowie oraz za pośrednictwem Internetu, na spotkaniu naszego Stowarzyszenia na platformie Teams?

JR: Sejmik. Sejmik naszego Stowarzyszenia, Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza” Federacji Skautingu Europejskiego. Zgodnie ze swoim prawem, ze swoim statutem, Stowarzyszenie ma obowiązek co trzy lata zorganizować zjazd sejmikowy, na którym wszyscy czynni szefowie mogą oddać swój głos w różnych głosowaniach, w różnych ważnych sprawach. Ten Sejmik odbywa się nieco wcześniej niż trzy lata od ostatniego, ponieważ ostatni sejmik odbywał się we wrześniu, a ten odbywa się w maju. Podjęliśmy próbę sondowania lepszej daty niż wrześniowa, żeby można było zebrać więcej osób. Oczywiście planowaliśmy to przed całą sytuacją związaną z ograniczeniami wynikającymi z pandemii.

KŻ: Co w takim razie będzie się działo w trakcie Sejmiku?

JR: Szefowie będą głosować na sejmiku w licznych sprawach. Należą do nich wygłaszane na sejmiku sprawozdania zarządu, w tym sprawozdanie finansowe i sprawozdanie z działalności zarządu. Oddzielnie wygłoszone zostanie sprawozdanie naczelnika i naczelniczki z ich działalności. Każde z tych sprawozdań będzie również zatwierdzane przez Sejmik po ich wygłoszeniu. W trakcie prezentacji sprawozdań, będzie możliwość zadawania pytań z nimi związanych. Myślę, że są to dość ważne punkty, które pokazują z lotu ptaka, co się dzieje w Stowarzyszeniu.

KŻ: Kuba, wprowadziłeś nas w świat wielkich wydarzeń i spraw, które będą się odbywały na Sejmiku. Czy mógłbyś nam opowiedzieć również o tym, jak to będzie przebiegać tak bardziej praktycznie? Mam na myśli to, jak według planu ma wyglądać obecność członków naszego Stowarzyszenia na Sejmiku w Niepokalanowie, jak i udział większości z nas za pomocą Internetu w tym wydarzeniu.

JR: Najpierw opowiem może o ciekawszych rzeczach, a później o tych bardziej praktycznych. Zamysł wydarzenia jest dość interesujący. Za ekipę merytoryczną odpowiada Jakub Siekierzyński, który ułożył wraz z nią plan, opierający się na narracji sejmowej, dawnej tradycji sejmowej I Rzeczypospolitej i według tej narracji buduje całą opowieść naszego Sejmiku. Oczywiście musimy również odbyć część formalną, która jest najważniejsza i po nią się spotykamy, ale jak wiadomo nasz chyży duch harcerski nie pozwoli, aby tylko i wyłącznie siedzieć i słuchać różnych sprawozdań. Będzie, więc również miejsce planie Sejmiku, aby pośpiewać, porozwiązywać quizy czy obejrzeć Skautowy Teatr Telewizji. Dodatkowo, są zaproszeni członkowie innych stowarzyszeń naszej Federacji, którzy będą się z nami łączyć online. Także w ten sposób odwiedzi nas również abp. Cyryl Wasyl, więc atrakcji będzie trochę.

Natomiast technicznie wygląda to tak, że cały Sejmik jest zdalny i nawet Ci, którzy będą w Niepokalanowie, czyli np. zarząd, kandydaci do Rady Naczelnej, osoby prezentujące kandydatów, ekipy techniczne, ekipy merytoryczne – łącznie grupa kilkudziesięciu osób – będą głosować zdalnie.

Plan Sejmiku jest podobny do sejmików, które się odbywały w normalnych warunkach. Zaczyna się w piątek wieczorem. Odbędzie się wówczas rozpoczęcie Sejmiku. Natomiast w sobotę odbędzie się oficjalne rozpoczęcie obrad. Wtedy odbywają się najważniejsze części obrad – sprawozdania, głosowania, jak również posiedzenie Rady Naczelnej już w nowym składzie, która będzie wybierać nowy zarząd. Następnego dnia, w niedzielę, na apelu porannym, który odbędzie się po Mszy Świętej, zostanie zaprezentowany nowy skład zarządu.

Przewodniczący SHK „Zawisza” FSE Jakub Rożek, Rada Federalna w Laskach, 2018 r., fot. Krzysztof Żochowski

KŻ: Kuba, tak jak wspomniałeś, Sejmik nie będzie się opierać jedynie na samych obradach, ale będzie zawierać również ducha skautowego. Ten duch skautowy można wyrazić nie tylko w trakcie samego Sejmiku, ale również poprzez udział w różnych aktywnościach i konkursach jeszcze przed jego rozpoczęciem. Czy mógłbyś nam przybliżyć to, co dzieje się obecnie w mediach społecznościowych Skautów Europy? Jakie działania podejmujemy w celu promocji tego wydarzenia wewnątrz naszego Stowarzyszenia?

JR: Tak, dużo się dzieje w ramach portali społecznościowych. Po pierwsze, już odbywa się ta narracja sejmikowa, jest budowane to napięcie przed samym wydarzeniem. Został nagrany film promujący, który przybliża nas do fabuły Sejmiku, są organizowane konkursy, do których odsyłam na nasze profile. Odsyłam również do innego filmiku, w którym HR. Tomasz Szydło opowiada o historii i o randze tego wydarzenia, jakim jest Sejmik naszego Stowarzyszenia. Dużo się dzieje, na pewno zachęcam do śledzenia, ale zachęcam również do czynnego udziału w Sejmiku. Czynny, w tym roku poprzez uczestnictwo online, gdzie każdy hufiec może przedstawić swojego kandydata do Rady Naczelnej, a także gdzie szefowie czynni naszego Stowarzyszenia mogą głosować na tych kandydatów, którzy będą mieli szansę decydować o wyborze nowego zarządu Stowarzyszenia.

KŻ: Bardzo Ci dziękujemy za rozmowę dla Przestrzeni! Na koniec chciałbym Cię jeszcze prosić o wskazówkę, czy też przesłanie dla szefowych i szefów naszego Stowarzyszenia, jak mogą się dobrze przygotować do tego wydarzenia, momentu w historii, jakim jest Sejmik.

JR: Po pierwsze służyć harcerzom, wilczkom, najlepiej jak się da. Myślę, że to jest najlepsze przygotowanie do Sejmiku. A drugim przygotowaniem jest nowenna do Ducha Świętego. Nieprzypadkowo na data tego Sejmiku została wybrana w weekend, w który przypada Święto Zesłania Ducha Świętego. Myślę, że ta nowenna jest tutaj tym bardziej dobrym pomysłem. Modlenie się o światło Ducha Świętego dla osób wybierających, dla osób wybieranych i dla nowych członków Rady Naczelnej i Zarządu jest niezwykle wskazana.

KŻ: Raz jeszcze bardzo Ci dziękujemy i obiecujemy wytrwałość w modlitwie, jako redakcja. Myślę, że również nasi czytelnicy wspierają w ten sposób nasze Stowarzyszenie w tych szczególnych dniach. Mam nadzieję, że już niedługo wszyscy zobaczymy się czy online czy na żywo w Niepokalanowie. Czuwaj!

JR: Czuwaj! I również dziękuję.

Krzysztof Żochowski


Krzysztof Olaf Żochowski HR – Sekretarz Redakcji Przestrzeni. Pochodzi z 1. Hufca Garwolińsko-Pilawskiego, gdzie pełni funkcję szefa kręgu wędrowników. Jest asystentem namiestnika wędrowników. Obecnie pracuje jako lekarz stażysta w Szpitalu Powiatowym w Garwolinie.

Tam gdzie jest miłość, nie ma nudy

Zachęcamy do zapoznania się z wywiadem z duszpasterzami naszego Stowarzyszenia, księdzem Mateuszem Chmielewskim i księdzem Grzegorzem Jankowskim, o pracy z wilczkami i trudnościach w głoszeniu dzieciom Ewangelii we współczesnym świecie.

Agata Kocyan: Wilczki są w dość trudnym wieku dla nas jako wychowawców – jedną nogą stają jeszcze w beztroskim dziecięcym świecie, drugą nogą kroczą już powoli ku czemuś dojrzalszemu. Bunt i testowanie granic opiekunów to naturalne zjawisko dzieci w tym wieku. Czy podobny bunt pojawia się również względem Boga? Czy dzieci próbują podważać nijako ‚narzucony’ autorytet Stwórcy czy wręcz przeciwnie, chcą dowiedzieć się o nim czegoś więcej?

Ks. Mateusz Chmielewski: Czas przeżywania buntu to raczej czas bycia w zastępie, a nie w gromadzie, chociaż oczywiście może się on pojawić u najstarszych wilczków. Bunt ten, jest wtedy buntem przeciwko wcześniej przyjmowanym prawdom, które do tej pory były akceptowane z dziecięcą ufnością. Taką prawdą jest również prawda o Bogu. Dlatego tak ważne jest, aby i na tym etapie towarzyszyć wilczkom, cierpliwie odpowiadać na pytania, być wobec nich wyrozumiałym, pozwolić im na zadawanie pytań i na poszukiwanie odpowiedzi. Nie bójmy się tego! Ich dotychczasowy obraz świata, Boga będzie ulegał powolnemu rozbijaniu, żeby za jakiś czas na nowo się poskładać. Jest to pewnego rodzaju odrzucenie, po którym może nastąpić bardziej świadome przyjęcie. Mądra, wrażliwa obecność Akeli jest tutaj bardzo konieczna.

Sięgnijmy wtedy do naszych doświadczeń „kryzysów” wiary i mądrze bądźmy przy tych wilczkach, którzy mają bunt. Jak kiedyś chcieliśmy, aby „świat dorosłych” reagował na nasz bunt? Czego wtedy od nich potrzebowaliśmy? Nauk, morałów, porad, sprzeciwu, pouczeń czy pełnego miłości towarzyszenia, które daje wolność poszukiwań? Przy ich chwiejności, zmienności i labilności bądźmy dla nich bezpieczną przystanią akceptacji. Jeżeli wyrażają bunt na Boga lub na świat, który ich zaczyna boleć to pokażmy, że mogą to robić w autentycznej relacji z Bogiem na modlitwie (rozmowie jak z przyjacielem). Niech mówią Mu o swoim buncie, że czegoś nie rozumieją, że z czymś sobie nie radzą. Przemienić to się więc może w pewnego rodzaju lamentację. Lament, narzekanie, niezgoda, wyrażany ból staje się modlitwą – odniesieniem tego wszystkiego do Boga. Przejście do zastępu może pomóc w rozwiązywaniu wątpliwości, bo jest bardziej związane ze środowiskiem rówieśników i trochę starszych harcerzy, którzy w inny sposób niż dorośli otwierają przed najmłodszymi perspektywę wiary.

Ks. Grzegorz Jankowski: Ja myślę, że o buncie Boga nie mówiłbym jeszcze tutaj. To wszystko zależy też od rodziny i od przeżywania wiary w rodzinach. Podstawowym ‘problemem’ jest problem rodziców, którzy powinni być świadkami, a to nie w przypadku wszystkich wilków tak funkcjonuje. Aczkolwiek, już około 8 lat jestem duszpasterzem i mam styczność z środowiskiem skautowym i wilczkami, ale tak bezpośrednio nie zetknąłem z buntem Boga, jeżeli chodzi o dzieci, zwłaszcza, że w dzieciach pozostaje jeszcze takie naturalne poczucie Pana Boga, które wynoszą z domu. Jeszcze przyjmują to, co im się przekazuje, co się im mówi, do czego się je prowadzi.

Oczywiście może się pojawić jakieś marudzenie przy elementach religijnych  jak adoracja na przykład, ale to tak jak z wszystkimi innymi zajęciami – “nie chce mi się” czy coś takiego. Problem w tym, żeby znaleźć sposób jak z jednej strony nie popuścić, a z drugiej, żeby zachęcić wilczka do tego do skorzystania z okazji. To jest tak jak z buntem, z marudzeniem przeciwko właściwie wszystkiemu.

Jak wilczkowi pomóc w przełamaniu się? Dam taki przykład. Kiedyś  nie mogłem być na stałe na obozach wilczkowych i dojeżdżałem. Jedna mama poprosiła mnie o przywiezienie jej syna dzień wcześniej. Opowiedziała mi przy okazji, że jej synek zaczął marudzić tuż przed obozem. Ona mu powiedziała: “Słuchaj, jesteś zgłoszony, jedziesz.”. Jadąc późnej z tym wilczkiem zapytałem jak tam obóz. Ależ był zachwycony! Zaczął mi wszystko opowiadać, mówił, jak fajnie było. I ja tak pytam: “A ty tak chętnie pojechałeś na ten obóz czy ci się nie chciało?” “No nie, no nie chciało mi się za bardzo, ale mama powiedziała, że mam jechać i pojechałem.” “A widzisz – mówię mu. – Człowiekowi się nie chce, to nawet nie wie, ile może stracić. A jak przełamie, to coś o wiele większego zyskuje” Ziarno zostało rzucone. Czy w przyszłości będzie to miało jakiś wpływ na niego, na jego decyzje, nie wiem, ale to jest taki przykład tego jak czasami warto po prostu powiedzieć. Pokazać: “Zobacz. Widzisz ile zyskałeś dzięki temu. że przełamałeś swoje niechcenie?”. Marudzenie i jęczenie to są rzeczy bardzo typowe dla dzieciaków. Przychodzi taki moment, że nie chce im się. Właśnie w skautach wilczkach jest wiele takich sytuacji, kiedy mówią “nie chce mi się”, a potem raz, drugi, trzeci, czwarty i dotrze do nich, że warto. No kształtowanie charakteru, nie ma co.

A.K.: Świat się zmienia coraz szybciej, internet powszechnieje i odwodzi swoją kolorową zawartością od Boga. Co współcześnie jest największą konkurencją dla Jezusa i jak kolokwialnie mówiąc „sprzedawać” Słowo, by wilczki nie straciły zainteresowania wiarą?

Ks.M.Ch.: Cytując klasyka: „Co nam hańba, gdy talary mają lepszy kurs od wiary!”. Każda epoka ma swoich bożków – konkurentów Boga. Co mamy robić wobec tego? Czasami możemy podpatrzeć jak to robi świat, jakich stosuje metod, aby głosić swoje prawdy i swoje wartości. Szukajmy sposób, aby w sposób kolorowy i głęboki przekazywać słowa Jezusa. Metody są tu jednak drugorzędne w stosunku do roli przykładu życia.

 Bł. Paweł VI mówił, że „współczesny świat potrzebuje bardziej świadków, aniżeli nauczycieli. A jeżeli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”. Troska o atrakcyjne narzędzia, inspirujące metody, nowoczesne techniki, przystępny dla współczesnego dziecka sposób mówienia o Bogu – to jest wszystko bardzo ważne, niezbędne i konieczne. Jednak ważniejsze i bardziej konieczne jest osobista fascynacja Jezusem i Jego Słowem, która jest widoczna w życiu Akeli. Pociągnięty przez Jezusa pociągnie z większą mocą kolejnych. Mówiąc więc kolokwialnie, „sprzedać” Słowo możemy wtedy, kiedy je na serio „kupiliśmy”.

Pociągnięty przez Jezusa pociągnie z większą mocą kolejnych. Mówiąc więc kolokwialnie, „sprzedać” Słowo możemy wtedy, kiedy je na serio „kupiliśmy”.

Ks. Mateusz Chmielewski

Ks.G.J.: *śmiech* Oj, to jest bardzo trudne pytanie. Nie wiem czy nie trzeba by z dobrymi psychologami, z dobrymi pedagogami rozmawiać.

Jak w atrakcyjny sposób sprzedać Słowo Boże? Ja bym tutaj widział jedną tylko rzecz, mianowicie, żeby rzeczywiście na każdej zbiórce było Spotkanie ze Słowem Bożym. Ono nie musi być długie. Ale żeby było często. To metoda drobnych kroków. Nie dużo, tylko często. Często, a po trochu. Takie troszeczkę oswajanie się. Może nie od razu do nich dociera wszystko, ale jednak, wydaje mi się, że mimo tak zwanej konkurenci, to Słowo samo w sobie jest atrakcyjne. Samo z niego się wydobędzie. “Zobacz dziecko, taki właśnie jest Pan Bóg. Tak objawia się jego dobroć, tak objawia się jego miłość. Nikt nic innego ci nie da tylko właśnie to, co jest w tym Słowie Bożym zawarte.”

A.K.: Teraz przyszło mi do głowy takie pytanie – Co może być atrakcyjne dla wilczka w słuchaniu Słowa Bożego, w spotkaniu ze Słowem?

Ks.G.J.: To, żeby pokazać, jaki jest Pan Bóg, czyli – że jest dobry, że chce naszego dobra i chce przede wszystkim dać ci Niebo. Myślę, że to jest to, o czym dzisiaj się nie mówi tak wiele. Nie mówi się, że Pan Bóg chce dać ci Niebo, chce żebyś był w Niebie. I to jest podstawowa rzecz. Będzie pięknie, wspaniale, nie będzie żadnych chorób, ludzi skrzywdzonych, nie będzie tego całego zła. Do tego dążymy. Droga nie jest łatwa, ale możliwa. Ja tutaj polecam pewną panią psycholog, Bognę Białecką, która m.in. bardzo dużo mówi o tym wychowaniu właśnie dziecka wiary, dziecka religijnego, o wychowaniu chrześcijańskim. Rodzicom zależy na tym ni na tym, by jakoś tam wychować to dziecko, ale żeby wychować to dziecko dla Pana Boga. To jest najważniejsze. Jest na YouTube kilka jej konferencji, które są według mnie genialne, warto się z nimi zapoznać.

Słowo Boże samo w sobie może być atrakcyjne, tylko jak to przekazać, w jakiej formie, a to już jest inna kwestia. Ja się skłaniam ku temu, żeby za bardzo nie przesadzić. Żeby jednak mimo wszystko na samym Słowie się skupiać, żeby nie zaciemnić tego Słowa jakimiś metodami, których dzieci i tak nie zapamiętają. Jasno i wprost – to jest Słowo Boże. Z resztą jest jeszcze inna rzecz dzisiaj ważna, mianowicie dzieci i młodzież nie są nastawione na słuchanie, tylko na oglądanie.

A.K.: Tak, na obrazki, obrazy, memy i filmiki.

 Ks.G.J.: Tak. To może być jedyna okazja, jedyna sytuacja, gdzie można jakąś  jedną myśl przekazać dziecku. Jedna myśl powtórzona kilka razy, po to żeby zapamiętało.

Ks. Grzegorz Jankowski, fot. Krzysztof Olaf Żochowski

A.K.: Takim bardzo ważnym elementem wychowywania wilczka jest jako chrześcijanina, oprócz Spotkania ze Słowem na zbiórkach, są Msze Święte. Bardzo Szczególny Temat. Spora część dzieci nie lubi liturgii, bo jest nudna, długa, niepotrzebna. Jak zaangażować wilczki w Mszę Świętą? Jak sprawić, by dzieci polubiły spotkanie z Bogiem?

Ks.M.Ch.: Warto zacząć od podkreślenia, czym Msza Święta jest i po co się na nią chodzi. Chodzi o to, żeby próbować tę tajemnicę zrozumieć i widzieć jej sens. Wszystko co robimy w życiu duchowym ma być robione z „głową i sercem”. Nie chodzi o wyuczenie rytuałów, choć przyzwyczajanie i wypracowanie nawyku regularnego bycia w kościele są tutaj ważne. Najpierw jednak trzeba, aby każdy Akela sam bardzo świadomie odpowiedział sobie na postawione wcześniej pytania. Pomocą w temacie Eucharystii może być oczywiście duszpasterz gromady, który warto, aby podczas swojego „kwadransu” na zbiórce pomógł wilczkom w zrozumieniu Mszy korzystając np. z książeczki „Skąd wzięła się i czym jest Msza święta?”. Warto również ukazywać Mszę, jako spotkanie z Jezusem, który kocha i którego my chcemy bardziej pokochać. U babci też jest czasem długo i nudno, ale z tego powodu, że ją kochamy, to ją odwiedzamy. Tak się wyraża miłość. Oczywiście, należy zrobić wszystko, aby wilczki mogły głęboko i aktywnie przeżywać Mszę Świętą. Będzie to bardziej możliwe: gdy nauczą się wzbudzać intencję przed Mszą i przygotowywać się do niej poprzez odpowiednią modlitwę, ciszę i skupienie; gdy zrozumieją znaki liturgiczne i będą je świadomie wykonywać; gdy zaangażują się w śpiew; gdy będą wiedziały co odpowiadać na słowa księdza podczas liturgii; gdy przygotują modlitwę wiernych i będą mogły ją odczytać; gdy pomogą np. w przygotowaniu krótkiej scenki (pantomimy, animacji), która będzie pomocna duszpasterzowi podczas homilii dla dzieci; gdy będą zawsze w stanie łaski uświęcającej, aby przyjmować zawsze Jezusa do swojego serca; gdy nauczą się dziękować za Mszę po jej zakończeniu; gdy będą służyli przy ołtarzu lub będą blisko niego, aby móc widzieć wszystko co się dzieje w przestrzeni prezbiterium. Na koniec znów pragnę podkreślić, że najważniejsze jest tutaj serce wilczka, w którym chcemy rozpalić miłość do Jezusa Eucharystycznego, i że bardzo ważny jest przykład przeżywania Mszy Świętej przez Akelę i przybocznych.

Ks. Mateusz Chmielewski, fot. Krzysztof Olaf Żochowski

Ks.G.J.: I to jest temat podstawowy i tutaj można by mówić bardzo dużo. Najpierw takie założenie – my nie zawsze sprawimy, że wilczek od razu będzie bardzo szybko pojmował i zrozumie istotę Eucharystii. Potrzeba pewnej  perspektywy, by wiedzieć, że to co dzisiaj siejemy, owoce wyda później. Powiem w ten sposób, używając takiego pewnego obrazu, pewnej przenośni – jeżeli stoimy u podnóża góry, którą chcemy zdobyć, to ten cel jest tam na tej górze i  trzeba na nią wejść. To jest wielki wysiłek. Czasami się nie chce, czasami człowiek rezygnuje. Spotkanie z Panem Bogiem jest tym szczytem góry. A to co jest drogą to jest pewien proces, który się dokonuje.

 W odniesieniu do Eucharystii, po pierwsze znów – drobne rzeczy, a często. Chodzi o wiarę w to, że Pan Jezus jest, kropka. To później przełoży się na to, że tam gdzie jest miłość, nie ma nudy. I do tego prowadzimy, to jest ten szczyt.

Chodzi o wiarę w to, że Pan Jezus jest, kropka. To później przełoży się na to, że tam gdzie jest miłość, nie ma nudy. I do tego prowadzimy, to jest ten szczyt.

Ks. Grzegorz Jankowski

Tam gdzie jest miłość, nie ma nudy. Tutaj jest bardzo potrzebnych kilka elementów. Przede wszystkim przygotowanie, czyli powiedzenie jasno dzieciakom, że w czym my właściwie uczestniczymy.

Opowiem pewną historię, która mi otworzyła oczy na to, jak to jest ważne, żeby robić to takimi drobnymi krokami. Przyjechała raz do mnie gromada na zimowisko i Akela w pewnym momencie mówi, że chciałaby zrobić dzieciom adorację o tej i o tej godzinie. Mówię jej “Słuchaj, w tym czasie jest adoracja w kościele. Przyjdź z nimi. To nie jest adoracja prowadzona przez kogoś. Każdy w tym momencie może wejść i wyjść, kiedy chce. Nie będziecie nikomu przeszkadzać.” I zrobiła to. Przyszła dosłownie chyba na 10 minut z tymi dzieciakami. Na drugi dzień odwiedziłem te wilczki i mówię “Słuchajcie, no taki najpiękniejszy widok jaki wczoraj widziałem, to jak wyście mi wczoraj przyszły na adorację.” Wilczki podbudowane. Za dwa tygodnie Akela mówi mi “Jak to dobrze, że ksiądz to powiedział. Ja ich przed adoracją przygotowywałam, chciałam ich dobrze wprowadzić, niektóre dzieci marudziły, że nie, one chyba nie chcą. Ale powiedziałam im, że idziemy.” I tu dwie ważne rzeczy. Po pierwsze, jest tutaj więcej niż jeden autorytet. Jest Akela, jest ksiądz, którzy mówią to samo. A jeszcze jakby się okazało, że i rodzice mówią to samo to już w tym momencie dla tego dziecka to jest czymś naturalnym. I drugie, że nie musi być długo. Krótko, ale częściej. Czasami wydaje mi się, że trzeba też myśleć o tym, że jeżeli zbiórki się zaczynają lub kończą przy kościele, przy parafii, to żeby była dosłownie jedna minuta na wejście do kościoła na chwilę na adoracje z takim zaznaczeniem, tu mieszka Pan Jezus. I do wyrabia, tak nie ładnie mówiąc, pewne nawyki.

To samo jest w odniesieniu do Mszy Świętej. Tutaj jest z resztą rola duszpasterza, żeby też wyjaśniał co to jest, żeby wprowadzał. To jest to budowanie, to jest to cały czas wspinanie się pod górę na szczyt. Cały czas do przodu. Krok po kroku. Nie dużymi susami. Krok po kroku, i to w naturalny sposób w pewnym momencie może pomóc dziecku. Jest też kwestia żywego uczestnictwa, żywego udziału, również i funkcji które są w czasie Mszy Świętej, np. na obozie. To nie jest tak tylko, że siedzimy, nie wiadomo co robimy, tylko że my razem uczestniczymy w tej Mszy Świętej. Też mamy coś do zrobienia, to nie jest tak tylko, że ja przychodzę i mszę ksiądz odprawi, byłam, nawet komunię przyjęłam i koniec. My, razem – pod przewodnictwem księdza, bez którego Pan Jezus nie zejdzie na ten ołtarz – my razem tworzymy to wydarzenie. Ale najważniejszą szczególną rzeczą jest podkreślanie cały czas, to jest Pan Jezus. To nie jest przedstawienie, to nie jest film, to nie jest jakieś przypomnienie czegoś co było. To jest żywy Pan Jezus.

Myślę, że dzieci mają więcej takiego zmysłu przyjmowania tych prawd. Wspomniana przeze mnie pani Bogna Białecka opowiadała o ojcu Badenim, który mówił, że dzieci są najlepszymi mistykami. One później gdzieś to zatracają. Dzieci w najbardziej oczywisty sposób przyjmują jak ksiądz wytłumaczy, że przed Msza to jest zwykły chlebek, a po przeistoczeniu to już nie jest chlebek, to już jest Pan Jezus prawdziwy. Chociaż wygląd ma tak jak chlebka. Wydaje mi się, że to jest dzisiaj ogólny problem w kościele, nie tylko dotyczy to wilczków czy harcerzy – utrata wiary w to, że to jest Pan Jezus. Za dużo uwagi zwracamy na rzeczy zewnętrzne, na oprawę, a za mało na to, że to jest Pan Jezus, kropka, i to już nic więcej nie trzeba.

Agata Kocyan


Akela w Łomiankach. Studiuje Psychologię. Nuda dla niej nie istnieje - w wolnym czasie gra na gitarze, pisze piosenki (również wilczkowe :)), rysuje, czyta, ogląda filmy, bawi się z pięciorgiem młodszego rodzeństwa. Marzy o pracy aktorki dubbingowej i napisaniu książki.

Wstążeczki – przepis na skauting idealny?

Obóz letni. Poranek. Budzę się. Przecieram oczy, patrzę na zegarek.

– Motyla noga! Zaspałem – uświadamiam sobie. – Panowie wstawać, mamy pół godziny opóźnienia. Wstajemy! 3, 2, 1… Jedna pompka, druga pompka… – nie zdążyłem doliczyć do pięciu, wszyscy już na nogach. – KORMORAN SIĘ BUDZI!! – krzyczę.

– wcale nie marudzi… – odpowiadają mi zaspanym głosem.

– Głośniej, chłopaki, żeby Kraal usłyszał. KORMORAN SIĘ BUDZI!?

– WCALE NIE MARUDZI.

– Świetnie. No to rozgrzewka. Ruchy, ruchy! Wstążeczki „Sport” nie dostaje się za leżenie! Jedno okrążenie, drugie, trzecie, skłony, pompki.

– Czas na toaletę – oznajmiam, jednak chłopaki protestują – Antek, woda jest lodowata, jutro się umyjemy! 

– O nie, nie. Czyżbyście zapomnieli, że do „Czystości” wlicza się także liczba wziętych pryszniców? Rozumiem chłopaki, że jest zimno, ale wiecie – kontynuuję – drużynowy obserwuje. Bierzcie rzeczy.

Idziemy, ale ja nie lubię tracić czasu, mówię – Hej ludzie, pomyślcie nad nowym okrzykiem. – To zawsze dodatkowe punkty do „Ekspresji”… – myślę sobie.

Apel, śniadanie i zaczynamy pionierkę.

– Kuba, Mati, zróbcie stół. Tu macie szkic… – czekaj, Mati, wiązanie musi być estetyczne – sznurek przy sznureczku. Może jednak ja pomogę Kubie ze stołem, a ty pójdź kopać lodówkę.

Pracujemy. Dochodzi dwunasta.

TUUUU TU TU – w całym lesie rozchodzi się dźwięk rogu, a po chwili wszyscy zgodnie krzyczą – INTENDEEEENCI!

– Miska! Gdzie jest miska? – Janek nerwowo rozgląda się po gnieździe.

– W skrzyni – odpowiadam. Wiem, bo schowałem ją tam przed porannym sprawdzaniem czystości.

Rozpoczyna się wyścig. Nie dziwi, że po 10 sekundach przy Kraalu pojawia się pierwszy intendent. Dobrze jest być tym pierwszym. Można liczyć na coś ekstra. Bonusową czekoladę na przykład.

Wracają intendenci, a po chwili do mych uszu dociera kolejny sygnał. TUUUU TUUU TUUU TU TU – Muszę iść. Drużynowy oznajmia nam, że każdy obiad będzie oceniany w czterech kategoriach: smak, wygląd, pomysł, pełnowartościowość – w końcu wstążka za gotowanie to nie tylko Konkurs Kulinarny.

Wracam do gniazda. Bartek jest kucharzem od niedawna. Daję mu więc solidną garść porad, co mógłby zrobić lepiej. Trzeba zawalczyć o każdy punkt.

Po obiedzie czas wolny. Siadam. Chłopaki leżą. Odpoczywam… znaczy, staram się. W końcu wyrzuty sumienia biorą górę – Jak można tak leżeć, kiedy jeszcze tyle do zrobienia? – pytam sam siebie.

– Chłopaki – zaczynam – jak już tak odpoczywamy, to chociaż pomyślmy nad scenką na wieczorne ognisko. Nigdy nie dostaliśmy wstążeczki za ekspresję. W tym roku musimy dać z siebie 200% – namawiam ich.

Po odpoczynku wracamy do pracy. To ostatni dzień pionierki. – Ruszcie się, bo będziemy kończyć pionierkę po nocy – zachęcam chłopaków.

– 15 dni później –

Obóz dobiega końca, jestem wyczerpany.

– Koniec kurna! KONIEC! – wykrzykuję, gdy autokar pojawia się w mieście. Moją radość potęguje 5 nowych wstążeczek na proporcu.

Drużynowy też wygląda na szczęśliwego – 3 metry kolorowych tasiemek, kłębek muliny, igła i chłopaki dają z siebie 200% procent – rzuca do swojego przybocznego. W końcu skauting robi się sam. – kontynuuje – Czyż to nie prawdziwy sukces wychowawczy?

Obóz 1. Drużyny Kozienickiej 2020, fot. Piotr Krekora

Powyższa (nieco przerysowana) historia jest zbiorem pewnych zachowań z obozów letnich. Skondensowałem w niej moje obserwacje, poczynione na przestrzeni kilku lat, by zilustrować, w jaki sposób system wstążeczek może oddziaływać na chłopaków w drużynie. W dalszej części artykułu omówię cel stosowania wstążeczek i wspólnie zastanowimy się nad sensownością tego rodzaju motywacji.

Po co nam wstążeczki?

Można powiedzieć, że jest to swego rodzaju wykorzystanie motoru „interes”. Wstążeczka jest artefaktem, zwiększającym atrakcyjność zwycięstwa. A zdobywane na zasadzie konkursu dają przestrzeń do rywalizacji, do wykazania się, czy do pokazania, że jest się lepszym od innych. Wstążeczki pomagają też przekonać chłopaków, by zrobili coś, co samo w sobie nie jest wystarczająco zachęcające, ale co w naszej opinii, jest wartościowe.

Prawdą jest, że często z pozoru zwykły kawałek materiału z napisem „Pionierka” wyzwala w chłopakach niesamowite pokłady energii. Motywuje, by dawali z siebie 200%, by pracowali dniem i nocą. Robili rzeczy ponadprzeciętne – dziewięciometrową wieżę czy kaplicę bez użycia kawałka sznurka. Prawdą jest, że wstążeczki potrafią być motywatorem do zrobienia trzydaniowego posiłku na „Kulinarkę” czy genialnej scenki na ognisko.

Tylko czy dążąc do takich sukcesów, nie gubimy prawdziwego celu? Czy nie zapominamy o tym, co najważniejsze? Bo przecież głównym celem skautingu jest wszechstronny rozwój chłopaków. Chcemy, by nasi chłopcy stawali się coraz lepszymi chrześcijanami i obywatelami.

Bez wątpienia kaplica na czopy to super sprawa. Nie wtedy jednak, gdy chłopaki rezygnują z wieczornej modlitwy w zastępie albo odpoczynku, by kończyć ją po nocach.

Trzydaniowy obiad na „Kulinarkę”, podany na samodzielnie wykonanej przez chłopaków drewnianej zastawie, to marzenie wielu drużynowych. Dzięki wstążeczkom takie dzieła się urzeczywistniają.

Wydaje się, że zastęp wracający z 5 wstążeczkami z obozu pracuje wzorowo. Czy więc w takim zastępie może coś nie działać?
Niestety tak. Przede wszystkim system funkcji. Bo zastępowemu tak bardzo zależy na wygranej, że na „Kulinarce” przejmuje dowodzenie nad przygotowywaniem posiłków. Kucharz jeszcze nie ma tak dużego doświadczenia i w perspektywie wygrania wstążeczki lepiej, by zajął się tym ktoś bardziej doświadczony. Gdy zdejmuje się odpowiedzialność z funkcyjnych po to, by zdobyć ten wymarzony kawałek materiału, gubi się to, co w skautingu najważniejsze. Chłopaki przestają czuć się ważni, kompetentni, potrzebni. A przecież, by czegoś się nauczyć, trzeba popełniać błędy. System, który punktuje tylko sukcesy, nie daje przestrzeni dla pomyłek.

Wydaje mi się, że konieczność stymulacji nagrodami, świadczy o niewłaściwym dopasowaniu zajęć do marzeń i pragnień chłopców. Jeśli motor „interes” działałby dobrze, to harcerze robiliby to, co naprawdę ich pociąga. W końcu zadaniem drużynowego jest właściwe ukierunkowanie energii chłopca. Nie przekierowanie, nie centralne sterowanie, nie narzucanie. Znalezienie w nim dobra i zachęcenie do rozwijania go.

Cała trudność polega na dobrym poznaniu chłopaków i właściwym odpowiedzeniu na ich potrzeby. To co wydaje się nam wartościowe, ważne i potrzebne, z perspektywy chłopaków może być po prostu nudne. Jeśli polegamy wyłącznie na swoich preferencjach, może okazać się, że tworzymy sztuczne potrzeby. Weźmy dla przykładu poranne sprawdzanie czystości. Tylko najpierw pomyślmy, po co to robimy? Może, by się sanepid nie przyczepił, może żeby było estetycznie, by nie latały muchy, by łatwo i szybko móc znaleźć miskę, apteczkę czy łopatę. Czystość ma dużo zalet, dlaczego więc większość chłopców nie chce sprzątać? Może z braku świadomości konsekwencji życia w brudzie? Bo każemy im posprzątać i nie pozwalamy im, by przekonali się o negatywnych skutkach bałaganu na własnej skórze? Może dlatego, że Kraal sam nie daje przykładu, co może świadczyć, że przedstawiane przez nas zalety wcale nie są takie ważne? Nie jestem naiwny i zdaję sobie sprawę z tego, że bez sprawdzania czystości, ciężko by chłopcy sami zadbali o porządek. Jeśli czystość ma rzeczywiście tyle zalet, to chłopaki prędzej czy później powinni zacząć o nią dbać. I pewnie już nigdy nie będą mieć tak pięknie ułożonych śpiworów i ubrań złożonych w prostokąt. Bo widocznie jest to strata czasu. Rozmawiajmy na radach, wskazujmy na zalety porządku w gnieździe, dawajmy przykład. To nie jest prosta droga. Jednak tylko w taki sposób mamy szansę, by te dobre praktyki chłopaki przenieśli do swych domów, gdzie już nie będzie drużynowego, który kontroluje i nagradza.

Czasem odnoszę wrażenie, że każdy pojawiający się problem próbujemy rozwiązać za pomocą wstążeczek. Chłopakom nie chce się śpiewać? O to może zróbmy wstążeczkę „Rozśpiewany zastęp” albo zacznijmy wliczać śpiewanie w drodze do „Ekspresji”. Gotują byle jak, byle szybko? To zamiast samego „Konkursu kulinarnego”, zacznijmy oceniać każdy obiad.

Ocenianie coraz to nowych aktywności może przyczynić się (co najwyżej) do wyścigu szczurów na obozie i frustracji zastępowych, którzy dla wstążeczki będą gotowi (nieświadomie) poświęcić system funkcji i rozwój zastępu.

Oczywiście część osób powie: „Jak to tak, bez wstążeczek? Przecież chłopaki nic nie będą robić przez całe dnie”.

Jeśli jednak biorą oni udział w Wielkiej Grze tylko z powodu wstążeczki, to czy takie uczestnictwo ma sens?

Ktoś dalej powie: „Ale tak działa świat, dzisiaj nikt nic nie robi bezinteresownie”. Nie wątpię.  Tak samo, jak w to, że dzisiaj każdy korzysta z telefonu.  A jednak w harcerstwie ich unikamy. Staramy się nie ulegać bezkrytycznie temu, co dzieje się na świecie. Może i ze wstążeczkami się uda.

Powiedzieliśmy „NIE” karom, stawiając na naturalne konsekwencje. Może czas postawić kolejny krok?

„NIE” dla nagród. Tylko co w zamian? Może… konsekwencje?

Nie sprzątacie w gnieździe? Nie dziwcie się, że nie możecie znaleźć strojów na grę i spóźnicie się na pierwszą fazę. Nie chce wam się gotować obiadu? – no to jedzcie suchy makaron. Bądźmy konsekwentni w tych naszych konsekwencjach, bo nagroda w gruncie rzeczy bardzo się od kary nie różni. Zaburza naturalne konsekwencje.

Wróćmy też do tego, co nas do harcerstwa zachęciło. Grajmy dla zabawy, dla zdrowej rywalizacji. Rozwijajmy się w swojej funkcji po to, by być potrzebnym zastępowi. Róbmy wspaniałą pionierkę, by godnie i wygodnie obozować. Obozujmy dla obozowania tak po prostu, dla kontaktu z naturą. Budujmy wspólnotę na ogniskach i śmiejmy się na scenkach. Nie przyszliśmy do harcerstwa po wstążeczki. Nie pozwólmy, by odbierały nam przyjemność ze zwykłych czynności, poprzez ocenianie każdego aspektu obozowego życia. Rozwijajmy się, ale bez spiny, bo inaczej zamienimy się w szkołę albo korporację.

Czyli co, rezygnujemy ze wstążeczek?

Mam inny pomysł.

Wstążeczki dla wszystkich, znaczy… nie do końca.

Pozwólcie, że wytłumaczę na przykładzie wstążeczki z pionierki. Drużynowy spotyka się na początku roku z każdym z zastępowych i wspólnie rozpisują cel na tegoroczną pionierkę. Jakiś wyczyn lub wyczyny, które zastępy zrealizują na obozie letnim, a do czego będą przygotowywać się na zbiórkach. Precyzują, co musi zostać zrobione i kto jest za co odpowiedzialny. Na koniec roku, jeśli udało im się tego dokonać, dostają wstążeczkę. Jeśli nie, nie otrzymują jej.

Już słyszę głosy sprzeciwu: „Ale skoro każdy może dostać wstążeczkę to nie będzie ona już taką motywacją”. Nie zaprzeczam. Wstążeczki w takim systemie byłyby raczej wskaźnikiem dobrze wykonanej pracy, a nie nagrodą. Jak wspominałem wyżej, chcemy, by chłopcy działali z własnych chęci i by robili to dla siebie, a nie dla wstążeczek.

Ponadto taki sposób pozwala dopasować poziom do poszczególnych zastępów. W „starym” systemie słaby technicznie zastęp nawet się nie starał, bo i tak nie miał szans z tym doświadczonym. Z kolei ten bardziej wyrobiony też nie dawał z siebie wszystkiego, bo przecież „i tak wygramy”.

Dzięki innym (niekoniecznie niższym lub wyższym, po prostu indywidualnym) wymaganiom, zastęp zyskuje cel, który jest wyzwaniem, ale który jednocześnie jest dla nich osiągalny.

Podobne zmiany można poczynić z Ekspresją. Przykładowy cel: swobodne posługiwanie się przez zastęp technikami: żywe obrazy, pantomima, kukiełki i zaprezentowanie umiejętności na ogniskach (odpowiedzialny Tomek); nauka pięciu nowych szant (odpowiedzialny Bartek) i pięciu nowych gier na ekspresję (Tomek); zdobycie sprawności Wodzireja przez Tymka i Śpiewaka przez Bartka.

Oczywiście nie wszystkie wstążeczki da się łatwo przenieść do takiego systemu. Ciężko jest też przewidzieć zachowania ludzi i nie wiem, czy nowe podejście dobrze zadziała w praktyce. Żeby je wypróbować potrzeba czasu. Celem tego artykułu nie jest pokazanie gotowych rozwiązań, a raczej wskazanie problemu. Mam nadzieję, że nowe światło, które rzuciłem na temat wstążeczek, zachęci was do refleksji i jeszcze bardziej świadomego doboru narzędzi do pracy z chłopakami.

Link do artykułu w formie audiobooka: https://www.youtube.com/watch?v=C4VHRuKA4j4

Fot. na okładce: Antoni Biel

Antoni Biel


Perfekcjonista, który lubi szukać dziury w całym. W przerwach od nauki gotuje i piecze. Aktualnie drużynowy 9 Drużyny Radomskiej.