Wędrówka do Jerozolimy

W wędrowaniu nie chodzi tylko o pokonywanie dystansu i poznawanie nowych miejsc, prawda? Istotne rzeczy dzieją się między ludźmi; wędrówka to czas, w którym stwarzamy Bogu przestrzeń do działania w nas. Gdy spojrzymy na to w taki sposób, Święte Triduum Paschalne to rokrocznie szansa na przejście bardzo ważnej wędrówki z Jezusem i apostołami. Fachowych komentarzy i konferencji w sieci nie brakuje. Ja również chciałbym zaproponować szybkie spojrzenie właśnie pod tym kątem.

W czwartek wędrujemy do Wieczernika. Jezus zaprasza tych, których kocha, na Ostatnią Wieczerzę; dzięki liturgii możemy dołączyć do apostołów. Jezus, przez dłonie kapłana, poda nam swoje Ciało dokładnie w taki sam sposób jak wtedy. To, co usłyszymy wcześniej, ma nam pomóc w dobrym przeżyciu tego momentu. Zatrzymanie się w ciemnicy, miejscu wystawienia Najświętszego Sakramentu po liturgii, to szansa na bycie z Jezusem. Prosił o to swoich przyjaciół, zabierając ich do Ogrójca. W piątek możemy być na Golgocie, patrzeć na krzyż, aby duchowo być przy umęczonym Ciele Chrystusa, wsłuchiwać się w Jego pragnienia i modlitwy, gdy podawane są wezwania modlitwy powszechnej. Można się zatrzymać, by pomyśleć, że ta śmierć naprawdę miała miejsce. Tak jak ludzie w czasach Jezusa, jak Jego bliscy, możesz być przy Nim, ale możesz też być zupełnie gdzie indziej, zajmując się swoimi sprawami.

Sobota i przyjście do świątyni to jak odwiedziny naszych bliskich na cmentarzach 1 listopada. Natomiast Wigilia Paschalna daje nam możliwość uczestniczenia w wydarzeniu, którego świadkami byli jedynie aniołowie – w Zmartwychwstaniu Jezusa. Raz do roku mamy szansę uczestniczyć, a nie tylko być widzami, w wyjątkowych wydarzeniach w historii świata. To właśnie liturgia daje nam taką możliwość. Gdzie będziemy, a właściwie gdzie będzie nasze serce w te najważniejsze dni?

ks. Paweł Szymański


Święcenia kapłańskie 2002-05-18. Od 2012 roku pracuje w parafii Nawrócenia św. Pawła w Lublinie. Od wielu lat służy duszpastersko lubelskiemu środowisku "Zawiszy"

Pochwal dziecko przed zachodem słońca

Na podstawie 5. rozdziału książki „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” A. Faber, E. Mazlish.

Skąd wiesz, na co cię stać?

Nikt z nas nie rodzi się z poczuciem własnej wartości. Musimy się o niej dowiedzieć od otaczających nas osób.

Na podstawie wypowiedzi rodziców i innych dorosłych dziecko wyrabia sobie zdanie o sobie. A od jego samooceny zależy, jak w przyszłości będzie radziło sobie z pojawiającymi się problemami i jakie cele będzie sobie stawiać. Jeśli ciągle słyszy, że jest beznadziejne, robi błędy, wszędzie brudzi i nie ma za grosz rozumu, to tak właśnie siebie widzi. Nie będzie miało odwagi stawić czoła większemu wyzwaniu. Z góry zakłada, że jest nieudacznikiem.

Natomiast dziecko, które widzi, że jego uczucia są szanowane, które dostaje możliwość wyboru albo szansę na samodzielne rozwiązanie jakiegoś problemu, zaczyna widzieć siebie jako wartościowego człowieka. Rośnie w nim zaufanie i szacunek do siebie.

Dzięki pochwałom dziecko dowiaduje się, w czym jest dobre, jakie są jego talenty i mocne strony, co już potrafi . Oprócz tego pochwały motywują do powtarzania lub kontynuowania dobrych zachowań – w przeciwieństwie do strofowania, które rodzi frustrację i zniechęca do poprawy.

Jak chwalić?

Nie każda pochwała będzie miała tak pozytywne skutki. Zastanów się, jak czułbyś się w takich sytuacjach:

  • przygotowujesz dla znajomych wafle przełożone dżemem, a oni twierdzą, że świetnie pieczesz;
  • na zajęciach „strzelałeś” i udało ci się dobrze odpowiedzieć na pytanie, a prowadzący mówi, że najwyraźniej jesteś znawcą tematu;
  • dobiegasz do odjeżdżającego autobusu, a siedzący w nim kolega gratuluje ci kondycji.

Pochwała może wywołać mieszane uczucia, np. natychmiastowe zaprzeczenie lub zwątpienie w wiarygodność chwalącego – „Wafli się nie piecze, co on wygaduje”, obawę – „Co, jeśli zaraz zapyta mnie znowu i cała moja niewiedza wyjdzie na jaw?” albo skupienie się na swojej słabości – „Kondycja? Przecież ledwo żyję po dobiegnięciu do autobusu.”

Okazuje się, że również słowa „dobry”, „świetny”, „piękny” nie brzmią przekonująco. Przecież można je wypowiedzieć nieszczerze. Wymagają uzasadnienia.

Dobra pochwała ma dwie części:

1. Dorosły opisuje z uznaniem, co widzi lub czuje:

„Wszystkie menażki są umyte, a stół dokładnie wytarty. Miło tutaj wejść.”

„Na twoim obrazku wszystkie drzewa są starannie pokolorowane. Pomysłowo narysowałeś futro zwierząt, aż chce się je pogłaskać.”

2. Dziecko – po wysłuchaniu opisu – potrafi pochwalić się samo:

„Jak chcę, to umiem zrobić porządek.”

„Mój rysunek jest naprawdę dobry.”

Do opisu można dodać jedno/dwa słowa, które podsumują godne pochwały zachowanie dziecka:

„Wyplotłeś całą prycz, chociaż na początku wszystko się poplątało i musiałeś zacząć jeszcze raz. To się nazywa wytrwałość.”

„Poczekałeś na swoją kolej, zamiast przekrzykiwać inne dzieci. To się nazywa cierpliwość.”

Dzięki takim słowom dziecko dowiaduje się czegoś o sobie, poznaje swoje możliwości. Ta świadomość może dodać mu sił w chwili zwątpienia czy zniechęcenia.

Pokonaj swoje czarnowidztwo

Mówienie pochwał nie przychodzi nam wcale łatwo. Naszą uwagę mocniej przyciągają negatywne aspekty rzeczywistości. Bardziej skupiamy się na tym, że wilczek usmarował pół stołu klejem, niż na tym, że starał się go pościerać.

Zimowisko 1. Gromady Pilawskiej 2017, fot. Mateusz Zawadka

Dlatego musimy świadomie szukać dobrych rzeczy i o nich mówić. Mam nadzieję, że widzisz już, że warto włożyć w to trochę wysiłku. Podobno nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca, ale swoich podopiecznych – jak najbardziej. Postaraj się na następnym spotkaniu każdemu z nich powiedzieć, co zrobił dobrze. A potem siebie też możesz pochwalić 🙂


Hanna Dunajska


Hania Dunajska jest Akelą 2. Gromady Wrocławskiej. Studiuje filologię polską i pracuje w księgarni "Pociąg do Bajeczki".

Przyroda ma imię

Czy i wy macie wrażenie, że każdy las, w którym rozbijacie namioty, wygląda zupełnie tak samo? Jako harcerka, już na drugim obozie byłam tym porządnie znudzona. Znowu sosny, znowu mech, znowu szyszki nie pozwalają chodzić na bosaka po ściółce, znowu komary i kleszcze gryzą łydki jak głupie, znowu niebieskie żuczki wpełzają do namiotu, a muchy, które utknęły między tropikiem a komorą, nie dają w nocy zasnąć. Las jest do bani.

W połowie jednego roku do naszego zastępu dołączyła dziewczyna, która wcześniej była w ZHR. Była po uszy zakochana w przyrodzie, w drzewach, ptakach i wszystkim, co żyło w lesie. Z początku patrzyłyśmy na nią ze sporym niezrozumieniem — zachwycały ją rzeczy, które dla nas były obojętne, np. że używamy sznurków zamiast gwoździ. Prosiła często, by nie skrobać kory z drzew bez powodu, nie zabijać owadów bez potrzeby. Cieszyła się, gdy w lesie z rana rozbrzmiewał śpiew ptaków, próbowała je rozróżniać. Po jakimś czasie wszystkie zaczęłyśmy żyć jej zaciekawieniem. Martwy, nudny las nabrał życia. Naszą ulubioną zabawą było nazywanie drzew. Szczególnie te, na których stała nasza platforma, miały stałe imiona i zawsze z rana były witane.

Jadzia, bo tak miała na imię, poleciła mi mnóstwo książek o zwierzętach i roślinach. Jedną dała mi na urodziny. Za jej sprawą zaczęłam czytać „Sekretne życie drzew” niemieckiego leśnika Petera Wohllebena, którą bardzo polecam.

Dlaczego warto czytać i uczyć się o przyrodzie?

Nie tylko dlatego, że to ciekawe czy rozwijające. Nawet nie dlatego, że natura jest naszym pierwotnym domem, ale dlatego, że przyroda jest żywa. Głównym powodem zaniedbywania przyrody, również przez wilczki i harcerki/harcerzy, jest przekonanie o martwocie lasu. Pomimo naszej wiedzy o tym, że las tworzą żywe organizmy, czasem ciężko nam dostrzec ich ciche życie. Jesteśmy przyzwyczajeni do głośnego, betonowego świata rzeczy bez emocji i odczuć, których nie żal nam niszczyć, bo wszystko i tak z czasem się psuje i trzeba będzie to zamienić na nowe.  Natura jest zupełnie inna. Bardzo łatwo jest nam zabijać coś, czemu nie przyznajemy praw do emocji, odczuwania, życia. Łatwo jest nie mieć szacunku do czegoś, czego nie rozumiemy.

Tymczasem zwierzęta i rośliny żyją, czują, myślą i współpracują.  Dla współczesnych naukowców oczywistym jest już fakt, że gołębie potrafią całkiem sprawnie liczyć, wiewiórki mają świadomość, a społeczeństwa mrówek czy pszczół są złożone i bardziej skomplikowane niż niektóre kultury ludzkie. Nasz gatunek od zawsze miał niezwykłe skłonności do wyolbrzymiania różnic między nim a resztą natury. W praktyce faktycznych różnic jest niewiele i wszelcy badacze nadal znajdują dowody, by podważać kolejne z nich. Tym, co stoi najgrubszym murem między ludźmi a naturą, jest właśnie nasze przeświadczenie o nie przynależeniu do niej.

Powinniśmy szanować nasz świat, bo jesteśmy jego nierozłączną częścią. I nie mówię tu o wspieraniu najróżniejszych pseudoekologicznych akcji, które walczą o przetrwanie jednego dębu na środku drogi, nie patrząc na całe połacie sosen nieopodal, przeznaczonych tylko i wyłącznie na ścinkę (o tym, dlaczego dziko rosnące drzewa mają o wiele lepszej jakości drewno, opowiada wspomniany już Peter Wohlleben — zachęcam do lektury). Sęk w tym, by zakorzenić szacunek do natury młodym.

Jak to zrobić? Zwyczajnie – opowiadać im. Dzieci kochają prawdę i są z natury ciekawe świata. Sama byłam niezwykle zaskoczona tym, że moje wilczki chętniej słuchały historii o tym, jak drzewa tworzą społeczeństwa, łącząc się korzeniami, niż bajek o smokach, które wymyślałam dla nich na dobranockę. Dlaczego prawdziwe są ciekawsze? Jeżeli tylko pokażemy dzieciom, że przyroda nie jest tak odległa i nudna, jak im się wydaje, okaże się, że mogą mieć z nią całkiem sporo wspólnego. Drzewa zawierają trwałe przyjaźnie, ptaki pokonują swój strach przy pierwszym skoku z gniazda, by nauczyć się latać, wiewiórki wybrzydzają, a borsuki bardzo lubią czyścić swoje norki. W tym tkwi też niezwykła moc Księgi Dżungli. Wilczki nie tylko mają bliski kontakt z przyrodą, ale też mogą przeżywać swoje problemy z dżunglowymi bohaterami. Natura to niewyczerpane narzędzie pedagogiczne, jakie możemy dać wilczkom, ale też harcerzom.

Eurojam 2014, fot. o. Sebastian Masłowski SJ

Na koniec pozostawiam Cię drogi Czytelniku z listą krótkich i przystępnych lektur, które pomogą Ci rozbudzić twój zachwyt nad tętniącą życiem przyrodą. Nie pozwól sobie obudzić się pewnego ranka i stwierdzić, że wszystko już wiesz!

Simona Kossak – “Opowieści”

Peter Wohlleben – “Sekretne życie drzew”

Kipling Rudyard – “Księga dżungli” (jeśli jeszcze nie zdarzyło ci się przeczytać 🙂

Serdecznie polecam także książki dla dzieci i młodzieży rozbudzające ciekawość i miłość do przyrody:

Timothée de Fombelle – “Tobi”

Erin Hunter – “Wojownicy”

Kilka dodatkowych linków, które warto przejrzeć 🙂

1 Animal Emotions: Exploring Passionate Natures | BioScience | Oxford Academic

2 What Kind of Emotions Do Animals Feel?

3 Psychologia zwierząt – cz. I. Potrzeby, a emocje zwierząt

4 Empatia wśród zwierząt: Jak zwierzęta przekazują sobie emocje?

Agata Kocyan


Akela w Łomiankach. Studiuje Psychologię. Nuda dla niej nie istnieje - w wolnym czasie gra na gitarze, pisze piosenki (również wilczkowe :)), rysuje, czyta, ogląda filmy, bawi się z pięciorgiem młodszego rodzeństwa. Marzy o pracy aktorki dubbingowej i napisaniu książki.

Nasze rany na ciele Jezusa

W Wielkim Poście rozważamy drogę krzyżową i mękę Pana Jezusa. Uświadamiamy sobie od nowa, jak bardzo cierpiał z miłości do nas. Żeby nas odkupić zapłacił najwyższą cenę – oddał własne życie. Słyszymy, że to nasze grzechy są powodem męki Pana Jezusa. Że łamiąc przykazania przybijamy Go do krzyża.

Czyżbyś był tak okrutny?

Prawdą jest, że łamiemy Bogu serce, kiedy się od Niego odwracamy. Rozważanie drogi krzyżowej może nam pomóc wzbudzić w sobie słuszny żal i szlachetne postanowienia poprawy. I to jest bardzo dobre.

Jednak idąc dalej tym tropem, możemy dojść do przerażających wniosków: czy jestem takim potworem, że swoimi upadkami spowodowałem śmierć bezbronnego Boga? Że wbijałem gwoździe w dłonie? Plułem na ubiczowanego? Jak to możliwe, skoro jestem przeciwny karze śmierci i nie byłbym zdolny do tak okrutnego dręczenia kogokolwiek?

Między grzechem a krzyżem

Stwierdzenie, że nasze grzechy przybijają Jezusa do krzyża, jest dużym uproszczeniem. Faktycznie na początku jest grzech, a na końcu śmierć krzyżowa. Ale co dzieje się pomiędzy? Prorok Izajasz, zapowiadając mękę Mesjasza, mówi:

„On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, (…)
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.”

Iz 53, 4-5

Nasze cierpienie”, „nasze boleści”. Każdy popełniony grzech zadaje nam realną ranę. Kaleczymy sami siebie grzesząc oraz jesteśmy kaleczeni przez innych ludzi popełniających grzechy.

Bóg nie dał nam przykazań, dlatego, że ot, tak sobie wymyślił. Albo dlatego, że dając nam zadania chciał przetestować naszą miłość do Niego. Jako Stwórca zna najlepiej swoje stworzenie i wie, co jest dla nas dobre. Pragnie naszego szczęścia i daje nam na nie receptę. Krótko mówiąc, wypełnianie przykazań „się opłaca”. (Podobnie jak używanie jakiegoś urządzenia zgodnie z instrukcją producenta.) Grzech może dawać początkowo złudzenie szczęścia, ale nigdy nie jest ono trwałe. Ostatecznie zostawia ranę i ból – nasz i skrzywdzonej przez nas osoby.

Bóg widzi to lepiej od nas. „Jezus (…) wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku.” (J 2, 24-25). Jezus daje temu wyraz, kiedy idąc na Kalwarię, mówi do niewiast „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” (Łk 23, 28).

Patrząc na poranione ciało Jezusa, widzimy nasze własne rany, które wziął na Siebie, żeby nas od nich uwolnić. Obraz Brata Alberta „Ecce Homo” (łac. Oto Człowiek) dobitnie pokazuje naszą własną, ludzką kondycję, spowodowaną grzechami, którą przyjął Jezus.

Ecce Homo, św. Brat Albert Chmielowski

„Uzdrowienie przez drogę krzyżową”

Poniżej propozycja rozważań drogi krzyżowej ks. Krzysztofa Wonsa, zamieszczonych na końcu jego książki „Poznawanie siebie w świetle Słowa Bożego”.

A jeśli wolisz posłuchać, wejdź tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=otFLWc-JSH0.

Ze wstępu:Tak naprawdę, to nie my idziemy Jego drogą krzyżową, ale to On idzie drogą naszej historii życia. (…) Chce się zatrzymać przy każdej życiowej ranie spowodowanej grzechem. Chce się w niej „zanurzyć”, „dotknąć” ją i „objąć” całym sobą – jak wtedy, gdy obejmował krzyż i gdy całym sobą upadł na ziemię z krzyżem. Chce wstawać i brać na siebie nasze choroby, chce uzdrawiać nas swoją miłosierną miłością. On bierze na siebie nasze rany. Chce przejść z nami wszystkie miejsca życia, w których choruje nasz prawdziwy obraz siebie, nasze poczucie własnej godności, nasza dusza dziecka, nasza pamięć i nasze serce.”

„Stacja I
Rana zakłamania i fałszu:
Jezus skazany na śmierć

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…
Jezus pragnie uzdrowić mnie z ran nieprawdy i fałszu. Pozwala się ranić niesprawiedliwym wyrokiem, aby uzdrowić we mnie rany, które fałszują mój prawdziwy obraz Ojca i siebie. Przyjmuje na siebie cierpienie z powodu oskarżenia i fałszu, aby uzdrowić we mnie wszystkie zafałszowane miejsca w obrazie siebie, w obrazie mojego Ojca, wszystkie moje niesprawiedliwe wyroki, którymi ranię Ojca i siebie. Pozwala się sponiewierać fałszywym osądem, abym przestał poniewierać sobą i innymi. Jezus bity po twarzy, opluwany, krwawiący na całym ciele, chce uzdrowić we mnie obraz Ojca, abym odnalazł w Nim swoje rzeczywiste piękno.
Chwila ciszy…

Jezu, uzdrów we mnie ranę, która fałszuje mój obraz Ojca i mnie samego. Wróć mi zdrowe myśli, zdrowe uczucia, zdrowe oczy duszy!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja II
Rana ucieczki i rozłąki:
Jezus bierze na siebie mój krzyż

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…
Czy kiedykolwiek pomyślałem o tym, że podjęcie śmiertelnej męki było dla Jezusa związane z rozłąką z Ojcem? Jezus bierze na siebie mój największy krzyż. Aby mnie zbawić, musi przeżyć najboleśniejszą rozłąkę – z Ojcem. Chce przeżyć rozłąkę ze swoim Ojcem, aby uzdrowić we mnie ranę, która zawsze będzie zadawała mi najwięcej bólu. Wciela się w moją człowieczą codzienność, w „mój Nazaret”, w moją historię życia, aby dotrzeć do ran zadanych z powodu rozłąki, odrzucenia, ucieczek z domu. Chce przeżyć we mnie tęsknotę za Ojcem, aby uzdrowić moje życiowe tęsknoty – i tę największą, za Bogiem.
Chwila ciszy….
Jezu, który bierzesz na siebie krzyż, uzdrów mnie z ran zadanych mi przez rozłąki, odrzucenia, ucieczki!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja III
Rana pychy i zarozumiałości:
Jezus upada pierwszy raz

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…
Jezus upada pod krzyżem wszędzie tam, gdzie trwoniłem mój ,majątek” życia, gdzie żyłem rozrzutnie. Jezus chce przeżyć słabość, kruchość, bezradność w moich ranach spowodowanych zarozumiałością, życiem na własną rękę. Chce cierpieć w moich ranach „krwawiących” przez pychę. Chce przeżyć słabość i upadek wszędzie tam, gdzie nie chciałem przyznać się do moich słabości, do moich upadków.
Chwila ciszy..
Jezu upadający, uzdrów moje rany, które zadałem sobie przez moja pychę i zarozumiałą samowystarczalność. Zdejmij ze mnie moją maskę człowieka twardego i naucz mnie przyznawać się do mojej kruchości!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja IV
Rana braku miłości:
Jezus spotyka się z Matką

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…
Jezus pragnie uzdrowić mnie z ran spowodowanych brakiem matczynej miłości. Spotyka się ze swoją Matką, aby uzdrowić zranienia zadane mi w spotkaniach z moją matką, wszystkie zranienia z powodu braku spotkań, a także tych złych spotkań, które kończyły się trzaskaniem drzwiami, obrażaniem się i sterczeniem przed drzwiami domu. Jezus chce, abym kontemplował Jego spotkanie z Maryją, abym się nim nasycał. Chce, aby Jego spotkanie z Matką uwolniło mnie od złych wspomnień, przechowywanych w pamięci pretensji, urazów, gniewu. W moich ranach zawsze jest Jezus i Ona – Maryja. Są razem. Cierpią i milczą. Cierpią i kochają. Nie opuszczają mnie również wtedy, gdy wybieram ucieczkę od siebie, gdy się zamykam w sobie. Jezus zostawia mi Matkę, aby zawsze była przy mnie i przypominała mi o Jego Ojcu, który ma serce matki, który jak prawdziwa matka oczekuje, tęskni, wzrusza się głęboko, który mówi do mnie: Ja nigdy nie zapomnę o tobie…
Chwila ciszy…
Jezu, uzdrów mnie, zranionego brakiem miłości!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja V
Rana osamotnienia:
Jezusowi pomaga Szymon z Cyreny

Kłaniamy Ci się, Panie Jezus Chryste…

Jezus przyjmuje pomoc od Cyrenejczyka, aby uzdrowić wszystkie bolesne momenty mojego życia, w których nie potrafiłem przyjąć miłości, odrzuciłem dobroć i pomoc. Odrzucenie miłości pozostawia głęboką ranę, która „krwawi” nieopanowaną potrzebą bycia kochanym. Odrzucenie miłości pozostawia we mnie ranę pustki. Jest to rana, która krzyczy o miłość. Za moją maską twardego, który nie potrzebuje pomocy, kryje się małe dziecko skrycie żebrzące o miłość, gotowe zadowolić się nawet strąkami, odpadkami miłości. Jezus w spotkaniu z Cyrenejczykiem pragnie uzdrowić mnie z mojego osamotnienia, na które skazuję samego siebie. Pragnie uzdrowić moją hardość serca, abym nauczył się przyjmować miłość tak, jak On ją przyjmuje od przypadkowego człowieka.
Chwila ciszy…
Jezu, uzdrów we mnie ranę osamotnienia!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja VI
Rana pod maską udawania:
Weronika ociera Jezusowi twarz

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…

Są we mnie takie miejsca, które obnażają i zdradzają moje zranienia. Są to miejsca, na których widać je najbardziej: moja twarz, oczy, usta, mój głos. Cierpienia i smutku nie można ukryć. Nie wolno ukrywać. Nie wolno nakładać maski, ponieważ rany robią się jeszcze większe, a kiedyś maski będą zdarte. Trzeba przyznać się do swojej kruchości, jak młodszy syn z przypowieści Jezusa, nie wstydzić się wracać do Ojca w łachmanach, nie ukrywać twarzy w dłoniach, ale wtulić się w ramiona Boga. Twarz Jezusa, zakrwawiona, pełna bólu i pokoju, jest wolna od skrywania i udawania. Przyjmuje chustę Weroniki, pozwala, aby Go otarła, aby obnażyła cały Jego ból i abym patrząc na Niego, uczył się przyznawać do moich ran. Jezus pragnie uzdrowić moje życie z rany maskowania się.
Chwila ciszy…
Jezu, poślij mi Weronikę, aby była dla mnie aniołem pocieszenia w strapieniu; aby otarła chustą miejsca najbardziej poranione: moja twarz, moje udawanie, zawstydzenie, skrywaną rozpacz.
Jezu, uzdrów mnie z rany udawania!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja VII
Rana połowiczności i letniości:
Jezus upada drugi raz

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…

Jezus upada w połowie drogi, aby podźwignąć mnie z mojej połowiczności i letniości. Chce, abym przypatrzył się uważnie, gdzie upada i gdzie leży, abym w ten sposób rozpoznał to miejsce, tę ranę, która powstała we mnie od chwili, gdy zacząłem być połowiczny jak starszy i młodszy syn z przypowieści Jezusa. Upada we wszystkich miejscach moich ran, które rodzi moja połowiczność: połowiczna modlitwa, połowiczna miłość, połowiczne nawrócenie, połowiczne przebaczenie, połowiczna czystość, ubóstwo, posłuszeństwo, połowiczna miłość małżeńska, połowiczna wierność powołaniu. Za każdą połowicznością kryje się mój egoizm. Wracam do Ojca, nieraz z bardzo daleka, jak młodszy syn, ale ciągle myślę o sobie. Wracam do Ojca i zatrzymuję się przed domem, nie chcę wejść dalej, nie chcę być z Nim do końca, ponieważ ciągle myślę najpierw o sobie. Jezus pragnie uzdrowić we mnie wszystkie upadki spowodowane moja połowicznością, moim egoizmem.
Chwila ciszy…
Jezu, uzdrów mnie z rany połowiczności i letniości!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja VIII
Rana niewypłakanego bólu:
Jezus i płacz niewiast

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…

Jezus zwraca kobietom uwagę na ich płacz. Uczy je płakać nad sobą – przed Jezusem. Kiedy gromadzi się we mnie ból, kiedy otwierają mi się oczy i widzę swoją biedę, potrzebny jest gorzki płacz nad sobą, nie nad innymi; płacz nad sobą, który nie skupia mnie na sobie, ale jak młodszego syna prowadzi do ramion Ojca. Chce uzdrowić moją duszę, abym potrafił zapłakać nad sobą. Chce wyleczyć mnie z płaczu, który zamyka na Boga, który zamyka mnie w sobie. Jezus przywraca mi płacz dziecka. „Leczy” moje „chore łzy”.
Chwila ciszy…
Jezu, ulecz moją ranę niewypłakanego bólu!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja IX
Rana rozżalenia i złości:
Jezus upada trzeci raz

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…

Jezus upada, aby uzdrowić we mnie niezadowolenie, pretensje, żale starszego syna. Oto najboleśniejszy upadek, największa pokusa – zatrzymać się przed drzwiami domu Ojca i nie wejść do środka, nie chcieć cieszyć się razem z Nim. Jezus chce mnie uzdrowić z zatwardziałego gniewu i pretensji, które zamykają moje serce na Boga, na innych i na siebie.
Chwila ciszy…
Jezu, uzdrów mnie z rany rozżalenia i złości!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja X
Rana obnażenia i poniżenia:
Jezus bezbronny – obnażony

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…

Jezus obnażony z szat pragnie uzdrowić te momenty z historii mojego życia, w których zostałem obnażony z mojej słabości albo obnażałem i poniżałem innych. Pragnie uzdrowić we mnie serce młodszego syna, który w swojej słabości gotów był jadać to, co świnie; chce uzdrowić we mnie serce starszego syna, który nie przestaje wyrzucać grzechu swemu bratu, który go obnaża przed ojcem i nie potrafi mu przebaczyć.
Chwila ciszy…
Jezu, uzdrów we mnie rany zadane przez obnażenie i poniżenie!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja XI
Rana przemocy:
Jezus przybijany do krzyża

Kłaniamy Ci się, Panie Jezus Chryste…

Jezus bezbronny, nagi, omdlały i drżący z bólu przybijany do krzyża. Najpierw ręce, potem nogi. Całkowicie bezradny. Może jedynie wołać do nieba. Obraz okrutnej przemocy na bezradnym. Jezus raniony przemocą jest ikoną Ojca, który cierpi raniony przemocą swoich dzieci. Jednym razem raniony przemocą młodszego, innym razem starszego: przemocą wobec dobroci, wobec pokory, cichości i cierpliwości. Przemoc za pomocą pretensji, żalów, obojętności. Jezus „ikona Ojca” jest przybijany do krzyża – pozwala na przemoc. Każda rana na Jego ciele mówi o mojej przemocy wobec miłości. Bierze na siebie moją przemoc, zatrzymuje ją na sobie, aby nie raniła innych, aby uzdrowić we mnie to wszystko, co prowadzi mnie do przemocy fizycznej, psychicznej, duchowej.
Chwila ciszy…
Jezu, uzdrów mnie z rany przemocy!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja XII
Rana śmierci:
Jezus kona na krzyżu

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…

Jezus umiera na krzyżu z powodu młodszego i starszego syna. Umiera posłany przez Ojca, aby odnalazł i wrócił życie Jego dzieciom, które się gubią, umierają poza Jego domem, umierają w swoim grzechu odejścia. Jezus konający na krzyżu, osamotniony, wyszydzony, nierozumiany w swojej miłości, mówi mi o Ojcu, który umiera, ilekroć odchodzę od Niego i brnę w grzech. Życie poza Nim jest śmiercią. Umiera za mnie, w każdym moim grzechu, który odbiera mi Boga, umiera w każdym miejscu mojego życia, w którym nie potrafię umierać dla siebie: umiera w moim egoizmie, w zarozumiałym przekonaniu, że bez Niego mogę żyć. Umiera w moim obrażaniu się na Niego. Umiera w mojej zmysłowości, w mojej złości, w braku przebaczenia. Tak długo będzie dla mnie umierał, do końca moich dni, aż nauczy mnie umierać razem z Nim. Jego przebite serce przypomina mi o Ojcu, któremu serce pęka, gdy odchodzę i który wzrusza się głęboko, gdy wracam, który mówi do mnie przez otwarte serce Jezusa: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy”. Umieranie Jezusa przypomina mi, że Ojciec na mnie czeka.
Chwila ciszy…
Jezu umierający na krzyżu mojego życia, uzdrów mnie z grzechów, które zadają Tobie i mnie śmiertelne rany.
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja XIII
Rana zniechęcenia:
Martwy Jezus na kolanach Matki

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste.

Maryja z martwym, bezwładnym ciałem Jezusa na swoich kolanach. Maryja obejmująca z żywą wiarą i czułością martwe Dziecko. Maryja – „ikona wiary”, która się nie załamuje, „ikona miłości”, która nie rezygnuje nawet wtedy, gdy widzi śmierć Dziecka. Na jej kolanach, przy jej łonie jest jeszcze dużo miejsca, jest miejsce także dla mnie. Chce mnie utulić i objąć, jak obejmuje Jezusa, razem z Jezusem. Maryja chce wziąć w ramiona całe moje życie, to, co umiera w nim przez moje zniechęcenie i rezygnację. Chce „przyłożyć” moje rany zniechęcenia i rezygnacji do ran Jezusa, aby zmartwychwstał we mnie syn, aby zmartwychwstała we mnie pasja i radość życia, aby uzdrowić mój bezwład życia, abym  mógł się bawić i cieszyć z Ojcem i Jego Synem, odnalezionym życiem, abym martwy ożył, zagubiony odnalazł się.
Chwila ciszy…
Ojcze o sercu matki, poślij mi Jezusa, aby uzdrowił we mnie ranę zniechęcenia i rezygnacji.  Poślij mi Maryję, aby „na swoich kolanach” uczyła mnie wiary silniejszej od śmierci!
Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja XIV
Rana śmiertelnego grzechu:
Jezus złożony do grobu

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste…

Jezus złożony w grobie schodzi do najgłębszych ciemności mojego życia, do najgłębszej rany mego serca. Schodzi w otchłań mojego grzechu, do miejsc, które są we mnie grobem. Chce w nich czekać na moje nawrócenie i zmartwychwstanie. Chce, abym pozwolił Mu zejść do otchłani mojego życia, gdzie nie ma życia, chce mnie z niej wyprowadzić. Chce, abym oddał Mu mój grzech i wtulony w Jego ramiona powiedział: „Zgrzeszyłem wobec Ojca i względem Ciebie'”. Jezus szuka mnie w grobie moich grzechów, w ciemnościach moich lęków, w moim poczuciu „niegodnego dziecka”. Szuka mnie tam, gdzie już nikt inny nie zagląda. Chce mnie wrócić Ojcu, chce, abym uwierzył, że w domu Ojca jest mieszkań wiele. Jest także miejsce przygotowane dla mnie i wszystko jest już przygotowane do uczty.
Chwila ciszy…
Jezu schodzący do otchłani moich śmiertelnych grzechów, uzdrów mnie z ran grobowych ciemności i lęku!
Któryś za na cierpiał rany… (3 razy)

Hanna Dunajska


Hania Dunajska jest Akelą 2. Gromady Wrocławskiej. Studiuje filologię polską i pracuje w księgarni "Pociąg do Bajeczki".

Jak zachęcać do samodzielności?

Na podstawie IV rozdziału książki „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” A. Faber, E. Mazlish.

Głównym celem wychowania jest ukształtowanie osoby dojrzałej i samodzielnej, niezależnej od nikogo, również od nas. Każdy człowiek jest inny, dlatego też nie możemy kształtować naszych podopiecznych na swoje podobieństwo – musimy pomóc im stać się jak najpełniej sobą. Będzie to bardzo trudne, gdy nasze ochronne skrzydła będą ich szczelnie otaczać – nie pozwalać popełniać błędów, dawać gotowe rozwiązania czy pozwalać unikać konsekwencji. Wilczki, harcerze i harcerki są w pewien sposób zależni od nas, ale musimy oprzeć się pokusie wymagania od nich, aby wszystko robiły według naszych pomysłów, wskazówek – trzeba dać im wolność drogi, którą dojdą do wyznaczonego wspólnie celu, czasami musimy pozwolić im się zgubić. Aby pomagać im stać się samodzielnymi powinniśmy:

Pozwól dokonać wyboru

– Jaką fabułę zaplanujemy na obóz – wolicie Rycerzy Króla Artura czy Kamienie na Szaniec, a może macie jakieś inne pomysły (nie: W tym roku fabuła to…)

Chodzi o stwarzanie sposobności do podejmowania decyzji, aby ćwiczyć tę umiejętność na prostych sprawach, przed dorosłymi decyzjami o wyborze drogi życiowej, pracy, czy po prostu wypowiadaniu własnych opinii.

Okaż szacunek dla wysiłku i zmagań

– Rozpalenie ogniska, szczególnie po deszczu, jest trudne. Spróbuj dodać więcej kory (nie: Rozpalanie ogniska to łatwizna, na pewno dasz sobie radę).

Docenianie zmagań dodaje odwagi do samodzielnego pokonywania przeszkód. Zasadniczo myślimy, że określając coś jako łatwe dodamy drugiej stronie odwagi. Jeśli jednak próba nie powiodłaby się mniej frustrująco jest myśleć, że nie zrobiłem czegoś trudnego niż błahostki. Nie podkreślamy nigdy to musi być trudne dla ciebie.

Nie zadawaj zbyt wielu pytań

– Dobrze was widzieć. (nie: Jak było na explo? Co zobaczyłyście ciekawego? Kogoś poznałyście? Gdzie spałyście?…)

Zasypanie pytaniami może być potraktowane jako przesłuchanie, dzieci i tak opowiedzą co i o czym będą chciały.

Nie śpiesz się z dawaniem odpowiedzi

– Dlaczego apel musi być tak wcześnie? – Zastanówmy się: dlaczego apel jest wcześnie? (nie: Ponieważ chcemy mieć dużo czasu na inne ciekawe zajęcia, a obóz nie jest od wylegiwania się w śpiworach…)

Kiedy dzieci zadają pytania należy dać im szanse znalezienia odpowiedzi.

Zachęcaj do korzystania z cudzych doświadczeń

– Słyszałam, że robisz jakąś super-ekstra księgę przyrody. Nasza hufcowa jest botanikiem – jeśli chciałabyś z nią porozmawiać czy pokazać jej swoją pracę to jestem pewna, że chętnie się z tobą zobaczy.

Pokierowanie naszych podopiecznych do innych osób pozwoli im zobaczyć, że nie są zależne tylko od nas, że mogą prosić o pomoc i szukać odpowiedzi u innych osób. (To szczególnie ważne w relacji rodzic – dziecko, choć w relacji szef-harcerz/harcerka także)

Nie odbieraj nadziei

– W tym roku zamierzam zdobyć stopień pionierki. – A więc zamierzasz zdobyć pionierkę. Opowiedz mi o tym. Masz już jakiś plan? (nie: Daj spokój! To za dużo pracy dla ciebie. Ledwo zdobyłaś tropicielkę.)

Czasami w dobrych intencjach odradzamy komuś podjęcie jakiegoś wyzwania, aby zabezpieczyć go przed porażką. Ale pozbawiamy go tym samym marzeń nadziei, a czasem też zrealizowanych planów.

Obóz letni 3. Gromady Garwolińskiej 2017, fot. Ernest Benicki

Okaż szacunek dla ewentualnej gotowości dziecka

– Kiedy będziesz gotowy zaśpiewasz psalm na Mszy. (nie: Zobaczysz, to nic strasznego, przecież ładnie śpiewasz)

Zamiast zmuszać i przekonywać dajmy dziecku zdecydować o swojej gotowości.

Nie mów zbyt często “nie”

Czasem stanowcze nie jest odbierane jako wyzwanie do walki czy wręcz atak na samodzielność. Co więc zamiast:

  • Udziel informacji nie używając “nie”

Czy możemy teraz pograć w siatkówkę? – Za chwilę dostaniecie produkty na konkurs kulinarny

  • Zaakceptuj uczucia

Już koniec zbiórki? Nie możemy jeszcze zostać i pośpiewać albo w coś zagrać? – Widzę, że gdyby to zależało od ciebie zbiórka trwałaby by jeszcze długo. Trudno jest kończyć coś co lubimy.

  • Opisz problem

Czy możesz nam teraz zrobić te warsztaty z pierwszej pomocy? – Chciałabym bardzo, ale problem polega na tym, że za chwilę będą tu panie z sanepidu.

  • Kiedy to możliwe zastąp nie wyrazem tak

Czy możemy teraz mieć czas wolny? – Tak, kiedy tylko posprzątacie po obiedzie.

  • Daj sobie czas do zastanowienia

Czy możemy pojechać nad morze na zzz-cie? – Dajcie mi się na tym zastanowić.

Dzięki użyciu tych sposobów, druga strona będzie wiedziała, że jest traktowana poważnie. Zyska wiarę we własne możliwości, ale również nie odbierzemy jej pewności, że ma w nas pomoc i oparcie lub też nauczy się go szukać wśród innych.

Emilia Kawałek


Nie wyobraża sobie życia bez czytania i kawy. W Zawiszy spędziła pół życia. Od kilku lat służy jako asystentka hufcowej ds. wypoczynku.

KUDU 2020 – relacja

Las Głuchowski to przede wszystkim las liściasty, obfitujący w krzaki jagodowe oraz drobne, acz bogate połacie mchu. Od lat odbywają się tu obozy szkoleniowe dla wszystkich gałęzi obu nurtów. Wszystkich stopni. Wszystkich? Nie. Jest jeden stopień, który dotąd bronił się przed zaszufladkowaniem go w tygodniowy zjazd leśnych deptaków. Był to trzeci stopień harcmistrzowski dla nurtu żeńskiego. A skoro o nurcie mowa, lasem Głuchowskim płynie też Rawka. Ale nie ona będzie bohaterem tej relacji.

Aby historia nie wystraszyła się epokowości tego wydarzenia, odbywało się ono w całkowitej anonimowości. Bez nazwy, z celem, który dopiero należało odkryć w trakcie. I tak zdarzyło się, że 22 sierpnia 2020 roku, drogą pożarową nr 17, zaczęły zjeżdżać się najróżniejsze osobistości ze skautowego półświatka. Były to zarówno radosne Akele, które potrafiły wznieść Wielki Okrzyk w języku migowym, leżąc przy tym w śpiworze, jak i głodne rywalizacji drużynowe, które na zawołanie potrafiły wygrać gwizdkiem Odę do radości zaszyfrowaną szyfrem trzystopniowym, uwzględniającym łacińską deklinację zastosowaną do języka polskiego. Była również kadra, same harcmistrzynie, chusty ich były wprawdzie z importu, ale krajowy rynek, jak do tej pory, uznawał te międzynarodowe odznaczenia.

Pionierka na tym obozie była formalnością – chodziło o to, by się rozruszać przed ćwiczeniami bardziej umysłowymi. Faktem powszechnie znanym jest bowiem to, że na trzecim stopniu poziom kontemplacji metody skautowej osiąga taki poziom, że człowiek dostępuje daru lewitacji. Nie potrzeba więc żadnej izolacji od podłoża, natomiast namioty powinny być dobrze przypięte do ziemi, żeby nie uleciały wraz z gośćmi.

Opiekę duchową sprawował nad nami ksiądz Paweł – człowiek twardo stąpający po ziemi – dzięki czemu ktoś na tym obozie utrzymywał kontakt z poziomem. Ksiądz nawet spał w samochodzie, żeby w razie czego po prostu odjechać. Był jednak przez cały obóz skarbnicą wiedzy – zarówno, jeśli chodzi o antropologię, teologię stworzenia, jak i szeroko pojętą wiedzę z zakresu sztuki filmowej czy serialowej. Ponadto, jako jedyna osoba na obozie, posiadał czapkę z daszkiem. Pierwszego dnia oznajmił, że ma odwyk od ekspresji – raz spróbował, ale potem trzeba było część widowni cucić wodą święconą.

Główną atrakcją obozową, starczająca za wszystkie gry, podchody, warty, konkursy, pielgrzymki, explo, wielkie gry czy łowy, były konferencje. Dostarczały takich emocji, jak wszystkie elementy normalnego obozowania razem wzięte. A nie trzeba było się tak bardzo wysilać. Wystarczyło usiąść wygodnie na karimacie, pod drzewem, rozłożyć parasolkę (gdzieniegdzie zdarzały się drobne gałęziowe mżawki). Następnie do białej tablicy podchodził harcmistrz, harcmistrzyni lub ksiądz. Następowały okrzyki i krótkie formy wyrazu, czasem nawet wierszowane bądź śpiewane. Tablica zapełniała się pismem rylcowym lub obrazkowym. Następowały brawa i już koniec, nawet nie można było się nacieszyć tym krótkim momentem uniesienia. Tradycyjnym okrzykiem po każdej konferencji było hasło BIS (Błagam Idźmy Szybciej). Trzeba było śpieszyć dalej. Program nie zwolnił nawet podczas ewakuacji – po prostu ewakuował się z nami również mówca i poprowadził konferencję w miejscu bezpiecznym. Nie możemy powiedzieć, gdzie to dokładnie było, bo przestałoby to być miejsce bezpieczne.

Obóz skautmistrzowski KUDU 2020, fot. Monika Mika

W świecie szeroko pojętej filozofii mówi się, że kwestionowanie wszystkiego może prowadzić do negacji wszystkiego. Moment wyparcia, kiedy to musieliśmy w pełni zawierzyć instynktowi i pamięci pierwotnej, przyszedł mniej więcej w środku obozu – kiedy to Rudzik, zastęp składający się przede wszystkim z osób myślących, prowadząc apel, zakwestionował zasadność apelu jednocześnie go nie przerywając. To sprawiło, że system równowagi światopoglądowej zaczął się u niektórych gwałtownie chybotać. Był to szok ogromny, niektórzy po tym apelu chcieli nawet zdjąć mundur (co publicznie na jednej z konferencji uczyniła nawet sama Naczelniczka). Inni zadawali sobie pytanie: czy w takim razie dzisiaj będzie obiad? Podwieczorek jawił się nam natomiast już jedynie jako raj utracony.

Ale nie traciłyśmy nadziei – kluczem do poznania człowieka jest zawsze sztuka. Ekspresja wieczorna była obowiązkowa. Chociaż tutaj też osiągnęłyśmy poziom galaktyczny – dość powiedzieć, że w pewnym momencie siedziałyśmy wszystkie razem przy ognisku i starałyśmy się w odpowiednim momencie jak najszybciej nacisnąć wielki guzik zrobiony z miski do mycia. Czy można w bardziej wymowny sposób przedstawić metaforycznie człowieka i jego chęć wyłączenia tego wszystkiego, co w życiu zbędne? Tutaj nawet dalsze wyjaśnienia są elementem zbędnym.

Do czego natomiast trzeba było nas już naprawę zmuszać? Do spełniania potrzeb fizjologicznych – do latryny prowadziły kartki motywujące, a jadłospis każdy zastęp musiał napisać sam – żeby wiadomo było, że w ogóle jeszcze przyjmujemy pokarmy. Bo człowiek myślący tak dużo może zapomnieć, że jeszcze czegoś w życiu oprócz tego potrzebuje.

Podczas obozu doszło również do manewrów covidowych. Ot, tańczyłyśmy belgijkę w tym samym miejscu, co Iziqu. Oni udawali, że tańczą z partnerkami, my, że z partnerami. Gdzieś tam zawodził flet, brzdękały cymbałki. Naród kroczył naprzód razem, co zrobił dwa kroki w przód, musiał się cofnąć dwa kroki wstecz. Klasyczna definicja postępu. Ale cel był – integracja.

Aż wreszcie nastąpił koniec. Kiedy uświadomiłyśmy sobie tę okoliczność, ruszyło zarządzanie antykryzysowe.  Mianowicie, aby zapobiec grupowej depresji, dla każdej z nas została zarządzona indywidualna rozmowa z Martą – szefową obozu. Każda z nas musiała określić cel swojego dalszego istnienia. Misję, która pomoże jej dalej żyć i podejmować wyzwania dnia codziennego.

Podajemy wam – następnym pokoleniom kursantek oraz tym przypadkowym czytelnikom, którzy trafili tu myśląc, że to link do promocji w Rossmannie, podajemy wam przesłanie – odwagi. My już tę drogę przeszłyśmy. Czym jesteśmy? No właśnie.

Magdalena Stelmach


W mundurze grałam: harcerkę w 4 DWa, młodą przewodniczkę, 4 sezony w roli Bagheery, potem Akeli. Tak świat zwierzęcy stał się moim światem. Po siedmiu latach miała być skautowa, chociaż roczna emerytura. Ale nie - bo dla młodych nie starczy, więc aktualnie szefowa młodych przewodniczek, teraz już trzeci rok. Zajmuję się różnego typu aktywnościami, również pisaniem. Piszę m.in.: maile, listy zakupowe, relacje (również z wydarzeń, ale nie tylko, bo uważam że jeśli coś się nie wydarzyło, też warto to opisać).

Przestrzeń przygód

Kiedy wiosna budzi świat przyrody do życia, a Wielki Post przypomina nam o potrzebie wewnętrznych porządków, nowy numer Przestrzeni, zachęca nas do przeżycia tych, jak i każdego innego aspektu życia, w perspektywie przygody.

Podsumowaniem roku harcerskiego jest obóz letni. Wzorem dla obozów letnich są obozy szkoleniowe, a ich szczególną formą – obozy III stopnia. W pierwszym artykule, który opublikujemy już jutro, znajdzie się mnóstwo ciekawych wspomnień z pierwszego obozu III stopnia dla nurtu żeńskiego w naszym Stowarzyszeniu – Kudu. Mamy nadzieję, że artykuł Magdaleny Stelmach rozbudzi marzenia o niezwykłych letnich przygodach nie tylko wśród zeszłorocznych uczestniczek kursu.

Szczególnym wymiarem zapewniającym przygodę jest przyroda. Kolejny artykuł autorstwa Agaty Kocyan, pokaże nam, ile ciekawostek kryje się za, wydawałoby się, statycznymi obiektami przyrody jakimi są drzewa.

Trzeci artykuł, autorstwa naszego redaktora prowadzącego, Ignacego Wińskiego, przeniesie nas w świat początków Europy Chrześcijańskiej. Tej wielkiej przygody, której spadkobiercami i kontynuatorami jesteśmy również my.

Apel z okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, 1 sierpnia 2014, fot. Sebastian Masłowski

Przez kolejne trzy soboty będziemy również kontynuować cykl artykułów autorstwa Hanny Dunajskiej i Emilii Kawałek na podstawie książki: „Jak mówić, aby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, aby dzieci do nas mówiły“.

W Wielki Czwartek, na rozpoczęcie tej przygody przygód, jaką jest Triduum Paschalne, zamieścimy krótki przewodnik po tych wydarzeniach, które na zawsze odmieniły los ludzkości i każdego człowieka.

Zapraszamy do śledzenia naszej strony internetowej oraz profilu na facebooku. A chętnych do napisania do nas, zachęcamy do kontaktu za pośrednictwem naszego adresu e-mail: przestrzen@skauci-europy.pl

Krzysztof Żochowski


Krzysztof Olaf Żochowski HR – asystent programowy redaktora naczelnego Przestrzeni. Pochodzi z 1. Hufca Garwolińsko-Pilawskiego, gdzie pełni funkcję zastępcy hufcowego. Jest asystentem namiestnika wędrowników. Student VI roku na kierunku lekarskim Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.