Studia to nie wszystko

Mam świadomość, że dla jednych powyższy tytuł może brzmieć jak „oczywista oczywistość”. Wiem jednak, że w naszym skautowym gronie znajdą się osoby, które odbiorą go z lekkim niedowierzaniem i zapytają „ale jak to?”. Uprzedzam z góry, że tekst ten nie jest wyrocznią ani prawdą absolutną. Stanowi on zbiór moich (mniej lub bardziej) poważnych rozważań na temat wyboru studiów, studiowania i tego, co dalej.

Od przedszkola do…?

Dzisiaj, w wieku 25 lat, z rozbawieniem przypominam sobie moje dylematy dotyczące wyboru ścieżki naukowej. Planowałam ją przynajmniej od drugiej klasy podstawówki. Część z Was jest w tej chwili ode mnie młodsza (może są tu jakieś wilczki zastanawiające się kim zostać w przyszłości? ;)), a część starsza i podobnie jak ja, z uśmiechem i nutą zadumy patrzy na podjęte przez siebie decyzje. Ja we wspomnianej drugiej klasie zdecydowałam, że zostanę prawnikiem (lepiej nie pytajcie, dlaczego). To dziecięce marzenie było ze mną dość długo. Punkt widzenia zmienił mi się w gimnazjum, gdy z wielką pasją oglądałam chyba wszystkie możliwe dobre ligi europejskiej piłki nożnej, zaczęła się też moja przygoda z byciem kibicem koszykówki oraz trenowaniem lekkoatletyki. Przez całe gimnazjum chciałam zostać tylko i wyłącznie dziennikarzem sportowym. W pewnym momencie szkoły średniej, zachłyśnięta inspirującymi lekcjami WOSu, historii i innych około humanistycznych nauk wróciłam do marzenia z dzieciństwa. Usłyszałam nawet od wychowawczyni „ty jesteś moją jedyną nadzieją z tej klasy, że dostaniesz się na prawo”. Cóż, pani Magdo – przepraszam! Ściślej – na prawo dostałabym się. Moje punkty z matury mi to gwarantowały. Jednak ostatecznie wybrałam… pedagogikę!

W momencie przygotowywania tego tekstu mamy maj. Kasztany już przekwitają, nie czas na naukę. Tysiące młodych Polaków czeka na wyniki matur – niektórzy z wypiekami na twarzach, a niektórzy pewnie z lekkim przerażeniem. Doskonale pamiętam moment publikacji wyników mojej matury. Byłam wtedy nigdzie indzie, ale w środku lasu na obozie harcerskim. Razem z trzema innymi przybocznymi z mojego rocznika wyszłyśmy pewnego poranka na skraj lasu, gdzie na polanie można było odnaleźć zasięg. Była radość – wszystkie maturę zdałyśmy. Była też ekscytacja – od razu wysyłałyśmy formularze na studia. Wyboru trzeba było dokonać już wcześniej i tu wracamy do tego, jak znalazłam się na pedagogice. Gdy to pytanie słyszę od znajomych albo zespołów rekrutacyjnych w różnych firmach odpowiadam szczerze, że nie wiem. Pedagogika była na liście niedaleko prawa. Kwestię dokonania wyboru zostawiam Duchowi Św. Rejestrowałam się w systemie w niedzielę. Amen.

„Zakopałaś swoje talenty” i studencka to do list

Powyższe słowa usłyszałam (naprawdę) od wujka prawnika, który był zawiedziony moim wyborem. Zapytał, czy znam przypowieść i rozpoczął monolog… niby jednym uchem słuchałam, a drugim wypuszczałam, to co do mnie mówił, a jednak to zdanie zostało ze mną do teraz. Jakże szybko okazało się, że wujek jednak nie miał racji! Rozpoczęłam studiowanie pedagogiki nie mając pojęcia, że będę musiała wybrać specjalność i to już za niecały rok. Na szczęście do każdej z nich był przedmiot zwany „wprowadzeniem”. I każdemu życzę tak łatwego wyboru, jaki miałam ja. Prowadzący specjalność Edukacja Dorosłych i Marketing Społeczny (z której mam licencjat) okazał się być niezwykle charyzmatyczną postacią, umiał zaciekawić studentów nauką, posiadanym przez siebie doświadczeniem oraz kołem naukowym. I to właśnie koło naukowe jest pierwszym z to do list w trakcie studiów, które według mnie warto odhaczyć:

Koło naukowe – niezależnie od tego, czy już na początku studiów widzicie siebie w roli badacza i chcielibyście zostać na uczelni w szkole doktorskiej (przypominam, że w Polsce mamy trzystopniowy program studiów, a nie dwu, jak się utarło!), polecam poszukać prężnie działających kół naukowych w waszym instytucie, wydziale, a nawet w zakresie całej uczelni. Wiele z nich ma charakter interdyscyplinarny, czyli łączy różne zagadnienia i osoby z wielu zakątków jednego uniwersytetu. Koła te często realizują granty i projekty naukowe, czy to bezpośrednio na uczelni, czy dzięki współpracy ze stowarzyszeniami i fundacjami. Daje to ogromne możliwości do zdobycia pierwszego doświadczenia zawodowego(w pełnym tego słowa znaczeniu) jeszcze w trakcie studiów, a nierzadko na zwiedzenie ciekawych zakątków Polski i Świata. Za aktywny udział w kole naukowym, samorządzie studenckim, chórze uniwersyteckim etc. dostaje się także punkty do stypendium naukowego, w którym średnia ocen to nie wszystko, trust me!

Duszpasterstwo akademickie – dzięki solidnej formacji osobistej w ognisku szefowych długo nie rozglądałam się za niczym dodatkowym z tego poziomu. Na początku trzeciego roku studiów zachęcona przez koleżankę poszłam na kilka pierwszych spotkań „na dobry początek” i zostałam w pierwszym DA na ponad półtora roku. Dało mi to możliwość poznania wspaniałych osób, zgłębienia duchowości konkretnego zgromadzenia (byli to Karmelici Bosi), aktywnego spędzania resztek wolnego czasu, a przede wszystkim do pogłębiania swojej wiary z ludźmi, którzy mieli potrzeby podobne do moich. „Wszystko ma swój czas” i dlatego uważam za bardzo cenne, gdy duszpasterstwa przestrzegają widełek wieku i w swoich szeregach mają tylko studentów. W DA możecie też znaleźć kierownika duchowego czy stałego spowiednika w nierzadko nowym dla siebie mieście. Ponadto, jeśli z jakiegoś powodu nie przepadacie za chodzeniem do swojej nowej lokalnej parafii (tam, gdzie jest wasze mieszkanie czy akademik), DA i jego kościół staje się niejako drugim domem. Zachęcam jednak, by ogarnąć, gdzie najbliższa parafia się znajduje i zapoznać się z jej ofertą duszpasterską, przyjąć księdza po kolędzie w wynajmowanym mieszkaniu itp.

Relacje – w grupie studenckiej, czy na roku spotyka się wiele osób o różnych światopoglądach. I moim zdaniem nie ma nic cenniejszego niż to, by wyjść ze swojej harcersko-katolickiej bańki i nie bać się takich znajomości i przyjaźni. Nierzadko są to bardzo wartościowe osoby, z którymi po prostu przyjemnie się studiuje. A do tego wspólne wyjścia wieczorem na miasto, uczenie się na egzamin. Człowiek jest istotą stadną, a czas studiów gwarantuje możliwość powiększenia swojego stada.

Praca dorywcza – niezależnie od Twojej sytuacji finansowej po wyjściu z domu rodzinnego (lub nawet jeśli mieszkasz z rodzicami i studiujesz w tym samym mieście), warto podjąć w trakcie studiów pracę dorywczą. Oprócz podreperowania swojego budżetu (co czasem jest konieczne, a czasem jest miłym wsparciem rodziców), pozwala to na zdobycie pierwszego doświadczenia do CV. Od czegoś trzeba zacząć: udzielanie korepetycji, opieka nad dziećmi, kawiarnia czy praca w sklepie – możliwości jest naprawdę sporo. Praca pozwala też przeciwdziałać własnemu lenistwu i organizować sobie plan tygodnia, miesiąca. Ponadto nierzadko odkrywa w człowieku pokłady nowych zasobów, np. cierpliwości do krzyczących dzieci, słabych uczniów albo nieuprzejmych klientów.

Co dalej?

Na koniec powrócę z jeszcze jednym przykładem z mojego życia. Na studiach magisterskich nie kontynuowałam, wbrew wcześniejszym planom, pedagogiki. Dzięki działalności w kole studenckim i tym samym pracy w fundacji naukowej, miałam już na swoim koncie spore doświadczenie w zarządzaniu projektami. To otworzyło mi oczy, że kierunek studiów mogę zmienić. Jestem więc magistrem nauk społecznych, po kierunku Zarządzanie Projektami Społecznymi. Ale moje pedagogiczne zacięcie niejednokrotnie pozwoliło mi inaczej – szerzej, spojrzeć na poruszane na studiach czy w pracy zawodowej sytuacje. Dlatego to właśnie z pedagogiką i szkołą doktorską wiążę swoją przyszłość.

Rozkminy końcowe

Niektórzy pytają, czy warto iść na studia, jeśli się tego „nie czuje” albo „na studia dla studiów”. Osoby, które chcą spróbować – zachęcam. Zrezygnować można szybciej niż na koniec semestru. Nowa wiedza i umiejętności i tak na pewno z wami zostaną. Ale tak, studia to nie wszystko i nie są jedyną formą inwestycji czasu i energii w młodej dorosłości. Można być wspaniałym człowiekiem – pracownikiem, małżonkiem, przyjacielem bez wyższego wykształcenia. Znacie też na pewno osoby, może nawet z waszych ognisk i kręgów, które na uczelnie nie poszły od razu po szkole, ale po roku, dwóch. Studia to część procesu edukacji formalnej, ale w przeciwieństwie do poprzednich punktów w tym procesie – nieobowiązkowy. Oznacza to, że studia wybieramy jako dorosłe osoby z własnych pobudek i motywacji, mniej lub bardziej świadomi. Jestem pewna, że nawet w przypadku wytrwania na studiach, gdy jedyną do tego motywacją jest żal z powodu straty czasu, który się im poświęciło, w człowieku owocują poszerzone horyzonty, znajomość innego miasta, gotowość do samodzielnego życia oraz szacunek do akademii i nauczycieli, wdzięczność za możliwość nauki.

Fot. na okładce: Monika Mika

Katarzyna Kaczmar


Obecnie szefowa Ogniska Młodych Przewodniczek w 2. Hufcu Gryfowskim i wiceprzewodnicząca Rady Naczelnej. Z wykształcenia i zamiłowania pedagog i manager projektów społecznych. Pracuje na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu.

Inteligencje wielorakie cz. 2 – przywództwo i praktyka

Hejka, tu Kasia! Fajnie, że jesteście! Dziwnie byłoby się nie przywitać, gdy zaczynam tekst w połowie. Coś zostało już powiedziane, padło A, ale nie B. W drugiej części mojego artykułu o inteligencjach wielorakich (IW) dowiecie się, że tak naprawdę wiele jeszcze brakuje, by temat uznać za zamknięty. Jeśli trafiłeś tutaj bez przeczytania pierwszej części, odsyłam Cię do niej, bo opisałam tam naukowy fundament moich rozważań.

To tylko teoria?

Napisanie pracy magisterskiej o skautingu tak naprawdę przez większość studiów nie wchodziło, nomen omen, w grę. Okazało się jednak, że potencjał do prowadzenia badań jest bardzo duży, tym bardziej, że mało osób opisało do tej pory naszą organizację z punktu widzenia andragoga i managera projektów. Praca ta miała więc charakter eksploracyjny. Liczę, że będzie mi dane kontynuować badania. Dotyczyły one tego, jak i czy w ogóle liderzy w naszym ruchu wykorzystują wachlarz inteligencji wielorakich do realizowania zadań statutowych. Przypomnijmy, że w Gardnerowskiej teorii występuje przynajmniej osiem inteligencji: językowo-werbalna, logiczno-matematyczna, wizualno-przestrzenna, cielesno-kinestetyczna, muzyczna, intrapersonalna, interpersonalna i przyrodnicza. Inteligencje w świetle tej teorii są równorzędne. Nie istnieje hierarchia, według której można by uznać, która z nich jest najbardziej kluczowa dla człowieka. Zaznaczam więc, że każdy człowiek jest wyposażony w każdy typ inteligencji. Poszczególne z nich oddziałują na siebie nawzajem, przenikają się i uzupełniają. Efektem tego są niepowtarzalne zindywidualizowane profile inteligencji danej osoby. Każda z nich ma według Gardnera swoją naturalną linię rozwojową. Teoria IW wydaje się być idealna dla potrzeb pedagogów i edukatorów, którzy pragną dbać o indywidualne potrzeby swoich podopiecznych. Od razu nasuwają mi się na myśl słowa „skauting i indywidualność”, czyli tytuł lektury obowiązkowej dla każdego szefa.

Teoria IW powstała ponad pół wieku temu, ale wciąż się rozwija i uchodzi za nowatorski sposób badania inteligencji. Jej autor bynajmniej nie kwestionuje istnienia inteligencji ogólnej, ale podkreśla, że IW są najbardziej wiarygodne w odniesieniu do życia codziennego, niezwiązanego z edukacją formalną. Człowiek bowiem uczy się całe życie i istnieją różne sposoby zdobywania wiedzy. Dlatego ciężko jest dokładnie zmierzyć inteligencje wielorakie u danego człowieka, gdyż najdokładniejsze dane otrzymać można tylko w oparciu o praktyczne działanie. W ten sposób dochodzimy do konkluzji, że teoria inteligencji wielorakich ma wysoki potencjał praktyczny i odnajduje się w różnych projektach edukacyjnych. Należą do nich te z zakresu edukacji formalnej, ale być może przede wszystkim pozaformalne i nieformalne warunki kształcenia. Te właśnie daje człowiekowi skauting.

W sprawie przywództwa

Z konferencji na Jadwidze pamiętam szczególnie tę pt. „misja drużynowej”. Już tytuł wskazuje, że przyszła szefowa, będzie się mierzyć w swojej pracy z czymś do tej pory niespotykanym, w jakimś stopniu podniosłym. Na obozie szkoleniowym zdobywa się zatem niezbędne kompetencje, poznaje metodę i narzędzia potrzebne do prowadzenia jednostki. Analogiczne sytuacje mają miejsce w korporacjach, przedsiębiorstwach czy instytucjach trzeciego sektora. Wiedzy o sposobie przygotowywania się do pełnienia roli lidera szukałam więc nie tylko we „Wskazówkach dla skautmistrzów” Baden-Powella, ale również w takich pozycjach jak „Menedżer nowych czasów. Najlepsze metody i narzędzia zarządzania” Bolesława Kuca i Marcina Żemigały oraz w publikacji „Dziesięć cnót dobrego przywódcy” Billa Newmana. Każda z wymienionych bazuje w jakimś stopniu na strukturze osobowości Costy i McCrae’a. W części pracy poświęconej opisie lidera skupiłam się na tym, jakie są jego pożądane cechy osobowościowe. Są one ważnym kryterium i kwalifikują daną osobę do piastowania funkcji lidera jakiejś grupy. Na podstawie analizy literatury z zakresu zarządzania i ze swojego doświadczenia w skautingu stwierdziłam, że bycie szefem jednostki wymaga posiadania wewnętrznej motywacji. (Tak wiem, Ameryki nie odkryłam, ale magisterkę sprawdzały osoby, które skautami nie są). Musi ich także cechować wiedza, umiejętności, chęć i radość z oddziaływania na innych ludzi. Dobry przywódca jest także zdolny do empatii, potrafi słuchać innych. Bi-Pi przypomina, że skautmistrz ma być starszym bratem dla swoich chłopców, a ruch skautowy to gra, w której robi się wiele dla innych odrzucając egoizm i oduczając go innych.

Specjaliści od zarządzania organizacjami podkreślają, by liderzy oszczędnie gospodarowali energią i unikali przeciążeń dbając o zdrowie fizyczne i psychiczne. Newman wskazuje także, że bardzo efektywnym sposobem radzenia sobie ze stresem jest posiadanie przyjaciół – osób, na których może polegać. Tak oczywiście powinno być w skautingu. Młody szef, który prowadzi jednostkę ma do dyspozycji szczepowego, hufcowego, a nawet władze naczelne. Otaczają go też szefowie pełniący takie same funkcje w innych lokalizacjach. Zwykła rozmowa z człowiekiem „z branży” często pomaga uświadomić sobie realne szanse, zagrożenia i możliwości. Przypomina to o cesze, którą w mojej opinii powinien posiadać każdy szef Skautów Europy – umiejętność poproszenia o pomoc. Ostatnim atrybutem lidera-menadżera, który chcę wymienić jest reputacja. Jest ona mierzona przede wszystkim zaufaniem do czynionych przez niego obietnic. Koresponduje to trafnie z Prawem Harcerskim i innymi tekstami z naszych ceremonii. Całe Prawo jest swego rodzaju zbiorem cech, które opisują skautów. Większość z nich zaczyna się od słów „Harcerz/harcerka jest…” i są to takie cechy jak: honorowość, lojalność, przyjacielskość, braterstwo, uprzejmość, szlachetność, karność, opanowanie, gospodarność oraz czystość intencji i uczynków.

Sejmik Stowarzyszenia 2021, fot. Monika Wójcik

Jeden z powodów, dla których skauting powinien znaleźć się w Twoim CV

Praca lidera harcerskiego to szereg obowiązków, które należy wypełnić, by jak najpełniej realizować cele statutowe Stowarzyszenia. Służy do tego metoda harcerska i wypływające z niej narzędzia. Dobrze wiecie, jak napięty jest kalendarz Stowarzyszenia, a co za tym idzie, Wasz własny. Nie jest to czas zmarnowany! I na szczęście, oprócz wielu komentarzy o jedzeniu szyszek od osób, które z harcerstwem nie miały zazwyczaj nic wspólnego, spotkałam na swojej drodze też wielu profesjonalistów z zakresu Human Resources, którzy z wypiekami na twarzy pytali o zakres obowiązków jako szefowej w Skautach Europy. Umiejętność zaplanowania obozu, wdrożenia tych planów w praktyce to ogromny plus na rynku pracy. Ilu, oprócz skautów, znacie młodych ludzi, którzy wiedzą, jakie pisma, w którym urzędzie należy złożyć, czy jak zadbać o bezpieczeństwo przeciwpożarowe, jak zorganizować i przeprowadzić ewakuację kilkudziesięciu osób? A przy tych wszystkich potrzebach technicznych jest jeszcze metoda i merytoryczne przygotowanie się do obozu. Żeby było to możliwe, potrzebne jest wiele miesięcy regularnej pracy i umiejętność rozpoznawania potrzeb podopiecznych, którzy tak bardzo różnią się od siebie nawzajem. To, co my znamy pod pojęciem systemu rad, w świecie zarządzania organizacjami nosi nazwę ewaluacji i feedbacku. Dzięki nim możemy wyciągać wnioski, żeby w przyszłości nie popełniać tych samych błędów oraz by odnaleźć potencjał, który można jeszcze bardziej rozwinąć. Posiadanie wizji i uświadomienie sobie celu, do którego się dąży sprzyja rozwojowi motywacji. Dlatego istotną cechą władzy jest zdolność do wprowadzania zmian w stosunku do sporządzonej wizji. Społeczeństwo i jego potrzeby zmieniają się bardzo szybko, a co za tym idzie, oczekiwania i motywacje harcerek i harcerzy w drużynach teraz różnią się od tych, które mieliśmy my w ich wieku. Żeby umiejętnie wdrażać nowe pomysły konieczna jest znajomość środków, poprzez które można dokonywać zmian. Według Rafała Mrówki definicja przywództwa ściśle oddaje to w jaki sposób działają szefowie jednostek harcerskich, gdyż zabiegają oni o cele, które reprezentują wartości i motywacje wspólne jednym i drugim – wartości liderów oraz wartości grupy. Ruch skautowy jest odzwierciedla też w znacznym stopniu model organizacji uczącej się. Na zbiórkach, obozach i wędrówkach rozwijane są coraz to nowe potrzeby uczestników poprzez naukę i zdobywanie praktycznej wiedzy. Służą nam do tego m.in. stopnie i sprawności, które realizowane według indywidualnych potrzeb i umiejętności wpływają na poziom i rozwój całej jednostki. Baden-Powell pisał we „Wskazówkach…”, że metoda harcerska przyniesie wiele dobra tylko wtedy, gdy nie chodzi w niej o samą organizacje dla organizacji, a o wpajanie dobrych przyzwyczajeń przy pomocy narzędzi, którymi dysponuje.

Inteligencje wielorakie w praktyce harcerskiej

Temat IW, jest, jak już widzicie, długi przynajmniej jak Wajnganga. Tylko rozumiejąc ogrom obowiązków i problemów, z którymi mierzą się szefowie w naszym ruchu można świadomie przejść do poszukiwania połączeń z teorią Howarda Gardnera. W największym skrócie wygląda to według mnie tak, że szef, przygotowując plan pracy powinien skupić się na realnych potrzebach, ale także marzeniach swoich podopiecznych, a nie wyłącznie na swoich własnych pobudkach. Przyczyną działania nie może być też chora zazdrość. Owszem, może drużyna z miasta obok miała dłuższy obóz od Twojego, bardziej szalone explo i jeszcze jakieś atrakcje, ale zero jedynkowe porównywanie działalności do innych nie jest najlepszym powodem do kopiowania i wprowadzania dokładnie takich samych rozwiązań u siebie. Tamten szef ma inny wewnętrzny zestaw predyspozycji od Ciebie. Jego wychowankowie mają inne predyspozycje, inne marzenia i potrzeby.

Obóz harcerek, fot. Barbara Jakubiec

Po przeanalizowaniu literatury o społeczeństwie wiedzy i inteligencji oraz zdobyciu ciekawych informacji, że organizacja harcerska niewiele różni się w aspekcie zarządzania i potrzeb managerskich od innych, np. korporacji, przyszedł czas na próbę implementacji teorii inteligencji wielorakich do działalności skautowej. Badania, które przeprowadziłam w ramach studium przypadku są podsumowaniem rozważań. Jak wspominałam, mają charakter eksploracyjny i według mnie otwierają ścieżki do bardziej wnikliwych studiów. Trzonem części praktycznej zostały dwa indywidualne wywiady pogłębione. Uzupełnieniem do nich jest ankieta, w której przy pomocy kwestionariusza szersze grono aktywnych liderów mogło odnieść się do zagadnienia inteligencji wielorakich, swoich atrybutów osobowościowych oraz realizowaniu przez SHK „Zawisza” FSE celów statutowych. Wciąż rozwijające się metody badań nad inteligencją pozwalają dokładniej się jej przyglądać w zależności od kontekstu działań człowieka. Inteligencja nie zależy jedynie od wykształcenia, a powszechna kategoryzacja ludzi jako mniej inteligentnych, gdy nie radzą sobie z pewnymi typami problemów jest stygmatyzująca. W trudnościach dnia codziennego o skutecznym radzeniu sobie z kłopotami decyduje przede wszystkim szereg uwarunkowań indywidualnych danej osoby, a nie wiedza zdobyta z książek. Dlatego w badaniach poruszyłam temat tego, jak liderzy harcerscy mierzą się ze swoimi codziennymi obowiązkami i po analizie mogłam wpisać te odpowiedzi w inteligencje wielorakie.

Teoria Gardnera daje się bardzo szybko przetestować w praktyce, ponieważ to, jaki profil inteligencji posiada dany człowiek, bierze się z preferowanych przez niego metod uczenia się, hobby, ulubionych dziedzin nauki, a nawet ulubionej muzyki i sportu. W skautingu dzieje się wiele i pod względem rozwoju psycho-behawioralnego i technicznego. Dlatego w kolejnej, ostatniej już części mojego artykułu, przedstawię Wam hipotezy badawcze oraz analizę i interpretację wyników. Stay tuned!

Euromoot 2019, fot. Katarzyna Kotarba

Fot. na okładce: Piotr Wąsik

Katarzyna Kaczmar


Obecnie szefowa Ogniska Młodych Przewodniczek w 2. Hufcu Gryfowskim i wiceprzewodnicząca Rady Naczelnej. Z wykształcenia i zamiłowania pedagog i manager projektów społecznych. Pracuje na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu.

Inteligencje wielorakie cz. 1

Co to znaczy „być inteligentnym podmiotem”?

To pytanie z haczykiem zadał mi promotor na początku przygotowywania pracy magisterskiej. Ale od początku… Z panem profesorem miałam na studiach zajęcia z przywództwa i często w trakcie ćwiczeń, ale też i w pracach domowych, mówiłam o tym, jakich przywódców/liderów spotykam na swojej harcerskiej drodze. Opowiadałam o Was, drogie druhny i drodzy druhowie! Chciałam przedstawić skauting takim jakim jest, bo sama znam zarówno dobro, którym jesteśmy obdarzani dzięki służbie, jak i trudności, z którymi mierzymy się w pracy instruktorów harcerskich. Profesor zawsze słuchał tego z szacunkiem, uważnie punktował, gdy zbytnio idealizowałam, i mówił: „Pani Kasiu, przecież to na pewno nie jest tak cukierkowe!”. Nie jest. Co więc sprawia, że ludzie w naszym wieku podejmują służbę i stają się przywódcami? Gdy przechodzimy do czerwonej gałęzi dla wielu największym problemem jest przygotowanie do matury, później studia, pierwsza sesja, potem poszukiwania pracy i rozwój zawodowy. A do tego życie prywatne, duchowe, związki, pasje, rodzina, problemy zdrowotne, finansowe – stop! Jak się w tym wszystkim nie pogubić? Jak dobrze i skutecznie przewodzić jednostkom harcerskim jako wolontariusz, gdy wokół tyle się dzieje? Odpowiedzi na te pytania postanowiłam poszukać w nauce. Przede wszystkim w różnych opracowaniach filozoficznych, psychologicznych i pedagogicznych oraz w nauce o teorii zarządzania organizacjami.

Inigo 2021, fot. Krzysztof Żochowski

Szczyt akademickiego nudziarstwa

Wyjaśnię teraz genezę pytania, które postawiłam na początku tekstu. Kiedy zapadła decyzja, że temat mojej pracy to „Inteligencje wielorakie lidera harcerskiego w realizacji zadań statutowych organizacji”, musiałam rozłożyć ten jakże złożony tytuł na czynniki pierwsze. I utknęłam na pierwszym słowie. Przebrnęłam przez literaturę dotyczącą filozofii – klasycznego i oświeceniowego modelu rozumu, a także przez współczesne pojęcia wiedzy, ale to zapoznanie się z pojęciem inteligencji okazało się być punktem wyjścia do dalszych rozważań. Za słowo „inteligencja” zamiennie używałam od tej pory słów „zdolności ogólne”, „uzdolnienia umysłowe” i „uzdolnienia intelektualne”. Samo pojęcie „inteligencja” budzi wiele kontrowersji, co mocno świadczy o abstrakcyjności tego zagadnienia i chęci dotarcia do jego istoty. Z drugiej strony, nawet przy dzisiejszym stanie wiedzy i dysponowaniu licznymi badaniami, nie jest możliwe, by jasno sprecyzować, który człowiek jest inteligentny, a który nie. Powszechność różnic, które występują między ludźmi, jest jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy. Czy nie jest podobnie w działalności skautowej? Możemy przyjmować wymierne cele świadczące o jakości danej jednostki. Porównamy liczbę osób w mundurach, po przyrzeczeniu czy liczbę zdobytych sprawności, ale efekty w sferze indywidualnego rozwoju powierzonych nam osób zawsze będą inne, bo inny jest każdy człowiek.

Obecne czasy i rozwój nauki sprawiają, że wielu badaczy jest nastawionych na łatwy dostęp do testowania i ceni sobie mierzalność inteligencji poszczególnych jednostek. Strukturalna teoria inteligencji nabrała kształtów dzięki badaniom z użyciem metody matematyczno-statystycznej, jaką jest analiza czynnikowa. Po raz pierwszy badania tego typu zostały przeprowadzone już na początku XX wieku. Od tego czasu świat oszalał na punkcie testów na IQ. Można było je znaleźć zarówno w gazecie , jak i na odwrocie płatków śniadaniowych.

Według definicji polskiego psychologa prof. Jana Strelaua inteligencja to konstrukt teoretyczny odnoszący się do względnie stałych warunków wewnętrznych człowieka. Warunki te odpowiadają za efektywność działań, które wymagają typowo ludzkich procesów poznawczych. Kształtują się one poprzez interakcję genotypu, środowiska zewnętrznego oraz własnej aktywności. Profesor podkreśla, iż założenie, że inteligencja jest konstruktem teoretycznym świadczy o tym, że zjawisko to nie istnieje samo z siebie – tzn. nie jest samoistne. W odniesieniu do człowieka, inteligencja jest cechą, która uzewnętrznia się w tzw. inteligentnym zachowaniu. Chętnie zapoznałabym Was z innymi definicjami, ale za prof. Edwardem Nęcką powtórzę, że analizowanie poszczególnych pojęć można uznać za „szczyt akademickiego nudziarstwa”.

Zapamiętajmy część o inteligentnym zachowaniu, które, dzięki samostanowieniu człowieka o sobie, będzie procentowało w podejmowaniu odpowiednich (dobrych, mądrych?) decyzji. Wielu badaczy podkreśla też, że zdolności intelektualne jednostki pozwalają na rozwiązywanie problemów. Bardzo istotnym aspektem rozważań o inteligencji, którego istnienie uświadomiłam sobie w trakcie przygotowań do moich badań jest to, że inteligencji nie należy przykładać zero-jedynkowo ani do osiągnięć w nauce, ani do sukcesów zawodowych. Wielu nauczycieli i wychowawców naszej epoki uwierzyło w teorię, że dzieci mają wrodzony zestaw umiejętności intelektualnych i, nawet mimo starań dokładanych w procesie edukacji, nie jest możliwe przekroczenie przez nie pewnej granicy. W ten sposób wykształcają się szkodliwe stereotypy, np. takie, że dziecko z ubogiej rodziny nie może być zbyt inteligentne. W tym miejscu chcę podkreślić złożoność powiązania ilorazu inteligencji z ogólnymi zdolnościami człowieka oraz to, że IQ to nie wszystko. Zbytnie przywiązanie do ciągłego testowania może przynieść odwrotne skutki, czyli zniechęcić do dalszego rozwoju, niezależnie od wieku osoby, która ten test wypełnia. Ja nigdy nie skończyłam wypełniać takiego testu.

Jak inaczej nazwać inteligencję? Potocznie można uznać, że jest to erudycja, bystrość, mądrość, wysoki poziom intelektu i wiedzy ogólnej. Wachlarz możliwości danego człowieka jest unikatowy (sic!). Oznacza to, że najprawdopodobniej w naszej pracy wychowawczej nie znajdziemy dwóch wilczków, dwóch harcerek, dwóch szefów, którzy przyswoją nowe informacje w ten sam sposób, czy którzy przeżyją tak samo explo, wędrówkę albo adorację. I to jest piękne! Właśnie ta unikatowość daje nam pole do popisu. Bo my także jesteśmy unikatowi. Wymyślamy inne gry, inne ogniska i rozważania na Godzinę Światła. Nie ma dwóch tak samo inteligentnych osób.

Jedna inteligencja czy siedem?

Howard Gardner, wykładowca z Harvardu, w latach 80. XX wieku coraz wnikliwiej przyglądał się zagadnieniom wynikającym z klasycznych testów na inteligencję. Doszedł on do wniosków, że niektórzy ludzie, mimo wysokiego ilorazu inteligencji zmierzonego testowo, ponoszą porażki w życiu osobistym. Składa się na nie przecież wiele czynników oraz wydarzeń bezprecedensowych. Teoria inteligencji wielorakich Gardnera jest pewnego rodzaju manifestem przeciwko przestarzałej koncepcji jako pojedynczej miary. Nie podaje on ostatecznej liczby rodzajów inteligencji. Podkreśla w ten sposób indywidualność każdego człowieka i fakt, że rodzi się on tylko z podstawowym zestawem inteligencji, który ma szanse rozwijać przez całe życie. Tylko jak to robić skutecznie? Z pomocą może przyjść edukacja nastawiona na podmiot i indywidualne potrzeby. Gardner na początku wyróżnił siedem typów inteligencji:

– inteligencja językowo-werbalna (dobrze rozwinięte umiejętności werbalne oraz wrażliwość na dźwięki, znaczenie i rymy danych słów);

– inteligencja logiczno-matematyczna (zdolność do myślenia konceptualnego i abstrakcyjnego oraz rozróżniania wzorców logicznych i numerycznych);

– inteligencja wizualno-przestrzenna (zdolność do myślenia obrazowego, pamięć fotograficzna oraz wizualizacja abstrakcyjna i dosłowna);

– inteligencja cielesno-kinestyczna (umiejętność kontrolowania ruchów ciała i obchodzenia się z przedmiotami);

– inteligencja muzyczna (wyczucie rytmu, rozumienie wysokości i płynności dźwięków);

– inteligencja intrapersonalna (zdolność do samoświadomości i dostosowania się do własnych uczuć, wartości, przekonań i procesów myślowych);

– inteligencja interpersonalna (zdolność wykrywania i odpowiedniego reagowania na nastroje, motywacje i pragnienia innych).

Kilka lat później do tego zestawu dodana została jeszcze inteligencja przyrodnicza, dzięki której możliwe jest rozpoznawanie i kategoryzowanie roślin, zwierząt i innych obiektów fauny i flory. Zaproponował także inteligencję egzystencjalną, dzięki której człowiek jest wrażliwy i zdolny do zgłębiania problemów ludzkiej egzystencji i stawiania pytań o sprawy ostateczne, dotyczące życia i śmierci.

Obóz letni harcerek 2020, fot. Monika Wójcik

Psycholodzy go nienawidzą, znalazł prosty sposób na rozwój inteligencji każdego człowieka [zobacz, jak to zrobił]

Tym „humorystycznym” akcentem chcę zakończyć tę część tekstu. Faktycznie, prof. Howard Gardner budzi w środowiskach akademickich sporo kontrowersji. Moim zadaniem było przygotowanie badań eksploracyjnych, które wskażą, czy inteligencje wielorakie są lub mogą być w przyszłości wykorzystywane przez liderów harcerskich w realizacji celów organizacji. Część z Was wypełniła kwestionariusz, w którym chciałam poznać Wasze zdanie na ten temat. Przeprowadziłam także dwa indywidualne wywiady pogłębione. Obie części badania pozwoliły mi wyciągnąć wnioski i postawić hipotezy badawcze. Już wkrótce się nimi z Wami podzielę!

Katarzyna Kaczmar


Obecnie szefowa Ogniska Młodych Przewodniczek w 2. Hufcu Gryfowskim i wiceprzewodnicząca Rady Naczelnej. Z wykształcenia i zamiłowania pedagog i manager projektów społecznych. Pracuje na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu.