O miejscu i roli dorosłych w skautingu – Zbigniew Minda HR

fot. Konrad Synowiec

Tak naprawdę nie do końca wiadomo, co my, dorośli, w skautingu robimy. Chodzi oczywiście o nas, „starych” dorosłych, (powiedzmy, że od 30 lat w górę), bo nie mamy tu na myśli tej kluczowej dla funkcjonowania ruchu skautowego grupy wiekowej 18-26 (też zaokrąglając, rzecz jasna), czyli naszych słynnych „dwudziestolatków”. Bez nich nic ciekawego pedagogicznie w ruchu skautowym się nie wydarzy. „Młodzi” dwudziestolatkowie są szefami jednostek (Akelami, drużynowymi, szefowymi i szefami kręgów). „Starsi” dwudziestolatkowie są hufcowymi, namiestnikami, twórcami Eurojamów, portali internetowych, wielkich imprez, spektakli, etc. To oczywiście schemat i uproszczenie, bowiem zawsze są wyjątki. Warto jednak pamiętać o tym, by wyjątek nie stał się zasadą.

Czytaj dalej O miejscu i roli dorosłych w skautingu – Zbigniew Minda HR

Ślad Praca – Dominika Pruszczyńska HR

Codziennie muszę wstawać o 6:15. Nie mogę sobie pozwolić nawet na odrobinę słodkiego lenistwa przy śniadaniu. Bez względu na to, czy pada deszcz czy świeci słońce, czy komunikacja miejska działa sprawnie czy nie, nie mogę się spóźnić. Muszę o 8:15 zasiąść do biurka, włączyć komputer i działać. Aż trudno się przyznać, że w momencie zdawania matury jednym z moich największych marzeń była praca zawodowa.

Część moich marzeń była szalona, odważna, nierzeczywista, część nieśmiała, prosta i fundamentalna. Chciałabym napisać o tej drugiej części. Pośród wielu myśli ciągle pojawiała się jedna: marzyłam, aby mieć… pracę. Często słyszałam „to naiwność”, „zawiedziesz się”, „praca to ciężki kawałek chleba”. Pan Bóg postanowił szybko spełnić moje pragnienia i już na pierwszym roku studiów podjęłam swoja pierwszą, prawdziwą „dorosłą” pracę. I wiecie co? Nie zawiodłam się. Pomimo wielu trudności i niewygód jest właśnie tak, jak tego chciałam.
Dlaczego Bóg przekazuje tak trudne dary?
Dzięki tym kilku słowom chciałabym pokazać, a niektórych spróbować przekonać, że praca jest darem przekazanym od Boga z miłości do nas. Pierwszy raz w Piśmie Świętym wątek pracy ludzkiej pojawia się zaraz po grzechu pierworodnym, kiedy Adam i Ewa muszą opuścić Raj, by „w pocie swego oblicza zdobywać pożywienie” (Rdz 3,19a). W kontekście słów z Księgi Rodzaju niektórzy powiedzieliby, że praca miała być karą za zuchwalstwo człowieka. Wiele razy doświadczyłam, że może ona doprowadzać do skrajności, ale za każdym razem wynikało to ze słabej natury ludzkiej, w której brak miłości i zaufania. W sumie logiczne. Bóg jednak postanowił „pójść” dalej. Nauczył człowieka znosić trudy, pobudził go do wzrastania, które właśnie przez podejmowanie codziennych wyzwań może się dokonywać.  Tak właśnie rozumiem pracę – dar dany mi z miłości, bym mogła dojrzewać, dążyć do swego osobistego uświęcenia. Tak pojmowana praca może przynieść człowiekowi spełnienie, radość i zrozumienie tego trudnego daru Bożego.
Człowiek a praca
Aby odnaleźć wartość pracy na początku muszą pojawić się marzenia, pragnienie zdobycia pewnego celu, świadomość tego, czego się chce. Nie jest ważne, czy będzie to zarządzanie wielką firmą, zajmowanie się domem i wychowywanie dzieci, sprzedawanie gazet w kiosku, czy szycie ubrań na miarę. Zawsze na początku trzeba uświadomić sobie swoje pragnienia. Następnym krokiem jest zrozumienie, jak wielkimi talentami obdarzony jest każdy człowiek. Tak wiele w nas skarbów, które musimy odnaleźć w sobie. Praca jest miejscem, gdzie możemy się tymi darami dzielić.
Nieodłącznym elementem ludzkiej pracy są codzienne wyzwania. Zmieniałam pracę już kilka razy, podejmując coraz bardziej odpowiedzialne zadania, wymagające ode mnie wysiłku uczenia się i poświęcenia.  To właśnie pragnienie uczenia się i wzrastania dodaje mi sił i odwagi w ochoczym podejmowaniu działań zawodowych.

W szarości kolejnych dni odnajdywać kolory

Doświadczenie pokazuje, że nawet w najbardziej fascynującej pracy przychodzi czas, że szarość i powtarzalność codzienności zaczyna nam ciążyć. Pojawia się uczucie znudzenia i wypalenia. Codziennie to samo, ten sam autobus, ten sam budynek, ta sama godzina, to samo zajęcie. W takich sytuacjach należy odnaleźć swój sposób na dojrzenie barw codzienności. Nawet niewielka zmiana w planie dnia –  choćby zmiana autobusu, którym dojeżdżamy do pracy – może przynieść wiele niespodziewanych sytuacji. Kiedy wyznaczam sobie nowe cele i staram się być jak najbardziej kompetentnym pracownikiem w swoich obowiązkach (np. pomimo trudności być w pracy na czas lub wykonywać swoje obowiązki dokładnie i rzetelnie) uczucie znudzenia jakby znika. Dlaczego tak się dzieje? Otóż zapewne dlatego, że przełamywanie swoich słabości jest zajęciem, które nie może nam się znudzić, a efekty cieszą i dodają sił.
Bardzo często jednak cierpimy z powodu braku pracy zawodowej. Bezrobocie jest jedną z największych bolączek współczesnego świata. Znalezienie miejsca zatrudnienia jest nierzadko bardzo trudnym zadaniem, wręcz karkołomnym. Gdy uświadamiam sobie ten fakt, łatwiej mi przezwyciężyć ciężkie dni, kiedy to wszystko, co robię, traci ten pierwszy i bardzo istotny sens. Jak w każdej sytuacji prędzej czy później pojawia się czas kryzysu. Jednak dzięki wsparciu bliskich, świadomie wyznaczonym celom, świadomości wartości pracy udaje się go przetrwać i iść dalej.
„Bez pracy nie ma kołaczy”
Pieniądze, wiedza, pogłębianie umiejętności, poczucie spełnienia, bezpieczeństwo, radość z relacji z innymi ludźmi, podejmowanie wyzwań, sukces, dobro innych, swój osobisty rozwój, droga do świętości, kariera – to lista powodów, dla których pracujemy. Dla każdego te wartości będą umiejscowione w różnej hierarchii, ale zapewne zawsze będą się na tej liście znajdować. Świadomość celowości pracy zmienia nasze nastawienie do każdego poranka, kiedy to musimy wstać z wygodnego i ciepłego łóżka, by podejmować różne zadania, czasem niezmiernie trudne i wymagające.
Praca to nie tylko zawód, który jest wykonywany na co dzień. To również w przypadku matek zajmowanie się domem i dziećmi, kiedy mąż wychodzi do pracy, to również w przypadku  harcerzy pomoc w wychowywaniu młodych ludzi służąc im jako drużynowi, hufcowi lub Akele. Każda praca wykonywana z myślą o drugim człowieku jest drogą do osobistego uświęcenia.  Należy pamiętać – jak mawiał św. Josemaria Escriva –  że “wielka” świętość polega na codziennym wykonywaniu “drobnych obowiązków”.
Do przodu
Codzienne podejmowanie pracy ma wielką moc. Pomaga nam robić krok do przodu w życiu, wytycza nam ścieżkę rozwoju, która procentuje z czasem w różnej formie (pieniądze, sukces, relacje, umiejętności, kariera). Gdyby nie praca, trudno by nam było rozwijać swój charakter, intelekt i przełamywać swoje słabości. Kiedy Adam Mickiewicz pisał: “Człowiek własną pracą i wysileniem do wszystkiego dojść może”, wiedział, jak wielką motywacyjną moc mają samodyscyplina i codziennie podejmowane obowiązki.
Zdrowy rozsądek
Choć bez pracy życie jest ciężkie, to jednak należy, jak w wielu sprawach, zachować „złoty środek”.  Zbyt wielkie poświęcenie dla pracy może zakończyć się tragicznie dla naszych relacji, dla naszego zdrowia i najbliższych. Współczesna rodzina bardzo cierpi na nieobecność rodziców w domu, którzy (czasem muszą a czasem myślą, że muszą) całymi dniami przesiadują w pracy, aby zakończyć kolejny ważny projekt. Pracę jak każdy inny dar od Boga należy wykorzystywać rozsądnie ze świadomością, po co została nam przekazana…
“Praca jest pierwszym powołaniem człowieka, jest błogosławieństwem Bożym, 
i żałośnie mylą się ci, którzy uważają ją za karę. 
Bóg, najlepszy ze wszystkich ojców, 
umieścił pierwszego człowieka w Raju, ut operaretur – aby pracował.” 
św. Josemaria Escriva







Dominika Pruszczyńska HR

Ring serca – Paweł Borowiecki HR

“Zawiesiłem moje bokserskie rękawice, żeby zająć się pszczelarstwem. To znacznie bardziej pokojowe zajęcie. Moim ringiem jest moje serce. W każdym z nas toczy się w każdej chwili walka miłości.
Tim Guenard Silniejszy od nienawiści


„Widzisz, musimy się zacząć uczyć strzelać. My i nasze dzieci. Bo wkrótce wejdą nam do ogródka i je po prostu zabiorą…” Tak powiedział mi Łukasz niedługo po obejrzeniu „Cristiady” i to mnie sprowokowało do rozmowy (był to raczej mój monolog) i do próby spisania moich przemyśleń.


Przede wszystkim – kto przyjdzie? Źli ludzie? Wykolejeńcy? Jacyś ideologiczni czy obyczajowi tyrani? Kontrkultura? „Nie bójcie się tych, którzy ciału mogą szkodzić, ale duszy dosięgnąć nie mogą”. Naszym wrogiem (mówiąc naszym, mam na myśli chrześcijan) nigdy nie był drugi człowiek. Chrystus nawraca najtwardszych grzeszników i zawsze chce, by zło nie było utożsamiane z drugim człowiekiem. Człowiek pozostaje ofiarą zła, również wtedy, gdy sam to zło wyrządza. Jest to trudna prawda, bo komuś, kto demoralizuje moje dzieci, najchętniej dam w mordę, a potem może o coś spytam. Człowiek jednak ma wszczepione dążenie do dobra, zaś złu ulega i sam nie jest jego źródłem. Źródłem zła jest szatan i to on jest prawdziwie naszym wrogiem. To on posłużył się mnóstwem uległych mu ludzi, przemocą przez nich stosowaną, aby w niezliczonych krajach i wszystkich czasach na różne sposoby prześladować chrześcijan.

Skoro już wiemy, że szatan zabierze, teraz pytanie drugie – zabierze jak?
Każdy kraj, każdy czas ma swoje specyficzne wyzwania. Meksyk jako państwo, a zwłaszcza prezydent Calles, w międzywojniu dławił radykalnie i krwawo wolność religijną. Oglądając sceny męczeństwa błogosławionego Jose Sancheza del Rio nie sposób się nie wzruszyć i myśleć sobie, czy mnie byłoby na to stać, albo co bym zrobił widząc w tej sytuacji moje dziecko… Owszem, na świecie nadal chrześcijanie są prześladowani i wiele tu jest do zrobienia. Jednakże tam,  gdzie mnie Bóg postawił dzisiaj – w Polsce, w Europie– nikt nie stosuje takich metod. Raczej też nie zanosi się, aby miał je stosować.  Dlaczego tak sądzę? Ano wydaje mi się, że szatan ma dziś do dyspozycji inne środki, które wydają się być skuteczniejsze. Inaczej zabiera się za nas i za nasze dzieci. Nieograniczony dostęp do pornografii, ułatwiony mocno dostęp do wszelkiego rodzaju używek. Dla dzieci i rodziców. Alkoholizm, pracoholizm, seksoholizm, lęk przed utratą pracy, domu…  Uzależnienie od newsów z sieci, od gier komputerowych… Czy dzisiaj szatan potrzebuje w Europie przemocy, aby odebrać Bogu serca nasze i naszych dzieci? Zastraszająco  rośnie liczba rozwodów, Włochy dochodzą do 50%, Polska goni Europę.  Coraz częściej ludzie wokół nas albo my sami wybieramy drogę na skróty  nie zadajemy sobie trudu opanowania własnych emocji czy ascezy w stosunku do  potrzeb materialnych

Jeśli czytasz ten tekst i myślisz „no, przynajmniej to mnie nie dotyczy”- zastanów się – czy naprawdę starasz się zrozumieć swojego małżonka? Czy wiesz, czym żyją twoje dzieci? Czy jesteś blisko nich? Czy stać Cię na bezwarunkową miłość na wzór Ojca Niebieskiego? Czy przepraszasz szczerze,  gdy zawinisz wobec małżonka? Czy potrafisz przepraszać własne dzieci? „Kto stoi, niech baczy, aby nie upadł”. Czy aby na pewno, na wzór Jezusa, stosujesz Prawo Miłości przed miłością Prawa? Czy zdarza się, że mimo wszystko nad twoim gniewem zachodzi słońce? Czy jesteś prawdziwie wolny od wszystkiego, co może stanąć na drodze do drugiego człowieka i do Boga Ojca? A jeśli dziecko stłucze szklankę z wodą, co zrobisz najpierw – pocieszysz przestraszonego malca, dasz ścierkę do wytarcia i szczotkę do zamiatania, czy ukarzesz i posprzątasz sam, z gniewem w sobie? Potrafisz odłożyć smart-fona na czas bycia z żoną i dziećmi? 
Nasze dzieci patrzą na nas. Słowa uczą, przykłady pociągają. Nie ma innego sposobu na obronienie ich serc przed szatanem, jak porządkowanie własnego życia  regułom Ewangelii i budowanie z nimi więzi bezwarunkowej miłości. Zacznij bronić Królestwa Chrystusa już dziś. Wyjdź na ring swojego serca i walcz o Miłość. 

Viva Christo Rey!





Paweł Borowiecki HR