Służba- mam do tego Prawo!

Będąc w harcerstwie od najmłodszych lat, słyszymy jak mantrę „służba, służyć”. Jest to podstawa naszego harcerskiego przyrzeczenia: “Na mój honor z łaską Bożą przyrzekam: całym życiem SŁUŻYĆ Bogu, Kościołowi, mojej Ojczyźnie i Europie chrześcijańskiej, NIEŚĆ w każdej potrzebie POMOC bliźnim i przestrzegać Prawa Harcerskiego”. 

Po co? Motywator do działania

A jak brzmi III punkt Prawa? “Harcerka jest powołana do służby bliźniemu i jego zbawieniu”. Pozostałe punkty odnoszą się do warunków czy wymiarów owej służby. Gdy byłam harcerką w drużynie, zapamiętałam dwa słowa, które moja drużynowa powtarzała jako motto i motywator działania – „po co?” Chodzi o zadanie sobie pytania „po co to wszystko?”. Po co ja to robię? Dlaczego? Dla kogo? Jakie są moje pobudki? (Muszą być ważne, bo przecież wcale nie robimy hiszpańskiego „poco”, ale o wiele więcej).

GÓRSKIE ŹRÓDŁO mocy

Myślę, że każdy, kto w skautingu został, choć raz w szczerości z samym sobą odpowiedział na to pytanie. Jednak bywają chwile, gdy podczas zmęczenia, kryzysu, woli poddania się, zapominamy tych naszych odpowiedzi. Wtedy jest trudniej, a ciemne chmury nad naszymi głowami zdają się krzyczeć: „To nie ma sensu!”. Kluczową rolę w tych momentach odgrywa cofnięcie się do źródeł, przypomnienie sobie, dlaczego wciąż tyle lat w tym trwam (w słowie „trwam” też ukrywa się drugi człowiek – „wam”, jakby te literki same wypowiadały „TeRaz WAM”: daję siebie, mój czas i serce, czuWAM).

“Robię rzeczy”, bo znam cel!  UJŚCIE DO MORZA

Znamy motory i wymiary skautingu. Są uniwersalne, lecz droga każdego jest indywidualna, niepowtarzalna. Próbujemy ułożyć sobie w głowie i w sercu “rzekę” naszego powołania. Żadna woda nie będzie jednak płynęła bez źródła, gdzieś musi być jej początek. A do tych początków dochodzimy dojrzewając.

Służba innym nadaje życiu sens. Ta konkretna misja, jaką mamy w skautingu, może zwiększać nasze poczucie spełnienia. Wspólny czas spędzony z kraalem i podopiecznymi często jest źródłem RADOŚCI, przeżywania przygody, realizacji marzeń naszych/harcerzy lub wspólnych. Zapisuje się na kartach naszych wspomnień. Obserwowanie rozwoju podopiecznych także przynosi satysfakcję.

Służąc, mówię dziękuję

Po co służymy? Wiele przewodniczek/wędrowników tłumaczy swoją ścieżkę wdzięcznością. Kiedyś, jako Wilczki, to oni otrzymali czas i wysiłek szefów, a teraz w wieku dwudziestu paru lat chcą zwrócić ten „dług”, przekazać cząstkę siebie, swoje doświadczenie, kolejnym pokoleniom. A więc służąc – dziękujemy tym, którzy służyli nam.

Szlifowanie diamentów, czemu dojrzały Piotruś Pan

“Harcludzie” powiadają także, że ze służby czerpią korzyści również i dla siebie. Czerpią z różnorodnych osobowości swoich podopiecznych, zbierają cenne doświadczenia: rozwijają umiejętności organizacji, zarządzania w sytuacjach codziennych i kryzysowych, podejmowania decyzji, ćwiczą cnoty cierpliwości, troski, roztropności, męstwa. Mówi się także, że skauci szybciej dorastają na tle społeczeństwa dzięki nagromadzeniu obowiązków i odpowiedzialności, budują silny dom na skale. A jednocześnie przedłużają swoje dzieciństwo, gdy już jako dorośli pozostają hasającymi po lesie „dziećmi”. 

Służę, więc jestem. Zagrajmy w KIM-a

Niektórzy, choć wstydzą się głośno przyznać, mogą czuć prestiż lub zaspokajać potrzebę władzy, będąc wychowawcą gromadki dzieci (tę potrzebę akurat ma każdy człowiek – tylko niektórzy zostają matkami, a inni prezydentami.) Chwila, a wychowawcą, czyli właściwie kim? Tatą, bratem, nauczycielem, coachem, Aniołem Stróżem? Akelą – wilkiem, który nigdy nie śpi? Drużynowym, który jest wśród nas? Opowiada starodawne dzieje i bohaterski wskrzesza czas? Przybocznym, który zawsze jest przy boku? Baloo, z którym potańczysz na niejednym leśnym balu? Hufcową, która poprowadzi skrzydlatą husarię do walki? Niezastąpionym zastępowym? Przybieramy w harcerstwie nową tożsamość niczym w “Miraculum: Biedronka i Czarny Kot”. Ta tożsamość kształtuje nasze życie poza harcerstwem, a ono z kolei wpływa na to jacy jesteśmy w skautingu.

Interes a kwiaty bzu

Ten rozwój osobisty i dostrzegane korzyści zdają się być bardzo interesowne. I teraz największa zagwozdka wolontariuszy – gdzie w tym wszystkim jest bezinteresowność? Czy jest ona w ogóle możliwa? Czy to wszystko to jedynie efekty uboczne SŁUŻBY?

Służę, bo kocham

Służba jest ofiarą z siebie. Ze swojego czasu, komfortu. Jest darem serca. Służenie zmienia nas, wygładza, czyni pokorniejszymi, bardziej Jezusowymi. Jest to celem i sensem naszej chrześcijańskiej tożsamości – potrafić dostrzec w innych Jezusa, a także patrzeć na rzeczywistość Jego oczami. Służąc innym, jesteśmy dla Jezusa. Jesteśmy Jego pomocnikami w dziele zbawienia. Ach, jaki to wielki przywilej służyć Chrystusowi, Największej Miłości! I przez to jaki wielki przywilej służyć tym, którym On usługuje. A On umywa nogi najbiedniejszym, największym grzesznikom. Tę pełnię służby i oddania dopełnił na krzyżu. Jest taki obraz – Chrystusa Sługi. To jest niemalże jak imię i nazwisko. Może warto się zastanowić jaki „przydomek” chcielibyśmy, by nam nadano. Wychowując, współtwórzmy ludzi, których będzie można zwać Marek Sługa, Kasia Sługa. To trudne, ale zarazem piękne, jak wiele możemy zrobić. Możemy zarazić pragnieniem służby.

Z pustego i Salomon…

W języku angielskim istnieje słowo „serve” odnoszące się do służby, podawania. Z angielskiego słownika słowo „server” jest związane z komputerami („nasz serwer znowu padł”), z serwującymi w siatkówce i z kelnerami. Mówi się o przeciążeniu serwerów, myślę, że nie bez powodu jest to ten sam źródłosłów. Służba może być przeciążająca, zwłaszcza jeśli nie mamy wystarczających zasobów lub jeśli czujemy, że powzięliśmy ją z przymusu. Dlatego niezbędny jest nam odpoczynek, wsparcie i nieustanna łączność duchowa ze Źródłem, a czasem zmiana formy służenia.

Miejscem naszego naładowania są ogniska i kręgi, spotkania i rozmowy z innymi szefami. Ważne, by pomyśleć o naładowaniu się nie tylko w momencie, gdy już mamy 1% baterii i zbawi nas jedynie natychmiastowe ładowanie, ale zatroszczyć się o to wcześniej. Podczas wędrówek można zachwycić i zainspirować się duchem służby innych przewodniczek czy wędrowników, ale także usłyszeć o ich wyzwaniach, trudach. To przestrzeń na budowanie przyjaźni trwających pomiędzy wędrówkami i przypomnienie o wzajemnym wsparciu. Rolą opiekuna drogi jest także rozważenie z szefem jego formy służenia przez dłuższy okres.

A zasobami wpływającymi na jakość naszej służby są zarówno siły fizyczne (np. odpowiednia długość snu), jak i psychiczne (np. wiara w możliwości własne i innych). Nie zapominajmy o ładowaniu!

Ramię pręż i serwuj!

Serw w siatkówce decyduje o powodzeniu praktycznie całej rozgrywki. Oczywiście, inni mogą potem      ratować sytuację, lecz jeśli zaserwowana piłka uderzy w siatkę, to koniec – piłka przechodzi do przeciwnika. Z kolei, jeśli piłka będzie uderzona z mocą i precyzją, wpadnie we właściwie miejsce. Będzie as i punkt dla nas. I bonus! Możemy dalej serwować! Właśnie w tym rzecz. Nasza służba wynikająca z miłości do bliźniego, do Boga i w łączności z przykazaniem „jak siebie samego”, jeśli będzie dobrym dawaniem – „ze wszystkich sił”, będzie pociągała za sobą kolejne serwy. Aż w końcu na przykładzie Twoich serwów, inni nauczą się serwować. I to serwować daleko ponad siatkę, ponad nasze oczekiwania.

Jeden sieje, drugi zbiera. Owoce przyjdą z czasem

Wyraz „sługa” z kolei, po angielsku to „servant”. Połowa tego wyrazu, to „mrówka”, czy to przypadek? Nie sądzę. Każdy ze sług, który teraz to czyta, wierzę, że na co dzień uwija się jak mrówka przy budowie mrowiska – ciepłego domu ważnego dla całej wspólnoty. Wyobrażam sobie, że być może niektóre mrówki z powodu swojego rozmiaru nigdy nie dostrzegą całego wybudowanego mrowiska, owoców swojej pracy. Czy to sprawia, że przestają budować? Nie, wierzą i mają nadzieję, że to, co tworzą, będzie dobre. Jak Bóg powiedział przy stwarzaniu nas.

What a privilege! Śladami Jezusa, za krokiem krok

Ewangelia według Świętego Mateusza zaznacza, że „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”. Skoro Bóg, pokornie przyszedł służyć o wiele mniejszemu od Siebie człowiekowi, o ileż bardziej my powinniśmy służyć w Jego armii przy boku Aniołów, którzy zostali, i odrzucać pokusy tych, którzy na początku stworzenia postanowili, że nie będą służyć (non serviam) i przybrali postać węża.

Łukasz z kolei dopełnia ten obraz sługi słowami Jezusa: “Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”. (Łk 17,10)

Nauczyć się służyć to także nauczyć się przyjmować i doceniać służbę innych i dobro. Chcemy umywać nogi, a czasem trudniej nam, jak i Piotrowi, zdjąć sandały, by nam nogi umyto. Warto dawać i innym pole do służby i wypełniania ich misji.

„Naucz mnie służyć Ci tak, jak tego jesteś godzien. Naucz mnie dawać, a nie liczyć; walczyć, a na rany nie zważać; pracować, a nie szukać spoczynku; ofiarować się, a nie szukać nagrody innej, prócz poczucia, że spełniłem Twoją najświętszą Wolę”.

Amen. Być może jest to rozwiązanie zagwozdki na temat bezinteresowności. “Nie szukać nagrody innej”.    

Fot. na okładce: Monika Wójcik-Uryga

Gabriela Wronka


Jej serce bije przy 20 Drużynie z warszawskiej Radości (w 4 Hufcu Warszawskim), której służy jako drużynowa. Zgłębia tajniki ludzkiej psychiki na Wydziale Psychologii UW. Uwielbia poznawać zakątki Polski od Bałtyku po Tatry i smakować bogactwo języka. Szuka dobra, piękna i prawdy w otaczającym świecie i stara się je pomnażać.