Asceza treningiem wojownika – Jarosław Głażewski HR

fot. Piotr Gorus

“Czy chcesz pozostać mężny i skromny, nie być niewolnikiem swoich kaprysów ani mód i błędów współczesności i zachować przez całe życie ducha ubóstwa? Tak, chcę.” (z obrzędu Wymarszu Wędrownika).

Kiedy myślę o dzisiejszych czasach, o naszej codzienności, czasem czuję się jak ktoś z zupełnie innej epoki, ktoś, kto zapadł w sen i nagle po latach został z niego wybudzony.  Powód? Dzisiejszy świat proponuje nam tyle „udogodnień” i „ułatwień”, a wszystko powinno nam przychodzić „jak z płatka”… Jeśli tak nie jest, szukamy tego, co nie działa, co nie funkcjonuje poprawnie. Wyjątek? Prawdziwi wojownicy.

Czytaj dalej Asceza treningiem wojownika – Jarosław Głażewski HR

Autostop jest dobry na wszystko – Aleksandra Szuba

Autostopem do… Włoch
Podróż autostopem jest wyjątkowym środkiem przemieszczania się – nigdy nie wiesz, czym przyjdzie Ci jechać, czy będzie to osobówka, kamper, kabriolet, van, pojazd pomocy drogowej… Ale jedno jest pewne – ludzie, których spotkasz na swojej drodze, mogą Cię wiele nauczyć – przede wszystkim tego, że dobroć na tym świecie jednak istnieje i ludzie chcą sobie nawzajem pomagać.



Podczas moich podróży poznałam wiele osób – z jednymi przyszło mi jechać 15 minut, z innymi 6  albo nawet 20 godzin… Ale wszyscy oni  pozostali w mojej pamięci, znani lub nieznani z imienia. Spotkałam na swojej drodze małżeństwa, pary, samotnych kierowców. Niektórzy z nich sprawiali wrażenie zagubionych w życiu i szukali kogoś, z kim mogliby porozmawiać o swoich problemach i rozterkach. Rozmawiałam też z ludźmi szczęśliwymi, którzy chcieli się podzielić swoimi radościami.
W czasie całej naszej podróży nieustannie odczuwałam  Bożą opiekę nad sobą. To On stawiał na mej drodze  ludzi, dzięki którym mogłam pokonać tysiące kilometrów, miałam co jeść i gdzie spać. W tej relacji chciałabym coś więcej napisać o tych osobach, z którymi udało nam się nawiązać bliższą relację i z którymi kontakt mam do tej pory, już po zakończeniu podróży

Czytaj dalej Autostop jest dobry na wszystko – Aleksandra Szuba

„To jest moje Fiat…” – Milena Suliga HR

Kiedy byłam młodą przewodniczką, obrzęd Fiat wywoływał we mnie  lęk. Nie rozumiałam, jak można zobowiązać się do czegoś tak na całe życie. Przecież pragnąc wybierać wolę Bożą w moim życiu nie muszę tego publicznie ogłaszać. A wiązać się na dobre ze skautingiem… to już chyba za dużo. Bałam się, że będę musiała kiedyś być  namiestniczą albo hufcową… Straszne.
Droga młoda przewodniczko! Jeśli czytasz teraz ten tekst i myślisz podobnie, to dobry znak! Jest szansa, że i Ty, tak jak ja, dojdziesz kiedyś do Fiat!




Tym, co dla mnie w obrzędzie Fiat było najtrudniejsze, był nie sam tekst zobowiązania, ale zdanie: „Postanawiam na miarę swoich sił służyć ruchowi Przewodniczek i Skautów Europy.”  

Do Zawiszy trafiłam w czasie, kiedy bardzo poszukiwałam Pana Boga i Jego obecności w moim życiu. Dzisiaj jestem przekonana, że skauting był Jego odpowiedzią na moją modlitwę o wiarę. Stał się on moją drogą DO BOGA, ale przez bardzo długi czas nie chciałam go przyjąć jako mojej drogi Z BOGIEM.  Dużo było kryzysów na tej harcerskiej drodze: najpierw przyjęcie służby drużynowej, której się bałam, potem rozpad drużyny, w końcu rozpad środowiska włoszczowskiego, w którym służyłam. Byłam przekonana, że tylko znajomi trzymają mnie tutaj i że po przejściu do ogniska krakowskiego szybko zrezygnuję. Coś jednak ciągle nie pozwalało mi odejść… Szłam więc tą drogą dość niepewnie, spędzając na żółtym i zielonym szlaku znacznie więcej czasu niż to jest przewidziane… aż w końcu zrozumiałam, że skauting stał się już częścią mnie i nie wyobrażam sobie, żeby miał zniknąć z mojego życia. Doszłam do wniosku, że zamiast pytać ciągle Pana Boga, jaką drogą mam iść, powinnam wreszcie dokonać wyboru tej drogi i pozostać wierną temu wyborowi.  Obrzęd Fiat Marleny Romańskiej, który miał miejsce w 2011 roku był pierwszym, na którym naprawdę się wzruszyłam (nie rozumiałam wtedy dlaczego) i po raz pierwszy poczułam, że ja też chcę złożyć Fiat – po sześciu latach bycia przewodniczką .  Kiedy wybrałam swoją  dewizę, przez przypadek odkryłam, że jest ona fragmentem dewizy Marleny. Może dlatego Pan Bóg na jej obrzędzie poruszył moje serce.


Czym jest dewiza i symbol? Symbol ma w jakiś sposób wyrażać moją drogę życia. To, w jaki sposób Pan Bóg mnie prowadził i prowadzi.  Symbol to taki punkt zaczepienia w trudnych chwilach. Na swój symbol wybrałam PIECZĘĆ. Pieczęć ma w sobie coś ostatecznego, nieodwołalnego… Jest dla mnie takim wypowiedzianym przez Pana Boga „Pamiętaj…”. Pamiętaj, że jesteś cenna w moim oczach, że jesteś moją ukochaną córką, że Twoje serce należy do mnie, że Ja sam będę Cię prowadził. Pamiętaj, że dla Mnie nie ma nic niemożliwego – Ja przełamuję pieczęć grobu przywracając ze śmierci do życia – Ja dokonałem i dokonam jeszcze niejednego cudu zmartwychwstania także w Twoim życiu. Pieczęć przywodzi mi też na myśl Apokalipsę i opieczętowane czoła sług Boga. To dla mnie kolejne „pamiętaj” – pamiętaj, że masz być Moim odważnym świadkiem.  

Dewiza ma być wyrazem tego, czym chcę się kierować w życiu. W tym sensie moja dewiza: „Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu”(Pnp 8,6) powinna raczej brzmieć: „Chcę, abyś Ty Panie był pieczęcią na moim sercu, pieczęcią na moim ramieniu.” To zdanie z Pieśni nad pieśniamijest dla mnie osobistym zaproszeniem Pana Boga do powierzenia Mu ufnie swojego serca i całego życia. Jeśli wiem, że On strzeże mojego serca i w każdej chwili trzyma Swoją dłoń na moim ramieniu, to czego więcej mi trzeba?  Jak się wybiera symbol i dewizę? Nie wiem. Pewnie u każdej przewodniczki wygląda to inaczej. Do mnie ten symbol  przyszedł sam, zupełnie nagle i po prostu poczułam, że to jest to! 

Co zapamiętam z mojego obrzędu Fiat? Z przygotowań  z uśmiechem wspominam pierwsze próby odciśnięcia pieczęci: opary topionego laku omal mnie nie udusiły . Z ekspresji – moment przebudzenia, na samym początku przedstawienia, kiedy otwarłam oczy i ujrzałam przed sobą całe mnóstwo twarzy… I jeszcze okrzyk Franka Capały: „Ciociu, świetnie grałaś!”.  Sam obrzęd przechowam w sercu jako cenny skarb.

„Wybierać wolę Bożą w moim życiu, postępować zawsze najlepiej jak potrafię, być gotową dawać siebie w służbie Bogu i bliźnim i to nie jeden raz, ale każdego dnia – to jest moje Fiat, które dzisiaj składam.”

Czytam te słowa po raz kolejny i czuję, że to jest właśnie to! Ja naprawdę tego pragnę! 



Milena Suliga HR