piątek, 13 listopada 2015

List do brata 4 ("Złote praktyki" współpracy z duszpasterzem) - Łukasz HR

foto z archiwum 1. Hufiec Śląski
Drogi Maćku,

Odbyło się nasze pierwsze posiedzenie Rady Naczelnej nowej kadencji. Rady rześkiej, młodej (choć wszyscy jesteśmy młodzi duchem w naszym ruchu), złożonej z ludzi zaangażowanych, którym zależy na rozwijaniu tego dzieła, jakim są Skauci Europy w Polsce. Jednym z głównych omawianych tematów była współpraca szefa z duszpasterzem i rola duszpasterza w życiu jednostki, środowiska, w pracy rocznej. Temat ważny, temat-rzeka. Powiedzmy sobie jasno i na początku, a potem jeszcze Ci to powtórzę pewnie na końcu i jak się spotkamy – nie ma pełnego realizowania charyzmatu (takiego sformułowania pozwolę sobie użyć), stylu, metody skautingu europejskiego bez tandemu wychowawczego szef-duszpasterz. Dla naszego wychowania potrzebujemy księży nie tylko jako szafarzy sakramentów, ale jako współwychowawców. Wychowawców mających trochę inne środki, których nie masz Ty jako szef. Tego, co ma ksiądz, nie masz Ty i nie zastąpisz w tym księdza; w tym, co masz Ty, nie zastąpi Cię ksiądz.


Od razu Ci powiem, że powstanie z tego ciekawy materiał, który najpierw trafi do naczelników a potem do hufcowych. Materiał zbierający ciekawe przemyślenia, najlepsze praktyki, materiał, do którego będzie można sięgnąć. Bo do ważnych spraw trzeba ciągle wracać. Coś raz usłyszane nie jest jeszcze zapamiętane i wdrożone w życie. Pamiętasz tę maksymę? I kolejna złota zasada działania: naśladujmy najlepsze praktyki, bez żadnej krępacji, bez fałszywie pojętej dumy itp. Tu nie ma żadnych copy rights, ochrony praw autorskich etc. Naśladujemy najlepszych, tych, którym wychodzi. Na tym polega rozwój świata.

A zatem teraz tylko kilka myśli, mam nadzieję, że takich, które akurat dla Ciebie i innych szefów w Twoim hufcu okażą się ciekawe.
foto z archiwum 1. Hufca Śląskiego

Ksiądz nie jest u nas szefem (jest takie hasło i ono jest prawdziwe). Ale! Czy czujesz potrzebę i szukasz  konsultacji z nim w sprawie ustalenia rocznego planu pracy, planu obozu, ważnych decyzji dla środowiska. A tym bardziej w kwestii rozwoju każdego chłopaka czy dziewczyny w drużynie, nie mówiąc  już o  ognisku czy kręgu. Czy liczysz się ze zdaniem księdza i uwzględniasz je? Księdza, który najczęściej ma jednak trochę więcej doświadczenia życiowego, inne, głębsze spojrzenie. Szef samowystarczalny, zadufany w sobie, wszechwiedzący i najmądrzejszy… Oj, wtedy zaczyna być groźnie.

Ksiądz ma dużo obowiązków, inne grupy, potrzebuje konkretów odpowiednio wcześniej. Nie w przeddzień, gdy dzwoni szef z prośbą o odprawienie następnego dnia Mszy Świętej na wypadzie zastępu zastępowych. Bądźmy poważni! Bycie młodym szefem nie powinno oznaczać bycia szefem niepoważnym, niezorganizowanym, roztrzepanym. Jasne, cały czas pracujemy nad sobą, ale błagam, unikajmy takich sytuacji. Warto spotkać się przy herbacie, z kalendarzem w ręku, wpisać w notes, a potem przypomnieć kilka dni wcześniej. Upewnić się, że nic się nie zmieniło.

Nie wolno świadomie czy podświadomie oczekiwać od księdza tylko „serwisu sakramentalnego”, takiej swoistej pomocy drogowej. Ksiądz musi czuć się potrzebny! Musi nie tylko wiedzieć, że potrzebujemy sakramentów, że jest dwudziestu chłopaków do wyspowiadania. Powinien wyczytywać w sposób niewerbalny z Twojego słowa, gestu, uśmiechu, atmosfery, że jest mile widziany i ma co robić, a nie po odprawieniu Mszy na obozie czuć się jak piąte koło u wozu. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, ale… Niech chłopcy rozmawiają z księdzem, niech on czuje się zachęcony, aby poruszać z nimi poważne tematy, rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać…

Ty musisz to czuć! I odnawiać w sobie to czucie. A tak będzie, gdy utrzymasz wysoką temperaturę swojego życia duchowego. Zależy Ci wtedy, aby Twoi chłopcy też byli bliżej Pana Boga, bo sam wiesz jak dobrze jest Tobie być blisko Niego. Sam wiesz, ile zawdzięczasz swojemu spowiednikowi, kierownikowi, różnym księżom, w parafii, na rekolekcjach. Jeśli wiesz, wtedy chcesz, aby i inni korzystali z tego dobra.
foto z archiwum 1. Hufca Śląskiego

I jeszcze jedna sprawa. Dziwne byłoby, gdyby szczep istniejący przy parafii był kompletnie nieobecny w jej życiu, a harcerze niewidoczni. I tu mamy zagadnienie, które ks. Marek żartobliwie nazwał napięciem między syndromem bycia „strażnikami halabardy” a „pasażerami na gapę”. Z jednej strony gdy harcerze w parafii robią wszystko (nie tylko służą do Mszy Świętej, ale koszą trawę, zbijają ołtarze na Boże Ciało, noszą ławki, ustawiają katafalk przed pogrzebem i rozściełają dywan na ślub, są na każde zawołanie i jak trzeba, to „trzymają halabardę” przy wejściu). Z drugiej strony, gdy niby są, a jakoby ich nie było. Nigdy ich nie ma, nigdy w kościele w mundurach, nieobecni na odpuście, na parafialnych wydarzeniach, głęboko zaszyci w lesie, pojawiają się tylko na koniec roku szkolnego, szukając w ostatniej chwili księdza na obóz. Trzeba znaleźć złoty środek, pamiętając, że wychowujemy do służby również Kościołowi w wymiarze dotykalnym, parafialnym, a bycie obecnym w mundurze umacnia chłopaków czy dziewczyny. Czyni ich też bardziej apostolskimi. Tutaj też wielka rola szczepowych, aby taki „złoty środek” był rzeczywistością. To szczepowy powinien rozmawiać z księdzem proboszczem, wspierać drużynowego w wysiłkach szukania księdza, ułatwiać ten kontakt, swoją dojrzałością troszczyć się o ten aspekt działalności szczepu. Tak, szczepowi, to Wasze wielkie zadanie. Przyjaźnić się z księżmi, zapraszać na obiady do Waszych rodzin i pomagać Waszym drużynowym i akelom we współpracy z księdzem.

Obiecałem krótko. Na razie tyle w telegraficznym skrócie.


fot. Piotr Gorus
Do następnego spotkania!

Pozdrawiam,


Twój starszy brat Łukasz

Łukasz HR. Opiekun, obywatel, mąż, ojciec. Pisz do Łukasza, Łukasz odpowie, prawdę Ci powie.