poniedziałek, 5 października 2015

Świętokrzyskie kazanie 2015 ("Błogosławieni ubodzy w duchu") - O. Sebastian Masłowski SI

Jakieś osiem lat temu spotkałem małego, dożartego 15-latka. Był skautem Europy. Potraktowałem go tak, jak wszystkich, którzy do mnie przychodzili, zgodnie z duchowością rekolekcji ignacjańskich stworzonych przez założyciela mojego zakonu: stworzyłem przestrzeń, w której mógł wyrazić i wypowiedzieć to, czym żyje, to wszystko, co jest dla niego ważne. Dużo miejsca w tych opowieściach zajmował skauting. On żył skautingiem. On nim się fascynował. Po trzech latach słuchania go pojechałem z nim na obóz. Miał już 18 lat. Był drużynowym. To, co zobaczyłem, przekonało mnie. Zobaczyłem bowiem świetne narzędzie, które pomaga w rozwoju. W tym, żeby wyrosnąć na dojrzałego, odpowiedzialnego, zaradnego człowieka. Na kogoś, kto szuka Boga w swoim życiu.

Powiem teraz o chłopcach, bo z nimi jeździłem na obozy. Ta metoda pozwala chłopcom być chłopcami. Nie próbuje na siłę zrobić z nich dziewczynek, nie próbuje też na siłę zrobić z nich starych dziadków. Pozwala im cieszyć się życiem, młodością, dzieciństwem. Ale równocześnie przygotowuje  do tego, co będzie później, bo przecież dzieciństwo nie trwa wiecznie. Młodość też nie. Co zobaczyłem na obozie? 13-letnich żółtodziobów, którym zagotowanie wody zajmowało ponad godzinę, więc śniadanie jedli na sucho, bez herbaty. Platformę robili ponad tydzień i nie skończyliby jej do końca obozu, gdyby nie interwencja Kraala. Na konkurs kulinarny zrobili coś, co z trudem udawało się przegryźć i przełknąć. Było niejadalne. Rok później wygrali konkurs kulinarny. Trzy lata później zdobyli husarię. Te same ślamazary! TO JEST ROZWÓJ! NIE MA NAJMNIEJSZYCH WĄTPLIWOŚCI!

Masę rzeczy z tej pedagogiki i z tej metody stosowałem i wyczuwałem intuicyjnie, choć nie byłem na żadnych szkoleniach. Szybko zrozumiałem dlaczego. Stworzył ją nie tylko Baden-Powell, ale w dużej części też Jacques Sevin – tak jak ja jezuita. Tak jak ja duchowy syn św. Ignacego. I właśnie osobiste doświadczenie św. Ignacego i jego parcie w kierunku rozwoju stanowi fundament pedagogiki stworzonej przez Jacquesa Sevin. Dlatego tak wiele rzeczy wyczuwałem i stosowałem intuicyjnie. Bo fundament tej pedagogiki jest mi bardzo dobrze znany i drogi. Jacques Sevin trzy lata temu został ogłoszony Sługą Bożym. Czekamy na cud, aby było możliwe oficjalne ogłoszenie go świętym.

Wiecie dlaczego rozwój jest taki ważny? BO MUSIMY SIĘ NA COŚ PRZYGOTOWAĆ.
I mówi o tym zarówno Ignacy, jak i Jacques Sevin. I choć skauting świetnie przygotowuje do dorosłego życia, zdobycia sensownej, dobrze płatnej pracy, kształtuje tak dziś będące w cenie umiejętności miękkie, nie to jest celem. Nie jest celem stworzenie człowieka, który świetnie radzi sobie w życiu, który ma dobrą pracę, który dobrze zarabia. To jest efekt uboczny. CO WIĘC JEST CELEM? Celem jest stworzenie człowieka, który szuka Boga, zmierza do Boga i w rezultacie JEST GOTOWY na spotkanie z Nim. (Podkreślam tu słowo „GOTOWY”. Jeszcze będę do niego nawiązywał) Jest gotowy na spotkanie z Bogiem. Harcerze być może jeszcze o tym celu nie wiedzą. Są młodzi. Mają czas. To nie ten etap rozwoju, są do niego dopiero przygotowywani. Wędrownicy już powinni to wiedzieć.

Celem skautingu nie jest, żeby ktoś miał świetną pracę, świetną żonę, świetne dzieci i dużo pieniędzy. Ile to wszystko jest warte, słyszeliśmy w liście św. Jakuba: „teraz wy, bogacze, zapłaczncie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało (…) Zebraliście w dniach ostatecznych skarby” (por. Jk 5, 1-6). To wszystko zgnije, przeminie, zniszczeje.

Bardzo podobną myśl zawiera hasło naszej tegorocznej pielgrzymki: „Błogosławieni ubodzy w duchu”. (Mt 5,3) Ubogi w duchu jest wolny. Ubogi w duchu JEST GOTOWY. Powtarzam: JEST GOTOWY, gdy trzeba zostawić to wszystko: pieniądze, żonę, dzieci, dom, i iść na spotkanie z Bogiem. To nie znaczy, że ich nie kocha. To nie znaczy, że o nich nie dba. Kocha ich, dba o nich, trudzi się dla nich, nieraz nie śpi po nocach, słania się ze zmęczenia zabiegając o nich, ale jest gotowy, gdy trzeba, zostawić ich i iść na spotkanie Bogiem. BO TO JEST CEL. Ubogi w duchu jest gotowy umrzeć. JEST GOTOWY. Kiedy patrzymy na ludzi wokoło, widzimy, że nie wszyscy są gotowi. Gotowy jest tylko ten, kto przeszedł drogę rozwoju. A do postępowania na drodze rozwoju może nam posłużyć wszystko, co nas spotyka. I to, co radosne, przyjemne i to, co niesie ból, cierpienie. UBOGI W DUCHU JEST GOTOWY.

Znacie harcerskie zawołanie? „Czuwaj” – tak mówimy po polsku. Może nie wszyscy są w stanie zrozumieć, o co w nim chodzi.  Anglicy mówią: „Be prepared” – bądź przygotowany, bądź gotowy.
Francuzi: „Scout – toujours prêt” – skaut  zawsze gotowy. I to właśnie znaczy polskie „czuwaj”. „Bądź gotowy”, „Bądź przygotowany”, bo kto czuwa, ten nie przegapi właściwego momentu, kto czuwa, nie prześpi go. Jest przygotowany. Na co? NA ŚMIERĆ. Na spotkanie z Bogiem. Może niektórych to dziwi. Uświadomcie sobie jednak, co powtarzacie regularnie co tydzień. Co powtórzycie za chwilę w Credo: „oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym świecie” W przyszłym świecie, nie w tym.

Przedstawię wam  teraz, co na ten temat mówi Jacques Sevin w książce „le scoutisme”, część z tego to jego własne słowa, część cytuje za innymi: „Śmierć jest dla skauta jedną z rzeczy, na które on musi „być gotowy” [être prêt]. To jest wielki egzamin, „największa próba (test), jakiemu człowiek może być poddany” i wielu harcerzy przeszło go z honorem.  Pewien francuski harcerz powiedział tak: „«Kiedy jestem na drodze, aby grać w drwala, i tata woła mnie, abym wrócił do domu, nie boję się mojego taty» (…) dla skautów to jest śmierć: wraca się do domu”. Śmierć to powrót do domu. Powrót do domu Ojca.



Co jeszcze mówi Jacuqes Sevin? Skauting to szkoła życia. „I szefem tej szkoły nie jest sir R. Baden-Powell” Dobrze przedstawia to obraz przyjaciela Baden-Powella, drużynowego jednej z londyńskich drużyn, Ernesta Stafforda Carlosa „The Pathfinder”. Przedstawia on zastępowego, który stoi przy mapie, trzyma  w ręku ołówek, podnosi wzrok do góry, jakby się nad czymś zastanawiał, szukał inspiracji, może przygotowuje kolejną zbiórkę. A za nim wyłania się niewyraźnie zarysowana postać Jezusa, który trzyma rękę na jego ramieniu. Ten, który powiedział o sobie: „Ja jestem drogą”. Obraz ten wisiał w wielu angielskich harcówkach, a pod nim był wiersz autorstwa Lily Burn, którego fragmenty o. Jacques przytacza i tłumaczy:

„Podnieś oczy, mój synu
Zatrzymaj się na moment...
Wyciągnij rękę, mój synu,
Aby poznać swą drogę
Ja jestem Panem skautów,
Ja, którego boska obecność
jest cały czas u twego boku.
Cokolwiek by się stało.”


Chrystus jest szefem tej szkoły życia. Chrystus, który mówi: „Ja jestem Panem skautów. Ja jestem cały czas u twego boku, cokolwiek by się stało. Nieważne, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie. Nieważne, czy czujesz moją obecność, czy nie. Jestem cały czas u twego boku. Cokolwiek by się stało.” 






O. Sebastian Masłowski SI,
duszpasterz Śląskiego Kręgu Młodych