środa, 2 września 2015

Wyruszamy na Święty Krzyż - Maciej Drzewiczak OMI, Paweł Pilarczyk OMI

U stóp sanktuarium na Świętym Krzyżu, ale póki co...
„Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego!” (J 6, 69).

W wędrowaniu ze skautami nie chodzi tylko o dojście do celu. Droga przebyta razem ma wartość sama w sobie. Symbolizuje ona nasze życie, które jest pielgrzymką do Nieba.

W przededniu…

Rozmawiam z Pawłem o podróży. Czym jechać? Trasa na Święty Krzyż jest długa. Podróż pociągiem z Wolsztyna do Kielc zajmuje około 10 godzin. Dzwoni do nas ojciec Karol Bucholc, z którym mamy dołączyć się następnego dnia do skautów. Mówi: „Pamiętajcie, że macie być najpóźniej o 18.30 w klasztorze”.


Czwartek – droga

Decyzja zapada w ostatniej chwili. Jedziemy na stopa. Modlitwy, Msza święta, śniadanie… Mamy szczęście – tzn. Pan Bóg nam błogosławi! Zabieramy się do Wolsztyna ze współbraćmi. Według mapy internetowej przed nami 473 km jazdy. Ruszamy. Pierwsze auto zatrzymuje się po nas szybko. Trafiamy do Nowego Tomyśla i… stoimy. Siąpi deszcz. Nikt nie chce nas zabrać. Pierwsze auto zatrzymuje się po kilkudziesięciu minutach. Problemy mamy też dalej.

Jedziemy eleganckim samochodem pracownika korporacji, później zagraconym narzędziami kombi elektryka… Rozmawiamy z gorliwym katolikiem, mężem protestantki, który właśnie jedzie do umierającego na raka ojca alkoholika i daje nam świadectwo wiary… Spotykamy samotną matkę, młodego dentystę, kierowcę tira, a wreszcie przedstawiciela handlowego, który kończy pisać swój doktorat.

Przepiękne doświadczenie. Tylko, że na każdy samochód trzeba czekać. Czas ucieka. Jest około godziny 17.00. Nie mamy szansy zdążyć. Ostatni kierowca wiezie nas do Ostrowca Świętokrzyskiego. Mówi: „Wiecie chłopaki, to może podrzucę was jeszcze do Kielc…”. Wjeżdżamy  do miasta. Widzę, że kierowca zmienia pas ruchu. Mówi: „No, skoro tu dojechałem, to może i pojedziemy do Huty”. A w Hucie… Na szczycie Świętego Krzyża jesteśmy zaraz przed 18.30. Pan Bóg czuwa nad nami.

Czwartek – nocleg

Jemy kolację w klasztorze. Spotykamy ojca Krzysztofa Jurewicza – szefa naszej powołaniówki. Po posiłku ruszam z ojcem Karolem i Pawłem na nocleg. Jedziemy do Łagowa. Podwozi nas ojciec socjusz. Padają kolejne żarty na temat noclegu pod namiotami. Jest ostatni tydzień września. Na dworze robi się coraz zimniej.

Dojeżdżamy do plebanii. Jest ciemno. Nikogo nie widać. Idziemy do proboszcza. Skautów jeszcze nie ma. Nie poddajemy się. Zaczynamy rozbijać nasze namioty. Kiedy widzę, jak mi idzie, myślę: „Bogu dzięki, że nie ma jeszcze skautów!”. Rozpalamy ognisko we trzech: ojciec Karol, Paweł i ja. Na początku ogień nie chce się palić. Wszystko jest wilgotne. Wylewam nawet resztki Bonda. Wreszcie się udaje. Patrzę na ognisko. Jest trochę koślawe. Myślę: „Jest jakie jest, ale zrobiliśmy je razem”.

Skauci przyjeżdżają około godziny 21.00. Zastają nas przy ogniu. Rozpoczynają się rozmowy. Kolejne grupy rozbijają swoje namioty. Ktoś wstawia garnek z wodą na ognisko. Inni zaczynają przygotowywać kolację – dziś jajecznica. Po 22.00, wśród unoszącej się mgły i dymu ognisk słychać modlitwy. Kolejne grupy gromadzą się przy świetle płomieni. Brewiarz, śpiew Salve Regina… Przed północą kończymy kolację. Trzeba po sobie trochę posprzątać. Obmywam się jeszcze wodą z węża ogrodowego i idę spać. Zakładam dwie pary spodni, wełniane skarpety, ciepłą bieliznę, bluzę z kapturem, skórzaną kurtkę, szalik i czapkę na uszy. Jest mi ciepło, dosyć ciepło… nie marznę. Nie wiem jeszcze, że następna noc będzie gorsza.
O. Karol Bucholc OMI błogosławi
hufcowego 1. Hufca Śląskiego

Piątek – droga

Pobudka o 6.30. Pięć minut później modlitwy. Oczywiście spóźniam się. Śniadanie. Dziś wystarczy herbatka, konkretniej – ziółka od Chila (wilczkowe imię jednego z wędrowników). Mamy post. Około 8.30 zaczyna się przygotowanie do Mszy świętej. Skauci śpiewają pieśni również po łacinie. Taki styl. Nie idzie im łatwo, ale się starają. Trochę cierpliwości i zaczyna im wychodzić. Jestem pełen podziwu. Mi nie idzie tak dobrze. Na zakończenie Eucharystii wręczają nam krzyże pielgrzymie. Prosty, drewniany krzyż – znak naszej wspólnej drogi.

Po Mszy świętej przyrzeczenie nowego hufcowego – bardzo poruszające wydarzenie. Widać, że ci mężczyźni poważnie podchodzą do podejmowanej odpowiedzialności. Wyruszamy na szlak. Pierwszy raz idę z pełnym bagażem. Post ścisły daje mi się we znaki. Na szczęście trasa nie jest długa. Liczy się to, jak ją przechodzimy. W trakcie wędrówki odmawiamy różaniec. Jest też czas na medytację słowa Bożego oraz konferencję.
Styl wędrowania nie taki znowu trudny - opowiada Paweł Borowiecki HR

Piątek – obóz w Starej Hucie

Dochodzimy do miejsca noclegu, czyli na łąkę. Rozbijamy namioty. Idziemy po chrust do lasu. Chrust okazuje się czymś w rodzaju złamanego, niedużego drzewa. Targamy je we trzech: Paweł, Chil i ja. Przechodzimy przez niewielki wąwóz. Staramy się nie wpaść do strumyka. Strumyk okazuje się być błogosławieństwem. 

Po pracy idziemy do niego się umyć. Woda jest lodowata. Na dnie są śliskie kamienie. Pierwszy raz kąpię się w takich warunkach. Zanurzam się cały. Myślę: „Jestem głupi i będę tego żałować”. Wychodzę i czuję się cudownie. Teraz na dworze jest tak… ciepło. Zapada powoli zmrok. W nocy rozpoczyna się spotkanie całej wędrującej grupy. Zbieramy się wszyscy wokół dwóch dużych ognisk. To czas wspólnych śpiewów i zawodów. Towarzyszy temu dużo śmiechu. Jest zimno. Nikt się nie skarży. W nocy temperatura spada niżej. Zakładam na siebie wszystkie swoje ubrania. Nie mam nic więcej. Jest mi zimno. Mimo wszystko jestem bardzo szczęśliwy.

Sobota – droga

Pobudka podobnie jak w dniu wczorajszym. Budzę się trochę wcześniej. Wiem, ile czasu zajmuje mi wykaraskanie się spod śpiwora i z namiotu. Reszta hufca od dobrych paru minut już na nogach. Jak oni to robią? Pogoda nie zachęca dziś do wędrówki. Jest zimno, mokro i mgliście. Trawa mocno zroszona. Na szczęście dziś krótszy odcinek do przebycia. Naszym celem jest Nowa Słupia. Rozpalamy ognisko resztą wilgotnego drewna. Przygotowujemy śniadanie. Chwilę wcześniej krótka modlitwa. Po modlitwach i śniadaniu czas na zebranie się, spakowanie namiotów i jedzenia. Przydzielamy zadania. 8.30 wymarsz. Opuszczamy łąkę i idziemy na asfaltową drogę w Starej Hucie. Po chwili orientujemy się, że na dzisiejszą wędrówkę nie ma wybranego topografa. Topograf trzyma w ręku mapę i ma za zadanie prowadzić grupę. Wczorajszy przewodnik miał pilny wyjazd do domu. Nagle powstaje kilka koncepcji, którędy iść. Jedno jest pewne: z Huty Starej do Nowej Słupi nie ma dobrego szlaku. Wykluczamy pójście asfaltem. Hufcowy podejmuje decyzję. Idziemy przez strumyk za innym hufcem. Nadal nie mamy przewodnika.

Nowy topograf poprowadzi nawet we mgle...
Droga prowadzi przez łąki lekko pod górę. Maszerujemy kilka minut. Tymczasem biję się wewnętrznie z myślami: „A może by tak wziąć mapę? Przecież w nowicjacie chodziło się trochę po Górach Świętokrzyskich. Teraz albo nigdy”. Zgłaszam się. Biorę na siebie odpowiedzialność. Pamiętam, że trzeba dojść do puszczy. Mgła utrudnia widoczność. Dostrzegamy drzewa. Idziemy wzdłuż Puszczy Jodłowej. W międzyczasie odmawiamy różaniec. Przechodzimy przez pewne gospodarstwo w Bartoszowinach. Drogą dochodzimy do Trzcianki. Odbijamy w lewo. Ponownie idziemy wzdłuż puszczy.

Na niewielkiej polanie jeden ze skautów, Tomek,  zauważa krzyż. Jest zarośnięty bluszczem i chwastami. Jest duży, drewniany. Kiedyś ktoś o niego dbał. Modlił się przy nim. Pada hasło: „Nie możemy go tak zostawić!”. To okazja do służby. Część ekipy chwyta za noże. Niektórzy gołymi rękami wyrywają chwasty. Po chwili krzyż jest oczyszczony. Modlimy się. Śpiewamy pieśń o Krzyżu. Idziemy dalej. Znajdujemy jakiś wydeptany szlak. Słychać psy. To kontakt z cywilizacją. Jesteśmy w Nowej Słupi.

Nowa Słupia. Święty Krzyż.

Zatrzymujemy się przed kościołem. Jest to punkt zbiorczy wszystkich hufców. Skauci szli do Nowej Słupi z trzech różnych miejscowości. Przygotowujemy się do Mszy świętej. Próba śpiewu. Kapłani słuchają spowiedzi. O godzinie 12.00 rozpoczyna się Eucharystia. Później czas na przygotowanie posiłku. Moim zadaniem jest pokroić warzywa do sałatki. Na obiad kurczak w sosie z ryżem lub kaczka. Tymczasem pogoda znacznie się poprawia. Zza chmur wychodzi słońce. Krótki odpoczynek i wyruszamy pod górę. O 16.00 ma rozpocząć się droga krzyżowa. Skauci wspominają nam, że poprzednio nabożeństwo odbywało się wieczorem.
Droga

Na Święty Krzyż wchodzimy Szlakiem Królewskim. Po drodze mijamy wielu ludzi. Tego dnia na górze odbywał się XV Jubileuszowy Świętokrzyski Rajd Pielgrzymkowy PTTK. Stąd spory ruch. Dajemy wspaniałe świadectwo. Między poszczególnymi stacjami śpiewamy. Śpiew grupy ponad trzystu mężczyzn robi na mnie ogromne wrażenie. Mijani ludzie wydają się również poruszeni. Nasza grupa to bardzo niecodzienny widok.

Po niespełna dwóch godzinach jesteśmy na szczycie. Przy wejściu do klasztoru wita nas oblat, ojciec Krzysztof. Ma ze sobą relikwie Drzewa Krzyża Świętego. Następuje ucałowanie relikwii. Podniosły moment. Jest godzina 18.30. Czas na rozbicie obozowisk. Razem z Maciejem udajemy się na moment do klasztoru. Mamy możliwość posilenia się, a nawet noclegu. Uprzejmie odmawiamy współbraciom. Wracamy na polanę. Za chwilę ma rozpocząć się biesiada. Każdy z hufców ma do odegrania scenkę. Choć chłód doskwiera wszyscy świetnie się bawią. O 20.30 udajemy się na adorację Pana Jezusa do kościoła. Przed głównym wejściem rozbrzmiewa trzykrotnie śpiew: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego!” (J 6, 69). Ciarki przechodzą mi po plecach. Adoracja trwa prawie godzinę. Odczuwamy już zmęczenie… ale to nie koniec wrażeń!

Wymarsz Wędrownika na szczycie
Po modlitwach ma miejsce Wymarsz Wędrownika. Skauci zbierają się w dwóch rzędach za bramą wschodnią. Rozpalają pochodnie. My też. Dwóch skautów zostaje ustanowionych wędrownikami. Podniosłe wydarzenie. Dla nich ten obrzęd jest bardzo ważny. To symbol przyjęcia pełni odpowiedzialności. Wędrownik wychodzi z hufca. Opuszcza grupę. Kończy etap przyjmowania. Teraz zaczyna się dla niego czas służby. Obrzędowi towarzyszy odczytanie „Ośmiu błogosławieństw”.

Po tym wszystkim rozchodzimy się do obozowisk. Zauważamy brak istotnej dla grupy rzeczy – ogniska. Jednak jesteśmy na terenie Parku Narodowego. Modlitwa. Toaleta wieczorna przy kranikach i idziemy spać. Ustawiam budzik. Jest godzina 23.00.

Niedziela. Zakończenie.

O 6.00 pobudka. Następnie mycie się, śniadanie, składanie obozowiska. O godzinie 8.00 ma rozpocząć się uroczysta Msza święta w bazylice na Świętym Krzyżu. Na krótko przed Mszą znosimy z Maciejem nasze plecaki i namiot do klasztoru. Koniec wędrowania! Jeszcze pamiątkowe zdjęcie z całym hufcem. Przygotowanie do Eucharystii.

Z Maciejem zakładamy komże. Idziemy do prezbiterium. Mszy przewodniczy neoprezbiter, benedyktyn, ojciec Rafał Buczek. Dziękuje za powołanie, które odkrył będąc w skautingu. Po Mszy stoimy przed kościołem. Rozdajemy skautom foldery powołaniowe. Następnie wspólna kawa z kapelanami poszczególnych hufców. Dowiadujemy się, że byliśmy jedynymi klerykami na wędrówce. Na zewnątrz, przed bramą wschodnią, trwa konferencja. Idziemy się odświeżyć i przygotować do powrotu. Obiad w refektarzu klasztornym. Wracamy do ekipy, by się pożegnać. Jeszcze chwila rozmowy ze skautami. Dostajemy zaproszenie na kolejne wędrówki. Czemu nie?


Czas wracać do Obry. Jest godzina 14.00. Tym razem jedziemy samochodem z ojcem Krzysztofem Jurewiczem. W drodze powrotnej podsumowujemy Pielgrzymkę Wędrowników na Święty Krzyż. Dzielimy się wrażeniami. Czujemy pozytywne zmęczenie. Swoją obecnością na wędrówce daliśmy świadectwo zakonnego życia. Sami sporo się nauczyliśmy. Postawa skautów była bardzo budująca. Takie hasła jak odpowiedzialność, służba, wiara, modlitwa, braterstwo, męstwo na długo zostaną w naszej pamięci! Federacja Skautingu Europejskiego jest potrzebna w dzisiejszych czasach. W Polsce powstaje coraz więcej drużyn, hufców. Część z nich nie ma jeszcze duchowych opiekunów – kapłanów. Może to miejsce czeka na nas?





dk. Maciej Drzewiczak, kurs VI









kl. Paweł Pilarczyk, kurs V





Klerycy WSD Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Obrze