środa, 18 marca 2015

Niewiastę dzielną któż znajdzie? - Jolanta Kępa wędr.



Panorama Tatr (żródło: Wikipedia)
„Niewiastę dzielną któż znajdzie? Jej wartość przewyższa perły.” (Prz 31; 10)

Ankę poznałam w październiku zeszłego roku, w pierwszym miesiącu mojej pracy w Centrum Rehabilitacji Neurologicznej. Początkowo nie sądziłam, że okaże się tak niezwykłą Kobietą. Cieszę się, że miałam przyjemność ją poznać, bo kolejny raz ktoś wywrócił do góry nogami moje myślenie na temat problemów i (nie)zwyczajnych trudności dnia codziennego.


W życiu „przed” była roześmianą, bardzo aktywną, kochającą ludzi, życie, góry w każdej odsłonie i sporty z nimi związane, osobą. Skończyła studia na AGH, zaczęła prowadzić biuro podróży w Zakopanem, skąd pochodzi, biegała (dosłownie!) po górach, wspinała się, jeździła na nartach (szczególnie ukochała ski-tour`y)... Któregoś dnia zachorowała. Ot tak, po prostu… Miała wtedy niecałe 26 lat (mniej więcej tyle ile ja, kiedy poznałam jej historię). Nic na to nie wskazywało, że w głowie ma tykającą bombę. A jednak dopadło ją – młodą i zdrową dziewczynę. Zasłabła nagle i poczuła, że zaczyna odpływać; na sygnale odwieźli ją na oddział ratunkowy szpitala. W tym miejscu film się urywa zupełnie. Kilka dni później, ale już w szpitalu w Krakowie Anka leżała zupełnie bezwładna, zaintubowana, otoczona niezliczoną ilością wszelakiej maści sprzętu medycznego. Lekarze nie wiedzieli do końca, co się stało, że młoda i silna dziewczyna, tak szybko   i dramatycznie podupadła na zdrowiu. Po serii badań i konsultacji okazało się, że miała udar pnia mózgu. Może nie do końca zdajecie sobie sprawę, jak wygląda pacjent po takim incydencie neurologicznym... Jest zamurowany w swoim ciele. Dosłownie. Niezwykłe jest to, że u Anki inteligencja, pamięć, odbieranie świata nic a nic nie ucierpiały. Tylko jak to wszystko, co wewnątrz buzuje, wyrazić, kiedy nie można ruszyć nawet najmniejszym palcem u nogi, kiedy oddycha za ciebie respirator, a ty możesz jedynie obserwować, jak świat pędzi dookoła ciebie?! Nie wiem, czy potrafię sobie wyobrazić, jak to mogło być frustrujące dla tak aktywnej, żywiołowej, zawziętej (w tym dobrym sensie) osoby (w końcu góralki z krwi i kości – a one z tego słyną!); pewnie do granic możliwości i o jeden krok dalej... Początkowo była wściekła na wszystko i wszystkich, potem, kiedy pierwszy szok minął, ostro zabrała się do roboty.

W tym roku Anka skończy 38 wiosen, ma za sobą prawie 13 lat morderczych treningów     na salach gimnastycznych i innych zabiegów rehabilitacyjnych. Jeździ na wózku, ma porażenie spastyczne czterokończynowe (nie może chodzić samodzielnie), mówi z ogromnym wysiłkiem i niewyraźnie, napisanie kilku linijek tekstu jest dla niej nie lada wysiłkiem (na miarę wspinaczki drogą o trudności VI.8 (polska skala trudności dróg wspinaczkowych więcej nie przewiduje...), potrzebuje pomocy w najprostszych czynnościach dnia codziennego, ale za każdym razem kłóci się, gdy ktoś próbuje ją na wyrost wyręczać. To są OGROMNE sukcesy w przypadku pacjentki z taką chorobą! Anka pogodziła się z chorobą, co absolutnie nie znaczy, że odpuściła rehabilitację. Dzień w dzień wyciska z siebie siódme poty podczas ćwiczeń, zmagając się o lepsze jutro. Z jednej strony walczy o sprawność tak, jakby to było możliwe do osiągnięcia we względnie niedługim czasie (choć tak po ludzku, z medycznego punktu widzenia nie ma na to szans), a z drugiej cieszy się z najmniejszych rzeczy – pogodnego dnia, uśmiechu i serdeczności ludzi dookoła, opowieści znajomych o górskich wędrówkach i wspinaczkach, wypadach narciarskich... Kiedy opowiadała mi pewnego popołudnia  o górskim życiu z czasów „sprzed”, jej oczy iskrzyły, widać było w niej prawdziwą radość życia! Niezwykłe doświadczenie. W Ance jest niesamowity, na swój sposób przyciągający spokój (chociaż potrafi wkurzyć się maksymalnie, kiedy coś nie wychodzi czy ktoś nie rozumie, co chce przekazać, ale tylko na chwilę), jest otwarta na Pana Boga pomimo trudnego doświadczenia choroby. Wiecie, czego codziennie od niej się uczę? Po pierwsze zgody na prowadzenie Bożymi ścieżkami, pogody ducha i uśmiechu nawet wtedy, gdy jest trudno, radości   z najdrobniejszych rzeczy, hartu ducha i zawziętości w walce o dobro (kiedy dostała niemałą sumę pieniędzy na rehabilitację, uzbieranych na balu charytatywnym, oddała je swojej partnerce wspinaczkowej, która uległa wypadkowi; w kolejnym roku sama zaangażowała się w organizację tegoż balu na rzecz innej potrzebującej osoby). Anka ma w sobie to COŚ, co czyni ją piękną i dzielną niewiastą! Zresztą sami możecie się przekonać o tym, oglądając film dokumentalny nakręcony przez jej znajomych...

https://www.youtube.com/watch?v=b__d2dQ6T7E 


fot. Magdalena Ircha




Jolanta Kępa wędr.