wtorek, 17 lutego 2015

O doświadczeniu pustyni - Milena Suliga HR

fot. Milena Suliga
“Oto ja wyprowadzę ją na pustynię i będę mówić do jej serca” (Oz 2, 16).

Prawie cztery lata temu skończyłam studia.  Broniąc pracy magisterskiej, nie wiedziałam, co mam ze sobą dalej zrobić. Dostałam pracę w Krakowie i zostałam tam, zakładając, że nie jest to moje miejsce docelowe.  Wyszłam (a raczej dałam się wyprowadzić) na pustynię… Ten artykuł piszę z potrzeby serca – żeby podzielić się z Tobą moim doświadczeniem pustyni i moim zachwytem nad nią. Być może idziesz teraz przez swoją pustynię i moje słowa skłonią Cię do spojrzenia na nią łaskawym okiem?



Raz jeden miałam okazję znaleźć się na prawdziwej pustyni. Było to w listopadzie 2010 roku, w czasie mojego ostatniego roku studiów,   podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej. Po kąpieli w Morzu Martwym wracaliśmy do Jerozolimy przez Pustynię Judzką. Autokar zatrzymał się pośrodku pustyni, żebyśmy mogli wyjść i przyjrzeć się jej z bliska. Widok był niesamowity – w którą stronę nie spojrzeć - ciągnące się po horyzont wzgórza pokryte kamieniami, niskie krzewy pozbawione liści, jedna mała oaza drzew w oddali. W tle zachodzące słońce. Zachwyciła mnie wtedy ta pustynia, urzekła swoim tajemniczym pięknem. 


Po chwili, obok autokaru zjawiła się gromadka beduińskich dzieci, które chciały wyłudzić od nas pieniądze. Nie wyglądały na zachwycone życiem w tym miejscu… Później zjawił się też dorosły mężczyzna, który najpierw próbował sprzedać mi apaszkę, a później koniecznie chciał się ze mną zaprzyjaźnić i pojechać do Polski. Za wszelką cenę próbował uciec od życia na pustyni…

Było to jedyne miejsce w Ziemi Świętej, z którego wyjeżdżałam bez żalu. W drodze mijaliśmy jeszcze „domy”  Beduinów – sklecone z płyt baraki. Mimo iż w pierwszej chwili pustynia mnie zachwyciła, to jednak życie na niej wydało mi się przerażające.
Niesamowity jest dla mnie fragment z ks. Rodzaju, w którym Pan Bóg powołuje Abrama i mówi do niego:  „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę.”(Rdz 12,1) Pan Bóg mówi WYJDŹ (teraz), ale  dokąd? To dopiero ci UKAŻĘ. W momencie wyjścia Abram jeszcze nie wie, dokąd zmierza – mimo to wychodzi z ufnością, że Pan Bóg w swoim czasie pokaże mu cel wędrówki.  Dla mnie ten fragment jest niesamowitym wezwaniem do całkowitego zaufania Bogu –    wyjdź z domu i daj się poprowadzić!

Fot. Milena Suliga
Wyjść z domu...  Najlepiej jednak, gdyby od razu można się było znaleźć w miejscu docelowym. Tymczasem droga do celu często wymaga przejścia przez pustynię. A iść przez nią nie jest łatwo. Samotność, brak wody, upał, wiatr sypiący piaskiem w oczy. Na dzień, dwa, można się dać namówić, ale na dłużej – niezbyt kusząca propozycja.  Często myślałam o tym, czemu Izraelici wędrowali przez pustynię aż 40 lat. Zupełnie nie mogłam tego pojąć. Przecież to niemożliwe, żeby aż tak bardzo błądzili, że potrzebowali tylu lat na znalezienie właściwej drogi do Kanaanu!  Czytając Księgę Liczb (Lb 13-14) odkryłam, że Pan Bóg doprowadził ich do Ziemi Obiecanej zaraz po tym, jak wyszli z Egiptu. Jednak badając Kanaan, przestraszyli się zamieszkujących go ludzi. Zamiast zaufać Bogu, który obiecał, że da im tej kraj na własność, zbuntowali się i ze strachu chcieli wracać z powrotem do Egiptu.  Izraelici wyszli na pustynię jako niewolnicy.  Wolność cielesna, jaką sobie zapewnili ucieczką, nie była równoznaczna z wolnością duchową.  Potrzeba było tych 40 lat nieustannego prowadzenia przez Boga, kształtowania,  uwalniania, uczenia ufności, żeby mogli jako wolny naród przyjąć to wszystko, co Pan Bóg przygotował dla nich w Ziemi Obiecanej. Droga przez pustynię była koniecznym etapem PRZYGOTOWANIA do życia w wolności.

Patrzę na moją pustynię ze wszystkimi jej trudnościami…    Faktycznie, skupiając się na tym, że woda w baniaku się kończy i piasek jest w ustach, a końca pustyni nie widać, można się załamać.  Chciałoby się złapać jakiś przejeżdżający autokar i uciec od życia na pustyni jak najdalej. Ale można też spojrzeć na to z  drugiej strony: co mi te trudy wędrowania przez pustynię pokazują, jak mnie hartują, jak zmieniają i kształtują, ile mówią o moich pragnieniach i tęsknotach, których może bym sobie nie uświadomiła, gdyby nie ten doskwierający brak.

Fot. o. Robert Pawlak OFM Conv
Latem zeszłego roku wróciłam z Eurojamu. Kiedy ktoś mnie pyta, jak było, odpowiadam: niesamowicie! Jestem szczęśliwa, że tam byłam, i nie zapomnę tej przygody do końca życia. Przez dwa tygodnie otaczała mnie nieustannie grupa radosnych dziewcząt, które nawet w deszczu i błocie nie traciły ducha. Nie robiłam tam nic wielkiego – nosiłam wodę, rozdawałam jedzenie, przekazywałam informacje – a jednak z tego prostego życia w lesie czerpałam niesamowitą radość i wiedziałam, że moja obecność tam ma sens. Czuję, że gdyby nie doświadczenie mojej krakowskiej pustyni, gwaru miasta i samotności, ten Eurojam nie cieszyłby mnie tak bardzo i nie opowiadałabym o nim z takim entuzjazmem.  Myślę, że doświadczenie BRAKU może przynosić niesamowite owoce.  Kiedy czegoś nie masz, zaczynasz doceniać wartość tego. Możesz OCZEKUJĄC, PRZYGOTOWYWAĆ SIĘ NA PRZYJĘCIE – tak jak  Izraelici. Może  Pan Bóg nie daje Ci tego, czego potrzebujesz, bo nie jesteś jeszcze na to gotowy?

Bóg wyprowadza na pustynię, by mówić do serca  (Oz 2,16).  W naszej samotności nigdy nie jesteśmy sami. Trzeba tylko zauważyć Jego Obecność, a wtedy – można, naprawdę można się pustynią zachwycić! Nie tylko przez chwilę, ale cieszyć się nią nieustannie. Przez te ostatnie trzy lata tyle miałam spotkań z Panem Bogiem sam na sam. Połowa z nich, a pewnie i więcej, nie odbyłaby się, gdybym nie była na pustyni.  Poza tym to one właśnie pozwoliły mi odkryć pragnienia, do których wcześniej wcale bym się nie przyznała.

Myślę sobie: ok, trochę już tu tkwię. Może pora na wyjście? Może mi już wystarczy? Chyba nie muszę jak Izraelici wędrować przez 40 lat?  Brrr… to by było straszne! Ale przecież – czy wyjście z pustyni zależy wyłącznie od Boga?  Czy nie ode mnie także? Od mojej współpracy z Nim, od mojego zasłuchania w Jego Słowo no i od decyzji -  ufam i daję się prowadzić!

Piszę to wszystko po to,  żeby zachwycić Cię Twoją pustynią! Jeśli na niej jesteś, to  cudowna nowina! To znaczy, że Pan Bóg ma dla Ciebie wspaniały plan – Ziemię Obiecaną i właśnie kształtuje Twoje serce, żebyś był gotowy na wejście do niej! Bo pustynia nie jest po to, żeby na niej żyć, pustynia jest po to, żeby ją PRZEJŚĆ I DOJŚĆ DO CELU. Już teraz uciesz się nadzieją tego celu i uciesz się bliskością Boga, który wyprowadził Cię na pustynię, by mówić do Twojego serca!




Milena Suliga HR