poniedziałek, 17 lutego 2014

Książki i biografie (1) - Hathina poleca... Dietrich von Hildebrand

Dwa lata temu nasza domowa biblioteczka wzbogaciła się o cykl książek z serii „Fides&Ratio”. Pięknie wydane przez Frondę, w twardej, srebrnej oprawie, mądre książki.

Pierwszym autorem, z którym zawarłam głęboką duchową przyjaźń, był niewątpliwie Dietrich von Hildebrand. Niezwykła to postać, o przenikliwym umyśle, filozof, ekspert Vaticanum II, uważany przez Piusa XII za Doktora Kościoła XX wieku, a według Benedykta XVI jeden z najwybitniejszych myślicieli naszych czasów.

Hildebrand nie urodził się w katolickiej rodzinie. Rzymską wiarę przyjął świadomie wraz z żoną w 1914 r. Wpływ na tę decyzję miała znajomość z twórcą fenomenologii, Maxem Schelerem, którego poznał w czasie studiów filozoficznych w Monachium.



Jako zdeklarowany i odważny przeciwnik narodowego socjalizmu musiał opuścić Monachium i udać się do Wiednia, a następnie do Szwajcarii i wreszcie do USA, gdzie mieszkał aż do śmierci (1977).

Twierdził, że epoka, w której przyszło mu żyć, to czas, kiedy „przeżywamy zakrojony na szeroką skalę „bunt” przeciw duchowi” (zarówno w wydaniu nazistowskim, jak i komunistycznym), przygotowany przez  liberalną afirmację relatywizmu. W jednym z artykułów, zamieszczonych na łamach redagowanego przez siebie tygodnika „Der Christlicher Standesstaat”, pisał: „Lenin i Hitler rzeczywiście przeznaczyli ludzkiej osobie to miejsce, które przynależy tej nieszczęsnej istocie, którą z człowieka uczynili liberałowie.”

Lekturę prac Hildebranda zaczęłam od jego ostatniego dzieła, będącego zarazem intelektualnym  testamentem autora, jakim jest „Spustoszona Winnica”. Nie mogłam się od niej oderwać, czułam, że ktoś klarownie wyraża to, co sama głęboko w sercu noszę.

Autor przywołuje myśl Piusa XII: „Kościół musi różnym krajom i epokom nadać swoje oblicze, nie na odwrót” i stwierdza z bólem, że we współczesnych czasach zastępuje się walkę przeciw duchowi świata uległością wobec niego.

Wielu ludzi Kościoła ulega mitowi nowoczesnego człowieka, a biskupi często nie robią użytku z autorytetu przekazanego im przez samego Chrystusa. Niejednokrotnie na uczelniach szerzą się herezje głoszone przez postępowych teologów i nikt im nie stawia oporu.

Skąd bierze się takie nieposzanowanie autorytetu i odrzucenie anatemy?
Z fałszywie rozumianej wolności? Z tchórzostwa? Z cała pewnością tak, ale jest ono też skutkiem nadmiernego przywiązania do doczesności.

Jakie inne błędy niesie za sobą absolutyzacja doczesności – tak znamienna dla naszych czasów? Spróbuję chociaż niektóre z nich wypunktować:

1.    Zewnętrzna naprawa świata staje się ważniejsza od uświęcenia indywidualnej osoby.
2.    Niewłaściwe rozumienie miłości, utożsamianej  z dobroduszną spolegliwością. Przestajemy się wtedy troszczyć o prawdziwe dobro naszych bliźnich, jakim jest ich zbawienie.
3.    Kolektywizm, który – niestety – wkrada się też do Kościoła i polega na wywyższeniu wspólnoty kosztem pojedynczej osoby.
4.    Stawianie jedności ponad prawdę, co prowadzi do pseudoekumenizmu.
5.    Dehumanizacja i depersonalizacja.

Hildebrand rozprawia się też z mitem człowieka nowoczesnego z całą jego pychą i kultem postępu, który być może czyni nasze życie wygodniejszym, ale przy tym odpoetycznia je, depersonalizuje i ogranicza osobistą wolność.


Fantastyczne jest jego spostrzeżenie dotyczące tzw. otwartości ducha. Niesłusznie utożsamia się ją z relatywizmem. Tymczasem relatywizm i otwartość ducha wykluczają się, gdyż otwartość ducha to odporność na błędy filozoficzne, metafizyczne itp. Zachwalając otwartość na błędy zachowujemy się, według Hildebranda tak, jak byśmy zachwalali podatność na choroby jako szczególną cechę zdrowia.

Nie sposób przytoczyć całego bogactwa myśli tego niezwykłego człowieka. Zachęcam więc do lektury. Jest to prawdziwa uczta duchowa i intelektualna. Daje możliwość skonfrontowania swoich poglądów z kimś, kto do głębi rozumiał naukę Kościoła Świętego. I nie chodzi mi bynajmniej o to, byśmy skupili się na krytyce Kościoła. Można przecież czytając tę książkę przyjrzeć się sobie:

Na ile ulegam tzw. duchowi czasów, sprzecznego z tym, czego uczył Chrystus?

Na ile pozwalam środkom masowego przekazu zatruwać swoją duszę intelektualną miałkością?

Jak rozumiem prawdziwy ekumenizm?

Ile we mnie arogancji, pychy wobec wielkiego, ponadczasowego wkładu minionych wieków?


Te i wiele podobnych pytań można sobie stawiać. I być posłusznym słowom Apostoła Narodów – św. Pawła, który nawoływał: „Nie upodabniajcie się do tego świata ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe” (Rz12,2).


fot. Jarosław Głażewski



Agata Głażewska,
Hathina, żona HRa, matka dwojga harcerzy