czwartek, 5 grudnia 2013

Mój Kościół - Magdalena Gzik HR

Na mój honor z łaską Bożą przyrzekam całym życiem służyć Bogu, Kościołowi, mojej Ojczyźnie i Europie chrześcijańskiej…. – pierwszy raz wypowiedziałam te słowa jesienią 2000 r., jako uczennica szkoły podstawowej. Przyrzekałam, że chcę całym życiem służyć Kościołowi. Co to znaczy? Czym jest dla mnie Kościół? Jak rozumiem i przeżywam Kościół?
Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że miałam dużo szczęścia wychowując się w parafii św. Barbary w Łęcznej i uczestnicząc w życiu tej dość nietypowej parafii. To, że jest nietypowa odkryłam dopiero wtedy, gdy przyjechałam do Warszawy na studia. Nagle okazało się, że to co dla mnie było normalne, w czym wzrastałam, do czego przywykłam jest w pewnym sensie wyjątkiem, a nie regułą.



Przechodząc do konkretów, wychowałam się w parafii, która przekazała mi obraz Kościoła jako wspólnoty wspólnot, jako wspólnoty ludzi, zarówno kapłanów, osób konsekrowanych jak i świeckich, którzy razem dążą do zbawienia, którym zależy na czynieniu tego świata lepszym. Brzmi to może trochę górnolotnie, ale ja doświadczyłam tego w praktyce, „na własnej skórze”.

Parafia św. Barbary w Łęcznej od 19. lat realizuje Parafialny Program Odnowy I Ewangelizacji opracowany przez grupę Promotorów Ruchu dla Lepszego Świata. Założycielem ruchu był o. Riccardo Lombardii, włoski jezuita, który po II wojnie światowej ogłosił potrzebę głębokiej odnowy świata przez odnowę Kościoła. Aktualnie w Polsce programem tym pracuje 20 parafii.

W związku z realizowanym programem, naszą parafię, liczącą ok. 10 650 osób, podzielono na siedem rejonów. Każdy rejon składa się z kilku podrejonów, zaś każdy podrejon obejmuje kilka bloków mieszkalnych lub domków jednorodzinnych. Powołano także Posłańców, których pierwszym zadaniem było roznoszenie sąsiadom listu do parafian pt. „Droga do Emaus”. Stworzenie takiej struktury komunikacji daje możliwość dotarcia z Dobrą Nowiną do każdej rodziny i osoby zamieszkującej na terenie parafii. Ewangelizacja odbywa się przez systematyczne zapraszania wiernych do uczestnictwa w wydarzeniach parafialnych.

Na drugim etapie programu tworzone są grupy sąsiedzkie. W praktyce wygląda to tak, że oprócz grup modlitewno-formacyjnych takich jak np.: Legion Maryi, Domowy Kościół, Oaza Młodzieżowa, Koła Żywego Różańca czy Liturgiczna Służba Ołtarza, w parafii funkcjonują także grupy, których członkami są osoby najbliżej siebie mieszkające – sąsiedzi z jednej klatki. Spotkań nie prowadzi kapłan czy siostra zakonna, ale posłaniec – przygotowana do tego osoba świecka, jeden z sąsiadów. Początkowo spotykaliśmy się raz w miesiącu na modlitwie różańcowej, z czasem zaczęliśmy rozważać Słowo Boże, dzielić się Nim i razem uczyliśmy się patrzeć na otaczającą nas rzeczywistość tak jak patrzy Bóg.

Od maleńkiego dziecka uczestniczyłam w spotkaniach grupy sąsiedzkiej, pozdrawiałam najbliższych sąsiadów słowami „Szczęść Boże”, a nie „Dzień dobry”, włączałam się w oprawę niedzielnej Eucharystii, w przeżywanie wydarzeń parafialnych, uczestniczyłam w spotkaniach różnych grup formacyjnych funkcjonujących w parafii. Ostatecznie najdłużej wytrwałam w Skautach Europy. Moja mama była posłanką, później rejonową – należała do tych osób, którzy obok kapłanów, brali na siebie odpowiedzialność za kierunki pracy duszpasterskiej w parafii.

Dorastając w takim klimacie, nie miałam świadomości, że w innych parafiach może być inaczej. Byłam w głębokim szoku, gdy w pewnym momencie okazało się, że istnieją parafie, w których nie ma grup sąsiedzkich, że zdarza się, iż kapłan podczas liturgii sam śpiewa, sam czyta, że dom parafialny może świecić pustkami…

Wychowując się w parafii w Łęcznej doświadczyłam, że jestem dla Kościoła kimś ważnym, że misja głoszenia Dobrej Nowiny, jaką Kościół otrzymał od Jezusa Chrystusa to także moje zadanie. Mogę powiedzieć, że z mlekiem matki wyssałam model Kościoła jako wspólnoty wspólnot, jako Ludu Bożego, który tworząc grupy o różnych zadaniach i charyzmatach – dąży do jednego wspólnego celu, jakim jest zbawienie.

W tym kontekście przypomina mi się konferencja ks. Piotra Narkiewicza o roli duszpasterza w gromadzie, której słuchałam podczas jednego ze śródrocznych szkoleń dla szefowych podejmujących służbę w żółtej gałęzi. Ks. Piotr, sam będąc wówczas duszpasterzem wilczków w parafii Dzieciątka Jezus na warszawskim Żoliborzu, przekazał nam bardzo prostą, ale przekonywującą myśl – „ksiądz duszpasterz w gromadzie jest po to, by sprawować sakramenty i po prostu, by być. Obecność księdza utwierdza wilczki w przekonaniu, że są one dla niego ważne, a w szerszym spojrzeniu, że są ważne dla Kościoła.” Ja nie miałam szansy bycia wilczkiem, ale doświadczyłam tego o czym mówił Ks. Piotr, widząc zaangażowanie i otwartość kapłanów pracujących w naszej parafii.

Będąc w liceum już jako Akela, a zarazem przedstawicielka młodzieży, uczestniczyłam w sesji planowania duszpasterskiego w parafii. Razem z kapłanami, siostrami zakonnymi, rejonowymi i liderami różnych grup formacyjnych podsumowywaliśmy poprzedni rok pracy duszpasterskiej oraz wyznaczaliśmy cele i konkretne sposoby ich realizacji na najbliższy rok. Dla mnie to było niesamowite doświadczenie. Czułam, że moje zdanie się liczy, że zostałam obdarzona zaufaniem, że mam realny wpływ na kształtowanie duszpasterstwa w parafii – po prostu, że jestem ważna dla mojego lokalnego Kościoła!

Jestem wdzięczna Panu Bogu za moją parafię, za kapłanów, którzy w niej pracowali i będą pracować, za siostry zakonne, za wszystkich ludzi zaangażowanych w Parafialny Program Odnowy i Ewangelizacji, wreszcie za moich rodziców, którzy poprzez swoją postawę, w sposób naturalny nauczyli mnie miłości do Kościoła i poczucia odpowiedzialności za Kościół.







Magdalena Gzik HR