środa, 16 października 2013

Listy od brata (1) - Łukasz HR

fot. Jarek Głażewski
Drogi Maćku!

Bardzo się cieszę, że widzieliśmy się na Świętym Krzyżu. Jak co roku spotkało się tu wielu z nas, być może jedyny raz w roku w takim gronie. I tak jest od lat.

Zauważyłeś, ilu HR-ów tu się pojawia, nawet takich, którzy na co dzień nie są szczepowymi, hufcowymi i zasadniczo nie musieliby tu być. Wiesz, dlaczego ich jest tylu, dlaczego tu ciągną, urywają się z pracy, zostawiają żony i dzieci, idą z młodszymi od nich, gotują na ogniu i śpią pod tropikiem. Bo sami mają w tym interes! Oczywiście ta pielgrzymka, jak Ci mówiłem, jest głównie dla Ciebie, dla Was, młodych szefów i młodych wędrowników, którzy są tu po raz pierwszy, drugi, może kolejny. To jest pielgrzymka wędrowników (tak się nazywa), nie spotkanie szczepowych, nie wędrówka hufcowych, nie weekend szefów. Wy jesteście najważniejsi, w Was jest przyszłość Ruchu i nie tylko. Ruch daje Wam środki do formowania się, do znalezienia odpowiedzi na różne podstawowe pytania, i na Świętym Krzyżu to znajdziecie. Znajdziecie przygodę, trud, przyjaźń, radość, braterstwo, służbę, spotkanie z Bogiem, czas modlitwy i pokuty, chwile refleksji i salwy niepohamowanego śmiechu, piękno przyrody i męstwo pośród trudu.


Napisałem jednak, że nawet ci najstarsi mają „interes” w przyjechaniu na Święty Krzyż. Dziwne słowo, nie pasuje na pierwszy rzut oka. Używam go jednak z pełną świadomością i całkowitą odpowiedzialnością. Powiem Ci jedno – każdą rzecz, którą organizujesz, w której uczestniczysz, staraj się traktować tak, aby „mieć w tym interes”, „być tym żywo zainteresowanym”. Co to znaczy? Aby była ona dla ciebie ciekawa, interesująca, abyś miał coś do wygrania, jakiś własny plan. Jeśli gra dla harcerzy to taka, jaką Ty chciałbyś mieć, w jakiej chciałbyś sam uczestniczyć. Jeśli scenka, przedstawienie to takie, jakie sam chciałbyś obejrzeć, która Ciebie by rozśmieszyła czy dała Ci do myślenia. To jest kolejna „złota reguła” działania i życia. Wielu ludzi natomiast wykonuje swoje obowiązki „na odczepnego”, a tak nie powinno być. Oczywiście nie chodzi o to, aby zaniechać jakiejś czynności, gdy nas ona nie interesuje. Jasne, że nie. Na tym z kolei polega duch służby - nie chce mi się, ale robię, bo wiem, że to jest ważne, że komuś to służy. Im bardziej mi się nie chce i robię, tym większa zasługa na ziemi i w niebie.

Ale ja nie o tym chciałem pisać. Mógłbym długo opowiadać, jak bardzo podobało mi się prawie wszystko w tym roku: styl, biesiada, adoracja, wymarsze, konferencje, mianowanie naszego nowego naczelnika Pawła, i to że było dużo nowych, i że był komisarz federalny. Ale nie chodzi tu o wrażenia moje lub mi podobnych „weteranów” Świętego Krzyża. Bardziej ciekaw jestem Twojego osobistego podsumowania, co Ciebie uderzyło, co Tobie się podobało i utkwiło Ci w pamięci, co odciśnie trwały ślad w Twoim sercu, umyśle, emocjach, czynach. Mam nadzieję, że wrócimy do tego podsumowania niebawem, gdy się spotkamy. Nie mogę jednak powstrzymać się od jeszcze jednej refleksji.

fot. Jarek Głażewski
Ksiądz biskup Edward Dajczak. Mieliśmy szczęście mieć takiego gościa w tym roku. To było niesamowite spotkanie z człowiekiem, ale chyba przede wszystkim z Bogiem, którego obecność jakoś bardziej wyczuwaliśmy. Zawsze wyczuwamy ją w Jego świadkach, w ludziach głębokiej modlitwy, intensywnego życia wewnętrznego. Dla mnie to było prawie jak rekolekcje. Nie przesadzam. Już podczas pierwszych słów homilii nadstawiłem uszu, przeczuwając, że przez usta tego człowieka Bożego Bóg może chcieć powiedzieć coś ważnego także dla mnie, tu i teraz, akurat w tym momencie, w tym dniu, w obliczu tego, co przede mną, w tych okolicznościach, które akurat mi się przydarzają. Słowo Boże każdego z nas dotyka inaczej. Najpierw homilia i czytanie o tarczy i tym, aby modlić się nieustannie. Potem podczas konferencji dowiedzieliśmy się, że to odkrycie księdza biskupa, że powinien modlić się nieustannie za swoją diecezję, za swoich wiernych. A zatem „karmię was tym, czym sam żyję”. Tak robił św. Paweł, tak winniśmy robić i my. Żeby karmić, trzeba mieć czym. To nas nieustannie przynagla, aby nie ustawać w pracy nad sobą, a swoim doświadczeniem dzielić się z innymi, szczególnie tymi nam powierzonymi. I pytanie z tekstu Ewangelii: „A Ty za kogo mnie uważasz?” Nie, co ludzie mówią, nie, co trzeba powiedzieć. Ale jaką relację z Chrystusem ma każdy z nas. Mam nadzieję, że odniosłeś to i Ty również do siebie. Już wiesz, że wielu rzeczy nie zrozumiemy bez modlitwy. Dlatego w czerwonej gałęzi tak bardzo podkreślamy, że Godzina Drogi to być albo nie być. Nie ma chrześcijaństwa bez osobistego spotkania ze Zbawicielem.

I jeszcze jedna myśl z homilii, którą zanotowałem. „Twoje drogi są lepsze od naszych dróg”.

A potem konferencja. Świetna! Ksiądz biskup był z nami szczery jak przyjaciel może być z przyjacielem, obdarzył nas wielkim zaufaniem. Czy nie poczułeś się szczęśliwy, że jesteś w Kościele, który ma takich pasterzy, prawdziwych ojców? Poniżej tylko kilka zapamiętanych myśli, tych które mnie uderzyły.

„Tak robił Chrystus. Rozmawiał z Ojcem, a potem szedł do ludzi”. To jeszcze raz o potrzebie modlitwy, życia wewnętrznego, obcowania z Bogiem.

„Naprawdę jako ludzie wyglądacie dobrze. Takie pierwsze dobre wrażenie. Dlaczego to mówię? Nie, nie komplementuję. Biskup, który mnie święcił, powiedział kiedyś takie słowa (nawet na jego grobie te słowa są wypisane): Człowiek w człowieku umiera, jeżeli go dobro, które sam czyni, nie cieszy, nie daje radości i powera. A zło, które uczynił, nie boli. Wtedy w człowieku umiera człowiek”.

„A potem jeszcze jedno zdanie chcę wam zadedykować. Wypiszcie na swojej twarzy i swoich rękach jakiś werset z Ewangelii, ale wypiszcie nie mazakiem, tylko życiem. By ludzie, którzy nigdy do ręki książki Ewangelii nie wezmą, mogli ją przeczytać na Was. To jest potwierdzenie zupełnie dobrego życia. Bardzo Wam tego życzę”. Mocne. Jasne, klarowne i wymagające. Porywająca wizja.

I wywód o sterowalności. Pamiętasz historię okolczykowanego chłopaka, który stopniowo zbliżając się do Boga, ściągał z siebie te kolczyki. W podsumowaniu historii ksiądz biskup mówił, że ten chłopak po roku stał się człowiekiem, o którego chodzi. „Dziś używa się takiego określenia, że ktoś jest zewnętrznie lub wewnętrznie sterowalny. Im więcej w środku pustki, tym szybciej dajemy się manipulować informacjami z zewnątrz. A taki prawdziwie wolny człowiek jest sterowany od wewnątrz, swoją wiarą, dojrzałością serca, tym, co jest w człowieku. I on mi tam powiedział, nie dosłownie, ale w takim sensie, że teraz wszystko idzie ze środka i dlatego nie jest mi to więcej potrzebne” [kolczyki]. W tej refleksji jest sedno na temat wolności współczesnego człowieka i tego, jak i dlaczego można nim sterować. To wielki, temat, kiedy indziej go rozwiniemy.

fot. Piotr Gorus
Dalej ksiądz biskup mówił jeszcze m.in. tak: „Ojciec Święty Franciszek teraz nam podpowiedział. Nie wystarczy stać nawet w drzwiach kościoła, trzeba wyjść. A potem powiedział jeszcze jedno, coś ważnego, w Rio, idźcie na ulice, idźcie do ludzi, bo wielu z ich już nigdzie nie pójdzie. Myślę, że Wy też możecie dojść w takie miejsca, gdzie nie dojdzie ksiądz albo ktoś jeszcze. I wtedy ktoś patrząc na Was, powie, hm, chciałbym tak żyć. I to jest najlepsza ewangelizacja i najlepsze świadectwo. Jak ktoś mówi, o, ja bym też tak chciał! Myślę, że po to też jesteście”.

Oczywiście nie zapamiętałem tego, nie zdążyłem też zanotować. Nagrał, jak zawsze niezawodny, Tomek. Współczesny telefon jest niezwykłym narzędziem. Dzięki.

Wiesz co? Jeszcze jedna sprawa. To w ogóle jest bardzo ważne, aby umieć rozpamiętywać, aby za szybko nie zapominać, aby jakąś kwintesencję brać ze sobą na dłużej. Czasem mam wrażenie, że w życiu skautowym jest wiele świetnych wydarzeń, podnoszących na duchu, dających energię, spotkań będących jakimś majstersztykiem samym w sobie. Pojawia się jednak zaraz naturalne pytanie, jak to dalej wygląda w życiu? Co z podniosłości, wspaniałej atmosfery pozostaje, jak to przekuwa się na codzienne uczynki? Na wstawanie rano z entuzjazmem, na uśmiechanie się do ludzi, na śpiewanie w kłopotach, na wycieranie łokci podczas sumiennej nauki? Zachęcam Cię do przeżuwania - przepraszam za wyrażenie, kojarzy się ono z krową przeżuwającą przez wiele godzin zjedzoną trawę, ale oddaje to istotę rzeczy – usłyszanych treści, wracania do nich, poddawanie ich przemyśleniu i przemodleniu. Jednak jak tu przeżuwać, skoro nie notujecie. Tak, mój drogi, podczas homilii nie widziałem nikogo, kto by notował. Podczas konferencji wolałem nie zwracać na to uwagi, aby się nie rozczarować. Może wszyscy zgromadzeni mają doskonałą pamięć? Nie mogę tego wykluczyć, choć to mało prawdopodobne. Ja wolę zapisać tę czy inną myśl. Gdy odczytuję ją następnego dnia, uświadamiam sobie, że gdybym jej nie zapisał, już by jej nie było, już bym ją przekręcił, znaczenie przeinaczył. Pędzimy, fejsbuk nas psuje, chcemy ciągle nowych nieistotnych informacji, krótkich, bo na dłuższych nie umiemy skupić uwagi. To pułapka. To jak fast food bez białka, sam cukier, jakaś energia ale nie buduje kości, mięśni, bez białka nie żyjemy.

fot. Piotr Gorus

Więc na koniec polecam ci, umiej wyciskać miąższ, umiej zatrzymywać w sobie istotne treści, karmić się nimi i do nich powracać.

Pozdrawiam i do zobaczenia,

Twój starszy brat Łukasz




Łukasz - pseudonim męża, ojca, HR-a, zanurzonego intensywnie w życie, który pełnił różne funkcje w naszym Ruchu. Za najważniejsze jednak ostatnio uważa towarzyszenie Akelom, drużynowym i przybocznym jako opiekun. Możecie pisać do Łukasza, my przekażemy, Łukasz napisze do Was, a my opublikujemy.