wtorek, 16 kwietnia 2013

Cristiada - o. Michał Pac OP



Pierwsza połowa XX wieku to czas, w którym władzę w wielu miejscach świata przejmowały antychrześcijańskie reżimy, wskutek czego w XX wieku zginęło więcej męczenników niż we wszystkich poprzednich stuleciach razem wziętych. Doskonale wiemy o prześladowaniach faszystowskich i komunistycznych w Polsce i krajach z nami sąsiadujących, mamy pojęcie o wojnie domowej w Hiszpanii, ale na ogół nie wiemy o wielkim prześladowaniu Kościoła w Meksyku w latach 20. i 30. oraz o powstaniu w obronie wiary katolickiej, tzw. Cristiady. O tym opowiada film Deana Wrighta, noszący właśnie tytuł Cristiada (albo Dla większej chwały: prawdziwa historia Cristiady).



Po obaleniu dyktatury Profirio Díaza Mori i kilku latach walk o władzę, w roku 1917 została uchwalona antyklerykalna konstytucja, która ustanawiała m.in. następujące prawa: zakaz publicznego celebrowania nabożeństw, zakaz używania konfesjonałów i przebywania osób świeckich na plebaniach, konfiskata nieruchomości kościelnych, upaństwowienie katolickich szkół, wypędzenie biskupów i księży urodzonych zagranicą, pozbawienie kapłanów prawa wyborczego (czynnego i biernego) oraz zakaz komentowania przez nich sytuacji politycznej, zakaz noszenia stroju duchownego, zakaz udzielania święceń kapłańskich. Prawa te nie były przez pewien czas egzekwowane przez rząd. Zmieniło się to jednak, gdy prezydentem Meksyku został Plutarco Elías Calles, który był masonem i – jak sam się określał – „osobistym wrogiem Pana Boga”. Rygorystyczne egzekwowanie antyklerykalnych praw przyczyniło się najpierw do pokojowych protestów, a następnie – po zaatakowaniu przez wojska federalne, 3 sierpnia 1926 r., ludzi modlących się w kościele w Guadalajarze – do wybuchu powstania. Po trzech latach wojny domowej, w której zginęło ok. 90 000 ludzi, 21 czerwca 1929 r. zostało zawarte porozumienie, wynegocjowane przez amerykańskiego ambasadora w Meksyku Dwighta W. Morrowa (nie da się ukryć, że chodziło mu głównie o ochronę amerykańskich interesów naftowych). Kościół zrezygnował z części żądań, a rząd obiecał zaprzestać egzekwowania najbardziej restrykcyjnych praw. W latach 30. w części stanów Meksyku nadal trwały prześladowania Kościoła i wybuchały kolejne powstania. Antyklerykalne prawa zostały ostatecznie usunięte z meksykańskiej konstytucji dopiero w 1991 roku. Jako ciekawostkę można dodać, że po pierwszej pielgrzymce bł. Jana Pawła II, Episkopat meksykański musiał zapłacić grzywnę za nieprzestrzeganie przez papieża zakazu publicznego noszenia stroju duchownego.


Oglądając Cristiadę jesteśmy świadkami okrucieństwa prześladowań, jakich doświadczał Kościół, oraz walki o prawo chrześcijan do wyznawania wiary w Boga. Towarzyszymy również bohaterom, którzy w różny sposób będą się przeciwstawiali prześladowaniom. Jedni wybiorą pokojowe protesty, jak bł. Anacleto González Flores (Eduardo Verástegui) – człowiek świecki, prawnik, mąż i ojciec rodziny, należący do Ligi Narodowej dla Obrony Wolności Religijnej (Liga Nacional para la Defensa de la Libertad Religiosa). Podobnie sędziwy kapłan św. Cristóbal Magallanes Jara (Peter O’Tolle) – w filmie nazywany z angielska Ojcem Christopherem – który nie tylko będzie przypominał, że „Nasz Zbawiciel jest Księciem Pokoju”, ale z wielką odwagą będzie gotów przyjąć męczeństwo: „Kim jesteś, jeśli nie poświęcasz się za to, w co wierzysz? Nie ma większego zaszczytu, jak oddać swoje życie za Chrystusa.” Inni z kolei podejmą walkę zbrojną. Do nich należy jeden z przywódców powstania – ks. José Reyes Vega (Santiago Cabrera) oraz Victoriano Ramírez López (Oscar Isaac), noszący pseudonim El Catorce („Czternaście”) – od liczby próbujących go pojmać żołnierzy federalnych, których sam jeden zabił.


Wreszcie dwaj główni bohaterowie. Oddziałami powstańczymi dowodzi generał Enrique Gorostieta Velarde (wspaniały Andy García). Jest to postać bardzo ciekawa - wybitny dowódca i strateg, który mimo iż był jeśli nie wprost ateistą, to na pewno człowiekiem, któremu z Kościołem nie było za bardzo po drodze – został wynajęty (za niemałe pieniądze) do poprowadzenia katolickiego powstania. Jego żona Tulita (Eva Longoria) ma nadzieję, że dzięki temu odnajdzie on wiarę w Boga. Jednak postacią najbardziej poruszającą jest bł. José Sánchez del Río (Mauricio Kuri – bardzo dobra rola, pierwszy raz na ekranie). Ten niespełna piętnastoletni chłopiec uczy nas czym jest odwaga, poświęcenie, męstwo, a przede wszystkim niezachwiana wiara i wierność Chrystusowi Królowi, za które jest gotów zapłacić najwyższą cenę. Wspaniały wzór dla nas wszystkich, a zwłaszcza dla swoich rówieśników – nic więc dziwnego, że właśnie bł. José Sánchez del Río został patronem powstałego ostatnio 1. Szczepu Grybowskiego FSE.



Nie jestem fachowcem od kina, aby wypowiadać się na temat pojawiających się gdzieniegdzie krytycznych recenzji Cristiady, aczkolwiek mam wrażenie, że film jest surowo oceniany głównie z tego powodu, że pozytywnymi bohaterami są chrześcijanie walczący w obronie wiary i Kościoła, a czarnymi charakterami – członkowie antyklerykalnego, lewicowego rządu. Mogę jedynie podzielić się tym, że mi osobiście film bardzo się podoba - historia prawdziwa, a mało znana, dobrze opowiedziana i świetnie zagrana przez plejadę znakomitych aktorów, z wątkami batalistycznymi (w nieco westernowym stylu), a wszystko to z pięknymi meksykańskimi pejzażami oraz znakomitą muzyką (James Horner) w tle. Żałuję jedynie nieco, że w tej najdroższej produkcji w historii meksykańskiego kina zrezygnowano z języka hiszpańskiego, w którym przecież wszyscy bohaterowie mówili, na rzecz języka angielskiego. Zdecydowanie jednak do obejrzenia tego wspaniałego filmu każdego (a zwłaszcza Zawiszaków) bardzo zachęcam. Sam obejrzałem go z ogromną przyjemnością już parokrotnie i wiem, że będzie należał do tych filmów, do których po wielokroć będę w swoim życiu wracał.


I na zakończenie jeszcze jeden wątek, bardzo osobisty. Jak wiadomo w naszym życiu wiary nieustannie mamy się nawracać. Są jednak takie wydarzenia, w których doświadczamy łaski nawrócenia w sposób szczególny. Bywają to momenty przystąpienia do sakramentów, szczególne doświadczenie Bożej bliskości podczas liturgii, na modlitwie czy przy czytaniu Pisma Świętego. Bywa, że jest to spotkanie z drugim człowiekiem i dobro, którego się od niego doświadczyło lub ważna z nim rozmowa. Czasem mądra książka. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że czymś takim może być film. Chcę z całą odpowiedzialnością podzielić się tym, że film Cristiada spowodował takie kolejne nawrócenie w moim życiu. Zadałem sobie na nowo pytania o wiarę i miejsce Pana Boga w moim życiu, o piękno kapłaństwa i o gotowość do oddania życia za Chrystusa. I otrzymałem też, ewidentnie w związku z obejrzeniem filmu i za wstawiennictwem bł. José Sáncheza del Río,  łaskę wygrania z pewną moją słabością, z którą od lat się zmagałem i która wydawała się nie do pokonania. Tak więc film Cristiada naprawdę wiele dla mnie znaczy. 










o. Michał Pac OP







Zdjęcia zawarte w artykule pochodzą ze strony internetowej:  http://www.cristiada.pl/