piątek, 29 marca 2013

Ciężar munduru - Paweł Borowiecki HR


Mundur. Wyraźnie odróżnia. Identyfikuje. Zmienia. Za czasów, gdy byłem zastępowym, a potem drużynowym w 5. Drużynie Radomskiej św. Wojciecha, 23 kwietnia (święto patrona) obchodziło się, między innymi, cały dzień nosząc na sobie mundur. Zazwyczaj był to dzień powszedni i zaawansowana wiosna, w związku z tym mundur miałem na sobie w tym dniu w szkole podstawowej, średniej, i na studiach. Ktoś tam się zaśmiał, ktoś nawet nie pytał, natomiast sporo osób było mocno zaintrygowanych, w bardzo pozytywnym sensie.






Na zbiórki i msze chodziliśmy w mundurze przez moje osiedle w Radomiu. Średnio bezpieczne to osiedle bywało. Drobne kradzieże, lekkie i średnie pobicia (zwłaszcza w okresie rekolekcji wielkopostnych, kiedy to w jednym kościele i przed nim spotykali się uczniowie dwóch zwaśnionych szkół z tego samego osiedla) były na porządku dziennym. Mundur mógł prowokować dodatkowo i czasem tak było. Ale chodziliśmy. Bo tak chodził nasz drużynowy. Jak byłem drużynowym, to też tak chodziłem. I tak chodzili chłopcy. Oczywiście nie wszyscy. Zdarzało się często, że któryś zawodnik pod harcówką wyciągał z plecaka zmiętą chustę, że z trzech ludzi, którzy wsiedli po zbiórce do autobusu, po dwóch przystankach dwaj byli już cywilami. Może nie do końca pozytywne było piętnowanie przez szefów takich przypadków, może trzeba było bardziej pozytywnie, ale przekaz był mimo wszystko jasny.






Do dziś pamiętam jeden dzień w Paryżu, kilka lat temu, po jednej z Rad Federalnych, kiedy tego samego dnia zaczepili nas na ulicy geje (gwoli ścisłości, byli to mężczyźni przebrani prowizorycznie za kobiety, nie wiem, mogli być też transseksualistami, nie chciałbym nikogo obrazić), żeby nas ostatecznie zwyzywać od faszystów. Potem na lotnisku dwie starsze panie, z prośbą o pomoc, poszły jak w dym ku ludziom w mundurach, czyli ku nam. Na końcu w samolocie wdałem się w rozmowę o naszym ruchu z parą współpasażerów, zakończoną wymianą kontaktów.

Szefie! Założenie przez twoich chłopców munduru w domu, przyjście w nim na zbiórkę, a następnie powrót z niej w pełnym umundurowaniu jest bardzo ważnym ćwiczeniem pedagogicznym. Ćwiczeniem z jedności życia, świadectwem/apostolstwem, budowaniem wspólnoty o bardzo silnej identyfikacji. Kibice noszą szaliki, prawnicy garnitury, a skauci w drodze na zbiórkę porządne mundury…

Jak sąsiedzi albo znajomi widzą człowieka w mundurze, to już się spodziewają po nim więcej… Jak obcy ludzie na ulicy, tym bardziej. Mundur wspiera też odwagę – zupełnie inaczej prosi się ludzi o pomoc, nocleg w mundurze w czasie explo czy próby szlaku, niż gdyby to robić bez munduru (jest nawet takie nastawienie ludzi – widzisz harcerza z mapą – przygotuj się na pytanie o drogę…) W mundurze chłopiec może więcej.





Ryzyko oczywiście jest. Wiem o czym piszę, pisząc ryzyko. Towarzyszyło mi ono od 9 roku życia… Nie ma świętości bez ryzyka. Bez potencjalnego niebezpieczeństwa, przykrości, możliwego urazu. Właśnie dlatego mundur jest dla tych, którzy chcą być silni (nie zawsze są od razu, ale starają się). Dla pocieszenia dodam, że jak wszędzie, tak i tu, najtrudniejszy jest pierwszy krok, wyjście z domu, potem to już będzie z górki.

Jak zachęcić chłopców do tego cudownego środka? Ano, tylko przykładem. Noś mundur jeśli się da z dumą i radością, a w razie potrzeby – pomimo lęku. Jeśli w innych okolicznościach nie zapiąłbyś kurtki pod szyję, nie zapinaj i bądź w mundurze. Jeśli pogoda pozwala – zamiast czapki załóż beret. Zamiast lekkiej kurtki – mundurowy sweter. Jak tak ponosisz z pół roku, zobaczysz, że nosi go tak również prawie cała drużyna. A jeśli zostaną jakieś odosobnione przypadki, wtedy będziesz miał prawo tego od nich wymagać i nie będzie to trudne.







Paweł Borowiecki HR