wtorek, 18 grudnia 2012

Na tropie Tygrysa, czyli o co chodzi w pracy na śladach z młodą przewodniczką?! - Milena Suliga

„O co chodzi w tych waszych śladach?” zapytał w czasie podróży do Madrytu młody wędrownik jedną z moich młodych przewodniczek. „Wiesz, po prostu musimy tropić ślady zwierząt i potem robić ich odlewy. Na żółtym szlaku są to ślady leśnych zwierząt żyjących w Polsce, ale już na zielonym trzeba pojechać do innego kraju i zdobyć ślad jakiegoś egzotycznego zwierzęcia” – brzmiała odpowiedź. O dziwo, została potraktowana poważnie i kiedy jakiś czas później przewodniczka przyznała się do swojego żartu, usłyszała: „tak mi się wydawało, że z tymi egzotycznymi zwierzętami to chyba przesada”. W czasie tej samej podróży, kiedy rozmawiałam z dziewczynami z ekipy, chłopcy koniecznie chcieli się przysiąść bliżej by usłyszeć jak też takie „zaliczanie” śladów się odbywa. Wielokrotnie powtarzane przez mnie zdanie „śladów się nie zalicza, o śladach się rozmawia” po jakimś czasie wreszcie do nich dotarło.



Ta zabawna historia oddaje trochę prawdy: wędrownicy nie rozumieją cóż to są te nasze ślady i po co tak właściwie o nich rozmawiać. Myślę jednak, że nie tylko wędrownicy są nieświadomi bogactwa śladów ognia. Podejrzewam (na podstawie własnego doświadczenia), że i przewodniczki mogą mieć problemy z odkryciem ich wartości.


Kiedy ja byłam w młodej ekipie (a był to początek mojej drogi harcerskiej) system pracy na śladach ognia nie był jeszcze tak sprecyzowany jak teraz. W dodatku moja pierwsza szefowa nie była na kursie szkoleniowym. Kiedy po roku pojechałam na Jadwigę i pytano każdą z nas ile zostało jej śladów do przejścia, ja nie miałam nawet pojęcia, co to takiego jest i wstyd mi było przyznać się, że nie wiem zupełnie, o co chodzi. Później, spotykając na pielgrzymce przewodniczek HR-ki – hufcowe, szefowe chorągwi, namiestniczki… myślałam z przerażeniem „Ja nigdy nie złożę Fiat! Absolutnie! Jeszcze by mi kazali zostać hufcową lub kimś obarczonym równie dużą odpowiedzialnością. Nie ma mowy! A skoro tak, to po co mi ślady ognia? Po co mam pracować przygotowując się do Fiat, którego nie chcę złożyć?”


No właśnie, po co? Czy aby rzeczywiście nie ma to sensu?

Praca na śladach ognia to praca nad sobą, okazja do przemyślenia najważniejszych dziedzin swojego życia, swojego zaangażowania: harcerstwo, duchowość, osobowość, zdrowie, rodzina, ojczyzna, praca, służba, komunikacja, kultura, przyroda, czas wolny. Czy naprawdę tylko HR-ka powinna mieć te dziedziny życia dobrze uporządkowane? Czy raczej każda dobra żona, matka, siostra, Polka, chrześcijanka… ?

Dobrze więc, zgódźmy się, że warto pracować nad sobą. Ale dlaczego w takiej formie? Dlaczego akurat 12 śladów ognia, które mogą niektórym z nas wydawać się trochę sztuczne? Przecież praca nad sobą powinna obejmować całokształt, nie może być tak, że przez miesiąc troszczę się o swoją duchowość, potem idę na rozmowę z szefową, „zaliczam” ślad i duchowością mogę się przestać przejmować. W następnym miesiącu popracuję nad zdrowiem. Poza tym, po co te rozmowy z szefową? Nie wystarczy, że sama coś przemyślę? Czemu mam o tym komuś opowiadać?

Oczywiście nie można nad czymś pracować przez miesiąc, a potem to sobie odpuścić, nie można też traktować rozmowy z szefową, jako „zaliczania” czegokolwiek. Na pewno sposób wędrowania po śladach i sama droga jest inna w zależności od tego, na jakim szlaku znajduje się przewodniczka. Ponieważ przez ostatnie dwa lata byłam szefową ekipy (dziś już ogniska) młodych przewodniczek, opowiem o moim doświadczeniu pracy z dziewczynami na żółtych śladach samarytanki.

Żółty szlak młodej drogi jest bardzo ważny. Tutaj po raz pierwszy dziewczyna spotyka się ze śladami ognia i ogromna jest rola szefowej, która może poprowadzić przewodniczkę tak, by jej droga po śladach stała się pasjonującą przygodą, na której odkrywać będzie swoje talenty i doskonalić siebie. Jeśli jednak nie uda jej się zarazić dziewczyny takim duchem wędrowania, w przyszłości jeszcze trudniej będzie o mobilizację do pracy na zielonym czy czerwonym szlaku.

Najważniejszą pracę każda z nas wykonuje samodzielnie. Teksty zawarte w książeczce, pomocne pytania, propozycje warsztatów, lektur – wszystko to ma być nam pomocą w przemyśleniu tych podstawowych 12 dziedzin naszego życia. Czy wystarczy przeczytać tekst z książeczki? Nie. Czy wystarczy go przemyśleć? Nie. Trzeba słowo, myśl wprowadzić w czyn! Najpierw zauważyć to, co jeszcze niedomaga, co trzeba poprawić, a może to, co mnie ciekawi i w czym chciałabym się rozwijać, a potem podjąć konkretne kroki w kierunku zmiany. Zaniedbuję Godzinę Światła? Może warto ustalić konkretne miejsce i czas modlitwy i pilnować go każdego dnia. Ciągle spóźniam się do szkoły, na uczelnię? Może trzeba zacząć kłaść budzik na drugim końcu pokoju zamiast tuż obok łóżka? Uwielbiam tańczyć? Może warto przełamać wreszcie nieśmiałość i zapisać się na kurs salsy? W zależności od tego, na jakim etapie drogi jesteśmy i w czym niedomagamy, o czym marzymy, możemy podjąć odpowiednie postanowienia. Nikt z nas nie jest idealny, co jest wspaniałe, bo oznacza, że zawsze mamy pole do rozwoju i pracy nad sobą! Oczywiście pracować trzeba nad całokształtem, ale jeśli dodatkowo w danym miesiącu skupimy się na jednej dziedzinie naszego życia, podejmiemy konkretne kroki, w których później będziemy mogły trwać, to czy nie jest to dla nas dodatkowa pomoc? Wydaje mi się, że ślady ognia są tu błogosławieństwem, bo mobilizują nas do tego, do czego bez nich być może byśmy się nie zebrały, a teksty w książeczce pomagają zwrócić uwagę na istotne kwestie.


A co z rozmowami z szefową?

Zwykle na początku trudno jest zmobilizować się do spotkań i rozmów o śladach. Zwłaszcza jeśli przewodniczka nie znała wcześniej swojej nowej szefowej, nie miała z nią żadnej relacji, nie można się dziwić, że ma opory przed otwarciem się i opowiedzeniem czegoś o sobie, o swoim życiu. Dlatego bardzo ważne jest to, aby szefowa sama wychodziła naprzeciw swoim podopiecznym, zachęcała je do spotkania, proponowała terminy. Po jakimś czasie, jeśli uda się jej zdobyć zaufanie dziewczyny nie będzie to może konieczne. Ważne jednak by pomóc jej wejść w ten rytm pracy, spotkań, rozmów.

Czym są te rozmowy z szefową i czemu mają służyć? Dla mnie były to przede wszystkim chwile (czasem godziny:) dzielenia się sobą nawzajem. Warto wypowiedzieć swoje myśli przed kimś, do kogo mamy zaufanie. Szefowa może coś podpowie, poradzi, zaproponuje, może okaże się, że ma podobne doświadczenia i opowie o tym jak sama poradziła sobie z jakimś problemem. A może tylko wysłucha i zrozumie. To bardzo dużo dla młodej dziewczyny. Myślę, że to ważne dla każdego – być przyjętym, zaakceptowanym. Miałam takie spotkania, kiedy przewodniczka mówiła, mówiła, a ja czułam, że nie bardzo jej mogę pomóc, że nie wiem, co jej poradzić. Na końcu rozmowy okazywało się, że „bardzo jej ta rozmowa pomogła”. Czasem wypowiedzenie się pozwala uporządkować swoje myśli i to jest już dużo. Rozmowy z szefową nazwałabym takim „towarzyszeniem w drodze”. Dobrze jest mieć podczas wędrówki wiernego towarzysza. Dlatego też określenie „zaliczanie śladów” bardzo mnie drażniło ilekroć je słyszałam. Powtarzałam aż do znudzenia moim dziewczynom, że śladów się nie zalicza tak, żeby to naprawdę zrozumiały. Nie po to spotykam się z szefową, żeby mieć coś z głowy, ale po to, by po mojej osobistej pracy nad danym tematem podsumować go i jeszcze raz, wspólnie z drugą osobą spojrzeć na to co przeżywam i pomyśleć nad czym chcę i powinnam popracować.

 Myślę, że nawet jeśli dziewczyna „nie czuje” śladów ognia ważne jest, by pozostała im wierną. Ja bardzo długo nie rozumiałam, czemu mam pracować na śladach. Dobrze mi się rozmawiało z moją szefową, ale mimo wszystko nie zauważałam niewątpliwej wartości tych rozmów. Moja dawna szefowa jest teraz moim najlepszym przyjacielem. Dopiero z perspektywy czasu zobaczyłam, że nasza wspólna praca zaowocowała trwałą relacją i że nadal mogę liczyć na jej wsparcie. W zasadzie dopiero pracując jako szefowa z młodymi przewodniczkami zaczęłam doceniać ślady ognia i sama odnalazłam się na mojej drodze z nimi. Każdej więc przewodniczce, która ma opory przed pracą na śladach życzę wytrwałości , która, jestem pewna, w końcu zaowocuje odkryciem ich wartości. Ja dziś z wielką radością wędruję czerwonym szlakiem i tęsknię już do Fiat mimo, że przez pierwsze… 6 lat mojego bycia przewodniczką zarzekałam się, że nigdy nie będę HR-ką :D

Bycie szefową ekipy młodych to ogromna odpowiedzialność i każda z nas, która pełniła czy pełni tę służbę powinna być tego świadoma – dla młodej dziewczyny jesteśmy rzeczywiście PRZEWODNICZKĄ , „tą, która ma pokazywać ideał i sama nim żyć”. Jeśli nie wytworzy się między nami relacja oparta na zaufaniu, to trudno będzie o prawdziwe towarzyszenie w drodze. To wielka praca każdej z nas – zdobyć zaufanie dziewczyn i nie zawieść go!

Śmiało mogę powiedzieć, że bycie szefową ekipy młodych przewodniczek było moją najpiękniejszą służbą, a rozmowy z dziewczynami na śladach były wspaniałym doświadczeniem. Czułam, że moje przewodniczki zapraszają mnie w bardzo drogie dla nich miejsca, jakby uchylały dla mnie drzwi, za którymi przechowują cenny skarb, ukryty przed większością osób. To było coś niesamowitego! Móc choć trochę towarzyszyć im na ich młodej, pełnej świeżości drodze. Ciągle jestem Panu Bogu wdzięczna za te moje drogie dziewczyny: za Olę, Amelkę, Anię, Monikę, Magdę… Życzę każdej szefowej by tak jak ja, po zakończeniu swojej służby witana była przez swoje dawne młode przewodniczki marudzeniem: „Milenaaaa, czemu Ty już nie jesteś moją szefową…. ”:D

Milena Suliga