wtorek, 18 grudnia 2012

Kilka uwag o życiu (nie)świadomym - Sebastian Masłowski SJ


Na najwyższych obrotach
Czas płynie szybko. Każdy z nas ma masę zajęć i obowiązków. Tak jest skonstruowany styl życia w naszej nowoczesnej cywilizacji. Szkoła, studia, jakieś kursy, języki, sport, i jakby tego jeszcze było mało - drużyna. Spotkania z zastępowymi, z rodzicami, zimowisko, obóz letni, załatwianie miejsca, pozwoleń, przeprawy z urzędami, sanepidem, kuratorium, obmyślanie programu, gier, dodatkowo spotkania kręgu, wędrówki, itd. Nie wiadomo, gdzie to wszystko wcisnąć, a doba ma tylko 24 godziny. Spać też kiedyś wypada. Tak z prędkością błyskawicy mija dzień za dniem. Ciągły ruch: wydarzenie za wydarzeniem, akcja za akcją. Ani się obejrzymy, już kolejny rok za nami. Wskutek tego jest w naszym życiu wiele rzeczy, które „dzieją się same”, nie wiadomo do końca, jak i kiedy. Często zauważamy, że wpadliśmy w jakieś tarapaty, gdy już jest po fakcie i nie da się nic zrobić, niewiele można zmodyfikować czy też poprawić. Jak temu przeciwdziałać?



Automatyzm i bezrefleksyjność
Św. Ignacy Loyola, którego modlitwę często odmawia każdy harcerz („Słowo odwieczne…”) bardzo podkreślał wagę świadomego życia i świadomego działania. Oczywiście są sfery, w którym automatyzmy są dobre, a nawet konieczne. Temu służy ćwiczenie się, powtarzanie pewnych rzeczy wielokrotnie. Dobry kierowca wykonuje wszystkie manewry automatycznie, bez specjalnej koncentracji i bez udziału świadomości. Może z kimś rozmawiać, myśleć o różnych sprawach, a i tak jego zmysły rejestrują przeszkody, znaki drogowe, zmiany świateł, ruch innych samochodów. Odruchowo naciska sprzęgło, gaz, zmienia biegi, bez dłuższego zastanawiania się nad tym. I dobrze. Gdyby zaczął się zastanawiać nad każdym ruchem, nie zdołałby w porę zareagować. Możemy znaleźć i inne sfery, gdzie ważne jest szybkie reagowanie. Automatyzmy to też pewne nawyki. Nawyki mogą być złe – wtedy nazywamy je wadami, lub dobre – wtedy nazywamy je cnotami. Nawyki sprawiają, że odruchowo reagujemy w określony sposób. Dany sposób działania, reagowania przychodzi nam łatwo, bez większego wysiłku, automatycznie.
W życiu duchowym pewne nawyki też się przydają. Nie wystarczy jednak poleganie tylko na nich, bo mogą one często spłatać nam figla. Nawyk bowiem oznacza, że zawsze na jakąś tam rzecz reagujemy tak samo i często nawet tego nie zauważamy. Na tej zasadzie możemy np. modlić się, czytać Biblię. Możemy wszystkie te rzeczy wykonywać automatycznie, nie rejestrując nawet faktu, co robimy. Dlatego Ignacy zwraca uwagę na to, abyśmy idąc na modlitwę mieli w świadomości, co ja właściwie chcę teraz zrobić i po co. Radzi też, żeby przed modlitwą uświadomić sobie, że Bóg na mnie patrzy. I dopiero wtedy zacząć. Potrzebna jest więc chwila zatrzymania się, a nie tylko: „W imię Ojca i Syna” i… lecimy. Powtarzamy modlitwy znane nam na pamięć. Oczywiście, można je wypowiadać ze świadomością każdego słowa i może to być wtedy głębokie, ale zazwyczaj chyba zdarza się nam powtarzać je bezmyślnie i automatycznie. Tym sposobem nawet nie zauważamy, co my właściwie mówimy. Nawet ci, którzy modlą się nie używając stałych, wyuczonych formuł, lecz robią to „swoimi słowami”, mogą się w pewnym momencie zorientować, że właściwie w kółko powtarzają to samo. Widać więc, że nawet gdy modlimy się swoimi słowami, to z czasem wyrabiają się w nas pewne „koleiny”, w które odruchowo wpadamy. Tym sposobem tworzą się nasze osobiste formułki i litanie, co prawda nigdzie nie zapisane, nie znane z żadnych książeczek do nabożeństwa, ale mimo to powtarzane bez refleksji i świadomości. Zresztą nie ma niczego złego w powtarzaniu w kółko pewnych rzeczy, byleby to rzeczywiście nas wyrażało.




Świat biznesu
Świadome życie nie powinno jednak się kończyć na sferze modlitwy. Powinno dotyczyć też naszych uczuć, wewnętrznych myśli i tego, co z nich wynika, czyli – postępowania. To, co jest na zewnątrz, jest efektem tego, co jest w nas. Ignacy stworzył świetne narzędzie pomagające żyć i działać świadomie. Wpadł na to już w XVI wieku. Dziś tak, jak on radzi postępować w sprawach związanych z życiem, postępują ludzie biznesu. Na czym polega ten sposób? Chodzi o refleksję nad tym, co się stało, co się wydarzyło. Ignacy taką analizę robił za każdym razem, gdy zegar wybijał pełną godzinę. Jeżeli zaś w tym czasie był czymś zajęty, bo rozmawiał z kimś, albo robił coś, co wymagało skończenia, analizę tę dokonywał po rozstaniu z rozmówcą czy też zamknięciu danej sprawy. Czemu to służyło? Wiedział, gdzie jest, co się stało, jaka jest jego sytuacja. Tą praktykę nazwał rachunkiem sumienia. Osobiście nie lubię używać tej nazwy, bo ludziom się ona źle kojarzy (mają już wyrobione w świadomości koleiny i skojarzenia związane z tym terminem). Tu zaś nie chodzi o wyrzucanie sobie błędów, dołowanie się, ale o wejście w siebie, spojrzenie na swoje reakcje i na wydarzenia. Celem jest zobaczenie „gdzie ja właściwie jestem?”, „co stało?”, „jaka jest moja sytuacja?”. Podobnie postępują (niestety, nie w życiu prywatnym, a jedynie w biznesie) współcześni fachowcy dbający o rozwój przedsiębiorstwa i o zyski. W regularnych odstępach czasu, czy też po każdym spotkaniu partnerami, kontrahentami dokonują analizy tego, co się stało i oceniają: „to nam wyszło, ta strategia okazała się bardzo skuteczna, trzeba ją kontynuować”, albo: „Tu jest sfera, w której odnieśliśmy kompletne fiasko, trzeba od początku przemyśleć strategię i znaleźć jakieś inne sposoby działania”, czy też: „Tutaj jest nieźle, co prawda musimy trochę skorygować to czy tamto, ale zasadniczo kierunek jest dobry”. Robią też prognozy i układają strategie na przyszłość: co zrobić, jak zadziałać, aby iść do przodu. Postępowanie takie jest to oczywiste i nikogo nie dziwi. Jednak jeśli chodzi o własne życie, niewielu ludzi podejmuje podobną refleksję. Wyobrażacie sobie grupę menadżerów spotykających się w sprawach interesów z różnymi ludźmi i nie robiących analizy takich spotkań. Byliby uznani za kompletnie bezmyślnych i nieodpowiedzialnych. Tymczasem bezmyślność taka jest powszechna w życiu osobistym czy też duchowym, także u tych samych ludzi, którzy w kwestii zarabiania pieniędzy wykazują się godną podziwu skutecznością i świadomym działaniem.
Jak więc żyć świadomie? Trzeba regularnie dokonywać ewaluacji, regularnie patrzeć, co się we mnie dzieje i co się ze mną dzieje. Jeśli poświęcimy na to nie więcej niż kwadrans dziennie, po pewnym czasie zauważymy efekty. Powód jest prosty: jeśli patrzymy, co się stało, badamy, zareagowaliśmy w jakieś sytuacji, nawet jeśli na początku nie rozumiemy dlaczego tak się stało, z czasem zaczynamy zauważać różne prawidłowości i przez to wzrasta nasze rozumienie siebie. Gdy widzimy, że coś działa i nam pomaga, kontynuujemy to. Gdy widzimy, że coś nas ściąga w dół, możemy poszukać jakichś rozwiązań.




Wszystko badajcie
Ignacy był człowiekiem uporządkowanym, mimo to jednak stale patrzył, gdzie jest i co się stało. Stworzył też schemat pomagający w dokonywaniu takiej analizy. Oto on:
1. Dziękować Bogu za wszystkie dobrodziejstwa, które nam dał.
Bardzo ważne jest, aby się ucieszyć tym wszystkim, co było dobre, tym, co dostaliśmy od Boga. Od tego powinniśmy wychodzić. Koncentrowanie się tylko na porażkach i niedociągnięciach sprawi, że tym szybciej zdarzą się nam kolejne.
2. Prosić o łaskę poznania grzechów i odrzucenia ich.
Często tak jest, że nie widzimy rzeczy, które robimy źle, które nas ściągają w dół. Potrzebna nam jest łaska od Boga, aby sobie to uświadomić i co ważniejsze, co tak naprawdę stoi za tymi czynami, jaki był powód zrobienia tego czy tamtego. Nikt nie zauważa takich rzeczy od razu, trzeba nam czasu, aby poznać siebie samego
3. Żądać od duszy swojej zdania sprawy od godziny wstania aż do chwili rachunku sumienia.
Czynić to przechodząc godzinę po godzinie albo wydarzenie po wydarzeniu. Patrzeć na myśli, słowa, uczynki.
Ważne jest patrzenie nie tylko na to, co było na zewnątrz, bo to jest już zazwyczaj końcowy efekt. Ważne jest zobaczenie naszych myśli, odczuć, reakcji – jednym słowem „wewnętrznych poruszeń”. To, co się dzieje na zewnątrz, jest finałem tego, co się działo w naszym wnętrzu.
4. Prosić Boga, Pana naszego o przebaczenie win.
Wraz z prośbą o przebaczenie i miłosierdzie Boże przychodzi też dla nas pewna ulga. Nie ma sensu ciągłe zamartwienie się potknięciami. Trzeba je zostawić i iść dalej
5. Postanowić poprawę przy Jego łasce
Wiemy, że sami z siebie nie zawsze mamy dość siły, aby pewne rzeczy pozmieniać. Dlatego potrzebujemy łaski Bożej. Dobre jest zastanowienie się, co w danej sytuacji mogę zrobić, jak zmodyfikować sposób działania, jak zaradzić temu czy tamtemu. Są jednak też rzeczy, w których czujemy się bezsilni. Nie zostaje nam nic innego, jak tylko zdać się na Jego łaskę.

Analiza taka nie ma dotyczyć tylko i wyłącznie grzechów. Lepiej nawet, gdy dotyczy całości naszego funkcjonowania. Willi Lambert w Słowniku duchowości ignacjańskiej pisze: W rachunku sumienia chodzi o to, aby być przed «Bogiem, który widzi» z życiem i przeżyciami danego dnia. (…) W pierwszym spojrzeniu pozwalam wszystkiemu w sposób nieuporządkowany i bez cenzury pojawić się w mojej świadomości, co tylko zechce się ukazać: smutek, radość, gniew, niecierpliwość, spotkania, decyzje itd.
W drugim spojrzeniu należy rozeznawać, w jakim kierunku prowadzą mnie zdarzenia, doznania, własne uczynki: w kierunku Boga, to jest miłości, czy w kierunku złego, braku miłości.

Jest to zgodne ze wskazaniem św. Pawła: „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie!” (1Tes 5,21)

Sebastian Masłowski SJ