wtorek, 18 grudnia 2012

Harcerstwo czy indywidualność? - Franciszek Podlacha HR


Dwa lata temu, w środowisku harcerskim zawrzało. Znana socjolog Pani Prof. Jadwiga Staniszkis, w wypowiedzi dotyczącej aktualnie urzędującego prezydenta stwierdziła: „Widać w nim harcerskość. Ja nigdy nie byłam człowiekiem żadnych organizacji, bo to zabija indywidualizm. Harcerstwo uczy zespołowości ale zabija indywidualność". Czy miała rację? Na pewno nie w odniesieniu do całego ruchu skautowego. Skauting został pomyślany tak aby umożliwić człowiekowi „samowychowanie”, w które wpisana jest indywidualność. Ale ocena Pani Profesor jest okazją do poważnego rachunku sumienia. Czy na pewno, w Polskim harcerstwie nie ma elementów zabijających indywidualizm?



Jak wiemy, harcerstwo polskie powstało w sytuacji zgoła odmiennej od skautingu na terenie Wielkiej Brytanii. Spadkobiercy pierwszej Rzeczpospolitej, rozsiani byli wtedy po trzech zaborach. Funkcjonowały już, na ich terenie różne organizacje młodzieżowe, których głównym celem było krzewienie dyscypliny, sprawności fizycznej i patriotyzmu, takie jak choćby Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, które powstało już w 1867 roku. Organizacje te najprężniej działały w Galicji ze względu na stosunkowo łagodny charakter austriackiego zaboru. Nic dziwnego, że osoby, które postanowiły przeszczepić skauting na polski grunt, częściowo wzorowały się na modelach znanych z istniejących już organizacji. Znane jest stwierdzenie Andrzej Małkowskiego, że „harcerstwo to skauting plus niepodległość”. Czy to oznacza, że skauting nie był wystarczający do kształtowania patriotycznych ludzi mogących walczyć o niepodległość? Jestem pewien, że był całkowicie wystarczający. Ośmielę się nawet stwierdzić, że był skuteczniejszy do kształtowania niepodległego myślenia niż harcerstwo. Dlaczego?




Otóż, harcerstwo polskie przyjęło wiele form funkcjonowania z organizacji paramilitarnych, które miały kształtować w młodych ludziach postawy przydatne do późniejszego wykorzystania w armii. Nasi przedwojenni harcmistrze jakby nie zrozumieli przestróg Baden-Powell’a, który był generałem armii brytyjskiej i przestrzegając przed militaryzmem, dobrze wiedział o czym mówi. Oczywiście zdarzali się również harcmistrze, którzy widzieli wyraźnie te, niewłaściwe tendencje w naszym harcerstwie. Jednym z nich był harcmistrz Stanisław Sedlaczek, który w 1938 roku pisał: „mimo przeszło ćwierćwiecza istnienia harcerstwa, nie wszystko co skauting przyniósł należycie zrozumiano w Polsce i nie wszystko, co w nim tego warte przyswoiło sobie harcerstwo. Tak się jakoś dzieje, że pod niektórymi względami jesteśmy jakby niepodatni na wpływy, gdy pod innymi względami ulegamy im zbyt łatwo. Wielu rzeczy pomyślanych w skautingu praktycznie i celowo nie przyjęliśmy lub – przyjąwszy pierwotnie – zarzuciliśmy. Jak gdyby brak nam było czasem zrozumienia dla rzeczy praktycznych.” Nie zrozumieli lub nie przyjęli i wylali dziecko z kąpielą.


Nasza zaprawa nie jest wojskowa, nawet zwyczajna musztra, stosowana przez tyle związków młodzieżowych, została zredukowana do najniezbędniejszych granic, ma ona bowiem tendencję do zabijania indywidualności, a jednym z naszych głównych celów jest rozwijanie osobowego indywidualnego charakteru” – napisał Baden-Powell w „Skautingu dla chłopców”. Bi-Pi po 30-letnim okresie doświadczenia dobrze znał zalety i wady stosowania musztry. Dwie główne wady były wystarczające, by radykalnie militaryzm odrzucić:
  1. Wojskowej musztry używa dla zapełnienia programu skautmistrz słaby, bez wyobraźni, nie mający pojęcia, czym zająć chłopców. (…)
  2. Wojskowa musztra przyczynia się do zaniku indywidualności, podczas gdy naszym celem jest tworzenie indywidualnych charakterów. Chłopiec (…) chce zajęć żywych, jakichś przygód. Musztra stępia jego bystrość.

A więc generał brytyjskiej armii, z ogromnym doświadczeniem wojskowym, przestrzegał przed militaryzmem mogącym przenikać do drużyn, militaryzmem, który niszczy indywidualizm. Stąd wniosek jest prosty: jeśli drużyna skautowa przywiązuje wagę do form militarnych, takich jak musztra, obozowanie w sposób wojskowy, organizacja drużyny kosztem systemu zastępowego, to jest duże ryzyko, że drużyna ta nie wykorzystuje wielu możliwości rozwoju indywidualnego każdego jej członka, a nawet go zahamowuje! W armii najważniejsza jest sprawność wykonywania rozkazów, często bezmyślna ale sprawność. W skautingu chodzi o to by myśleć w sposób twórczy, by analizować i wreszcie podejmować samodzielne decyzje. W skautingu dokonuje się wielowymiarowy, wszechstronny rozwój, który jest możliwy tylko dzięki „samowychowaniu”. Czyli dzięki temu, że w pewnym momencie, każdy z młodych, wychowywanych ludzi, dzięki odpowiedniej formacji sam chwyta za ster swojego życia i sam decyduje o tym w jakim kierunku chce się rozwijać. Im bardziej sam jest sternikiem, tym bardziej chce się rozwijać. Odpowiedzialności uczymy przez jej nadanie, a nie przez wydawanie i wykonywanie rozkazów. Oczywiście w żaden sposób nie sprzeciwia się to temu, że osoba odpowiedzialna za formację młodszej osoby musi w sposób stanowczy określać granice, w których młody skaut się porusza i reagować na ich przekraczanie. Przekazanie odpowiedzialności młodemu człowiekowi nie ma nic wspólnego z akceptacją relatywizmu moralnego. Nasz system wartości jest jasny i poruszamy się tylko i wyłącznie w jego granicach. A zatem dajemy jasny system wartości, odpowiedzialność oraz całą fantazję, którą niosą w sobie skautowe techniki i zwyczajne obozowe życie.




Jeden z oficerów napisał do gen. Baden-Powell’a: „Stwierdzam niezachwianie, jako oficer w służbie czynnej, że gdybyście mi dali do wyboru między wyćwiczonym i zdolnym kadetem, a wyćwiczonym i zdolnym skautem, wybrałbym do swej kompanii bezwzględnie skauta. Ba wolałbym jednego skauta niż dwu kadetów, bo kiedy skaut może się nauczyć musztry plutonu i kompanii w mig, kadet ani po kilku miesiącach nie będzie umiał tego, co umie skaut”.
I o to chodzi! Niech nasi skauci będą się rozwijali szeroko, niech znają wiele interesujących technik, niech się rozwijają w tysiącach kierunków, niech myślą krytycznie i samodzielnie! Naszym priorytetem nie jest równe stanie w szeregu i bezmyślnego wykonywanie rozkazów, tego można się nauczyć w mig, gdy zajdzie realnie taka potrzeba. Nasze priorytety są zupełnie inne. Po pierwsze, umożliwiamy młodemu człowiekowi odkrycie w sobie różnych talentów i umiejętności oraz poznanie swoich ograniczeń, a więc prawdy o sobie i wreszcie Prawdy o Bogu. Po drugie, przygotowujemy do samodzielnego i mądrego wybierania w życiu – każdego indywidualnie.







Franciszek Podlacha HR