piątek, 30 listopada 2012

Dlaczego Henryk Sienkiewicz wielkim Polakiem był? - Zbigniew Korba



1905-sienkiewicz.jpg (162×227)1. Jak większość Polaków od zawsze wiedziałem, że Henryk Sienkiewicz „wielkim pisarzem był”. Wiadomo: Trylogia, Quo vadis, nagroda Nobla, W pustyni i w puszczy, wielkie filmowe ekranizacje. W ostatnie wakacje pomyślałem, że dobrą, integracyjną, rodzinną lekturą będzie kieszonkowe, piękne wydanie „Ogniem i mieczem”, które akurat zakupiłem. Starszych wciągnie fabuła a młodsi będą usypiać przy kolejnych odsłonach kresowej epopei.

Przyznam szczerze: głośne czytanie epopei w letniej atmosferze napotykało pewne opory i ostatecznie niewiele z tego wyszło. Idąc jednak tym tropem, z tuzina książek towarzyszących mi jak zwykle na rodzinnych wakacjach (towarzyszących z oddali, gdyż od dawna nie łudzę się już, że uda się przeczytać więcej niż jedną, dwie), sięgnąłem po zakupioną w ostatniej chwili za 12 złotych na „taniej książce” biografię autora Trylogii. Postanowiłem samemu zagłębić się w życiorys wybitnego pisarza. Im dalej brnąłem przez historię jego życia, tym bardziej byłem urzeczony. Właściwie wszyscy wiemy, że pisał dla pokrzepienia serc, że dostał Nobla, a Trylogia uwodzi nawet największych troglodytów w gimnazjum czy liceum, gdy już się w nią wciągną. I tyle wiemy z grubsza. Czyli naprawdę niewiele.


Czytając biografię tego wybitnego Polaka i dowiadując się coraz więcej, nie posiadałem się z wrażenia. Czy zdajecie sobie sprawę, że Sienkiewicz był w swojej epoce pisarzem numer jeden na świecie? Nie przesadzam. Absolutny numer jeden, jeśli chodzi o nakłady i liczbę wypożyczeń w bibliotekach w Stanach Zjednoczonych i w całej Europie. W Rosji na pierwszym miejscu, a wielki Tołstoj dopiero na trzecim, we Francji 33% wszystkich czytanych książek to Sienkiewicz, tylko 8% największy pisarz ówczesnej Francji Emil Zola. Niemcy, Anglia, Skandynawia, Bałkany – wszędzie to samo. Opery, przedstawienia teatralne, ciągłe premiery oparte na jego książkach. Fani oblegający go w hotelach, na dworcach kolejowych. Kieszonkowiec zwracający portfel z przepraszającym listem, gdy tylko dowiedział się, że ten, komu go ukradł, to wielki Sienkiewicz. Nasz autor cieszył się wprost niezwykłą popularnością. Wyobraźmy sobie teraz jakiegoś polskiego współczesnego pisarza, którego książki zdobiłyby witryny wszystkich księgarń od Tokio po Los Angeles, a co drugi delikwent w tramwaju, w pociągu czy w samolocie dzierżyłby pod pachą którąś z rozchwytywanych powieści naszego współczesnego literata. A pisarz wtedy to nie to samo, co teraz. Wtedy to był guru, demiurg zbiorowej wyobraźni, ktoś więcej niż skrzyżowanie Steve’a Jobsa z Johnem Lennonem.


Fot. Stan Mach, Polonicum Institut,
Fribourg - Szwajcaria
2. Zachwyca mnie po przeczytaniu jego biografii jednak przede wszystkim to, jak wykorzystał talent, i jak go użył do dobrych spraw, nie to jak pisał. Prus być może pisał lepiej, pod względem techniki literackiej. Sienkiewicz obmyślał całą rzecz w głowie a potem przelewał na papier, bez skreśleń wkładał do koperty, przyklejał znaczek i wysyłał do wydawcy, który drukował kolejne odcinki w gazecie. Trudne do wyobrażenia. Nie dziwi, że nie cyzelował każdego zdania, wyrazu niemalże, jak robią czeladnicy literatury współcześnie. Nie miał na to zwyczajnie czasu. Nasz noblista był też być może zbyt kwiecisty, egzaltowany. Już wtedy mu to wypominano, a co dopiero teraz w epoce stylu oszczędnego, bez przysłówków, długich opisów, na które nikt nie ma cierpliwości, bo wszyscy pędzą. Co z tego? Jeśli czytały go miliony. Tak, miliooooony. Bo wzruszał ich do łez, bo dawał nadzieję, bo odpoczywali przy lekturze, czuli się dowartościowani. Bo dał im bohaterów, którzy porywają, są szlachetni i odważni a jednocześnie bardzo ludzcy. Mówiono, że każdy ojciec chciał, aby jego syn wzorował się na bohaterach Trylogii.
Gdy Sienkiewicz objeżdżał trzy zabory z prelekcjami i odczytami tysiące chłopów podchodziło i mówiło mu „Panie Sienkiewicz, pan z nas zrobił Polaków”. Zrobił Polaków z kilkunastu milionów chłopów. Niepiśmiennych, oni wysłuchiwali Trylogii czasami odczytywanej z ambony po niedzielnej sumie.

3. Co jeszcze szczególnie uderzyło mnie w jego historii? To, że poszedł za swoją głęboką intuicją. (A’propos: Duch Św. zazwyczaj przemawia przez dobre natchnienia). Sienkiewicz najpierw porzucił wydział medyczny uniwersytetu, by oddać się pisaniu. Potem, gdy zaczynał myśleć o powieści z czasów rebelii kozackiej, przyszłego „Ogniem i mieczem”, krytyka w Polsce i Europie obwieściła koniec powieści historycznej. Ni mniej ni więcej ogłoszono, że ten rodzaj literacki jest już passé. On nie przejął się tym wcale, usłyszał w sobie szept, pomysł i za nim poszedł. Zresztą nigdy nie przejmował się opinią ludzką, krytykami. I dobrze, bo mógłby zwariować. Wyobrażacie sobie, co by się stało, gdyby zlekceważył ten głos wewnętrzny? Gdyby posłuchał krytyków i rzesz życzliwych, aby dał spokój i pomyślał o kolejnych „Szkicach węglem”. Zapewne nie byłoby noblisty! Nie byłoby milionów uszlachetnionych przez jego dzieło i podźwigniętych z kolan ludzi.


4. Był człowiekiem obdarzonym fantazją, wielkim podróżnikiem, zapalonym myśliwym. Jako młody człowiek z grupą przyjaciół wyjechał do Stanów Zjednoczonych, w których spędził dwa lata i w których zakochał się (szczególnie w Kalifornii). Warto zacytować jedno z jego wielu spostrzeżeń z 1876 r.: „Amerykanie są tak dzielni ludzie, tyle mają lojalności, prawości i cnót prawie niepojętych u nas, że przyzwyczaiwszy się do ich szorstkości, niepodobna się po prostu w nich nie rozkochać, a zarazem nie dojść do wcale nie egzaltowanego przekonania, jak nasza Europa się zestarzała, spodlała, zniewieściała i wyrodziła”.
To uczucie do Stanów zostało odwzajemnione po latach. Jak pisze jego biograf: „Najsławniejsze nazwiska obecne w życiu kulturalnym Stanów Zjednoczonych to nazwiska polskie: pianista Paderewski, Jan Reszke – tenor operowy, Modrzejewska na scenie dramatycznej, Sienkiewicz – autor powieści o Neronie. Modrzejewska w liście pisze, że Amerykanie „są kompletnie na tym punkcie zwariowani” i po prostu „jedni drugich napędzają do czytania Sienkiewicza”.”
Na dowód, że Helena Modrzejewska nie przesadzała zacytujmy fragment wiersza o Sienkiewiczu z jednej z nowojorskich gazet:

„(…) W stanie Michigan czytelniczki
LosAngeles01.jpg (348×285)
Los Angeles, hotel Pico House - 1875 r
I czytelnicy – innej książki
Niż Sienkiewicza nie uznają.
W Illinois i Marylandzie
Nie sięgnie nikt po nic innego
Oprócz Quo vadis? wspaniałego.
Ohio, Massachusetta, Pen –
sylwania, Missisipi, Ten –
nessee i Luizjana,
Wisconsin, Teksas, Waszyngton,
Północna Karolina, Oregon,
Wirginia i Montana,
I Delaware, i Idaho,
Columbia, Meksyk Nowy,
Nebrasca, Maine, Missouri też,
Rhode Island, Kalifornia,
Connecticut, no i Floryda -
Wszystkie jak jeden, nasze stany
Ogarnął polski szał”.

5. Zyskał sławę i szacunek na całym świecie, wśród ludzi prostych, ale i intelektualistów, innych pisarzy i wybitnych osobistości swego czasu.
Lew Tołstoj pisał do swojej żony: „Cały wieczór czytaliśmy głośno – czytałem ja – Połanieckich z prawdziwą przyjemnością. Świetny to pisarz, szlachetny, mądry, opisujący co prawda tylko życie warstw wykształconych, lecz we wszystkich jego przejawach, nie zaś wyłącznie nihilistów, felczerów i studentów, jak czynią to nasi pisarze”.

Zapytany przez dziennikarza Mark Twain powiedział o Sienkiewiczu: „Jestem w nim zakochany. Mam młode serce w starym ciele, a gdy czytam jego znakomite epopeje, wciąż mi bije serce zachwytem. Cóż to za cudowna rzecz: Quo vadis! Teraz dopiero czytałem to dzieło po raz pierwszy. Jestem nim zachwycony. Córka moja, miss Klara, czytała mi także ustępy z waszego Mickiewicza. To kolos! Gdyby polskie piśmiennictwo miało tylko Sienkiewicza i Mickiewicza, już byłoby wielkim.
Z Francji pisała córka pewnego ministra francuskiego: „Żadna książka żadnego autora francuskiego nie miała u nas takiej wziętości jak Quo vadis; w przeciągu dziesięciu miesięcy rozeszło się jej 269 wydań, co znaczy, że czytało ją około miliona osób. Gorączkowy zapał ogarniał wszystkich czytelników; jeden z krytyków nazwał ten kult Sienkiewiczowski u nas <zaraźliwą epidemią o ostrym przebiegu>. O powieści Sienkiewicza rozmawiano nawet w najmniejszych zapadłych mieścinach na prowincji. W salonach wieszano obrazy z wizerunkami Winicjusza, Ligii i Petroniusza. Sienkiewicz przewyższał w popularności swej wszystkich współczesnych autorów francuskich”.
Pozostając na chwilę przy Francji. W restauracji w Paryżu student polski obelżywie wyrażał się o Sienkiewiczu, drugi student polski uderzył lżącego. Zajście skończyło się pojedynkiem, śmierć poniósł obrońca pisarza.
Można wręcz mówić o sienkiewiczomanii. Na torach wyścigowych Europy wiele koni nosiło takie nazwy jak: Ursus, Winicjusz, Ligia, Quo vadis. Imiona, nazwiska i nazwy z powieści rozpowszechniają się w handlu na etykietach mnóstwa towarów, znajdą się na domach, pensjonatach, jachtach.

6. Stopniowo i bezapelacyjnie wyrósł na główny autorytet polski, prawdziwego przewodnika narodu. W 1905 r. narasta wrzenie w zaborze rosyjskim. Gdy w Warszawie dochodzi do rozpaczliwego zamętu, trwają „tłumne i pijane wolnością manifestacje, jakich stolica jeszcze nie miała”, gdy dwustu ludzi po jednej z manifestacji ginie od kul wojsk carskich, Sienkiewicz przemawia do tłumu 5 listopada 1905 r. w Warszawie z balkonu domu w Alejach Ujazdowskich, aby uspokoić nastroje. Przywódca Narodowej Demokracji Roman Dmowski poprosił go o to, gdy narodowi demokraci dla uspokojenia nastrojów zwołali wielką demonstrację, pochód przez miasto. Sienkiewicz wywiązuje się z tej misji wspaniale. Ludzie go słuchają, nad emocjami bierze górę rozsądek. Szkoda polskiej krwi, jeszcze będzie potrzebna, gdy jej przelanie na coś się ojczyźnie przyda.


(koniec cz. I)


    Zbigniew Korba HR