poniedziałek, 18 czerwca 2012

Obozowe świadectwo - Piotr Jedziniak HR

Obóz… i wszystko jasne. Las, przygoda, wyzwanie. Dla chłopaków z zastępów pewnie jakaś chwila wytchnienia, zrobienia czegoś innego, sprawdzenia się. Dla szefa? Dla mnie? Obóz to myśl o odpowiedzialności, pedagogice, logistyce…Również o zaparciu się samego siebie. Rany, znowu nie chce mi się jechać. Zawsze przed obozem wpadałem w dość dziwną sinusoidę nastrojów: dzisiaj myśłę, o misji jaką mam do spełnienia, jutro o tym, że znowu jest coś „niedopięte”.
         

Teraz, gdy jestem już dinozaurem ;) mam mnóstwo wspomnień z wyjazdów wakacyjnych: o pierwszej nocnej warcie, o czasach gdy mój zastęp na obozie nazywał się KAŁASZNIKOW (może nie uwierzycie, ale to był skrót…), o jedzeniu znienawidzonej kaszy manny na śniadanie, o przyjaźniach, które trwają do dzisiaj.

Jest jedno, szczególnie mocne wspomnienie, z ostatniego obozu jaki organizowałem. Byłem szefem PuSZczy, która liczyła wówczas 12 zastępów. Obóz odbywał się w miejscowości Ateny na pojezierzu Augustowskim. Początkowo na obóz jechało 8 zastępów, jednak na 2 dni przed wyjazdem ich liczba skurczyła się do 5. Dołek. Czy jest sens robić obóz dla tych chłopaków? Przecież ten czas mogę wykorzystać inaczej. Silna pokusa odwołania wyjazdu „ze względu na małą liczbę uczestników”.
          
 Na szczęście przychodzi opamiętanie: Idź precz pokuso! Jadę!
        
Wyjazd był udany, chociaż do końca żałowałem, ze nie było wszystkich zastępów. Co innego jest jednak ważne: na tym obozie byli harcerze, którzy teraz są trzonem naszego Ruchu: jeden z nich jest asystentem naczelnika, inny szefem kręgu w Lublinie. Dzięki temu obozowi powstała z samodzielnych zastępów drużyna w Krasnobrodzie i umocniło środowisko w Chełmie. Owoce tego „niechcianego” obozu widać do dzisiaj.
         
Im bardziej nie chcemy jechać pod namiot, tym bardziej musimy to robić.
Bóg ma w tym swój plan.
Pomożesz mu go zrealizować w tym roku?






Piotr Jedziniak HR