poniedziałek, 18 czerwca 2012

List do szefa - Zbigniew Korba HR

Drogi Szefie,

Prawdopodobnie jesteś właśnie w ogniu walki przedwakacyjnej. Zdajesz egzaminy, zaliczasz kolokwia i równocześnie przygotowujesz obóz swojej jednostki programowo i organizacyjnie. Plujesz sobie w brodę, że mimo mocnego postanowienia z ubiegłego roku, aby obóz przygotowywać jak najwcześniej, znów dużo spraw zostało do zrobienia w ostatniej chwili. Trudno, lepiej później niż wcale. Obóz to ważna, kluczowa sprawa, najważniejszy element pracy całego roku. Tu dzieją się rzeczy wielkie.
Na pewno troszczysz się o to, aby letni wyjazd Twojej drużyny lub gromady był dla chłopców wspaniałą przygodą, aby zabrali ze sobą do domów radosne wspomnienie przeżytych wydarzeń i autentycznej przyjaźni. Przyjaźń i przygoda, które będą ich udziałem w ciągu tych dwóch czy trzech tygodni, będą ich niosły i budowały przez kolejne miesiące. Temu służy, jak mniemam, pieczołowicie obmyślana wielka gra, olimpiada, zawody sportowe, konkursy w różnorakich technikach począwszy od kulinarnego, wyprawa czy obozowe ogniska.

Te przeżycia niosą w sobie wielki potencjał i dobrze, aby były jak najatrakcyjniejsze. Jednak na obozie przede wszystkim odbywa się wychowanie. Dzięki Twojemu wysiłkowi, niejeden z chłopców może pójść bardzo do przodu w pracy nad sobą, w rozwoju swojej osobowości, charakteru, umiejętności praktycznych, wreszcie w relacji z Panem Bogiem. Wychowanie człowieka to coś fascynującego, każdy z nas ma nieograniczone możliwości stawania się wciąż i wciąż kimś lepszym. Dla każdego z nas Pan Bóg ma specyficzny indywidulany plan, naszym zadaniem jest go odkrywać i za nim podążać. Każdy ma jakieś talenty, nie wolno ich zakopywać, trzeba je pomnożyć przez dwa. W tym zadaniu jedni pomagają drugim, starsi młodszym. Ty, jako szef, możesz pomóc innym bardzo wiele! Skauting daje bowiem niezwykłe narzędzia, które dają świetne efekty. Od ponad stu lat.
 
    Metoda skautowa, którą praktykujemy, jest przemyślana i wciąż sprawdza się w praktyce. Twoim zadaniem jest być jej wiernym ale równocześnie bardzo twórczym w nasycaniu jej programem najlepszym dla rozwoju każdego z Twoich chłopców. Wiadomo, że masz zrealizować poszczególne punkty programu obozu, ale wiadomo również, że ich jakość może być różna. Słaby szef mechanicznie zalicza kolejne elementy programu, dobry szef każdy z nich wykorzystuje, aby jego harcerze czegoś się nauczyli, wynieśli jakąś lekcję. W każdym działaniu harcerskim równie ważne jak jego przeprowadzenie jest jego przygotowanie, a potem PODSUMOWANIE. Wspólne, podczas rady zastępu, rady drużyny, bez apodyktyczności, gdzie najmłodszy mówi pierwszy, by nie krępował się mówić po starszych. Pomóż swoim ludziom wyciągać wnioski samemu, podprowadź ich – to ich czegoś nauczy.
Robisz dobrą robotę dla chłopaków, za którą ich rodzice będą Ci wdzięczni. Jednak jeśli Twoi chłopcy dużo wyniosą, zbliżą się do Boga na obozie przez udział w sakramentach, robisz też wspaniałą robotę dla Polski, dla Kościoła, dla Boga samego. Czy wiesz ilu Skautów Europy powiedziało Panu Bogu „tak” podczas wieczornych adoracji, polowych Mszy Św., spowiedzi odbywanej idąc z duszpasterzem przez las? Dobre czyny będą nam policzone.
Ostatnio uczestniczyłem w spotkaniu z gen. Polko, byłym dowódcą GROM-u, gdzie ludzie biznesu z uwagą słuchali uwag o samodyscyplinie jako koniecznym narzędziu jakiegokolwiek rozwoju. Pomyślałem wtedy, że to przecież elementarz, który zna każdy harcerz. Wymaganie od siebie („nawet gdyby inni od nas nie wymagali”), począwszy od punktualnej pobudki, zimnej kąpieli w obozowy poranek, gimnastyki, przez służbę bez marudzenia w zastępie, sprawne rozpalenie ogniska, przygotowanie śniadania, gdzie każdemu „robota pali się w rękach” i nie trzeba mu „wskazywać palcem, co jest do zrobienia”, bo każdy przezwycięża swoje lenistwo i pobłażanie sobie od pierwszej chwili dnia. Czy faktycznie tak to wygląda w Twojej jednostce? Jeśli nie, nie martw się, ważne aby pod koniec obozu było widocznie lepiej niż na początku.
Gen. Polko mówił dalej o tym, że praca nad sobą zaczyna się od wizji, uświadomienia sobie celu, jasności tego, do czego dążymy, zbudowania pozytywnej motywacji. A bez motywacji nie ma samodyscypliny. Dalej cytował wyniki badań, z których wynika, że w Polsce dominuje fatalny styl przywództwa „prezesowskiego”, apodyktycznego, zarządzania przez wydawanie poleceń. Podczas gdy nowoczesne przywództwo jest kreowaniem wizji, celu, wzmacnianiem motywacji, aby wszyscy mieli wspólną agendę i sami chcieli grać do jednej bramki, a potem jest towarzyszeniem, podpowiadaniem, oczywiście kiedy trzeba i rozliczaniem czy ganieniem.
Pomyślałem wtedy: jak wielką szkołą nowoczesnego przywództwa, opartego o zaufanie, naturalny autorytet, kreowanie wspólnej wizji łączącej wszystkich, bazowanie na inicjatywie i aktywności ludzi - może być harcerstwo. Nasz szef to lider, który wierzy w ludzi, uruchamia ich niespożyte pokłady możliwości i zdolności, wyciąga z nich na zewnątrz to, co w nich najlepsze. A oni zaskoczeni tym, patrzą na siebie jakby z boku i sami niedowierzają: „to ja?”, „czy to mnie udało się to zrobić?”, „naprawdę byłem w stanie pokonać swoje kompleksy, niewiarę w siebie i pomóc zastępowi wygrać ten konkurs?”
Jeśli ktoś, jakaś ciotka czy babcia, pyta „po co ci to?”, pomyśl o tym także z tej strony. Bycie szefem to nabywanie bezcennych umiejętności, które prezesi spółek potem uzupełniają na „wieczorowych kursach”. Zorganizowanie i przeprowadzenie obozu to więcej niż dziesięć wolontariatów. Dajesz siebie młodszym, ale tak naprawdę najwięcej inwestujesz w siebie, w swoje umiejętności, których trudno się nauczyć z książki czy przy biurku. Obecnie do ludzi zaczyna docierać, że najważniejszy nie jest papier z uczelni ale to, co się umie. Jeden człowiek opowiadał mi, że przesłuchał ponad stu kandydatów do pracy. Oczywiście każdy kandydat musiał mieć „dobre papiery”, żeby w ogóle doszło do spotkania rekrutacyjnego. Jednak na spotkaniu rekrutującego interesowało głównie to, co każdy z kandydatów umie już robić, jakimi umiejętnościami może się wykazać, jaki jest jako potencjalny pracownik, czy ma w sobie ten błysk entuzjazmu, który pozwoli wierzyć, że będzie szybko nabywał te umiejętności, których mu jeszcze brakuje.
A zatem, powodzenia! Życzę Ci, aby obóz był wspaniałą przygodą dla Twoich podopiecznych i dla Ciebie. Ad maiorem Dei gloriam („na większą chwałę Boga”).

Czuwaj!




Zbigniew Korba HR